Diablo 2: Resurrected trafiło na Steama w piekielnej edycji, a wraz z nią nie tylko nowa klasa, ale też przydatne i z dawna pożądane przez fanów usprawnienia.
Świeża klasa to nie jedyna nowość, która wzbogaciła zremasterowane Diablo 2 w nowym dodatku do współczesnej wersji tego kultowego hack’n’slasha.
Piekielne wydanie drugiego Diablo to z pewnością powód do świętowania dla fanów Sanktuarium. To bowiem uwzględnia zupełnie nową klasę, która zadebiutowała wraz z dodatkiem Reign of the Warlock, a do tego trafi również do dwóch pozostałych odsłon serii, czyli Diablo 4 i Diablo Immortal, które nadal rozwija studio Blizzard Entertainment.
Rozszerzenie nie jest darmowe dla posiadaczy poprzedniego wydania (osobno kosztuje 109 zł), co zirytowało niektórych graczy. Niemniej wiele mówi fakt, że nie przełożyło się to na bombardowanie negatywnymi recenzjami na Steamie ani Infernal Edition, ani Diablo 4, które swoją drogą jest obecnie przecenione na platformie Valve.
Niemniej jest jeden powód, dla którego część graczy chciałaby, aby oprócz dodatku można było za darmo otrzymać aktualizację za zmianami wprowadzonymi w Reign of the Warlock. Tak się bowiem składa, że drugi dodatek do D2 to także drobne, ale pożądane od dawna usprawnienia.
Zacznijmy od drobiazgu, który uradował wielu graczy: od teraz wreszcie można osobno zbierać „stosy” („stashes”) maksymalnie 99 przedmiotów w formie trzech nowych zakładek, osobnych dla klejnotów, materiałów i run. Brzmi jak drobiazg, dopóki nie uświadomimy sobie, że gracze niekorzystający z fanowskich modów musieli wysługiwać się „mułami” – czyli postaciami stworzonymi tylko po to, by przechowywać nadmiar „gemów”. Nie mówiąc o tym, że w przypadku rozgrywek sieciowych wymagało to pomocy innego gracza.
Co więcej, Diablo 2 wzbogacono o filtry łupów, które można dostosować pod swoje preferencje. W ten sposób łatwiej zauważyć i zebrać „loot” wart zachodu, co oszczędza czasu. Do tego dochodzi Kronika, która dokumentuje zdobyte łupy i miejsce ich pochodzenia, a ze skompletowane kolekcje i zestawy nagrodzi gracza nowymi upiększaczami (czytaj: skinami).
Nie dziwi więc, że część graczy wolałaby zobaczyć faktyczną aktualizację zamiast „opcjonalnego” dodatku. Niemniej nawet bez tych usprawnień Reign of the Warlock oferuje sporo: poza wspomnianą klasą mamy też zaktualizowane Obszary Grozy dla fanów endgame’u i przerobione Talizmany Osłabienia (Sunder Charms) oraz, rzecz jasna, sporo nowych przedmiotów unikalnych, run etc.
Aha, nie można też ponownie nie wspomnieć, że wraz z debiutem „piekielnego” wydania Diablo 2 wreszcie zawitało na Steama. Dotychczas na PC mogliśmy się bawić tylko poprzed usługę Battle.net. Na razie nie przełożyło się to na wybuch aktywności – co raczej nie dziwi ponad 4 lata po premierze D2: Resurrected – ale też, jak wspomnieliśmy, zabrakło także „review bombingu”. Biorąc pod uwagę, jak gracze reagują na skądinąd (i póki co) dobrze przyjętą aktualizację Overwatcha i nastroje graczy Diablo 4, wypada to uznać za spory sukces.
Diablo 2 Resurrected: Infernal Edition można też sprawdzić w ramach usługi Xbox Game Pass.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Część odnośników na tej stronie to linki afiliacyjne. Klikając w nie zostaniesz przeniesiony do serwisu partnera, a my możemy otrzymać prowizję od dokonanych przez Ciebie zakupów. Nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, a jednocześnie wspierasz pracę naszej redakcji. Dziękujemy!
GRYOnline
Gracze
OpenCritic
1

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).