Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 9 marca 2010, 13:02

autor: Krzysztof Gonciarz

Final Fantasy XIII - recenzja gry

Długo musieliśmy czekać na wkroczenie serii Final Fantasy na obecną generację sprzętu. Przygody Lightning powinny zadowolić wszystkich zadeklarowanych fanów, ale niekoniecznie przekonają do gatunku nowych graczy.

Recenzja powstała na bazie wersji PS3.

Kilkadziesiąt godzin grania, przepiękne przerywniki filmowe, baśniowo-romansowa linia fabularna i ciuchy, których nie kupisz nawet w Tokio – tak, Final Fantasy XIII ma to wszystko. Długo oczekiwana kontynuacja „głównej” serii FF w końcu trafia do sprzedaży, wprowadzając od dawna obecną w świecie gier markę na konsole obecnej generacji. Dzieło Square Enix ląduje więc na sprzęcie dojrzałym, z którego wypadałoby wycisnąć siódme poty.

Zaczyna się mocno. W pięknym wprowadzeniu poznajemy piątkę z szóstki głównych bohaterów, barwną obsadę indywidualności, która z początku wydaje się być złączona przez zupełny zbieg okoliczności. Nasza uwaga skupia się na postaci Lightning, seksownej pani komandos, damskiego odpowiednika Clouda Strife’a z Final Fantasy VII (archetyp introwertycznego gbura) – to ona rozpoczyna cały bieg wydarzeń, które ustawią nas w roli zbawców świata.

Serah, siostra Lightning i ukochana Snowa, jest bardzo ważnąpostacią dla fabuły, ale nie dołącza do naszej drużyny.

Jesteśmy w mieście Cocoon, gdzie trwają dramatyczne przesiedlenia ludzi, którzy podejrzani są o wejście w kontakt z fal’Cie, czyli czymś w rodzaju demona. O czym dowiadujemy się niedługo później – fal’Cie mają w zwyczaju zamieniać ludzi w swoich niewolników – l’Cie. Każdy z l’Cie wyposażony zostaje w charakterystyczny tatuaż oraz swój cel, tzw. focus. Jego spełnienie oznacza otrzymanie daru wiecznego życia i przemianę ciała w kryształ, jego zignorowanie – zamienienie się w bezwolne zombie. Jak się nietrudno domyślić, cała grupa bohaterów, którzy mniej lub bardziej przypadkowo dołączają do Lightning, staje się l’Cie. Wtedy jednak okazuje się, że życie pół-człowieka i pół-demona nie jest wcale takie zerojedynkowe, a początkowy podział na dobrych i złych niekoniecznie musi być jedynym słusznym. Odkrycie przeznaczenia naszej drużyny oraz odpowiedź na pytanie o granice moralności w wypełnianiu go są główną osią fabuły tej gry.

Bohaterowie zawsze byli bardzo ważnym atutem Final Fantasy. W „trzynastce” cała szóstka budzi wielką sympatię, co zostaje osiągnięte przez sprytne rotowanie „główną” postacią przez pierwsze dwadzieścia godzin rozgrywki. W każdym rozdziale oglądamy wydarzenia z punktu widzenia kogoś innego, poznając przy okazji jego przeszłość i stojący za nim konflikt. Dobry zabieg, z którego nawet Mass Effect 2 mógłby się wiele nauczyć (tam doskonałe NPC pozostawały w cieniu dość niewyraźnego Sheparda i nie dostawały swoich pięciu minut). Poznajemy więc trzy piękności – poza Lightning jest jeszcze młodziutka Vanille (której infantylność potrafi działać na nerwy) oraz mówiąca z australijskim akcentem, pewna siebie Fang. Męską część obsady stanowią: Snow (naiwny osiłek o gołębim sercu), Sazh (czarnoskóry typ z Chocobo skrywanym w afro) oraz Hope, młody chłopiec o białych włosach i płaczliwym usposobieniu. Każda postać jest inna i każda, przynajmniej na chwilę, wzbudza naszą sympatię.

Recenzja gry Ghost of a Tale – przeurocze pasmo frustracji
Recenzja gry Ghost of a Tale – przeurocze pasmo frustracji

Recenzja gry

Ghost of a Tale to przeurocza opowieść z fantastycznymi bohaterami, w której jednak da się odczuć brak fachowca od tworzenia gier, przez co pełna wad rozgrywka nie idzie w parze ze świetną historią.

Recenzja gry Kingdom Come: Deliverance - między Gothikiem a Wiedźminem
Recenzja gry Kingdom Come: Deliverance - między Gothikiem a Wiedźminem

Recenzja gry

Realistyczne RPG dziejące się w dodatku w średniowiecznej Europie? Twórcy z czeskiego Warhorse zmierzyli się z tematem i z tej próby wyszli prawie zwycięsko.

Recenzja gry Monster Hunter: World – udane łowy
Recenzja gry Monster Hunter: World – udane łowy

Recenzja gry

Wysyp gier RPG w 2018 roku rozpoczyna Monster Hunter: World. Nowa odsłona popularnej serii o polowaniach na wielkie potwory oferuje świetny system walki, efektowną oprawę i tonę bossów do pokonania.

Komentarze Czytelników (48)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
09.03.2010 17:11
odpowiedz
Krzych Ayanami
84
Konsul

Mati_Akumu -> Szczerze mówiąc... Wygląda mi to nieco na stugębną plotkę, która zaczęła żyć własnym życiem. Zebrane w jednym miejscu negatywne opinie o grze oznaczają wyłącznie tyle, że ich autorom gra się nie spodobała. Bywa. Tylko, że wyciąganie wniosków opierając się wyłącznie na opiniach negatywnych jest w moim odczuciu nadużyciem.
Bo po prostu nie wiemy jak to się ma do ogółu recenzji. Więc twierdzenie, że jeśli ze zbioru negatywnych recenzji gra ma średnią 40% to znaczy, że taką jest i na więcej nie zasługuje, jest no wiesz...

Po za tym nagle zachodnie media recenzują japońską grę lepiej od Japończyków? Z tego co wiem, najsłabsza ocena FFXIII w anglojęzycznej prasie to 5/10. O wiele częściej widywałem jakieś 8/10 lub te okolice.

Do uwag graczy też ciężko się odnieść. Jestem na kilku forach dotyczących jrpegów i wcale nie odnoszę wrażenia, że narzekania są jakieś powszechne. Bardziej identyfikowałbym je z osobami, które chyba nie zetknęły się wcześniej z gatunkiem.

09.03.2010 17:19
odpowiedz
Whitek
33
Pretorianin

A na początku myślałem, że w grze jedynym minusem jest liniowość ;p Znaczy się później też zacząłem zauważać, że grze są wytykane również inne "błędy", no ale teraz to minusów ma jednak dosyć dużo.

09.03.2010 18:49
😊
odpowiedz
Onim
11
Legionista

Macie tu linka z porównanie grafiki z xboxa360 i PS3. Jak dla mnie wyglądają tak samo
http://www.gametrailers.com/video/360-ps3-comparison-final-fantasy/62809

09.03.2010 18:57
odpowiedz
ujemny
53
Prezenter TV

Opierając się na danych gamestats.com, recenzenci kluczowych/najpopularniejszych pism, oraz portali ocenili dziecko Square-Enix na 85%. Wg mnie jest to nota porażająco wysoka.

Square-Enix nie produkuje gier dla "całej" populacji niedzielnych graczy, tylko kieruje swoje produkty do jasno określonego targetu. Dlatego przełamanie 85% jest bardzo, ale to bardzo miłą informacją.

Niestety jeszcze przyjdzie mi trochę poczekać zanim na telewizorze wyświetli się logo serii.

09.03.2010 19:05
odpowiedz
ujemny
53
Prezenter TV

[23] Onim
Na spokojnie pooglądaj każdą scenkę, zwróć uwagę na ostrość, i jakość krawędzi statycznych obiektów, oraz ruszających się postaci. PS3 generuje obraz kolorystycznie bardziej nasycony, z większą ilością szczegółów. Co oczywiście nie zmienia faktu, że na obu konsolach Final Fantasy XIII wygląda wyśmienicie.

09.03.2010 21:04
odpowiedz
micmur13
16
Generał

cały czas o tym gównie pieprzą...

09.03.2010 21:40
odpowiedz
bidbid
51
Centurion

Sam jesteś gówno.

09.03.2010 22:04
odpowiedz
Onim
11
Legionista

Nie rozumiem niektórych ludzi którzy wchodzą na tematy które ich nie interesują po to żeby napisać coś modrego w stylu micmur13. Nie ocenia się książki po okładce.

ujemny zgadzam się z tobą ale to i tak szczegóły a w FF grafika nie jest najważniejsza. :]

09.03.2010 22:57
odpowiedz
Rif
89
Royal Guard

Cieszę się, że zachwalany jest system walki, tzn. że będzie sto godzin masterowania. Jeśli ktoś lubi tego typu konwencję, to absolutnie nie będzie mu przeszkadzać liniowa fabuła. Przynajmniej wiadomo, że płaci się za gierkę przy której spędzi się wiele tygodni. Przykładem niech będzie Final Fantasy VII: Crisis Core. Wspaniała fabuła (ostatnie pół godziny gry, to ryczałem przed ekranikiem nad losem Zacka) i świetny system walki, który angażuje na dobrze ponad setkę godzin.

09.03.2010 23:43
😊
odpowiedz
SkullOfRock
38
Pretorianin

myslalem ze lepiej ocenicie ale moze w przyszlosci sie sam przekonam jak Square-Enix wypelnil swoje zadanie IGN dalo 89 :)

10.03.2010 00:04
😜
odpowiedz
Sznajder13
16
Chorąży

O_o teraz wam się przypomniało że ta gra jest liniowa ... przecież X też taka była a jednak była suuuper, mimo ze gra jest jaka jest to napewno jest ona świetna jak każda gra z serii ff :)

10.03.2010 00:31
odpowiedz
Mr_Hyde
118
Generał

Rif tylko ,ze tutaj do liniowej fabuly dochodzi takze liniowy gameplay :] .
Co do tych plusow z grafika w 1080p to radzilbym ograniczyc te plusy tylko do prerenderowanych cutscenek bo sama gra w realtime chodzi tylko w 720p :] z wspomnianym AA 2x . Jest to wlasnie powod tego ,ze ps3 wybiera rozdzialke 1080p jako defaultowa ,wlasnie dla tych milusich wstawek ,aby fan FF mogl je ogladac bez downscalingu ,co samej gry sie juz nie tyczy bo tam dochodzi do upscalingu xD .

10.03.2010 08:29
odpowiedz
Mikki03
42
Centurion

A ja i tak czekam na Kingdom Hearts III ;D

10.03.2010 15:37
odpowiedz
brigand
24
Chorąży

Gra owszem chodzi w 720p, jak byk jest to napisane z resztą na pudełku, ale i tak wygląda bardzo ładnie. A liniowość w niczym mi nie przeszkadza. To Final Fantasy, praktycznie wszystkie były do tej pory liniowe, nie spodziewałem się po 13 niczego innego.

10.03.2010 15:42
😁
odpowiedz
rafaleon 2.2
37
Poseł

No tak, kolejny crap rodem z playstation, jedyny plus tej produkcji jest taki że to tytuł multiplatformowy czyli recenzje nie są/będą zakłamane, nawet nie chce myśleć co by było gdyby gra pozostała exclusivem na PS3, ocena 95% i znaczek jakości od gryonline i te rzesze fanboyów spuszczające się na tą grę, brrr.

10.03.2010 16:41
😁
odpowiedz
armani22
4
Centurion

rafaleon 2.2 z glowka wszystko ok ?? u psychiatry juz dzisiaj byles ?? bo widze wielka pomoc ci potrzebna :) ale masz racje przez to ze wyszlo na x360 , zostala ta gra na maxa okrojona , wyszla jedynie dobra gra :D , i w sumie masz racje jakby wyposcilo to EA i gdyby to byl ex na x360 to srednia ocen nie spadla by z 99.9%.

10.03.2010 17:32
odpowiedz
Nikos007
22
Generał

[36] ---> Trochę racji masz. Zwykła strzelanka pt. Killzone2 dostała 95% "Bo to długo oczekiwany ex dla PS3"

10.03.2010 17:44
odpowiedz
Shrike
89
Generał

Nikos007 -> Heavenly Sword otrzymał od GOL-a 67%, a Lair 57%. Oby dwa tytuły są na wyłączność na ps3, wtedy nie zauważyłem pretensji co do ocen GOL-a.

10.03.2010 21:06
👍
odpowiedz
Gepard206
117
Final Fantasy 7

Lord wszelkie minusy wyłapał ... widać ,że miał do czynienia z wcześniejszymi odsłonami ...

Muzyka jest wstrętna zacznijmy od tego ... Nobuo Uematsu tworzył OST, który po dziś dzień odsłuchuje ... każda walka była dzięki temu pasjonująca, tutaj - istna sielanka ...

BRAK japońskiego dubingu ! Skrzywdzili tą grę europejscy wydawcy ... posłuchajcie chociażby głosu Vanille ...

Jestem dopiero po kilku godzinach gry ... więc o innych rzeczach nie będę się wypowiadał ...

pozdrawiam :)

10.03.2010 21:20
odpowiedz
Piotreq47
7
Legionista

Ledwo co ta gra wyszła, a już wczoraj została oceniona? Nie za szybko?

Co do gry jest dobra, ale nie 'uwodzi' jak inne Finale. A szkoda.

10.03.2010 21:31
odpowiedz
Yancy
164
Legend

Gepard ---> Potem walki już nie są tak proste. A jak będzie jeszcze dalej to i ja nie wiem.
Co do dubbingu. Mi się podoba i nie tęsknię za oryginalnym, choć wybór mógłby być. Aby nie było - lubię oglądać anime i nie wyobrażam sobie by można było to robić z innym dubbem niż oryginalny.
Słucham głosu Vanille i IMO bardzo pasuje do tej postaci :P

FF13 jak FF13. Większość wytykanych mu wad należy po prostu odnieść do jRPG jako całości. A że gra nie jest objawieniem na jakie zdaje się masa osób czekała?... Cóż. Bądźmy szczerzy, ostatni naprawdę udany Final to część 10. A i tutaj zdania są podzielone. Część powie że 8 część 7 część że 6. Całkiem spora grupa powie wreszcie że żaden nie był dobry.
Ja tam objawienia nie oczekiwałem a po prostu niezłej gry. Po eksperymencie z częścią 12, najwidoczniej postanowiono zrobić grę bardziej w starym stylu - dla fanów. Czy się to udało? Jak widać, tylko częściowo. Sam ocenię w ostateczny sposób jak skończę. Po kilku/kilkunastu godzinach nie chcę jeszcze wyrokować ostatecznie.

Zagrać warto, tym bardziej że coś czuję w kościach że to już ostatnie FF w starym stylu.

Na marginesie dodam, że od strony technicznej - nie uważam by FF12 było krokiem w złym kierunku. Grę położyła miałka fabuła, przeciętne i mało wiarygodne postacie, zupełny brak zawsze obecnego wątku romansowego a nade wszystko - gracz nie odczuwał motywacji tak własnej jak i postaci, którymi sterował.

11.03.2010 11:00
odpowiedz
brigand
24
Chorąży

Gepard206 - fakt, jak słyszę Vanille to mam jej ochotę ukręcić łeb ;p Dlaczego ona cały czas tak stęka?

12.03.2010 16:38
odpowiedz
Nolifer
104
The Highest

Rzeczywiście ta liniowość to przegięcie ale sam bym chciał zobaczyć tę 1080p na ps3 :)

13.03.2010 10:13
odpowiedz
Yancy
164
Legend

Nolifer ---> Ta liniowość to przegięcie w 90% jRPG :) Jeśli się już czepiać - to do gatunku jako całości. A graficzka w 1080p wygląda bardzo ładnie.

23.03.2010 00:24
odpowiedz
SSman92
26
Generał

gra napewno nie dla mnie

19.06.2010 03:28
odpowiedz
Miszczogrzmot
46
Pretorianin

Ta gra to pomyłka. Fabuła słaba, postacie drętwe, nie ma miast, sklepów, minigierek, a pierwsze 20h gry nasza rola w zasadzie sprowadza się do potwierdzania auto-ataku X-em i parcia do przodu korytarzami. Później czasem trzeba zmienić na medyka albo sentinela i tyle jeśli chodzi o taktykę. Nuda nuda nuda. Korytarze mają zawsze ten sam schemat - najpierw trzeba zabić setkę stworów, dojść do miejsca gdzie jest wykrzyknik na mapie, zabić bossa i obejrzeć cut-scenkę, w której zawsze jeden bohater ma problem ze sobą, drugi go pociesza i decydują się jednak iść dalej. Za każdym razem! Nawet levelowanie jest tak liniowe, że przez te pół gry mamy stopniowo możliwość rozwijania tylko tych części, które autorzy nam udostępnili. Mało tego, dokładnie kiedy kończymy już upgradeować dane segmenty, po prostu wiadome jest, że zaraz akcja przerzuci się na innych bohaterów - wszystko jest wyliczone jak w zegarku, a my tylko w tym uczestniczymy jako widz.

Po tych 20h gry wcale nie jest lepiej - mamy trochę wolności, ale sprowadza się do tego, że możemy latać po wielkich lokacjach na piechotę z rogu do rogu - chocobosy dostępne są dopiero po wykonaniu konkretnej misji i występują tylko w jednej lokacji. Nawet do teleportujących kamieni trzeba najpierw dojść na piechotę, przez co gra znowu nudzi. Z resztą cała gra to walka. O ile w poprzednich finalach można było czasem odpocząć, porobić coś innego, czy skoczyć na jakieś minigierki, tak tutaj po prostu jest walka, walka, walka, cutscenka, walka, walka...itd. Misje poboczne to oczywiście też walka. Przy czym jakiś geniusz wpadł na pomysł zrobienia walki bardziej dynamiczną - przez co nawet walka jest skopana. Niestety podczas potyczek liczy się tylko jak najszybsze klikanie na auto-atak, tak aby zmieścić się w limicie czasowym danej walki i dostać najlepszą ocenę. Taka strategia załatwia większość wrogów, jeśli tylko jesteśmy odpowiednio potężni. Wciskasz x,x,x,x i wygrałeś. Nie trzeba nawet patrzeć na to co się dzieje na tv, bo w pierwszej połowie gry można w ten sposób nawet wykończyć bossów! Nie trzeba też myśleć, bo postacie automatycznie dobierają najlepsze ich zdaniem ataki. Później do klikania na auto-atak dochodzi jeszcze zmiana klas postaci, tak aby móc się leczyć, buffować, czy użyć sentinela, który będzie ściągał ataki wrogów na siebie i tyle jeśli chodzi o taktykę w całym FF XIII. Skończyłem grę i nawet nie potrafiłbym wymienić połowy ataków, które moje postacie mają, czy jak te ataki działają. W poprzednich finalach znałem wszystko na wylot - tutaj gra ode mnie tego nie wymaga, bo tak naprawdę chodzi tylko o umiejętne operowanie klasami. W grze jest tylko garstka wrogów, które sprawiają jakikolwiek problem - paru z ostatnich misji i szwędające się tu i ówdzie "żółwiki". AI zazwyczaj dobrze sobie radzi, ale marnuje czasem swoje ataki na walenie w typa, którego i tak dobije kolejnym strzałem, albo zamiast ściągnąć deprotect z naszego typa, który może umrzeć przy kolejnym strzale, rzucają jakieś inne pierdy wg swojego widzimisię. Nigdy nie leczą na maxa postaci - mimo że mógłbym się uleczyć trzema cure'ami do pełna, to moja postać użyje tylko jednego, bo zdrowie jest już zielone(blisko maxa). Są niby summony, ale po pierwsze ich design jest słaby(np. shiva jako transformer-motor...), po drugie są prawie nieprzydatne - zadają mało obrażeń, chyba że zestaggerowanemu(ogłuszonemu) przeciwnikowi, a z takim poradzę sobie bez summona. Jedyny ich plus jest taki, że leczą/wskrzeszają team.

Upgrade'owanie ekwipunku jest kolejnym nietrafionym pomysłem, np. aby wytworzyć ostateczną broń dla jednej z 6ciu postaci trzeba zabić stwora, który nosi specjalny katalizator. Problem jest taki, że przed końcem gry prawie nie ma szans na zabicie tego stwora, a nawet jak się go zabije, to wyrzuca z siebie ten dyngs raz na 40 walk i to przy użyciu specjalnego itemu, który zwiększa częstotliwość wypadania otrzymywania przedmiotów. A mamy 6ciu bohaterów! Można też ten katalizator kupić w sklepie, ale kosztuje 2mln, a w grze nie dostaje się pieniędzy za walkę...Co najwyżej niektóre stwory wyrzucają z siebie rzaaaaadko komponenty, które można sprzedać za większą kasę, ale te najdroższe można sprzedać tylko za 150k, czyli niewiele i można je dostać tylko za te same stwory, które dają nam ten katalizator potrzebny do upgrade'u broni. Tak czy siak, jeśli chcesz zobaczyć ostateczne bronie dla swojego teamu i wbić platynę, czeka cie jakieś 150h nudnego grindowania. Aha i jeżeli się jest na etapie, na którym można zabijać już te stwory, to ostateczne bronie nie są już nam do niczego potrzebne, więc jaki jest sens tego całego przedsięwzięcia? Dodatkowo gra nie informuje nas, jaki jest maksymalny level upgradeowanego ekwipunku i musimy to wybadać metodą prób i błędów. Metoda ta wygląda tak - pakujesz ileśtam komponentów w daną broń, czy itema, aż jest za dużo, wychodzisz z gry, wgrywasz grę, aby obadać dokładnie jaki jest limit xp na danym sprzęcie, po czy wychodzisz i wgrywasz jeszcze raz grę, aby wbić dokładnie tyle komponentów ile jest potrzebne, żeby ich nie marnować. Ja rozumiem, że można zostawić pewną sferę jakiejś części gry niedopowiedzianą, zachęcając gracza do eksperymentowania, ale to jest jakiś debilizm i traci się na tym kupę czasu. W końcu po prostu zacząłem używać do tego poradnika z neta, bo szkoda mi było czasu.

Fabuła jest słaba - garstka śmiałków dostaje misję od bytu zwanego fal'cie, a wraz z nią umiejętność używania magii i summonów. Zostają naznaczeni specjalnymi "tatuażami" i tym samym wyjęci spod prawa - wszyscy chcą ich wykończyć. Problem jest taki, że nasi bohaterowie nie wiedzą jaka jest ich misja i co chwila zmieniają zdanie, zazwyczaj o 180stopni. I co chwila mamy albo "idziemy ratować świat", albo "idziemy zniszczyć świat" i od nowa. Przez to postacie wydają się idiotyczne, a ich ciągłe załamania naciągane na siłę. Zwrotów akcji jako takich w grze brak. Jedynie Sazh wydaje się z całej ekipy sympatyczny, chyba dlatego, że jako jedyny nie odziedziczył imienia po randomowym rzeczowniku, nie jest aż takim dramatyzerem (choć i jemu zdarzyło się mierzyć do vanille z broni, mimo że oczywiste było, że jej nie zabije, a potem prawie se palnął w łeb) i dlatego, że w pewnym momencie postanawia, że on to wszystko pier**li, ma świat gdzieś i wraca do domu. Nie wiem czemu Lightning jest główną bohaterką, fabuła wcale się aż tak wokół niej nie kręci, ma stosunkowo mało hp, a Fang jest lepsza jako wojownik. Widać, że Light była wzorowana na Cloudzie z ff7 - była policjantka, wiecznie wkurzona i mająca ludzi gdzieś, stopniowo stająca się milsza dla otoczenia - tylko, że o ile Cloud faktycznie stopniowo się zmieniał i było to wiarygodne, tak Lightning nagle po jednej cut-scence włącza się jakby instynkt macierzyński względem Hope'a i staje się już milusia dla wszystkich, co oczywiście wiarygodne nie jest.

Wrogowie fabularni w grze występują w liczbie 3 - jest bodaj "Rosch" - dowódca wojsk, Cid - dowódca innych wojsk i jest super zły barthan-cośtam, który rządzi światem. Generalnie jest ich mało, pojawiają się na tyle rzadko, że ciężko nawet zapamiętać ich imiona(była też jakaś kobieta, ale nawet nie pamiętam już kim była) i naturalnie wszyscy są idiotami i mają skłonności samobójcze. Rosch walczy z bohaterami, mimo, że z nimi sympatyzuje(i wysadza się ostatecznie granatem), Cid zdradza naszych(i daje się zabić) tylko po to, aby naprowadzić ich na właściwą ścieżkę. Potem daje się wskrzesić tylko po to, aby znów dostać kulkę w łeb, a super zły big bad boss przez całą grę mówi nam wprost, że mamy jego i byt o nazwie "orphan" zabić. No to naturalnie zabijamy go i co? Nic. Nie żyje. Nie miał żadnego ukrytego asa, nic nie osiągnął, wtf w ogóle, nie ma jak mieć dobry cel w życiu.

Grafika jest bardzo ładna, zwłaszcza końcowe lokacje powalają, przy tym wszystko ładnie chodzi(chociaż np. crystanium lv.10 potrafi zwalniać). Postacie może i mają kanciate uszy, czy palce, ale i tak wszystko prezentuje się świetnie. Muzyka jest ok, ale dobrych utworów jest z 5cio płytowego soundtracku tylko paręnaście i jak na złość pojawiają się w grze rzadko(np. saber's edge, snow theme) Motyw przewodni walki mi się na początku nawet podobał, ale po 40h grindowania w gran pulse musiałem już wyłączyć głośniki. Tu kolejna wada - nie da się ustawić osobno głośności sfx i muzyki(a sfx są moim zdaniem za głośno), więc albo słuchamy wszystkiego, albo niczego.

Nie zgodzę się z tym, że wady tej gry wynikają z tego, że jest to jrpg. Jest mnóstwo jrpg, które są lepsze, w tym prawdopodobnie wszystkie wcześniejsze finale. FF XIII bliżej do mmo bez opcji online, niż do standardowego rpg. Tam także nie ma nic poza walką i levelowaniem, a fabuła nie jest istotna. Brak miast, sklepów, mapy świata, questów, minigierek, humoru, nieciekawa i ubrana w głupie, mieszające tylko i utrudniające odbiór, sformułowania fabuła(fal'cie, l'cie, cieth, focus, orphan, itd.), nieciekawe postacie, średnia na dłuższą metę muza, skopane summony i upgrade ekwipunku, walka nastawiona na szybkie klikanie, zamiast na taktykę i przede wszystkim zerowa interakcja z otoczeniem czynią tę grę po prostu słabą. Ta gra jest momentami wprost niegrywalna, niewielu z moich znajomych dało radę przejść przez pierwsze 20h, nawet gdy wydali na nią kupę kasy. Walka w ff x-2 trochę mi się nie podobała, ale mimo wszystko reszta gry była ok i dało się grać. Tutaj średnio-kiepskiej walki nic nie równoważy, nie podoba mi się większość rozwiązań i nie ma chyba nic dobrego poza grafą. Gra jest potwornie nudna i nieciekawa. O ile w innych jrpg istnieje jakaś odskocznia od ciągłych potyczek, tutaj nie ma żadnej i jest to po prostu męczące. Nie polecam - najsłabszy final, dałbym mu z 5/10(i to tylko za dobrą grafikę). Nie wiem jakim cudem gra ma tak wysokie oceny w mediach(dostała sporo 10/10).

08.12.2010 11:46
odpowiedz
Pidosan
1
Junior

Miszczogrzmot - zgadzam się w pełni. Dwa dni temu kupiłem Klasyczną edycję w Empiku. I załuje nawet tych 119 złotych. Zdecydowanie najgorszy (no, może poza online'owymi kwiatkami) Final. Liniowy, nudny, z mnóstwem niepotrzebnych walk (które można wygrać jednym przyciskiem - czyżby puszczenie oka do casuali?), z bezbarwną historią i bohaterami. Sterylna grafika i magiczny soundtrack nie ratują tej części. I prawdę mówiąc wątpię, czy FF kiedykolwiek narodzi się na nowo...

17.04.2015 01:10
odpowiedz
mashiris
17
Chorąży
10

Ten Final to arcydzieło. XIII zdecydowanie zasługuje co najmniej na 9/10.

Doskonała grafika, fabuła, muzyka i świetne postacie.

10.05.2015 23:04
odpowiedz
Rvn10
62
Generał
5.5

mashiris - No nie bardzo:)

26.07.2015 17:18
odpowiedz
Lady
65
Sorceress Sephiria
5.5

Jako osoba żywotnie zainteresowana seria Final Fantasy i połowa Krypty Final Fantasy nie mogę pozwolić sobie na niepodzielenie się swoją oceną gry. Częściowo się zgodzę z zarzutami Miszczogrzmota, choć moim zdaniem nie wszystko w tej grze jest złe. Gra ma potencjał, tylko ogólne wrażenie spieprzył fatalny sposób narracji i strasznie, wręcz przytłaczające, nakładanie na gameplay sztucznych ograniczeń. Żeby jednak w pełni sprawiedliwe ocenić grę, trzeba rozłożyć ją na co najmniej kilka czynników pierwszych.

1) Ogromne ograniczenie możliwości eksploracji świata
Zacznę od tego, jako że uważam to za jednego z trzech największych minusów gry - razi szczątkowa eksploracja świata i nie obroni tego żaden kontrargument. Weźmy nawet FF VI czy FF IX. Tam można iść wszędzie po korytarzach, byle tylko je obszukać i znaleźć ukryte itemy w skrzynkach. Ba, nawet można podejść w sobie każdy zaułek - nie ważne że ślepy, że nad przepaścią, ale można podejść by popatrzeć co niżej. W FF XIII jak się diagram mapy kończy to już dalej nie podejdziesz. Rzucało mi się do w oczy przy penetracji Lake Bresha, którą uważam za piękne, malownicze miejsce. No i właśnie - nie mogę podejść sobie na skraj skrystalizowanej fali, by popatrzeć w toń, bo mi się kończy diagram mapy i ten kawałek już nie podejdę - w poprzednich Finalach na dalej planszy można było poruszać się względnie wszędzie, o ile nie było fizycznej przeszkody ograniczającej ruch.

Układ korytarzy faktycznie jest prościutki, co najlepiej widać na przykładzie Gapra Whitewood i znajdującego się w nich kompleksu badawczego. Rozstrzelone przestrzennie, wielkie niemal puste przestrzenie z kilkoma Lobo na krzyż, chyba tylko po to by pokazać możliwości wydajnościowe sprzętu PS3. Naprawdę razi złe zagospodarowanie takiej wielkiej przestrzeni - w Palumpolum jest nie lepiej. Ogromne marnotrawstwo potencjału.

Najbardziej jednak cierpi ekspolracja mapy świata - do skończenia Cocoon właściwie nie ma o tym mowy, bo ciąg zdarzeń jest narzucony siłą. Dla porównania: w FF III mamy Floating Continent, unoszący się tak samo jak Coccoon nad Grand Pulse w FF XIII, tyle że Floating Continent można zwiedzać do woli i ma się wpływ na to, kiedy i jak odwiedzamy dane lokacje. W FF XIII przez jakieś 60-70% gry takiej swobody w ogóle NIE MA.

2) System walki
Z tym mają lub będą mieć problem osoby "wychowane" na tradycyjnym systemie ATB (FFIV-FFIX), do których się zaliczam. Na początku przychodzi reflekcja "WTF, to ma być Final Fantasy, a nie Devil May Cry albo Mortal Kombat lub ich połączenie". Kiedy jednak się przecierpi zderzenie z rzeczywistością mutacji tego systemu na potrzeby FF XIII, okazuje się, że nie jest aż tak tragicznie.

Z jednej strony rozumiem opinię Miszczogrzmota o zbytniej automatyzacji rozgrywki, bo ja też wolę mieć kontrolę nad całym składem mojej ekipy, a AI nie zawsze wie, co w danej sytuacji MOIM zdaniem jest najlepsze - tak potwierdza się, to co mój przedmówca napisał o marnowaniu ataków na dobijanie dogorywającego moba. Trzeba jednak wziąć pod rozwagę, że z uwagi na znaczne udynamicznienie przebiegu walki, kontrola 3 postaci na raz mogłaby być trudna (teamy 2 osobowe jeszcze by się dało okiełznać), więc niejako sama idea walk niemal wymusza taką konwencję. Podzielam też opinię Miszczogrzmota w stosunku do Eidolonów: poza walką, gdzie gra wymusza podczas Boss fightu na "stadionie" w Palumpolum zrobienie dobrego użytku z Shiva Sisters, że Eidolonów właściwie nie ma po co używać - dobrze dobrana ekipa sama sobie bez Summona poradzi i wydanie tych 3 Technical Points to marnotrawstwo.
Od siebie dodam, że na odczucie "WTF! To nie Devil May Cry albo Mortal Kombat" wpływa bardzo rating gwiazdek za zakończenie walk. Uważam to za zupełnie niepotrzebne, a dodatkowo wpływ ratingu walk na wyrzucany loot jest krzywdzący (z czasem człowiek opanowuje walkę na tyle, by 90% potyczek kończyć z wysokim wynikiem). Wypadanie lootu też jest bardzo nieregularne (zwłaszcza potrzebnej gotówki), co sztucznie wydłuża czas gry i piętrzy niepotrzebne problemy, czego w poprzednich częściach nie było.

Z drugiej strony, udynamicznienie walk podniosło atrakcyjność rozgrywki - większość walk z mobami nie trwa długo, więc aż tak dużo czasu się nie marnuje. Bardzo przydaje się opcja wykorzystania naładowanych segmentów ATB i odrzucenie nienaładowanych i szubko dopełnić pasek Chaina i zestaggerować wroga. Zmiana paradigmów, poza atakami blokującymi tę możliwość (walki z Barthandelusem) jest szybka i zapewnia dostęp do poznanych umiejętności, co na czas walki pozwala pozbyć się negatywnego odczucia bezsensownego przywiązania konkretnych zdolności tylko pod określone joby.

3) System progresji
Skoro już o role'ach wyżej ("jobach") wspomniałam to czas przejśc do drugiego największego minusa gry. Odgórne ograniczanie progresji jest czymś co również mnie bardzo się nie podoba i tu w pełni zgadzam się z Miszczogrzmotem:
Nawet levelowanie jest tak liniowe, że przez te pół gry mamy stopniowo możliwość rozwijania tylko tych części, które autorzy nam udostępnili. Mało tego, dokładnie kiedy kończymy już upgradeować dane segmenty, po prostu wiadome jest, że zaraz akcja przerzuci się na innych bohaterów
Do tej pory nie zdarzyło się, aby twórcy aż tak ograniczali rozwój bohaterów. W poprzednich grach z czasem były dodawane nowe elementy (czy to nowe materie, czy zdolności pod nowymi GFami, czy jakkolwiek inaczej), ale gracz miał pełną swobodę w podejmowaniu decyzji czego się nauczyć/będzie korzystać i będzie mógł dalej sam wpływać na rozwój bohaterów i korzystać z tego co do tej pory osiągnięto. FF XIII po dotarciu do punktu "!" znowu przerzuca gracza na inną drużynę, a nawet jeśli nie, to po wymaksowaniu określonego poziomu Crystarium nie ma co myśleć o dalszej nauce nowych zdolności, póki nie dotrze się do momentu, który odblokowuje nowe obszary rozwoju. Dla mnie takie wynaturzenie progresji bohaterów, co jest jednym z kluczowych elementów KAŻDEGO RPG, jest karygodne.

Rozstrzał na role/joby już kiedyś był, ale w starszych produkcjach była opcja samodzielnego ustawiania przez Gracza zestawu zdolności, którymi postać będzie się posługiwać. Ograniczenie używania np magii leczniczej u danej postaci tylko do jej roli medyka jest dla mnie nietrafione, ale (jak pisałam wyżej) da się to przeżyć szybką zmianą paradigmów. Inna sprawa, że paradigmy przypominają mi zmiany Dress Spheres, które w X-2 przyprawiały mnie (jak cała X-2) o mdłości.

Samo Crystarium w esencji to mutacja systemu AP znanego z FF VIII - zbieramy AP, by się nauczyć zdolności i włączamy następna do nauki. Nauczenie się jednej daje niekiedy (na rozgałęzieniu) opcję wyboru jednej z dwóch ko0lejnych zdolności do nauki. Ubieranie tego w zawiłą prezentacje graficzną (hybryda Sphere Gridu i Materii) jest moim zdaniem niepotrzebna - wprowadza jedynie chaos.

4) Fabuła i postacie
Z jednej strony mamy trzeci główny minus - rażąca liniowość i nieumiejętna narracja, z ze złym wykorzystaniem antagonistów włącznie. OK, przyznajmy, że gry z serii Final Fantasy w przeważającej większości nie sa ostoją wielowątkowej fabuły, ALE dawały Graczowi pewną dowolność w podejmowaniu niektórych decyzji, co mniej lub bardziej wpływało na fabułę. W FF VII widać to było przy wyborze kolejności odzyskiwania Huge Materia i ewentualne niepowodzenie misji miało wymierny wpływ na wynik (niepowodzenie co najmniej jednej misji powodowało przepadek Blue Huge Materia i zamknięcie drogi do stworzenia Bahamut ZERO Summon Materia). Skrewienie w tunelach Centra na CD 1 w W FF VIII utrudniało potem penetrację Lunatic Pandora na CD 3. Do tego gry oferowały mniej lub więcej subquestów, że o mini grach nie wspomnę. W FF XIII nie ma właściwie nic. Miałam wielką ochotę na pojedynek z Jihl Naabat, "złą siostrą Quistis" i srodze się zawiodłam. Biorąc pod uwagę ile razy ekipa na nią trafia oraz jaka z niej manipulatorka, spodziewałam się, że uświadczę co najmniej jednego pojedynku z nią oraz Yaagiem Roschem. A tu ni hu hu. Ogromna strata.

Kolejna sprawa to problem, który Miszczogrzmot juz opisał, z czym sama zmagałam się przez pierwszą godzinę gry w FF XIII:
ubrana w głupie, mieszające tylko i utrudniające odbiór, sformułowania fabuła(fal'cie, l'cie, cieth, focus, orphan, itd.)
Nie wiem, czy to zamierzone, czy też nie, ale zmusza do zapoznania się z materiałami w dość często olewanym data logu, aby pozbyć się dręczącego pytania "a o co właściwie chodzi - kimsą Fal'Cie, L'Cie, Cie'th i pozostała banda?".

Skakanie po wątkach fabularnych to japońska specjalność, ale tu w grze jest ich zdecydowanie za wiele. Szkoda, że ograniczeniu rozwoju danej postaci towarzyszy poszatkowanie ątków na jeszcze mniejsze mini segmenty. Tu wolałabym rozdział jaki ma m iejsce w FF VI w World of Balance, gdzie osobno mieliśmyu do rozegrania cały wątek Locke'a, Sabina i Terry. Rozegranie wątku do końca i cofnięcie się na chwilę by kolejna drużyna rozegrała swój etap do końca bez zbędnych przerw byłoby moim zdaniem lepsze i przyjaźniejsze dla odbiorcy.

Nie zgadzam się natomiast z zarzutami względem postaci. O ile część ich cech charakterologicznych gdzieś już była (Squall, a nie Cloud w przypadku Lightning, Tidus w przypadku Hope'a, Zella dla Snowa, Lului dla Fang, Selphie i Rikku dla Vanille), o tyle to jednak są inne postacie niż ich duchowi krewni. Przemiana Light niańczącego Hope'a wyszła moim zdaniem naturalnie, podobnie Hope przez emulację Lightning i podjęcie pierwszych męskich decyzji zmężniał. Fang to Fang - twarda seksowna babka, z niewyparzonym jęzorem, silnym charakterem i określonym celem, Snow uzmysławia sobie co to naprawdę oznacza być bohaterem na jakiego się kreuje. Wielu chwil zwątpień i rozterek nie odbieram jako zbędnych tylko jako dobrze pokazujących rozwój postaci jako osobowości. Sazha zostawiłam sobie osobno, bo to osobny przypadek - z jednej strony element comic relief, z drugiej mający swoje dramatyczne 5 minut. W jego przypadku nie obserwujemy może zmiany, ale po kroku odkrywamy coś, co chowa głębiej.

Bardzo podobają mi się interakcje między postaciami i uważam, że dialogi są świetnie napisane. Mnie bardzo rozbawiły zwłaszcza "pogawędki" Sazha i Lightning, czy Sazha z Vanille, miło patrzyło się na interackję pomiędzy Light i Fang. Gdyby storytelling nie był tak spieprzony, a gra bez grindowania nie była tak krótka.

Coś, co koniecznie muszę pochwalić to muzyka, nie tylko z uwagi na świeżość jaką wniósł Masashi Hamauzu, ale fakt, że nagrała ją Orkiestra Filharmonii Narodowej w Warszawie. Mamy więc doniosłe utwory symfoniczne, jak też melanż muzyki j-pop z klasycznymi skrzypcami, tak jak było to np. przy Sailor Moon, gdy na polu walki meldowały się Sailor Satrun, Sailor Uranus, Neptune i Pluto. Przepiękną ścieżkę ma Lake Bresha. Muzyka to definitywny atut gry.

Gra naprawdę ma potencjał - gdyby nie koszmarne błędy opisane wyżej: przede wszystkim lepszy sposób narracji, nieograniczanie progresji bohaterów i lepszy system rozwoju, wątpię czy fani wieszaliby na niej tak bardzo psy. Gdyby FF XIII była pozbawiona swoich bolączek z czystym sumieniem mogłabym dać ocenę 9,0. Oceniając to co jest, nie mogę dać więcej niż 5,5 - dając mniej nie byłabym sprawiedliwa (nie wszystko w grze jest złe), ale w tym kształcie grze daleko do wielkich poprzedniczek. Gra jest krótka, ale jednak mnie wciągnęła na tyle by ją dokończyć - największa w tym zasługa postaci. Nie mniej firmie Square-Enix moge powiedzieć tylko jedno: "wstyd Panie i Panowie - to poniżej waszego poziomu i talentu".

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze