Twórca treści o grach MMORPG musiał tłumaczyć się ze swojej współpracy z World of Warcraft. Stwierdził, że woli brać pieniądze od firmy niż od swoich widzów.
Popularny twórca internetowy, uchodzący za eksperta w dziedzinie gier MMORPG, nawiązał jakiś czas temu współpracę z World of Warcraft i Pinterestem. W efekcie wylała się na niego fala krytyki, na którą musiał odpowiedzieć serią postów.
Josh Strife Hayes prowadzi swój kanał na YouTube od 2017 roku, znaczną jego część poświęcając grom MMORPG. Jedną z jego najpopularniejszych serii jest „Najgorsze MMO w historii”, ale przeprowadzał także dogłębne analizy takich tytułów jak New World czy Diablo Immortal. Dotychczas zebrał prawie milion subskrypcji, a jego najnowsze materiały mają po kilkaset tysięcy wyświetleń.
Mówimy więc o bardzo rozpoznawalnym twórcy, który jednak ostatnio musiał zmierzyć się z krytyką fanów, oskarżających go o zdradę. Między 16 a 23 marca opublikował on serię krótkich filmików powstałych we współpracy z World of Warcraft: Midnight oraz Pinterestem. Wysyłał w nich widzów na swego rodzaju poszukiwanie skarbów po Londynie, gdzie mogli zdobyć limitowane edycje przedmiotów do domów w WoW-ie.
Jak to w przypadku płatnych współprac bywa, część fanów od razu oskarżyła Josha o „sprzedanie się”, a niektórzy wieloletni widzowie zagrozili anulowaniem subskrypcji. Pojawiły się również kpiące nawiązania do odrzucenia przez twórcę współpracy z Blizzardem w 2024 roku. Wówczas stwierdził, że „liczba zer w kontrakcie była imponująca”, ale jego widzowie by tego nie chcieli.
Oh, tym razem dali wystarczająco dużo zer.
Josh jest jeden krok bliżej do zagrania w Midnight. Muszą tylko dodać jedno zero więcej do czeku.
Dwa dni temu Josh opublikował w serwisie X serię postów, w których wyraził rozczarowanie zachowaniem fanów i wyjaśnił swoją decyzję. Twórca przyznał, że w ostatnich latach finansował swoje treści głównie z reklam i wsparcia fanów, a współprace stanowiły rzadkość.
Tym razem jednak zgodził się na kampanię, ponieważ osobiście bardzo lubi tego typu zabawy w podchody oraz „woli brać pieniądze od firmy” zamiast od widzów. Przekazał, że to doświadczenie okazało się być dla niego „całkowicie przytłaczające i wyczerpujące psychicznie”.
To nie jest narzekanie typu: „ojej, jak mi źle”. Wiem, że mam ogromne szczęście ale jeśli jesteś pracującym artystą, czasem trzeba wziąć pieniądze, żeby móc dalej tworzyć filmy i robić to, co naprawdę chcesz. I w końcu uznasz, że bycie obrażanym przez ludzi z internetu, których nigdy nie spotkasz, to cena, którą warto zapłacić, żeby zapewnić sobie i swojej rodzinie stabilną przyszłość.
Przeglądając komentarze pod postem, zdaje się, że większość osób stoi po stronie Josha. Zwracają uwagę, że krytykujące go osoby po prostu nie rozumieją, jak działają internetowi twórcy, którzy dzięki samej pasji nie są w stanie opłacić rachunków. Oczywiście warto wspomnieć, że są również osoby, których tłumaczenie Josha nie przekonało i nadal krytykują go za współpracę.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Więcej:Diablo 4 co roku staje się zupełnie inną grą. Blizzard przyznaje: nadążenie za zmianami to wyzwanie
GRYOnline
Gracze

Autor: Marcin Bukowski
Absolwent Elektroniki i Telekomunikacji na Politechnice Gdańskiej, który postanowił poświęcić swoje życie grom wideo. W czasach dzieciństwa gubił się w Górniczej Dolinie oraz „wbijał golda” w League of Legends. Dwadzieścia lat później gry nadal bawią go tak samo. Dziś za ulubione tytuły uważa Persony oraz produkcje typu soulslike od From Software. Stroni od konsol, a wyjątkowe miejsce w jego sercu zajmuje PC. Po godzinach hobbystycznie działa jako tłumacz, tworzy swoją pierwszą grę bądź spędza czas na oglądaniu filmów i seriali (głównie tych animowanych).