Daniel Vávra uważa, że „kreatywne” AI w grach i filmach to nieunikniona przyszłość, ale też „szansa” dla twórców.
Szef Warhorse Studios ma dowód na „nieuniknioną przyszłość” z twórczym AI, ale gracze nie podzielają entuzjazmu twórcy Kingdom Come: Deliverance 2.
Daniel Vavra to jeden z tych deweloperów, który nie stroni od mediów społecznościowych. Po premierze ostatniej gry jego zespołu Czech często zabiera głos – czy to na temat fabuł gier wideo, czy też komentując upadki studiów albo polską fantastykę.
O ile jednak takie wypowiedzi zyskują mu co najwyżej nieco krytycznych komentarzy, o tyle sporo graczy (i część innych twórców) chłodno przyjęło jego wypowiedzi w sprawie AI. W trakcie zamieszania wokół generatywnej sztucznej inteligencji w kontekście Larian Studios Vavra mówił o „histerii AI” i wskazywał, że choć nie jest fanem „twórczej” SI, to „kreatywna” sztuczna inteligencja zostanie z nami na dobre,
Niedawno czeski twórca miał okazję powiedzieć: „a nie mówiłem?”. Tak bowiem wybrzmiewa wpis Vavry na temat „śmierci Hollywoodu”: użytkownik serwisu X opublikował materiał prezentujący, jak model Kling 3.0 (na razie niedostępny publicznie) pozwala stworzyć „w 100% fotorealistyczne” sceny.
Jeśli śledziliście jakąkolwiek dyskusję na temat generatywnego AI w tekstach kultury, zapewne odgadliście, z jaką reakcją spotkał się ten wpis. Podobne wróżby wieszczące koniec klasycznych silników do gier oraz animacji filmowej pojawiają się od dawna i zwykle kończą się sieciowym odpowiednikiem linczu oraz wskazywaniem, że „fotorealistyczny” twór SI ma problemy z ciągłością w tak „wyreżyserowanych” scenach.
Jednakże Daniel Vavra podał dalej ten wpis i najwyraźniej uznaje to za dowód, że takie wykorzystanie AI „nieunikniona przyszłość”:
Wszyscy nienawidzą AI (no dobra, właściwie nie wszyscy). Ale mówiłem Wam, że to nieunikniona przyszłość. Nienawidźcie mnie, jak chcecie, ale taka jest prawda. To zwiastun stworzony przez fana. Przygotowany w dwa dni [właściwie „kilka godzin”, według „twórcy” sceny – przyp. red.]. Przez jedną osobę. Branża filmowa (i gier) już nigdy nie będzie taka sama. Można to postrzegać jako koniec gry albo jako szansę dla wszystkich na tworzenie świetnych rzeczy bez wielkich pieniędzy korporacji. Ale nieważne, co myślicie. Już tu jest i nigdzie się nie wybiera.
Rzecz jasna, słowa Vavry spotkały się z oporem ze strony internautów, na których komentarze Czech odpowiadał w kolejnych wpisach. Deweloper pisał, że jego „sztuka” to tylko „materializacja jego myśli, efekt mojego mózgu prowadzącego moje dłonie” (co ma być kontrargumentem przeciwko traktowaniu jej jako „produktu”), a dalsze znaczące postępy zobaczymy nie w przeciągu lat, a miesięcy.
Niemniej nie wygląda na to, żeby Vavra przekonał wiele osób do swoich poglądów. Owszem, większość internautów komentujących wpis Czecha zgadza się, że AI nie zniknie, skoro zostało już wypuszczone w świat, ale niemal żadna z tych osób nie uważa tego za „szansę” dla kogokolwiek. Nie mówiąc o tym, że nawet w tym materiale da się znaleźć zbyt wiele niekonsekwencji, i to nie drobiazgów (bo takie przeoczenia zdarzają się także zarówno w filmach aktorskich, jak i w klasycznych animacjach), lecz poważnych zmian scenerii.
Tak czy owak, twórca ma rację pod jednym względem: „kreatywne” AI nigdzie się nie wybiera i zapewne kolejne lata / miesiące przyniosą kolejne „dowody” na postęp tej rzekomej rewolucji.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).