HLX w końcu wypsnęło się legendarnemu kompozytorowi Valve, zyskując mu uwagę graczy oraz „gratulacje” od współpracownika.
Rzekomy Half-Life 3 został niejako oficjalnie wspomniany przez Valve, ale część internautów wciąż namawia do niepokładania przesadnej wiary w to „potwierdzenie”.
Plotki o nowym Half-Life przybrały na sile w ostatnich latach, choć zdementowanie pogłosek sprzed roku mocno obniżyło morale fanów Gordona Freemana. Niemniej ich nadzieje podsycały kolejne wzmianki o HLX, pod którą to nazwą ma się kryć legendarny HL3, a co jaki czas który pojawiał się w kodzie powiązanym z innym produkcjami Valve. Oraz, ostatnio, w wypowiedzi jednego z deweloperów.
W trakcie niedawnej edycji wydarzenia GameSoundCon na scenie pojawiła się trójka pracowników Valve, w tym inżynier dźwięku Mike Morasky (i kompozytor ścieżki dźwiękowej Half-Life: Alyx oraz innych gier Valve), który wspomniał o wykorzystaniu systemu HDR spółki w Deadlocku… oraz w HLX.
I po prawdzie sądzę, że Deadlock ma swoją własną wersję HDR. HLX ma własną wersję itd., itp., etc.
Jakby tego było mało, dwaj pozostali prowadzący panelu rzucili Morasky’emu dosadne spojrzenia, a projektant audio David Feise mruknął „Nieźle” („Nice one”), co sugeruje, że pracownik Valve się wygadał. Do tego już po wypowiedzi nieszczęsnego twórcy Feise pochylił się do niego i dodał: „Dobra robota, powiedziałeś ‘HLX’ tylko raz”.
To pierwszy raz, gdy HLX zostaje wspomniany przez kogokolwiek z Valve, choć – jak zwracają uwagę gracze – Morasky niemal zrobił to o wiele wcześniej. Pierwsze niemal-wypsnięcie nastąpiło rok temu, kiedy to w ramach listopadowego odcinka podcastu Stefana Heinza muzyk trzy razy niemal wspomniał o HLX, raz w ostatniej chwili poprawiając się na „Alyx”.
W gruncie rzeczy to niewiele: w zasadzie jedynie ostateczne potwierdzenie, że HLX to faktycznie jakiś projekt Valve, najpewniej nawet gra, skoro Morasky mówił o zastosowaniu technologii HDR najpierw w Deadlocku, a potem w tym tajemniczym tytule. Nie dziwi więc, że fani Half-Life’a szybko uznali, że oto HL3 wreszcie zostało potwierdzone.
Jednakże część graczy wylewa kubeł zimnej wody na ten hurraentuzjazm. Reece „Kiwi Talkz” Reilly stwierdził wprost, że dopóki Valve nie pokaże zwiastuna, Half-Life 3 nadal jest równie „pewny, co dotychczas”, bo produkcja „trójki” była rozpoczynana i przerywana zbyt wiele razy od premiery drugiego epizodu.
Po rozmowach z tak wieloma deweloperami Valve (wliczając w to inżyniera, który odegrał kluczową rolę w premierze Steama) mogę Wam powiedzieć jedno: dopóki nie zobaczycie trailera Half-Life’a 3, dopóty nie wierzcie w nic.
HL3 zatrzymywano i rozpoczynano już tyle razy, że radziłbym nie robić sobie nadziei, dopóki nie zobaczycie faktycznego zwiastuna.
Nie jest tajemnicą, że Valve ma specyficzny styl pracy, jako niejako niezależna firma, nienotowana na giełdzie i działa „płasko” (tj. bez menedżerów, za to z pracownikami samodzielnie decydującymi, czym się chcą zająć w najbliższym czasie). Po prawdzie spółka niejako odziedziczyła dawną maksymę Blizzarda, nie spiesząc się z niczym i wydając nowe produkcje rzadko oraz „kiedy są gotowe”. To wszystko, jak wskazuje Reilly, sprawia, że samo istnienie HLX nie przesądza wydania projektu, czymkolwiek on jest.
To kwestia zrozumienia sposobu funkcjonowania Valve – nie ma tam menedżerów, nie ma hierarchii.
Aby gra mogła powstać, ktoś musi jakoś przekonać innych, by porzucili projekt, nad którym aktualnie pracują, i połączyli siły, by zająć się tym projektem. Z tego, co rozumiem, w przypadku HL3 zdarzało się to wielokrotnie, ale za każdym razem, gdy napotykali pewną przeszkodę, zespół zaczynał się rozpraszać, by wszyscy mogli znów zająć się swoimi indywidualnymi projektami... a potem, kilka lat później, cykl się powtarza, lol.
Niemniej jedno jest pewne: HLX istnieje. I najwyraźniej Valve wolałoby, żeby na razie gracze nie wiedzieli tego na 100%. Cóż, nie wyszło. Przynajmniej miłośnicy Half-Life’a dostali porządną dawkę „hopium” i mogą znów wypatrywać „teaserów” „trójki”, tak jak przez lata robili to oni oraz fani Grand Theft Auto.

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).