Format zaprezentowany na CES 2006 wygrywa jakością ze streamingiem, a kolekcjonerów nie brakuje. Przyszłość jest jednak niepewna – brak napędów w nowym sprzęcie i cyfryzacja mogą ostatecznie zakończyć erę niebieskiego krążka.
Historia formatu Blu-ray rozpoczęła się od branżowej konferencji prasowej zorganizowanej w 2002 roku przez grupę firm pod przewodnictwem Sony. Jednak szeroka promocja nowego fizycznego nośnika nastąpiła dopiero parę lat później, w trakcie targów CES (Consumer Electronics Show) w Las Vegas w styczniu 2006 roku. To właśnie wtedy zapoczątkowano ekspansję nowego rodzaju płyty, która ostatecznie wygrała rywalizację z konkurencyjnym formatem HD DVD.
Rewolucja technologiczna polegała w tym przypadku na zastąpieniu czerwonego lasera, używanego w standardzie DVD, laserem niebiesko-fioletowym o krótszej długości fali (405 nm). Pozwoliło to na znacznie gęstszy zapis ścieżki danych. Dzięki tej zmianie – w przeciwieństwie do płyty DVD mieszczącej standardowo 4,7 GB – jednowarstwowy dysk Blu-ray zaoferował pojemność aż 25 GB (a dwuwarstwowy 50 GB). Otworzyło to drogę do popularyzacji filmów w wysokiej rozdzielczości Full HD oraz bezstratnej jakości dźwięku, niemożliwej do osiągnięcia na starszych nośnikach.
Niegasnąca popularność fizycznych nośników w pewnych kręgach nie powinna dziwić – obecne trendy wręcz zachęcają do „kolekcjonowania”. Jednym z głównych elementów napędzających sprzedaż płyt są platformy streamingowe, które co rusz tracą lub wymieniają się licencjami na różne marki filmowe. Sprawia to, że bezpieczniej (a czasami nawet taniej w kontekście comiesięcznego abonamentu) jest posiadać kopię ulubionego filmu na własność, wolną od kaprysów korporacji. Tym bardziej że jakość wizualno-dźwiękowa, szczególnie w przypadku płyt 4K UHD, jest dużo wyższa niż wersji oferowanych w podstawowych pakietach streamingowych. Rosnące ceny subskrypcji również nie zachęcają do ich opłacania, co z kolei sprzyja renesansowi piractwa.
Niestety, długofalowo Blu-ray nie ma świetlanej przyszłości. Znikają linie produkcyjne tego nośnika, a urządzenia nowej generacji – pokroju PlayStation 5 Pro – coraz rzadziej posiadają w standardzie napędy optyczne. Giganci technologiczni dążą do uniezależnienia się od fizycznej dystrybucji, więc prędzej czy później wszystko zostanie poddane pełnej cyfryzacji. Nie jest to dobra wiadomość dla entuzjastów kina i gier. Pozostaje korzystać z faktu, że filmy wciąż otrzymują wersje na „niebieskim krążku”, a budowana dziś kolekcja w przyszłości może okazać się bezcenna.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
1

Autor: Mateusz Zelek
Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. W tematyce gier i elektroniki siedzi, odkąd nauczył się czytać. Ogrywa większość gatunków, ale najbardziej docenia strategie ekonomiczne. Spędził także setki godzin w wielu cRPG-ach od Gothica po Skyrima. Nie przekonał się do japońskich jrpg-ów. W recenzowaniu sprzętów kształci się od studiów, ale jego głównym zainteresowaniem są peryferia komputerowe oraz gogle VR. Swoje szlify dziennikarskie nabywał w Ostatniej Tawernie, gdzie odpowiadał za sekcję technologiczną. Współtworzył także takie portale jak Popbookownik, Gra Pod Pada czy ISBtech, gdzie zajmował się relacjami z wydarzeń technologicznych. W końcu trafił do Webedia Poland, gdzie zasilił szeregi redakcji Futurebeat.pl. Prywatnie wielki fanatyk dinozaurów, o których może debatować godzinami. Poważnie, zagadanie Mateusza o tematy mezozoiczne powoduje, że dyskusja będzie się dłużyć niczym 65 mln lat.