Crimson Desert oferuje tyle zawartości, że wielu graczy wciąż nie opuściło pierwszego regionu. Twórca serii Dishonored uważa, że dzieło studia Pearl Abyss działa odwrotnie do większości gier tego typu.
Crimson Desert to bez dwóch zdań ogromny tytuł, w którym można utonąć na wiele godzin. Choć od jego premiery mijają dzisiaj dwa tygodnie, część graczy nadal nie zdaje sobie sprawy z jego faktycznych rozmiarów – trudno się dziwić, bo niektórzy nie opuścili jeszcze nawet pierwszego regionu.
Przeglądając Reddita, dość łatwo można natknąć się na posty w stylu: „Gram już 136 godzin i nadal nie opuściłem Hernand”. Co prawda komentujący uważają ten wynik za sporą przesadę, ale część z nich faktycznie przyznaje, że spędziło w pierwszym regionie kilkadziesiąt godzin. Wśród społeczności stało się to nawet swego rodzaju memem.
W innym poście jeden z graczy żartuje sobie z tytułowej lokacji Crimson Desert, ponieważ spędził masę czasu w samym tylko Hernand.
Hej, spójrzcie na tę czerwoną pustynię. Ciekawe, czy dodadzą ją do dodatku. Hernand bardzo mi się podoba!
Uwielbiam Crimson Hernand!
Żart przebił się na tyle mocno, że dotarł nawet do dyrektora PR gry, Willa Powersa, który w serwisie X zamieścił post brzmiący: „Podnieście ręce, kto jest jeszcze w pierwszym regionie?”. Pokazuje to tylko, jak imponujące pod względem zawartości jest Crimson Desert.
Nie dałoby się jednak spędzić tak dużo czasu w grze, gdyby ta na dłuższą metę zwyczajnie nudziła. Produkcja studia Pearl Abyss jest jednak bardzo ciekawym przypadkiem, ponieważ zyskuje z czasem. Zdaniem Dinga Bakaba, szefa studia Arkane Lyon, jest to odwrotność tego, jak działa większość gier z otwartym światem.
Ciekawe jest to, jak Crimson Desert działa odwrotnie niż większość gier tego typu: zazwyczaj początek jest magiczny, a po jakimś czasie zaczynasz dostrzegać schematy: „aha, to jest podobne do tej gry”, „o, to się będzie powtarzać” itd. Natomiast w CD od początku na pierwszy plan wysuwa się „growość”: inspiracje, sterowanie, systemy – to niemal wszystko, co widzisz. Ale po pewnym czasie schodzi to na dalszy plan: pojawia się magia i już nie znika, bo zdążyłeś zaakceptować zasady i elementy składowe.
Deweloper przyrównał to do gier planszowych, w których na początku gracz widzi jedynie planszę i zasady, ale z czasem wchodzi w „magiczny krąg” i zaczyna się zabawa. Jego zdaniem Crimson Desert błyszczy w momencie, w którym nie wyłożyło jeszcze wszystkich swoich kart na stół: kiedy cały czas wprowadza nowe, oddziałujące na siebie elementy.
Nie przeszkadza to, że większość z nich jest „mięsista” i osadzona diegetycznie [czytaj: narracyjnie – dop. red], a do tego pojawia się pewna swoboda tonalna, czasem zahaczająca o (sprytnie zaprojektowaną) głupkowatą frajdę. Wszystko to składa się na wyjątkową podróż gracza, od gry przez magię po odkrywanie, co może tłumaczyć, dlaczego tak wielu uważa spędzanie z nią czasu za satysfakcjonujące i „osobiste”. W czasach szybkiej konsumpcji gra, która przykleja do siebie nie dlatego, że jest łatwa i uśmiechnięta, ale dlatego, że stawia opór, sprawia niesamowite wrażenie.
Niewykluczone, że ze słowami Bagaby zgodziłby się przedstawiciel studia Pocketpair, John Buckley, który niedawno przyznał, że Crimson Desert całkowicie go pochłonęło.
Warto przy okazji wspomnieć o NPC, które ostatnio robią małą furorę wśród społeczności Crimson Desert. Okazuje się bowiem, że ich zachowania są zaskakująco realistyczne, co zdaniem niektórych graczy jest ciekawe do obserwowania i wpisuje się w schemat „odkrywania”. Dla przykładu: gdy wyślemy ich na misję odbudowy mostu, nie znikną na pewien czas ze świata, tylko faktycznie pojawią się na miejscu i będą pracować.
Tak samo działa to przy podbijaniu obozów, gdzie możemy zostawić wszystko w rękach NPC bądź dołączyć do walki u ich boku. Z niemałym zainteresowaniem spotkał się także materiał wideo, na którym widać jak postacie w czasie rzeczywistym zajmują się rzeźbieniem w kamieniu. Zdaniem komentujących takie przywiązanie do detali jest imponujące.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Więcej:Weteran Rockstar Games komentuje „szalony” wyciek danych z wczesnego GTA 4
Gracze
Steam
OpenCritic
1

Autor: Marcin Bukowski
Absolwent Elektroniki i Telekomunikacji na Politechnice Gdańskiej, który postanowił poświęcić swoje życie grom wideo. W czasach dzieciństwa gubił się w Górniczej Dolinie oraz „wbijał golda” w League of Legends. Dwadzieścia lat później gry nadal bawią go tak samo. Dziś za ulubione tytuły uważa Persony oraz produkcje typu soulslike od From Software. Stroni od konsol, a wyjątkowe miejsce w jego sercu zajmuje PC. Po godzinach hobbystycznie działa jako tłumacz, tworzy swoją pierwszą grę bądź spędza czas na oglądaniu filmów i seriali (głównie tych animowanych).