Wygląda na to, że „nowy DRM” na PlayStation 4 i PlayStation 5 to jedynie bat Sony na osoby próbujące wykorzystać zwroty gier do zachowania zwróconych nabytków.
Sprawa odliczania do odnowienia licencji może być jeszcze starsza i mieć bardziej niespodziewane (i o wiele mniej karygodne) wyjaśnienie, niż wydawało się graczom po weekendowym dochodzeniu.
Wiadomość o „nowej” funkcji, rzekomo dopiero co wprowadzonej na konsolach PlayStation, wywołała spore zamieszanie. Część graczy z miejsca uznała to za celowy zabieg antykonsumencki Sony, podczas gdy inni próbowali znaleźć jakąś logikę w tej pozornie kuriozalnej decyzji firmy, która swego czasu wyśmiewała bardzo podobne rozwiązanie z Xboxa One. Nie pomagał im ani brak oficjalnego komentarza spółki, ani na pozór niespójne doniesienia na temat funkcjonowania tego dziwnego zabezpieczenia.
Na oświadczenie Sony wciąż czekamy, ale w międzyczasie własne dochodzenie przeprowadził DetectiveSeeds. Co prawda informator podpadł firmie i nie jest już członkiem programu partnerskiego PlayStation, ale nadal utrzymuje kontakt z pewnymi pracownikami Sony Interactive Entertainment. Od nich uzyskał kolejne potwierdzenie, że ta „nowa” funkcja jest obecna w „ekosystemie PlayStation” od czasu premiery PS4 Pro, a teraz jedynie została „wyregulowana” w zupełnie innym celu, niż przypuszczają krytycy Sony. Po prostu, jak to ujął, „każdy ma Internet” i dlatego nigdy nie wypłynęło to na światło dnia.
W czym rzecz? Jeśli wierzyć informacjom internauty, zabezpieczenie służy do walki ze „złośliwym” procederem związanym ze zwrotami: „DRM” nie wymusza odnowienia licencji co 30 dni (jak sądzili niektórzy gracze), lecz znika po upływie 14 (16?) dni. Czyli terminie, w którym (w teorii) można dokonać zwrotu zakupionej gry. Po tym gracz może bez przeszkód bawić się bez połączenia z Internetem.
Te informacje są nieoficjalne, ale zdaje się je potwierdzać dochodzenie Mohameda Adela oraz dalsze testy przeprowadzone m.in. przez andshrewa z forum ResetEra i BigGoji z serwisu X po próbie kanału Spawn Wave. Dla przypomnienia: internauta potwierdził, że zakupione teraz gry cyfrowe faktycznie zostają zablokowane. Jednakże wygląda na to, że ta „tymczasowa” licencja faktycznie zostaje zmieniona na stałą po upływie 14 dni od zakupu (podkreślamy: zakupu, nie instalacji).
Co więcej, takie wyjaśnienie współgra z tym, o czym wspominaliśmy we wczorajszej wiadomości. Już w marcu część graczy zauważyła to odliczanie, ale u większości użytkowników zniknęło ono na długo przed upływem 30 dni. Z kolei ten termin może mieć związek z subskrypcjami PlayStation Plus, tj. wykorzystaniem istniejącej funkcji wykorzystywanej w przypadku gier udostępnianych tymczasowo w tej usłudze.
Podsumujmy: wygląda na to, że rzekomy „DRM” ani nie jest nową funkcją (wręcz przeciwnie), ani też nie ma wiele wspólnego z niesławnym pomysłem Microsoftu na Xboxa One. Sony być może próbowało jedynie poradzić sobie z graczami wykorzystującymi lukę przez pozyskanie nieograniczonej licencji na zakupioną i następnie zwróconą grę. W praktyce trudno wyobrazić sobie autentyczną sytuację, w której to zabezpieczenie zadziała na szkodę nabywcy.
Niemniej akurat w tym przypadku pretensje graczy były i są zrozumiałe (pomijając tych internautów, którzy nadal krzyczą o nowym „DRM” Sony i odrzucają wszystkie dowody obalające tę tezę), a to z prostego powodu. Od rozpoczęcia całego zamieszania minął już tydzień – nie mówiąc o pierwszych odnotowanych przypadkach, które przemknęły niezauważone – a mimo to właściciel PlayStation wciąż nie odniósł się do sprawy, mimo artykułów i próśb o komentarz od branżowych mediów (o rozgniewanych graczach nie mówiąc). Trzeba przyznać, że Sony nie popisało się tu talentami komunikacyjnymi, i liczyć, że firma wreszcie uzna za stosowne wyjaśnić sprawę oficjalnie.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).