Brandon Sanderson, znany amerykański pisarz fantastyczny podzielił się kilkoma przemyśleniami na temat nadchodzącej adaptacji jego prozy. Ciekawe, czy jego fani zaakceptują planowane zmiany.
Chyba nikomu, kto czyta wydawaną dzisiaj fantastykę nie trzeba przedstawiać postaci Brandona Sandersona. Amerykańskiego pisarza, którego lwią część twórczości najłatwiej opisać terminem Cosmere, czyli fikcyjnego uniwersum, gdzie większość jego prac znajduje swoje korzenie. Co ciekawe, historie przez niego zawarte w tym makrokosmosie będą niedługo adaptowane na wielkie kinowe ekrany oraz serial, a on sam otrzymał szansę przejęcia pełnej kontroli nad produkcją.
W związku z tym pisarz pokusił się o drobny komentarz w tej sprawie. Warto przypomnieć, że nie jest to pierwsza tego typu wypowiedź popularnego autora, a te ciekawsze zdarzyło się już nam nagłaśniać. Tym razem jednak, zamieszczony przez Sandersona film na jego kanale YouTube traktuje właśnie o samych adaptacjach filmowych.
Temat wydaje się być o tyle ciekawy, że porusza się w nim nazwiska innych wielkich twórców fantasy. Mowa między innymi o J.K.Rowling czy George’u R.R. Martinie, a ich postacie pojawiają się w kontekście różnic między adaptacją a dokładną w 100 procentach ekranizacją, z czego wydaje się, że tej drugiej Sanderson nie jest przesadnym fanem.
Zanim jednak wejdziemy w pełną narrację pisarza i zahaczymy o konkretne przykłady, warto przypomnieć drobne różnice między adaptacją a ekranizacją właśnie. Często oba z wymienionych terminów stosowane są synonimicznie, co jednak stanowi błąd w rozmowie o kulturze i jest poniekąd niezbędne dla dalszego zrozumienia treści Sandersona.
Najprościej rzecz ujmując, ekranizacja jest dosłownym przeniesieniem treści książki na ekran, w której nie pomija się żadnych wątków, a niemal każdy dialog oddany jest wiernie względem pierwowzoru. W ekranizacji reżyser traktuje materiał źródłowy jak dosłowny scenariusz, który nie podlega prawie żadnym zmianom, więc znajomość ekranizacji niemal równa się znajomości książki. Autor podał tu jako przykład chociażby kiepsko przyjęty Złoty kompas z 2007 roku.
Adaptacja podchodzi natomiast do tematu nieco bardziej na luzie, ale jednocześnie często szanując swój materiał źródłowy. Nie boi się przy tym dokonywać w scenariuszu zmian, takich jak wycięcie jakiegoś wątku, zmiany narracji czy dodania kilku scen, jeśli tylko ma to zadziałać na jej korzyść.
Według Sandersona, dużo więcej sensu mają adaptacje, które dzięki swojej odwadze do modyfikowania treści materiału źródłowego sprawiają, że te filmy są po prostu ciekawsze i unikają zbytniego opisywania zjawisk i emocji postaci w filmie, czego w książkach po prostu nie da się pominąć.
Za przykład podał Harry’ego Pottera (który swoją drogą doczeka się ponownego przeniesienia na ekrany, tym razem w formie serialu), czy Gry o Tron, w której z kolei kogoś odpowiedzialnego za segment kreatywnego adaptowania finału, zbyt daleko poniosła ułańska fantazja. Niemniej, obie z wymienionych przez Sandersona serii noszą znamiona zarówno adaptacji, jak i ekranizacji.
Według pisarza, dużo lepiej wypadają segmenty adaptacyjne, w których reżyserowie nie bali się dokonywać zmian. Dzięki temu w postacie mogą pokazywać swoje emocje bez potrzeby mówienia o nich wprost. Unika się sztywnej ekspozycji, a sam film charakteryzuje się lepszym tempem i strukturą. Sanderson potwierdził, że pisząc scenariusz do adaptacji Z mgły zrodzonego kieruje się właśnie takim stylem myślenia.
Film musi przedstawiać główny koncept. Gdy teraz sam pracuję nad filmem na podstawie Z mgły zrodzonego, to jedna z głównych rzeczy, z których zdałem sobie sprawę. Z mgły zrodzony w wersji książkowej może rozdzielić swoją uwagę pomiędzy Kelsier i Vin, pomiędzy akcją a historią coming of age Vin (i wszystko to będzie w filmie), ale film musi wiedzieć czyją historię opowiada i ten film skupia się na historii Vin. Więc chcę to wszystko przebudować w bardziej skupioną narrację.
- Brandon Sanderson
Ciekawe więc jak Sanderson sprawdzi się w roli scenarzysty swojego własnego materiału źródłowego. To, że produkcja będzie mieć więcej z prawdziwego filmu niż książki, to wiemy. Pytanie tylko, jak dużo korekt zostanie zaimplementowanych i czy fani zaakceptują zmiany względem pierwowzoru.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Jonasz Gulczyński
Kulturoznawca, który urodził się z padem od PSX-a w ręku. Z GRYOnline.pl współpracuje od października 2024 roku, gdzie głównie zajmuje się nowinkami z branży gier z apetytem na bardziej skomplikowane publikacje. Swoje najmłodsze lata spędzał w Górniczej Dolinie, a obecnie nie stroni od strategii turowych wszelkiej maści. Miłośnik prozy Lovecrafta, a także twórczości Quentina Tarantino i Roberta Eggersa. Prywatnie również fan uniwersum Warhammer Fantasy, w którym spędził niezliczoną liczbę godzin zarówno jako gracz, jak i mistrz gry w papierowym wydaniu.