Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Total War: Warhammer III Recenzja gry

Recenzja gry 21 lutego 2022, 15:33

Recenzja gry Total War: Warhammer 3 - wojna się nie zmienia

Pięć lat. Tyle musieli czekać fani na kolejną odsłonę Total War: Warhammera 3. Creative Assembly dało sobie znacznie więcej czasu na przygotowanie kontynuacji, niż wszyscy się spodziewali. Nie był to jednak czas zmarnowany.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  1. sporo drobnych usprawnień, z którymi gra się po prostu lepiej;
  2. ogromna mapa, która rozrośnie się jeszcze bardziej po zapowiadanym DLC;
  3. wspólna frakcja demonów to ciekawy pomysł;
  4. klimat Warhammera nie ulatuje nawet na chwilę;
  5. nowe opcje na polu walki wprowadzają więcej ciekawych możliwości.
MINUSY:
  1. problemy techniczne nękające grę;
  2. im dalej w las, tym wolniej wszystko działa;
  3. oprawa wizualna zaczyna trącić myszką.

Fani serii Total War od kilku lat mają w czym wybierać. Studio Creative Assembly sukcesywnie poszerzało portfolio, przygotowując się do rozdzielenia marki na trzy segmenty. Pierwszy, ten klasyczny, skupia się na realiach historycznych. Ten drugi, zapoczątkowany premierą Warhammera, pozwala zagłębić się w fantastyczny świat. Ostatnim filarem są mniejsze gry powstające pod szyldem Total War Saga, w których studio może nieco eksperymentować, testując różne klimaty i mechaniki, a te później mogą, choć nie muszą, trafić do kolejnej odsłony cyklu.

Total War: Warhammer 3 zabiera nas na północno-wschodni skraj tego świata, oferując ogromną mapę: od zachodnich granic Norski, przez ziemie Cesarstwa, Kislev i Królestwo Ogrów, aż po wschodnie włości frakcji Wielki Kataj. Odchodzimy więc od zielonych terenów znanych z poprzedniej gry, które zastąpione zostały wieczną zimą, spaczonymi przez Chaos miejscami i wszechobecną pustynią. Wyjątek stanowi orientalny Kataj, odstający od reszty designem. I być może przez obecne w grze klimaty trudno było mi zachwycać się widokami. Wizualnie Warhammer 3 zbytnio nie ewoluował, a w wielu miejscach moim zdaniem prezentuje się gorzej niż Total War: Trzy królestwa. Nie wpłynęło to jednak jakoś znacząco na mój odbiór całości. Ot, takie osobiste preferencje dotyczące „kolorystyki” gry.

Kto skradnie duszę księciu demonów?

Podobnie jak w poprzedniej części kampania dla jednego gracza stawia przed nami określony cel. Po rzekomej śmierci boga Kislevu, Ursuna, książę Jurij zostaje przemieniony w księcia demonów z planem podporządkowania sobie wszystkich królestw. Tkający intrygę z tylnego siedzenia Be’lakor rozsiadł się w Kuźni Dusz, która będzie naszym ostatecznym celem. By do niej dotrzeć, musimy najpierw wedrzeć się do każdej z czterech domen Chaosu i zdobyć duszę demona. Nie tylko wybranej przez nas frakcji na tym zależy, więc cała kampania jest nieustannym wyścigiem o to, kto pierwszy zbierze wszystkie dusze i pokona Be’lakora. Dla osób, które zapoznały się z Total Warem: Warhammerem 2, nie będzie się to zbytnio różnić od próby zawładnięcia magicznym wirem. Ci, którzy z marką Warhammer będą mieli do czynienia pierwszy raz, poczują się przygnieceni tempem kampanii zniechęcającym do wielkich podbojów.

Muszę przyznać, że sposób scalenia warstwy fabularnej z mechaniką gry został solidnie przemyślany. Co kilkanaście tur Ursun ryczy resztkami sił, co powoduje pojawienie się portali na mapie świata. Przez nie możemy wejść do królestwa Chaosu głównym bohaterem i podjąć próbę zdobycia duszy. Jesteśmy ograniczeni do jednej na każdy ryk, więc – niestety – nie da się za jednym zamachem obskoczyć każdej krainy. Wewnątrz stajemy w obliczu wyzwań, które związane są z danym bogiem Chaosu. Przykładowo Khorne wymaga przelania odpowiedniej ilości krwi, zanim będziemy mogli zmierzyć się z czempionem, a we włościach Slaanesha czekają pokusy pokroju ogromnego dopływu gotówki i bonusów do rozwoju naszego królestwa. Warto tu zaznaczyć, że przez szczeliny do naszego świata mogą też wejść armie Chaosu i bardzo szybko zabrać się za sianie zniszczenia w naszych prowincjach.

Czas, jaki trzeba przeznaczyć na ukończenie kampanii, to standardowe dla tej marki około 30 godzin. Oczywiście na frakcję. Jeśli zechcemy poznać opowieść z innej strony, sprawdzić mechaniki związane z innymi rasami, czas też się, rzecz jasna, wydłuży. Najbardziej interesująca ze wszystkich przepraw wydaje się ta łącząca frakcje Chaosu pod przewodnictwem księcia demonów. Jego podróż, której celem jest wymierzenie zemsty za zdradę Be’lakorowi, łączy się z prologiem równie mocno jak kampania Kislevu. Rozgrywka frakcją Chaos Niepodzielnego jest zdecydowanie najciekawsza ze wszystkich. Możemy dokonywać istotnych modyfikacji każdej części ciała głównego bohatera, wspomnianego demona – począwszy od głowy, przez każdą z rąk, korpus, ogon i nogi. System ten zastępuje standardowe wyposażenie i pomocników, pozwalając na proste stworzenie postaci, zależnie od potrzeb chwili. Nowe członki odblokowywane są wraz ze zdobywaniem punktów chaosu przypisanego do danego boga. Możemy nawet złożyć zestaw, który zapewni dodatkowe bonusy.

Ze zdobywaniem tych punktów wiąże się także rozwój całej frakcji. Postępujące spaczenie pozwala na pozyskiwanie nowych jednostek czy opcji dyplomatycznych w kontaktach z wybranymi stronnictwami. Są momenty, w których Total War: Warhammer 3 skręca nieco w stronę RPG, czyniąc nową frakcję scalającą demony ciekawym eksperymentem.

Równie oryginalnie wypada Wielki Kataj, mocno nastawiony na stosunki handlowe. Standardowo, grając kim innym, kilka razy klikamy w menusach i mamy ustaloną umowę handlową. W przypadku tej frakcji skupiamy się na wysyłaniu w świat karawan z określonymi dobrami i budżetem handlowym. Te mogą zostać po drodze zaatakowane, więc trzeba zadbać o obstawę. Zmusza to także gracza do trzymania większej pieczy nad szlakami handlowymi, zwłaszcza że sporo z nich przebiega przez Królestwo Ogrów. Frakcja ta, która dostępna jest za darmo w okresie premierowym, bazuje na mechanice zapewniania odpowiedniej ilości pożywienia, bez którego rekrutowane jednostki po prostu sobie pójdą. Niech więc nie zdziwi Was sytuacja, w której doprowadzicie do kanibalizmu.

Jeśli posiadacie w swojej bibliotece poprzednie odsłony serii, już możecie zacierać ręce w związku z nadchodzącym DLC, które połączy wszystkie trzy mapy w jedną gigantyczną kampanię. Za sprawą społeczności, która wygrzebała w plikach gry wstępną wersję, już wiadomo, że dostaniemy ogromną mapę zapewniającą rozgrywkę na setki godzin. Czekają nas także starcia z SI według przygotowanego przez deweloperów scenariusza (zadania wyjęte są z kampanii) oraz sieciowy multiplayer (od teraz także dla ośmiu osób!), który pozostał wierny tradycji i umożliwia rozgrywanie specjalnie przygotowanych mniejszych kampanii. Trochę żałuję, że tym razem nie pokuszono się o udostępnienie ich pojedynczemu graczowi. Nie zawsze mamy ochotę pchać się w długą, pełnoprawną historię.

Paweł Musiolik

Paweł Musiolik

Przygodę z grami zaczął w wieku 3 lat, gdy udało mu się namówić ojca na kupno komputera C64. Rozbudzona przez Flimbo's Quest miłość do elektronicznej rozrywki rozkwitła podczas pierwszych przygód z Heroes of Might & Magic, osiągając apogeum po zakupie pierwszego PlayStation. Nigdy nie chciał pisać o grach, jednak jakimś trafem wylądował w redakcji serwisu SquareZone, gdzie mógł kultywować swoją miłość do jRPG-ów wywołaną kontaktem z Final Fantasy VII, Tacticsem i całą resztą cudownych gier Squaresoftu. Wraz z rosnącym wiekiem zaliczał kolejne kontakty z konsolami przenośnymi Nintendo, wrócił też na łono PC, jako dodatkowej platformy do grania. W trakcie swojej przygody z mediami pisał i szefował na nieistniejącym PSSite.com, aktualnie prowadzi swojego bloga o grach. Kolekcjonuje gry, jest fanem emulacji. Nie napisał jeszcze tekstu, z którego były w 100% zadowolony.

więcej

TWOIM ZDANIEM

Wolisz strategie turowe, czy w czasie rzeczywistym?

Turowe
52%
W czasie rzeczywistym
48%
Zobacz inne ankiety
Recenzja Settlers: New Allies - ta gra nie chce, żebyś w nią grał
Recenzja Settlers: New Allies - ta gra nie chce, żebyś w nią grał

Recenzja gry

Moje odczucia co do The Settlers: New Allies są mocno mieszane, z ukierunkowaniem na negatywne. Rozgrywka zdecydowanie stara się nawiązywać do klasyki, ale inne aspekty techniczne bardzo kuleją.

Recenzja Company of Heroes 3. Dobre jak zawsze, ogromne jak nigdy
Recenzja Company of Heroes 3. Dobre jak zawsze, ogromne jak nigdy

Recenzja gry

Company of Heroes 3 udowadnia, że deweloperzy z Relic Entertainment to mistrzowie RTS-ów. Pokazuje również, iż nawet mistrz może się czasem pomylić i podjąć dziwne, niezrozumiałe decyzje.

Recenzja gry Victoria 3 - wielki powrót wielkiej strategii?
Recenzja gry Victoria 3 - wielki powrót wielkiej strategii?

Recenzja gry

Victoria 3 udowadnia, że Paradox jednak pamięta o nowych graczach. Mniej doświadczone osoby mają niższy próg wejścia, a weterani wciąż mogą postawić na indywidualne wyzwania. Czas stworzyć idealne społeczeństwo XIX wieku.