Wiedźmin Netflixa - Lauren Hissrich i Declan De Barra. Twórcy, którzy popsuli słynne seriale i filmy
- Twórcy, którzy popsuli znane marki
- Gra o tron (Game of Thrones) - David Benioff i D.B. Weiss
- Wiedźmin Netflixa - Lauren Hissrich i Declan De Barra
- Star Wars: The Force Awakens po Star Wars: The Rise of Skywalker - Kathleen Kennedy
- Ghostbusters. Pogromcy duchów (Ghostbusters) - Paul Feig
- Liga Sprawiedliwości (Justice League) - Joss Whedon
- House of Cards - Melissa James Gibson i Frank Pugliese
Wiedźmin Netflixa - Lauren Hissrich i Declan De Barra

- Co to: najgłośniejsza premiera roku 2019 i obecnego (przynajmniej w kraju nadwiślańskim)
- Gdzie obejrzeć: Netflix
O Wiedźminie piszemy niemal codziennie – tak, wiemy. Trudno jednak mieć inne podejście, kiedy mowa o jednej z największych marek w dzisiejszym Internecie. Przed premierą drugiego sezonu przygód Białego Wilka obietnic złożono wiele. Część z nich spełniono, wiele pozostaje pieśnią przyszłości. Jasne, Wiedźmin nie jest jeszcze serialem całkowicie upadłym, może się podnieść, ale najważniejsze w takich projektach zawsze jest pierwsze wrażenie. A to – przynajmniej w opinii polskich internautów i dziennikarzy, także mojej – najlepsze nie jest.
Lauren Hissrich w kontynuacji produkcji Netflixa postanowiła odejść jeszcze dalej od książkowego pierwowzoru, niż miało to miejsce w pierwszej odsłonie. Efekt jaki jest, każdy widzi. Największą bolączką Wiedźmina nie są już brak budżetu czy niepotrzebne zawiłości, bo to poprawiono, lecz fakt, że twórcy wpadli w inne pułapki. Osobiście najmocniej rozczarowany jestem podejściem do psychologii poszczególnych głównych postaci. To rzecz, której akurat nie trzeba było zmieniać. A wręcz nie powinno się tego robić. Andrzej Sapkowski nakreślił w opowiadaniach i powieściach pełnokrwistych, znakomitych bohaterów, stuprocentowych ludzi. To dlatego, a nie ze względu na złożoną intrygę bądź poetycko opisany świat, Wiedźmina czytało się tak dobrze. Moim zdaniem zawsze była to bardziej twórczość obyczajowa, opowiadająca o relacjach międzyludzkich, z doskonale wymyślonymi przez autora dialogami, nie zaś porywająca przygoda czy saga z wciągającym światkiem politycznym. W tym kierunku idzie zaś Hissrich, chcąc uczynić z Wiedźmina netflixową Grę o tron.
Jeśli zaś chodzi o Declana De Barrę, to jest on odpowiedzialny za nakręcenie kilku odcinków produkcji. Co istotniejsze jednak: jest showrunnerem zapowiedzianego przy okazji premiery drugiego sezonu spin-offu, czyli Rodowodu krwi. Tutaj występuje bardziej w ramach ciekawostki i przestrogi, ponieważ obraz nie ujrzał jeszcze światła dziennego, ale teaser nie napawa optymizmem – zdaje się – nikogo. Przeczytałem gdzieś przy tej okazji, że wygląda jak tanie kino fantasy, które emitowane jest czasem w niedzielne popołudnia, by zapełnić telewizyjny czas antenowy. Zgadzam się.
Niestety tego się już nie cofnie. Serial został stworzony tak, a nie inaczej, i trudno oczekiwać, by koncepcja drastycznie się zmieniła.