Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 29 kwietnia 2004, 17:46

autor: Soulcatcher

Star Wars: Knights of the Old Republic - Wersja PL

Gra stworzona została przez doświadczony zespół BioWare Studios, twórców m.in. najpopularniejszego cyklu cRPG Baldur’s Gate. Fabuła przenosi nas 4000 lat wstecz przed wydarzeniami poznanymi w filmach z serii Gwiezdne Wojny, w realia Starej Republiki.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Wstęp

Drogi Czytelniku, jeśli zajrzałeś do niniejszego tekstu, to zapewne masz niejakie pojęcie, czym jest Star Wars: Knights of the Old Republic. Jeśli jednak dotąd nie słyszałeś nic o jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym, cRPG ostatnich lat, to na następnych stronach znajdziesz obszerną recenzję, która powinna z naddatkiem zaspokoić Twój głód wiedzy na ten temat. Ja zaś ze swej strony chciałbym skoncentrować się tylko na jednym, bardzo istotnym, a pominiętym przez mojego redakcyjnego kolegę, aspekcie tej gry – polskiej wersji językowej. Kwestia ta została przemilczana we wspomnianej recenzji nie ze względu na błąd czy zaniedbanie, ale z innego prozaicznego powodu – po prostu w czasie, gdy była ona pisana, to jest w grudniu 2003 roku, na naszym rynku dostępna była tylko angielska wersja językowa. Trzeba w tym miejscu oddać sprawiedliwość polskiemu wydawcy, firmie LEM, gdyż dzięki wprowadzeniu jej wtedy do sprzedaży polscy gracze mieli możliwość kupić ją już w kilka tygodni po amerykańskiej premierze. Natomiast nie mamy się co oszukiwać – osób, które znają na tyle biegle język angielski, aby móc swobodnie i z przyjemnością grać w KoTOR, nie ma w Polsce zbyt wiele. CRPG to nie strzelanka, w której przetłumaczenie (lub nie) napisów w menu kończy w zasadzie temat polonizacji, w zasadzie nie wpływając na odbiór i możliwości grania w grę przez osobę nie znającą języka. W wypadku KoTORa w grę wchodzi tysiące stron (dokładnie około 2000) opisów, dialogów, wyborów i innych tekstów, bez zrozumienia których trudno mówić o przyjemności z grania.

Nie ukrywam, że zasiadłem przed polską wersją z odrobiną niepokoju. Po pierwsze dlatego, że tak ogromny projekt jest niezwykle trudnym zadaniem. Już opracowanie słownika terminologii Gwiezdnych Wojen to wyzwanie samo w sobie –zainteresowani tą tematyką wiedzą, że nawet obecne na polskim rynku tłumaczenia (książki, komiksy, filmy) posługują się nieco odmienną polską terminologią. Dodajmy do tego nie występujące w języku angielskim rozróżnienie płci – nasz bohater może być zarówno kobietą, jak i mężczyzną, co powoduje istotną różnicę („strzeliłam” vs „strzeliłem”) – silniki gier budowane z myślą o języku angielskim nie przewidują takiego rozróżnienia ze względu na płeć (więcej na te tematy znajdziecie w doskonałym artykule Rysława). Ponadto firma LEM posiada stosunkowo niewielkie doświadczenie w polskich lokalizacjach, zaś jej dotychczasowe prace w tej dziedzinie, mówiąc delikatnie, nie zachwycały (z chwalebnym wyjątkiem wydanej ostatnio świetnej przygodówki Broken Sword: The Sleeping Dragon). Już pierwsze chwile spędzone nad grą spowodowały, że zapomniałem o niepokoju, a jego miejsce zastąpiło najpierw zaskoczenie, a po pewnym czasie, nie boję się użyć tego słowa, podziw! Lokalizacja jest po prostu doskonała – atmosfera, poczucie uczestniczenia w fabule, celność kwestii dialogowych – wszystko to sumuje się do naprawdę znakomitego wrażenia. Chwała za to autorom polonizacji tym większa, że tempo prac było iście ekspresowe – całość trwała tylko dwa miesiące. Duża w tym zasługa zarówno profesjonalnego zespołu, składającego się łącznie z 18 osób, jak i dobrej współpracy z producentem i wydawcą, firmami Bioware i LucasArts. Nie do przecenienia jest również bardzo bliska współpraca firmy LEM ze środowiskami polskich fanów Gwiezdnych Wojen – to oni byli pomysłodawcami wielu zwrotów, testerami oraz pierwszymi, nieraz surowymi, recenzentami. Chciałbym przy tym podkreślić, że tłumaczenie jest bardzo wierne, co wbrew pozorom nie oznacza, że zawsze dosłowne. Na tym między innymi polega urok dobrej lokalizacji, że pewne teksty trzeba zmodyfikować, aby mogły być odebrane przez gracza zgodnie z intencją twórców gry. Szczególnie polecam wszystkim dialogi z robotem HK-47 – jego stosunek do świata, a w szczególności wspomnienia o byłych właścicielach rozbawiły mnie niemalże do łez (aby móc je uaktywnić, trzeba posiadać wysoką umiejętność Naprawy, ale dla nich warto nawet zniżyć się i użyć w tym celu kodów). Przyznam w tym miejscu, że nie lubię pisać laurek, włożyłem więc sporo pracy w znalezienie czegoś, czegokolwiek, do czego mógłbym się „przyczepić” w polskiej lokalizacji - bez żadnego zauważalnego efektu. Nawet fakt, że nie podłożono głosów, lecz pozostawiono je w wersji oryginalnej (z polskimi napisami) trudno uznać za zarzut, skoro i tak większość kwestii „mówionych” jest nie po angielsku, ale po „rodiańsku” i w innych dziwnych językach, występujących w świecie Gwiezdnych Wojen. Podsumowując, dzięki ogromnej pracy, jaką wykonał zespół lokalizujący KoTORa, ta doskonała gra stała się, jeśli to w ogólne możliwe, jeszcze bardziej atrakcyjna dla polskiego gracza. Szczerze polecam!

Lord Sith zwany również Kiciuś vel Dominator

Recenzja gry Wasteland 3 – na takie RPG czekałem!
Recenzja gry Wasteland 3 – na takie RPG czekałem!

Recenzja gry

Brian Fargo jeszcze raz postanowił pokazać nam postapokaliptyczny świat serii Wasteland. Tym razem jednak od drugiej strony. Opuszczamy pustynie Arizony i udajemy się do zasypanego śniegiem Kolorado.

Nintendo znowu dowozi – recenzja Paper Mario: The Origami King
Nintendo znowu dowozi – recenzja Paper Mario: The Origami King

Recenzja gry

Nowe Paper Mario to bardzo lekkie elementy RPG i mnóstwo humoru, koloru i płaskich papierowych stworków zamienionych przez tytułowego króla w złowieszcze wersje origami. Oraz oczywiście Mario i pewna księżniczka do uratowania.

Recenzja The Elder Scrolls Online: Greymoor – co łączy Skyrim, wampiry, wiedźmy i... archeologię?
Recenzja The Elder Scrolls Online: Greymoor – co łączy Skyrim, wampiry, wiedźmy i... archeologię?

Recenzja gry

Chcieliście Skyrim Online, to proszę bardzo, macie! Najnowszy dodatek do TESO zabiera nas do kultowej krainy, abyśmy mogli stanąć twarzą w twarz z wampirami i wilkołakami. Szkoda tylko, że całość bardziej przypomina grę singleplayer niż MMORPG…