Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Minecraft: Dungeons Recenzja gry

Recenzja gry 25 maja 2020, 14:30

autor: Patryk „PefriX” Manelski

MMOholik zagubiony w świecie fantasy. Nie pogardzi dobrą książką lub serialem.

Recenzja gry Minecraft: Dungeons – prawie jak Diablo, tylko dla dzieci

Zupełnie nowy Minecraft to posiadający niewiele wspólnego z oryginałem hack’n’slash. Przelotny romans Mojanga okazał się całkiem udany, ale równocześnie pozostawił pewien niedosyt, przez który z tego związku raczej dzieci nie będzie.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Z bólem serca piszę recenzję Minecrafta: Dungeons. Jest to bowiem zarówno dobra, jak i słaba gra. Z jednej strony studio Mojang udowodniło, że można stworzyć totalnie casualowy tytuł, przy którym każdy będzie się dobrze bawić. Z drugiej zaś deweloperzy nie kryli się z tym, że nie poświęcili temu projektowi tyle serca, na ile zasługiwał. W efekcie dostarczyli grę, która jest doskonałą pozycją do pogrania w ramach abonamentu Xbox Game Pass, ale raczej nie radziłbym jej kupować poza nim. Dlaczego?

Recenzja gry Minecraft: Dungeons – proszę o więcej, ale i lepiej! - ilustracja #1
Co robi Excalibur w Minecrafcie?

Arcyzłosadnik to dowód na to, że fabułę można popsuć nawet w hack’n’slashu

Umówmy się, że w produkcjach pokroju Path of Exile czy Diablo III opowieść nie gra pierwszych skrzypiec. Niemniej w gatunku tym otoczka fabularna powinna mieć jakiś wpływ na zabawę, by nasze sieczenie potworów było czymkolwiek uzasadnione. I może zabrzmi to dziwnie, ale po raz pierwszy w życiu przyszło mi narzekać na historię w hack’n’slashu.

Ta bowiem w Minecrafcie: Dungeons występuje, ale jedynie na początku oraz na końcu każdej mapy – podczas krótkiego przerywnika filmowego. Lektorka informuje nas o celu misji, a następnie o jej zakończeniu – i to w zasadzie tyle. Naszym głównym zadaniem jest upolowanie Arcyzłosadnika, którego ostatecznie dopadamy. Po drodze jednak nie poznajemy żadnych istotnych NPC, a jedynie bezimienne stwory (i jednego faktycznego Bezimiennego), co zupełnie nie pomaga w kreowaniu świata gry.

Na szczęście kilofem macha się całkiem przyjemnie

PLUSY:
  1. prostota i przystępność – gra dosłownie dla każdego;
  2. szybka rozgrywka, niewymagająca poświęcenia jej dużej ilości czasu;
  3. każda mapa to zupełnie inna, unikatowa przygoda;
  4. zbalansowany poziom trudności, który potrafi zaskoczyć;
  5. potencjał zabawy w kooperacji.
MINUSY:
  1. fabuła wystarczy na jedynie pięć godzin rozgrywki;
  2. tylko dziewięć map ze słabym systemem proceduralnego generowania poziomów;
  3. bardziej wymagające osoby nie mają tu czego szukać;
  4. całość wygląda w porządku, ale grze brakuje pewnej głębi.

Na fabułę wypada zatem machnąć ręką, a co z najważniejszą kwestią, czyli walką? Ta jest przyjemna i eliminowanie kolejnych fal creeperów, zombie, szkieletów czy innego tałatajstwa rzeczywiście okazuje się satysfakcjonujące. Mamy do dyspozycji aktywną spację, służącą za unik, a do tego niektóre umiejętności pozwalają skakać do przodu, przyciągać wrogów, splątywać ich łańcuchem czy po prostu odrzucać, więc na dynamikę nie ma co narzekać.

Kręcić nosem można za to na ogólną prostotę i brak głębi. Rozwój postaci nie wydaje się skomplikowany i sprowadza do wybrania interesującego nas ekwipunku. Decydujemy o broni do walki w zwarciu, broni dystansowej oraz rodzaju zbroi. Trzy artefakty odpowiadają za nasze aktywne umiejętności, z którymi ruszamy do boju. Dużej liczby opcji nie ma, a statystyki sprzętu również ograniczają się do prostych informacji, w postaci premii do ilości punktów życia, ilości zadawanych obrażeń, szybkości ataku czy ewentualnych bonusów.

W większości przypadków oznacza to po prostu sprawdzanie, czy nowa rzecz oferuje lepszą moc, czy też nie. Podczas swojej przygody bardzo rzadko korzystałem z dodatkowych bonusów, bowiem zwyczajnie nie miało to sensu. Jedynie efekty specjalne, zapewniane dzięki przedmiotom legendarnym, sprawiały, że faktycznie broń warto było zachować na dłużej.

Recenzja gry Minecraft: Dungeons – proszę o więcej, ale i lepiej! - ilustracja #2
Broń jaka jest, każdy widzi.

Szkoda jednak, że twórcy nie pokusili się o crafting. W efekcie całą walutę wydajemy u sprzedawców w bazie, którzy dostarczają losowy sprzęt. Jeśli liczycie na konkretne wyposażenie, to musicie powtarzać daną mapę. Każda z nich bowiem oferuje specyficzny loot do zdobycia, ale jednorazowo pozyskamy tylko niedużą część dostępnego na niej ekwipunku. Kręcicie głowami z politowaniem? Zupełnie niepotrzebnie, bowiem teraz zaczyna się prawdziwa zabawa!

TWOIM ZDANIEM

Dasz szansę Minecraft Dungeons?

81,2%
Tak!
18,8%
Nie :(
Zobacz inne ankiety
Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi
Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi

Recenzja gry

Outriders, pierwsza duża polska gra po Cyberpunku 2077, dowozi. Nie jest to strzelanka dla każdego, ale jeśli lubicie hack and slashe, to sprawdźcie nowe dzieło studia People Can Fly.

Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47
Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47

Recenzja gry

Prawie pięć lat po udostępnieniu graczom pierwszego fragmentu rebootu Hitmana, rewolucjonizującego serię i pokazującego potencjalny nowy kierunek dla całego gatunku skradanek, trylogia „World of Assassination” zostaje zamknięta w świetnym stylu.

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.