Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 21 listopada 2008, 12:44

autor: Przemysław Zamęcki

Grał we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonował. Spoczywaj w pokoju przyjacielu - 1978-2021

Tomb Raider: Underworld - recenzja gry

Zawsze jest jakiś grobowiec do odkrycia i starożytne ruiny do spenetrowania. Tomb Raider: Underworld to udany powrót do korzeni serii.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Lara Croft jest dzisiaj najlepiej rozpoznawalną heroiną współczesnych gier komputerowych i video. Z naciskiem na: jest dzisiaj, bo jeśli przypomnimy sobie to, co w pewnym momencie z marką Tomb Raider zaczęli wyprawiać panowie z Core Design, to aż włos się na głowie jeży. Fani Larę znają i kochają przede wszystkim za jej niekwestionowane atrybuty kobiecości oraz dzięki tajemniczej atmosferze i zagadkom towarzyszącym buszowaniu po starożytnych grobowcach. Tymczasem panią archeolog zaczęto nagle zmuszać do biegania po dachach miast, ścigania przestępców i tym podobnych bzdetów. Całe szczęście kierownictwo Eidosu w porę się opamiętało i przygotowanie siódmej z kolei części powierzyło już ekipie Crystal Dynamics. Dzięki Legend gwiazda Lary Croft na nowo rozbłysła na firmamencie video rozrywki, a będący remakiem pierwszej części Anniversary tylko tę pozycję umocnił. I o ile Legend wciąż był próbą ożenienia Lary z pierwszych części serii z jej późniejszym wizerunkiem, o tyle w części rocznicowej w pełni powrócił klimat niesamowitości i osamotnienia. Jak na tym tle wypada Underworld?

Wśród tajlandzkich ślicznotek…

Bardzo dobrze, a nawet wyśmienicie, choć autorom nie udało się uniknąć kilku rażących uchybień. Główna bohaterka kontynuuje poszukiwania matki, odwiedzając między innymi miejsca związane z krainami umarłych w kulturach Majów, Wikingów oraz indyjskiej. W trakcie zabawy zwiedzamy więc wybrzeże Tajlandii, którego fragment mogliśmy podziwiać we wcześniej udostępnionym przez producenta demie, tradycyjnie już zaglądamy do Meksyku i nie mniej tradycyjnie buszujemy po posiadłości Croftów. Tyle tylko, że od nieco innej i zupełnie nieznanej dotychczas strony. Łącznie przygotowano sześć poziomów plus krótki siódmy, będący jednocześnie wprowadzeniem do gry i samouczkiem zarazem. W trakcie poszukiwań Larze udaje się zgromadzić rękawice, pas oraz słynny młot Mjolnir, należące pierwotnie do nordyckiego boga Thora.

Pierwsze, co po uruchomieniu gry rzuca się w oczy, to wyśmienita oprawa graficzna. Lara wygląda wręcz znakomicie i tak dobrze jak nigdy dotąd. I to zupełnie abstrahując od wspomnianych przeze mnie wyżej kobiecych atrybutów. Dziewczyna została okryta bowiem znakomitymi teksturami, udającymi różne rodzaje materiału. Na dodatek udało się bardzo ładnie zasymulować mokrą powierzchnię skóry, która na zbliżeniach w trakcie przerywników filmowych wygląda wręcz obłędnie. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami autorzy poszerzyli także znacznie zakres jej ruchów. Animacja postaci w ogóle wydawałaby się perfekcyjna, gdyby nie pewien szczegół, który niestety potrafi nieco drażnić. Mianowicie poszczególne sekwencje dość często nie łączą się odpowiednio ze sobą i wyraźnie daje zauważyć się przeskok pomiędzy jedną, a drugą. Wygląda na to, że w dobie takich tytułów, jak Uncharted czy Assassin’s Creed, w których podobny efekt był niemal niedostrzegalny, Crystal Dynamics nie potrafiło do końca dopieścić swojego produktu. Lub też zwyczajnie zabrakło na to czasu. Zresztą wiążą się z tym również inne moje zastrzeżenia.

Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego
Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego

Recenzja gry

Najnowsza produkcja studia DICE zrezygnowała z kampanii singlowej – zamiast tego zdecydowano, że gracze otrzymają więcej różnorodności w zawartości dla wielu graczy. Czy to dobry kierunek rozwoju?

Recenzja GTA Trilogy Definitive Edition - nie o taki remaster nic nie robiłem
Recenzja GTA Trilogy Definitive Edition - nie o taki remaster nic nie robiłem

Recenzja gry

GTA: The Trilogy Definitive Edition to mocno nieprzemyślany pakiet remasterów. Pomimo dość ładnej grafiki za cenę jednej gry dostajemy trzy stare. Można się przy nich nieźle bawić, ale raczej nie przekonają do siebie nowych graczy.

Recenzja gry Call of Duty: Vanguard - tylko dla największych fanów serii
Recenzja gry Call of Duty: Vanguard - tylko dla największych fanów serii

Recenzja gry

Najnowszy Call of Duty: Vanguard to poprawna strzelanka w singlu i powtórka z rozrywki w multi. Nie zaskakuje ani na plus, ani na minus, co czyni z niej nieco bladą, łatwą do zapomnienia odsłonę.