Grawitacja – recenzja. FILMag #24 - Gra Endera, Thor: Mroczny świat, Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia
- FILMag #24 - Gra Endera, Thor: Mroczny świat, Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia
- Gra Endera – ekranizacja bestsellera science fiction
- Thor: Mroczny świat – bohater Asgardu w obronie ludzkości
- Kapitan Phillips – morskie kino akcji i Tom Hanks w roli głównej
- Wyścig – wielki pojedynek mistrzów Formuły 1
- Adwokat – narkotyki, Ridley Scott i gwiazdorska obsada
- Don Jon – nowe spojrzenie na Don Juana
- Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia – ciąg dalszy ekranizacji bestsellerowej sagi
- Najnowsze zwiastuny – Non-Stop, Jack Ryan i nowy film Wesa Andersona
- Newsy – Batman vs. Superman, Avatar 2, Bruce Campbell
- Strefa fana
- Grawitacja – recenzja
- Labirynt – recenzja
- Wałęsa – recenzja
- Carrie – recenzja
Grawitacja – recenzja

Zdaniem fsma
Niezwykła satysfakcja spływa na widza w momencie, gdy wszystkie ogromnie pozytywne i optymistyczne opinie na temat jakiegoś filmu okazują się prawdą. Tak jest w przypadku Grawitacji – Alfonso Cuarón po wielu latach przygotowań i problemów stworzył dzieło niemal kompletne. Film ekstremalnie satysfakcjonujący, emocjonujący i bezbłędny od strony technicznej. W kategoriach czysto wizualnych Grawitacja stawia poprzeczkę na niezwykle wyśrubowanym poziomie, do którego ciężko będzie doskoczyć nawet największym tuzom filmowego światka, i przy okazji udowadnia, że raz na rok warto pójść do kina na jakiś film wykonany w technice 3D. Poza techniczną perfekcją Grawitacja oferuje prosty, ale bardzo poruszający ludzki dramat, dziejący się w niezwykle nieprzyjaznym środowisku (jeśli kiedyś marzyliście o wyprawie w kosmos, to po seansie zapewne zmienicie zdanie), i bardzo przekonujące aktorskie kreacje – nawet przeciwnicy Sandry Bullock muszą przyznać, że utalentowana z niej babka. Póki co najlepszy film roku.
Moja ocena: 9+/10
Zdaniem eJaya
Co tu pisać? Po prostu czysta perfekcja. Realizacyjna, reżyserska i... scenariuszowa. Bo dużym sukcesem jest przekucie 15-minutowego materiału na trwający ponad godzinę żwawy, emocjonujący, ludzki dramat. Cuarón udowodnił, że jest wielki, pozwalając sobie na nietuzinkową warstwę wizualną, która w żadnym momencie nie stara się być przesadnie efekciarska. Bohater grany przez Clooneya mówi w pewnej chwili do widza „patrzcie, jak tu pięknie”, po czym kamera skupia się na widoku Ziemi. Dokładnie o tym jest ten film. 99,9% z nas prawdopodobnie nigdy nie ujrzy na żywo planety z tej perspektywy. Cieszmy się, że Cuarón podarował nam taki prezent. Z jednej strony urokliwy i cukierkowy, z drugiej przerażający. Bo człowiek wobec przestrzeni kosmicznej jest tylko paprochem. Nic nie znaczącym pikselem na mapie wszechświata. Film roku bez dwóch zdań.
Moja ocena: 9/10