Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 11 października 2001, 11:03

autor: Sukkub

Mech Commander 2 - recenzja gry

MechCommander 2 to sequel do popularnej gry strategicznej czasu rzeczywistego opartej na zasadach Battletech. W grze kierujemy poczynaniami olbrzymich bojowych maszyn kroczących zwanych mechami.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Chyba w żadnej książce, w żadnym filmie, ani w żadnej grze, świat przyszłości nie jawi nam się jako ostoja pokoju. Nawet pacyfistyczny z założenia „Star Trek”, zarówno w filmach, jak i w grach, pokazuje, że Federacja Planet niejednokrotnie musi sięgać po rozwiązania siłowe by utrzymać względną stabilizację Wszechświata. Rzeczywistość XXI wieku według twórców systemu BattleTech również nie jest wolna od konfliktów zbrojnych. Więcej – jest przez nie wręcz zdominowana. Ludzkość, która zdołała rozszerzyć swoje wpływy na obce systemy planetarne, zgubiła gdzieś po drodze sens jedności i podzielona na „Domy” toczy wojny sama z sobą. Jako najemnicy znajdujemy się gdzieś na obrzeżach tego konfliktu. Walczymy po stronie tych, którzy lepiej płacą. A walczymy nie byle czym, bo wielkimi maszynami wojennymi, wysokimi na kilka pięter.

Świat BattleTech to przede wszystkim system strategicznych gier planszowych, ale równocześnie, za sprawą cyklu „MechWarrior”, długa tradycja w historii komputerowej rozrywki. Trzy lata temu na fali popularności wspominanej serii wyrosła strategia czasu rzeczywistego pt. „MechCommander”. Gra nie odniosła większego sukcesu, ale pomysł był na tyle dobry, że doczekaliśmy jego kontynuacji.

Jak to się wszystko kręci

Każdy etap rozpoczyna się od odprawy. W lewym górnym rogu ekranu pojawia się ekran z krótkim filmem (bardzo dobrej jakości) przedstawiającym naszych aktualnych zwierzchników, którzy zapoznają nas z celami danej misji. Są to jednak jedynie cele początkowe. Zazwyczaj w trakcie gry, gdy wydaje nam się, że szczęśliwie dobrnęliśmy do końca, jakiś miły głos informuje nas, że pojawiły się nowe okoliczności i tak naprawdę to czeka na jeszcze kilka zadań do wykonania. Zadania te, mimo, iż zróżnicowane, nie odbiegają od standardów znanych z innych gier tego typu. Raz więc musimy zniszczyć jednostki wroga, innym razem puścić z dymem jego budynki lub po prostu przejąć kontrolę nad wyznaczonymi strukturami przeciwnika. Co jak co, ale pod tym względem twórcy „erteesów” nigdy nie grzeszyli nadmierną wyobraźnią.

Po odprawie zostajemy przeniesieni do dobrze znanego miłośnikom świata BattleTech MechLab. Jest to ekran, na którym sprzedajemy lub kupujemy nowe roboty (a właściwie mechy), wyposażamy je w uzbrojenie adekwatne do wymogów misji itd. Jest to bardzo ważne, gdyż w niektórych etapach kluczem do zwycięstwa jest korzystanie z jednostek wyposażonych w działa średniego i dalekiego zasięgu, podczas gdy w innych nie będziemy mieli żadnych szans na sukces, jeżeli w naszym oddziale nie znajdzie się przynajmniej jeden mech wyspecjalizowany w walce na krótki dystans. Oczywiście nie wszystkie rodzaje uzbrojenia dostępne są już na samym początku gry. Niejednokrotnie uzyskanie dostępu do danej broni, będzie wymagało wcześniejszego przejęcia kontroli nad strukturami nieprzyjaciela, w których jest ona wytwarzana. Poza tym pozostaje jeszcze problem zasobności naszego portfela. Aby poważnie zacząć myśleć o zakupach trzeba przejść co najmniej kilka misji.

Na koniec pozostaje nam wynajęcie pilota do każdej z naszych maszyn. I w tym miejscu warto zaznaczyć, że „MechCommander 2” pomimo, iż ponad wszelką wątpliwość jest grą z gatunku RTS, zawiera także pewne elementy cRPG. Otóż nasi piloci w trakcie rozgrywki nabywają punkty doświadczenia, które zależą od ilości i rodzaju zniszczonych oddziałów wroga. W parze ze wzrostem doświadczenia idzie zwiększenie umiejętności postaci oraz awans. Wszystko to paradoksalnie sprawia, że raczej nie będziemy kwapić się do zmiany pilotów pomiędzy misjami, zwłaszcza, że bardzo trudno ich zabić – katapultują się w przypadku, gdy ich mech ulega zniszczeniu.

Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG
Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG

Recenzja gry

Dobrze znane graczom King’s Bounty stało się zupełnie inną, bardziej erpegową produkcją. Czy to wyszło jej na dobre? Nie jestem pewien.

Recenzja gry Humankind - ambitny rywal Cywilizacji
Recenzja gry Humankind - ambitny rywal Cywilizacji

Recenzja gry

Czy potrzebujemy jeszcze jednej gry, takiej jak Civilization? Twórcy Humankind odpowiedzieli twierdząco i na dodatek faktycznie mieli pomysły na to, co zrobić inaczej. Wyszło lepiej?

Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine
Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine

Recenzja gry

Na pierwszy, drugi, a nawet trzeci rzut oka, Siege Survival jest klonem This War of Mine. Grupa cywilów próbuje przetrwać w oblężonym mieście. Dalej zaczynają się różnice, które sprawiają, że nowa polska gra jest zarówno lepsza, jak i gorsza.