Piłkarski GOL 2026Gry lipca 2026Interaktywna mapa Gothic RemakeTe gry zasłużyły na uwagę w 2026 roku
Szukaj...

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl
34
11
Dodaj nas
Komentarze 34
Lubię to
11
Oceń grę
Zaloguj się

No Man's Sky było kosmiczną porażką. Dziś to najlepsza gra o eksploracji kosmosu

To wręcz nieprawdopodobne, że Sean Murray nie porzucił NMS. Z łatwością wskazałbym dziesiątkę innych wydawców, którzy po astronomicznej porażce, jaką odniosło NMS, porzuciłoby projekt. Tymczasem po 20 patchach i 8 latach w końcu No Man's Sky zabiera nas w ciekawą podróż dookoła galaktyki.

Maciej PawlikowskiMaciej Pawlikowski

34
No Man's Sky było kosmiczną porażką. Dziś to najlepsza gra o eksploracji kosmosu, źródło grafiki: NMS, Hello Games, 2016.
No Man's Sky było kosmiczną porażką. Dziś to najlepsza gra o eksploracji kosmosu Źródło: NMS, Hello Games, 2016.

No Man’s Sky sprawiło, że ponownie poczułem mdłości i zawroty głowy od nadmiernego siedzenia przy komputerze. Niedawna premiera nowego, dużego patcha do gry, Worlds Part I, oraz nowej Ekspedycji „Liquidators” spowodowała, że choć tego w żadnym razie nie planowałem, wpakowałem swoje zdrowie i higienę snu w przejściowe kłopoty.

Wszyscy znamy tę historię. W 2016 roku Sean Murray, na własne życzenie, zwalił sobie na głowę niebo, o którym chwilę wcześniej opowiadał niestworzone historie. No Man’s Sky miało być doświadczeniem, które przekroczy wszelkie ustanowione przez gry granice, a okazało się zawodem, który po prawdzie granice przekroczył, ale dobrego smaku. Marketing tej gry opierał się, niestety, na kłamstwach, na obietnicach bez pokrycia, na marzeniach o tym, czym chcielibyśmy, aby była, a nie na tym, czym była w rzeczywistości. Nadszedł 9 sierpnia 2016 roku i gracze, zamiast w żywej, nieskończenie wielkiej galaktyce, w której sky is NOT the limit, wylądowali na pustych, brzydkich planetach otoczonych jeszcze brzydszym i nudnym kosmosem. Sieć, ma się rozumieć, eksplodowała pod naporem wściekłości i zawiedzionego zaufania, a Sean Murray zrobił jedyną rzecz, jaką mógł wówczas zrobić – zniknął.

No Man's Sky, Hello Games, 2016

I tu zaczyna się ta opowieść o odkupieniu. Bo Murray się nie zmył i nie wyjechał na Cypr – zniknął, aby w ciszy pracować nad grą, która po 8 latach rozwoju jest w końcu tym, czym powinna była być od początku. Jedyną w swoim rodzaju pozycją o eksploracji kosmosu, planet i księżyców, w której w zasadzie nie jesteśmy niczym ograniczeni.

Nie będę nawet próbował odpowiadać za Murraya, dlaczego stało się tak, jak się stało. Wielokrotnie wypowiadałem się o ryzykownych działaniach odklejonego od rzeczywistości marketingu, który przynosi potworne szkody branży i twórcom, a ci skorzy są sami uwierzyć w hasła, jakie szerzy ich firma. Skupię się więc tym razem na rzeczach pozytywnych – na tym, czym No Man’s Sky jest teraz.

Regularne powroty do NMS

NMS ściągnąłem tylko po to, aby sprawdzić nowy patch. Robiłem tak wielokrotnie w przeszłości, wracając do gry przy okazji dużych aktualizacji. Niemal zawsze moja rozgrywka wyglądała tak samo – zaczynałem od początku, grałem kilka godzin i bawiłem się w sumie dobrze, aby nagle, po trzech, pięciu czy ośmiu godzinach odkryć, że potwornie się nudzę i nie mam już siły warpować w stronę nowego układu. Od początku istnienia NMS irytowała mnie bezcelowość tej rozrywki i poczucie pustki oraz fakt, że te piękne planety zazwyczaj nie oferowały niczego ciekawego. Ot, kamienie, roślinki i zwierzątka, które niekiedy (często!) wyglądają jak marzenie szalonych genetyków. Instalując No Man’s Sky po patchu Worlds Part I, sądziłem, że będzie tak samo, dlatego powiedziałem sobie: sprawdzę tylko oprawę graficzną (bo aktualizacja skupia się na wyglądzie planet, w tym przede wszystkim wody czy chmur) i lecę nadświetlną w stronę innych gier.

Tak się nie stało. Bo oto w końcu, po latach od premiery, NMS daje poczucie, że można ruszyć w bezkresny kosmos, w stronę niezbadanych światów, aby je odkrywać i podziwiać, budować na nich, walczyć, handlować, zarządzać osadami oraz infiltrować ogromne, porzucone wraki kosmicznych frachtowców. Słowem: eksplorować.

Najlepsza eksploracja jest w NMS

No Man's Sky, Hello Games, 2016

Nigdy wcześniej doświadczenie eksploracji nie było zaspokajane w No Man’s Sky tak jak teraz. Choć gra opiera się na tych samych założeniach co w 2016 roku, uzupełniono ją szeregiem tak kosmetycznych, jak i krytycznych gameplayowych mechanik i aktywności, które zwyczajnie sprawiły, że nie czujemy nudy i chcemy brnąć w to dalej.

Zbierasz surowce, aby je rafinować, żeby zbudować swoją bazę, okej, ale za moment przylecą kosmiczni piraci, a chwilę później zobaczysz ogromnego czerwia z Diuny, który wynurza się ze zbocza czynnego wulkanu. Lecisz w kosmos, by sprzedać znalezione na planetach artefakty w stacjach kosmicznych, po drodze jednak zauważasz opuszczony wrak ogromnego statku. Lądujesz na nim i gra kompletnie zmienia charakter, naśladując odrobinę Dead Space (postać wyraźnie zwalnia, klimat robi się posępny). We wraku spędzasz z godzinę, wyciągając z niego mnóstwo drogocennych surowców i przedmiotów oraz poznając powód jego opuszczenia. W końcu kontynuujesz podróż, po drodze natykając się jeszcze na piratów, którzy przeskanowali Twój statek i stwierdzili, że te surowce w sumie bardzo im się przydadzą. Wreszcie docierasz do stacji kosmicznej, zgarniasz mnóstwo kasy, którą wydajesz na ulepszenia, a tych są dziesiątki – do kombinezonu, do statku kosmicznego, do multinarzędzia, do egzopojazdu, do frachtowca. Technologie te pozwalają nie tylko przetrwać dłużej na niezdatnej do życia planecie, ale i ulepszają wydajność spalania paliwa startowego w silnikach.

No Man's Sky, Hello Games, 2016

W drodze powrotnej zahaczasz jeszcze o Anomalię czy też Nexusa, czyli kosmiczny hub, w którym spotykasz innych graczy – patrzysz na ich wystrzelone w kosmos przedmioty kosmetyczne – zdobyte, nie kupione, w grze nie ma mikrotransakcji, wszystko jest do zdobycia jak za starych, dobrych czasów – patrzysz na ich statki z rozkładanymi, solarnymi skrzydłami niczym u ważki i zdajesz sobie sprawę, że nie miałeś pojęcia, iż coś takiego można zyskać w grze.

Potem, kilka godzin później, znajdujesz tę jedną planetę, która powoduje, że Twoja szczęka ląduje na podłodze – stoisz wśród wysokich, czerwonych traw i dziesięciometrowych muchomorów, widzisz, jak słońce zachodzi za wielką, w końcu realistycznie animowaną wodą, a na niebie wśród granatów i fioletów uwydatniają się pierścienie niedalekiego księżyca, i stwierdzasz, że właśnie tutaj chcesz spędzić swoje wirtualne życie. Rozpoczynasz więc budowanie bazy, a dziś, po wielu aktualizacjach, można odpicować naprawdę piękne i niesamowite konstrukcje (ot, chociażby bazy podwodne albo bazy w typie platform wiertniczych, albo po prostu piękny domek, bo stylów i przedmiotów do odblokowania i wykorzystania jest mnóstwo). W trakcie projektowania swojej kuchni stwierdzasz, że adoptujesz któreś z pokrzywdzonych przez wirtualną ewolucję zwierzątek, że będziesz miał rybki, hodował roślinki i ogólnie staniesz się galaktyczną Gretą Thunberg.

Ruszasz stepami swojej świeżo skolonizowanej planety, aby odnaleźć najpiękniejsze okazy, ale podczas marszu odkrywasz, że Twój piękny, rajski glob ma skazę w postaci potężnych burz solarnych. Temperatura gwałtownie wzrasta z 20 do 450 stopni Celsjusza. Nie jesteś w stanie wrócić do swojego statku na czas, widoczność spada do 3 metrów przed Tobą i cudem odnajdujesz schronienie w jaskini. Tam też odkrywasz kolejny ekosystem pełen przedziwnych, świecących w ciemnościach roślin i artefakty obcych. Gdy burza ustaje, wracasz do swojego bazy, ale na drodze wyrasta Ci wielki boss – potężny robal, który z przyjemnością Cię zeżre.

No Man's Sky, Hello Games, 2016

Tak, No Man’s Sky ma dziś wszystko, by rozkochać w sobie tych, którzy uwielbiają eksplorację. Podczas odwiedzin jednej z przypadkowych planet znalazłem na niej osadę, której zostałem burmistrzem. Spędziłem tam kilka dodatkowych godzin, aby ją rozbudować i pomóc jej mieszkańcom wydobyć się z długów. Naprawdę chciałem pobyć w tym kosmosie z godzinę, ale skończyło się tak, że w poprzedni weekend grałem od rana do późnej nocy. Gdy w końcu poszedłem do łóżka, pod powiekami widziałem mieniące się gwiazdy. Ostatni raz pozwoliłem sobie na taką zabawę, gdy byłem z 10 lat młodszy.

Po raz pierwszy wypróbowałem również tryb Ekspedycji, który wzbogaca rozgrywkę w NMS. Choć graczy jest obecnie całe multum, z racji ogromów galaktyki nie spotyka się ich zbyt często (nie licząc wspomnianego huba, który można przyzwać niemal w dowolnej chwili w kosmosie i tam na przykład handlować z innymi czy zapraszać ich do drużyny, aby wspólnie ruszyć na podbój). Ekspedycja więc rozwiązała ten problem – to tryb tymczasowy, aktywny przez określoną liczbę tygodni. Delikatnie fabularyzowany polega na osiąganiu szeregu celów i tzw. kamieni milowych. Cele te znajdują się na określonych planetach, więc niejednokrotnie spotykamy innych graczy, ich statki lub bazy. Progres został również znacznie przyśpieszony i rozgrywka robi się zwyczajnie ciekawsza i bardziej dynamiczna, a sama przygoda zyskuje celowość. Nagrody zdobyte w trakcie trwania Ekspedycji na jej koniec przeniesiemy do głównego zapisu i będziemy mogli kontynuować podróż, ot, chociażby nowym, wspaniałym statkiem. Jeśli boicie się, że ponownie w NMS pokona Was nuda, spróbujcie trybu Ekspedycja.

No Man’s Sky nie jest i nie będzie dla wszystkich

No Man's Sky, Hello Games, 2016

I choć ta przepastna galaktyka z pewnością pomieściłaby nas wszystkich, tak No Man’s Sky nie jest pozycją dla każdego. To nie jest tytuł o paraniu się międzygalaktycznym piractwem czy byciu kurierem, to nie jest gra, która w „realistyczny” sposób próbuje symulować przyszłość i międzygwiezdne podróże (choć oczywiście da się to robić, można szmuglować produkty i być tym złym, można bronić statków, wykonywać generyczne questy lub śledzić fabułę). Latanie kosmicznym statkiem zrealizowano tu bardzo arcade’owo. To nie jest w żadnym wypadku Elite Dangerous ani Star Citizen.

No Man’s Sky pozostaje w stylistyce baśni science fiction i skupia się przede wszystkim na radości z eksploracji pojmowanej w bardzo specyficzny sposób – zamiast niesamowitych przedmiotów i wstrząsających opowieści szukamy raczej niesamowitych widoków. Choć fabułę przez lata poprawiono (i wciąż zresztą coś się tam do niej dokłada), nadal jest ona dość pretekstowa – to w żadnym wypadku nie jest siła napędowa eksploracji, więc jeżeli ktoś chciałby kupić No Man’s Sky, aby grę po prostu przejść… to naprawdę odradzam. Tej gry się nie zalicza, w niej się żyje i spędza setki godzin.

Bo No Man’s Sky to gra-usługa, która jest w pełni za darmo, to pozbawiona wszelkich mikrotransakcji piaskownica, do której stale Hello Games dorzuca nowe zabawki: grabki, łopatki i wiaderka. I jeszcze więcej piasku, w którym możemy kopać swoje tunele i budować coraz piękniejsze zamki, nad którymi wieczorem spektakularnie zajdzie karmazynowe słońce. Możemy potem usiąść na swoim własnoręcznie wybudowanym ganku, patrzeć w horyzont i podziwiać do czasu, aż skończy nam się tlen.

No Man's Sky

No Man's Sky

PC PlayStation Xbox Nintendo
Data wydania: 9 sierpnia 2016
No Man's Sky - Encyklopedia Gier
7.5

GRYOnline

5.8

Gracze

8.5

Steam

7.2

OpenCritic

Oceń Grę

11

Maciej Pawlikowski

Autor: Maciej Pawlikowski

Redaktor naczelny GRYOnline.pl, związany z serwisem od końca 2016 roku. Początkowo pracował w dziale poradników, a później mu szefował, z czasem został redaktorem prowadzącym Gamepressure, anglojęzycznego projektu adresowanego na Zachód, aby w końcu objąć sprawowaną obecnie funkcję. W przeszłości recenzent i krytyk literacki, publikował prace o literaturze, kulturze, a nawet teatrze w wielu humanistycznych pismach oraz portalach, m.in. Miesięczniku Znak czy Popmodernie. Studiował krytykę literacką i literaturę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Lubi stare gry, city-buildery i RPG-i, w tym również japońskie. Wydaje ogromne pieniądze na części do komputera. Poza pracą oraz grami trenuje tenisa i okazyjnie pełni funkcję wolontariusza Pokojowego Patrolu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Pokochałam ten zestaw tak bardzo, że nie przeszkadza mi nawet smok żywcem wyjęty z polskiego Wiedźmina. LEGO Dungeons & Dragons to gratka nie tylko dla fanów Baldur’s Gate 3

Następny
Pokochałam ten zestaw tak bardzo, że nie przeszkadza mi nawet smok żywcem wyjęty z polskiego Wiedźmina. LEGO Dungeons & Dragons to gratka nie tylko dla fanów Baldur’s Gate 3

Mimo 8 lat na karku, „Dark Souls 2D” oficjalnie otrzymało uwielbianą przez fanów gatunku funkcję, która w Elden Ring wymaga modów. Niespodziewana aktualizacja do Salt and Sanctuary

Poprzedni
Mimo 8 lat na karku, „Dark Souls 2D” oficjalnie otrzymało uwielbianą przez fanów gatunku funkcję, która w Elden Ring wymaga modów. Niespodziewana aktualizacja do Salt and Sanctuary

Kalendarz Wiadomości

Nie
Pon
Wto
Śro
Czw
Pią
Sob

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl