Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Like a Dragon: Infinite Wealth Recenzja gry

Źródło fot. SEGA
i
Recenzja gry 1 lutego 2024, 13:00

Recenzja gry Like a Dragon: Infinite Wealth. To opowieść, której nigdy nie zapomnę

Lekko spóźnieni, przybywamy z recenzją hawajskiego Like a Dragon: Infinite Wealth – produkcji, której fani cyklu absolutnie nie mogą sobie odpuścić, a reszta graczy koniecznie powinna się nią zainteresować.

Recenzja powstała na bazie wersji PS5.

Trudno mi czasem w to uwierzyć, ale z serią Yakuza obcuję już od niemal 18 lat. Trzymam z Kiryu Kazumą od początku jego historii, doświadczając na bieżąco rozwoju, jaki owa saga przeszła przez te wszystkie długie lata. To naprawdę szmat czasu, w trakcie którego zarówno bohaterowie kolejnych opowieści, jak i sami twórcy cyklu przebyli niezwykle długą drogę – często mocno wyboistą. Wspominam o tym, bo świeżo wydane Like a Dragon: Infinite Wealth to coś więcej niż tylko kolejny rozdział japońskiej telenoweli. To swego rodzaju punkt kulminacyjny, który kieruje tę serię jeszcze głębiej w erpegowe rejony, ale i świadczy o konsekwentnym rozwoju oraz wierze we własną tożsamość – bez oglądania się na trendy, jakim hołduje reszta branży. W czasach pod względem twórczym coraz mocniej zachowawczych ten japoński upór jest szczególnie godny podziwu i powinniśmy go docenić z prostego powodu – powstała dzięki niemu gra pod wieloma względami wspaniała.

Wybaczcie mi lekki poślizg czasowy przy pisaniu tej recenzji, ale Like a Dragon: Infinite Wealth to naprawdę gigantyczna przygoda, którą część krytyków zaczęła już nawet typować na uczestnika wyścigu o tytuł gry roku 2024. Ja tak odważnej tezy w styczniu stawiać nie zamierzam, ale napiszę wprost – doświadczanie Like a Dragon: Infinite Wealth stanowiło dla mnie przeżycie wręcz wyborne, a po ukończeniu gry czułem, że nigdy nie zapomnę tej opowieści. Nie palę, ale w tym wypadku zrobiłem wyjątek i po napisach końcowych udałem się wyciszony na krótką kontemplację w obłokach nikotynowego dymu.

Życie jest takie krótkie

Już pierwszy kontakt z Like a Dragon: Infinite Wealth intryguje. Startowa scena to popis reżyserski studia, które w filmowy sposób pokazuje tajemnicze morderstwo podróżującego autem starszego małżeństwa – to niezwykle klimatyczne ujęcie skąpanej w deszczu i spowitej mrokiem nocy rozświetlanej jedynie przez reflektory pojazdu. Jesteśmy pozornie przypadkowymi świadkami wyrafinowanego mordu, bezlitośnie brutalnej egzekucji dokonanej przez profesjonalnego zabójcę. W graczu zaszczepia się nieznośną ciekawość co do tego zalążka skomplikowanej i wielowarstwowej intrygi, której kształty zaczną się rysować dopiero po kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu godzinach. Otwarcie niczym w najlepszych thrillerach. Tuż po nim – cięcie i przejście do codzienności.

Ekipa z Like a Dragon: Infinite Wealth to zgrana paczka przyjaciół.Like a Dragon: Infinite Wealth, SEGA, 2024.

Właściwy początek jest zaskakująco wyciszony i spokojny. Like a Dragon: Infinite Wealth rozpoczyna się bardzo leniwie, stopniowo kładąc fundamenty pod przyszły dramat. Niecierpliwi mogą się tym mocno zrazić, ja jednak doceniam naturalność tego zabiegu. Bohaterami tej odsłony cyklu są przecież doświadczone przez los osoby w średnim wieku, starające się ułożyć sobie na nowo życie. Ichiban i jego przyjaciele rozpoczęli bowiem nowy etap i każdy z nich znalazł sposób, aby we własnym tempie stanąć na nogi. Spojrzenie na ich codzienność niesie ze sobą zastrzyk pozytywnej energii, a miejscami nawet rozczula – jest tu taki moment, w którym wybranka serca Ichibana zgadza się na randkę, a jego reakcja – przedstawiona w formie roztańczonego montażu – po prostu rozbraja. Sielanka trwa do czasu, gdy na skutek niespodziewanych wydarzeń nierozgarnięty Ichiban pada ofiarą internetowego linczu, przez który cierpi nie tylko on, ale również jego najbliżsi. Nie zdradzając szczegółów, powiem tylko, że bohaterowie tracą pracę, a sam Ichiban odkrywa, iż jego do niedawna uznawana za zmarłą matka przebywa cała i zdrowa na Hawajach. No nic, przeszłość ponownie się odzywa i trzeba się z nią zmierzyć. Kolejny przystanek? Słoneczna plaża Honolulu.

Nieszczęścia uczą nas prawdy

Scenariusz Like a Dragon: Infinite Wealth to jeden z najsilniejszych elementów gry, w którym szczególnie wybrzmiewa wieloznaczność podtytułu – nieskończonego bogactwa. Uwielbiam to, że ta seria od zawsze osadzona jest we współczesności i często porusza tematy bliskie naszej rzeczywistości, takie jak np. resocjalizacja byłych przestępców, którzy spotykają się z uprzedzeniami i dyskryminacją ze strony japońskiego prawa oraz samego społeczeństwa.

W nowej „Yakuzie” dostałem historię pełną emocji, dramatów i fascynujących, życiowych wątków, przekazujących ważne prawdy. Tym razem mocno podkreślone zostały motywy przemijania i ulotności życia oraz rozliczania się z grzechami przeszłości, a także walki o odzyskanie kontroli nad własnym losem. Chociażby porzucając toksyczną pogoń za zemstą raniącą osoby postronne i zdobywając się na przeproszenie ofiary, patrząc jej prosto w oczy (scenarzyści z Naughty Dog, grajcie i uczcie się, bo macie ogromną lekcję subtelności do nadrobienia).

Scenariusz z wyczuciem i wrażliwością zamyka ważny rozdział życia legendarnego Kiryu Kazumy.Like a Dragon: Infinite Wealth, SEGA, 2024.

Niczym w filmie Ikiru w reżyserii znakomitego Akiry Kurosawy śledzimy losy bohatera mierzącego się z własną śmiertelnością, który na ostatnim etapie życia pragnie nadać mu sens. To piękna historia we wzruszający sposób odzierająca legendarnego Kiryu Kazumę z jego quasi-boskiego statusu. Opowieść pokazuje go w zniuansowany sposób, jako człowieka śmiertelnego, schorowanego, a niekiedy – słabego i bezsilnego, po raz pierwszy zmuszonego do polegania na innych. Nie jest to w żadnym wypadku pęknięcie na jego marmurowym pomniku – wręcz przeciwnie, ale samemu zainteresowanemu zajmie trochę czasu, by to wreszcie zrozumieć. Oglądanie tej podróży z perspektywy wieloletniego fana okazuje się przeżyciem wręcz magicznym. Natomiast wątek Ichibana został z tą historią sprawnie spleciony i również nie brakuje w nim poruszania ciekawych kwestii. Nie chcę tutaj wchodzić na niebezpieczne terytorium spoilerów – wiedźcie, że narracyjnie ten szajbus pewnie stoi na własnych nogach i ponownie jest głównym bohaterem opowieści o nawiązywaniu przyjacielskich relacji i bezgranicznej wierze w dobro drugiego człowieka, nawet gdy ten nas mocno zrani.

Czy jest sens grać w Infinite Wealth bez znajomości serii?

Ryu Ga Gotoku Studio bardzo stara się przekonać graczy, aby postrzegali Like a Dragon: Infinite Wealth jako samodzielną produkcję, która nie wymaga znajomości całej serii. Nie mogę się z tym do końca zgodzić. Tak, do zrozumienia głównej intrygi i ścieżki Ichibana faktycznie wystarczy Wam jedynie znajomość Yakuzy: Like a Dragon oraz Like a Dragon Gaiden: The Man Who Erased His Name. Jednak w momencie, gdy przejmujemy kontrolę nad Kiryu, gra zmienia się w sentymentalną podróż po wszystkich odsłonach tego cyklu, zahaczając w easter eggach nawet o spin-offy. Wiele obowiązkowych aktywności i scenek nawiązuje do dawnych wątków oraz postaci z poprzednich rozdziałów Yakuzy. Bez ich znajomości traci się ogromną ilość kontekstu i ładunku emocjonalnego. Kiryu Kazuma wspomina w zasadzie całe swoje życie, a starzy bohaterowie potrafią przez kilkanaście minut rozmawiać z nim o wydarzeniach z wcześniejszych gier. Część tych scen została wpleciona w główny wątek i nie da się ich pominąć, inne pełnią funkcję wspomnień oraz aktywności dodatkowych, na które natykamy się podczas eksploracji miasta. Oczywiście to „tylko” gry i nikt nas nie będzie odpytywał z ich lore’u przed uruchomieniem Like a Dragon: Infinite Wealth, ale z tej opowieści zdecydowanie najwięcej wyniosą osoby będące z Yakuzami na bieżąco.

Fantastyczne wakacje w gorącym Honolulu

Wróćmy jednak do wspomnianych wcześniej Hawajów, bo to właśnie tam dzieje się większość akcji najnowszej części japońskiego cyklu – można je uznać zarówno za wizytówkę gry, jak i jej bohatera. Seria ta po raz pierwszy pozwala opuścić Kraj Kwitnącej Wiśni i postawić krok na obcej, amerykańskiej, ziemi. Jeśli obawialiście się, że jest to ryzykowna decyzja i saga straci swój charyzmatyczny klimat, uspokajam, że to obawy całkowicie bezzasadne – miejsce to wybrano zresztą nie bez powodu, gdyż ponad 40% mieszkańców Hawajów to ludność pochodzenia azjatyckiego. Podróżowanie po skąpanym w słońcu Honolulu wydaje się do tego stopnia przyjemne, że sam już nie mogę doczekać się wakacji i wyskoczenia na plażę. Eksplorowanie tego zwariowanego miasta nieustannie wywołuje uśmiech i jest niczym zdrowy zastrzyk witaminy D3 – byłem mocno zaskoczony, jak bardzo przechodzenie Like a Dragon: Infinite Wealth poprawiało mi humor i pozwalało się odprężyć. To gra, w której aż chce się przebywać, a nowe miasto sprawdza się doskonale jako główny hub, po którym fajnie nawet bezcelowo się pobłąkać. Setting został zmieniony, ale fani i tak poczują się jak w domu.

Wakacyjny klimat Honolulu wzbudza tęsknotę za upalnymi dniami.Like a Dragon: Infinite Wealth, SEGA, 2024.

Dodatkowo – na tyle, na ile zbadałem temat – twórcy w umiejętny sposób zaakcentowali rzeczywiste problemy, z jakimi na co dzień borykają się mieszkańcy tych wysp, jak chociażby dziedzictwo historyczne oraz wpływ imigracji i turystyki na rosnące koszty życia. W grze znajdziecie więc sporo pomniejszych, ale wyraźnych komentarzy społecznych. Podejrzewam, że próżno byłoby szukać podobnego tytułu z taką atmosferą. Przeniesienie akcji na Hawaje stanowi prawdziwy strzał w dziesiątkę.

Nieskończone bogactwo ulepszeń i szalonych atrakcji

Like a Dragon: Infinite Wealth błyszczy także pod względem rozgrywki. Jeśli graliście w poprzednie przygody Ichibana, erpegowy trzon Yakuzy jest Wam dobrze znany. Twórcy wykorzystali fundamenty wcześniejszej części, ale nadbudowali je w bardzo ciekawych kierunkach, akcentując jeszcze mocniej elementy charakterystyczne. Tak więc walki nadal odbywają się z podziałem na tury, ale tym razem postać może chodzić w obrębie ograniczonego okręgu – wzmacnia to dostępne opcje taktyczne, bo umiejscowienie na arenie jest ważne, i pozwala wyprowadzać łączone ataki z sojusznikiem. Można też zadać przeciwnikowi cios w plecy, by uzyskać większe obrażenia, lub wykonać uderzenie w taki sposób, aby wróg wpadł na ścianę.

PLUSY:
  1. fantastycznie usprawniony system walki i poprawiony trzon RPG;
  2. gigantyczny ładunek emocjonalny dla wiernych fanów serii;
  3. długi, filmowy i szalenie wciągający scenariusz;
  4. bogactwo różnorodnych aktywności pobocznych oraz minigier (kultowy SpikeOut!);
  5. klimat słonecznych Hawajów;
  6. DonDoko Island i Liga Sujimonów to kapitalne atrakcje, w których można się zatracić na wiele godzin;
  7. jak zawsze – zgrabne połączenie absurdalnego humoru, politycznych intryg i ludzkich dramatów.
MINUSY:
  1. powolny wstęp, mogący zrazić co bardziej niecierpliwych;
  2. pewne niedociągnięcia w balansie rozgrywki;
  3. sprzedawanie NG+ jako DLC – serio? Sego, ogarnij się!

Dzięki temu wszystkiemu fajniej działa także synergia drużyny, a poszczególne umiejętności zostały przemyślane tak, by granie w Like a Dragon: Infinite Wealth nie sprowadzało się do nudnego powtarzania najlepszego skilla. Upierdliwe losowe starcia z grupą słabych nieprzyjaciół? Można je pomijać, zdobywając mniej doświadczenia, ale zyskując sporo bezcennego czasu. Zmian typu „quality of life” jest cała masa – poprawiono chyba każdy możliwy element rozgrywki oraz jej balansu. Choć do tego ostatniego nadal mam pewne zastrzeżenia. System walki tym razem szeroko rozwija skrzydła, ale często jest po prostu za łatwo i o ile nie zamierzacie oczyszczać wszystkich pięter w dodatkowych „lochach”, to w trakcie głównego wątku nie natraficie na nic trudnego. Zależności między zdolnościami powinny być nieco bardziej złożone i nie obraziłbym się, gdyby gra mocniej zmuszała do korzystania z umiejętności manipulujących statystykami. Systemowo jest lepiej niż poprzednio, ale to nadal nie jest złożone RPG, wymuszające trzymanie się ściśle określonych taktyk. Rzadko czuć tu zagrożenie (gra bez DLC nie posiada wyboru poziomu trudności), a wyzwanie i tak da się bez wysiłku jeszcze bardziej strywializować za pomocą dostępnych narzędzi.

Pochwalę za to różnice między Kiryu a Ichibanem, gdyż te są mocno odczuwalne, a nowe klasy postaci zostały w przemyślany sposób zaprojektowane od strony gameplayowej – ja najbardziej polubiłem samuraja oraz pokojówkę i starałem się jak najszybciej ich „wyexpić”, aby zobaczyć w akcji szalone animacje najciekawszych ataków.

Walka w Infinite Wealth została na tyle poprawiona, że aż chce się zmierzyć z każdym napotkanym rywalem.Like a Dragon: Infinite Wealth, SEGA, 2024.

Cała reszta to stara, dobra Yakuza stojąca mocno absurdalnym humorem, zaskakującymi questami w ramach licznych substories oraz momentami chwytającymi za serce. Napomknę, że marketingowcy tym razem nie przesadzali i jest to faktycznie gigantyczna gra, w której bez problemu można się zatracić nawet na ponad 100 godzin. Zaliczanie aktywności pobocznych jest niczym skok do bezdennej studni, a minigry okazują się tak rozbudowane i dopracowane, że mogłyby stanowić samodzielne produkty. Dawno nie spotkałem się z tak adekwatnym podtytułem gry, bo to „nieskończone bogactwo” nie tylko jest jednym z dominujących motywów fabularnych, ale i idealnie opisuje całą zawartość opcjonalną, jaką znajdziecie w Like a Dragon: Infinite Wealth.

Co poza główną fabułą?

Like a Dragon: Infinite Wealth pozwala na całe dnie przepaść w pobocznych aktywnościach. Występują tutaj nie tylko standardowe dla serii karaoke i łowienie ryb, ale i odpowiednik Tindera czy bardzo udana parodia Crazy Taxi. Mnie jako fana starszych gier niezmiernie cieszy umieszczenie tu legendarnego SpikeOuta, który jest wybornym beat ‘em upem z ery automatów arcade i klasycznego Xboksa.

Najbardziej rozbudowana minigra to natomiast DonDoko Island, czyli odpowiednik Animal Crossing Nintendo. To fabularyzowany wątek, w którym musimy uporządkować egzotyczną wyspę i przywrócić podniszczonemu kurortowi dawny blask, by następnie zaprosić tam gości, licząc przychody i odpędzając agresywnych piratów. To bardzo relaksująca rozgrywka nastawiona na zarządzanie wymarzoną wyspą i świetnie się przy tym bawiłem.

Druga z głównych minigier to Liga Sujimonów, czyli wątek parodiujący cykl Pokemon. Przejmujemy w nim rolę trenera Sujimonów i gromadzimy najróżniejszych zbirów, których następnie trenujemy i wystawiamy przeciwko drużynom innych trenerów podczas turowych walk – znowu mocno nawiązujących konstrukcją do dzieła Nintendo. Za mało w tym jednak subtelności, a za dużo głupot, więc szczególnym fanem owych starć nie zostałem. Swoje się pośmiałem i o szybko o tym zapomniałem.

„Człowiek rodzi się, płacząc. Kiedy już się wypłacze, umiera”

Like a Dragon: Infinite Wealth jest prawdziwym listem miłosnym do fanów serii Yakuza i świetnym RPG, przy którym świat zewnętrzny przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. To wyborne połączenie angażującego scenariusza ze zwariowaną rozgrywką osadzoną w wyjątkowym settingu pełnym gigantycznej ilości zawartości pobocznej. Miałem obawy, czy twórcom uda się to odpowiednio zbalansować, a przez pewien czas nawet nie wierzyłem w tę historię – do momentu, aż wszystko zagrało, a ja pozostałem sam ze swoimi myślami i satysfakcją z tego, co przeżyłem. Polecam i bardzo liczę, że dostrzeżecie w tej grze chociaż cząstkę tego, co ja – jestem pewien, że będziecie się przy niej doskonale bawić.

Sebastian Kasparek | GRYOnline.pl

Sebastian Kasparek

Sebastian Kasparek

W GRYOnline najlepiej czuje się w dziale publicystyki, a czasem zajmuje się również recenzjami. Fan kultury wszelakiej, który sięga po dzieła zarówno z górnej, jak i z najniższej półki. Najbardziej lubi zanurzać się w grach niszowych i w produkcjach ciężkich do jednoznacznego zdefiniowania. Docenia analityczne i krytyczne podejście przy obcowaniu z tworami kultury. Preferuje gry unikalne, dziwne, szalone wizualnie i odważnie poruszające ciekawsze zagadnienia narracyjne. Uzależniony od produkcji wysokooktanowych, bijatyk, wielkich robotów i klimatów arcade. Miłośnik studia Grasshopper Manufacture. Lubi nadrabiać zapomniane „hidden gemy” sprzed lat, zwłaszcza z Japonii. Ciekawy gier i ludzi stojących za nimi. Silnie uzależniony od kina. Psychofan Madsa Mikkelsena i Takashiego Kitano. Kocha również mangi Inio Asano i estetykę Tsutomu Niheia. Na forum pisze pod ksywką Junkie.

więcej

Recenzja gry Final Fantasy VII Rebirth. Wielka, piękna, bezkompromisowa
Recenzja gry Final Fantasy VII Rebirth. Wielka, piękna, bezkompromisowa

Recenzja gry

Reguły zawsze były oczywiste – gry są albo krótkie i intensywne, albo długie i powtarzalne. Prosta zasada. Jednak Final Fantasy VII Rebirth przy całym swoim ogromie potrafi jakimś cudem zaskakiwać, angażować i ani myśli zwalniać przez dziesiątki godzin.

Recenzja gry Banishers: Ghosts of New Eden. Ni śmierć, ni budżet nie powstrzyma zakochanych
Recenzja gry Banishers: Ghosts of New Eden. Ni śmierć, ni budżet nie powstrzyma zakochanych

Recenzja gry

Sześć lat po wydaniu średniego Vampyra twórcy Life Is Strange znów celują w gatunek RPG. Tym razem poszło im znacznie lepiej. Banishers: Ghosts of New Eden udanie łączy rozgrywkę a la God of War z klimatem, jakiego nie powstydziłby się Wiedźmin.

Recenzja gry Persona 3 Reload - piękna Persona powraca (po polsku)
Recenzja gry Persona 3 Reload - piękna Persona powraca (po polsku)

Recenzja gry

Po latach oczekiwania Persona 3 powraca na współczesne platformy w nowej, zmodernizowanej wersji. Czy warto wracać do przygód SPOE? Jeszcze jak - Reload w niczym nie ustępuje nowszym częściom serii, a teraz oferuje jeszcze polską lokalizację.