Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

The Legend of Zelda: Link's Awakening Recenzja gry

Recenzja gry 25 września 2019, 16:58

autor: Przemysław Zamęcki

Gra we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonuje.

Recenzja gry The Legend of Zelda: Link's Awakening – nowoczesny oldschool z szacunkiem dla oryginału

Gier z serii The Legend of Zelda nigdy za wiele. Tym razem Nintendo po raz kolejny sięga w przeszłość, by przywrócić blask jednej z najlepszych mobilnych przygód Linka, powstałej w 1993 roku na Game Boya Link’s Awakening.

Recenzja powstała na bazie wersji Switch.

Choć w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wielu Polska „Pegazusem stała”, do świadomości rodzimych graczy, rozkochanych w Contrze, Tanks, czy Super Mario Bros. prawie zupełnie nie przebiła się jedyna w swoim rodzaju, wyjątkowa gra The Legend of Zelda. Nie mam zamiaru szukać przyczyn tego stanu rzeczy, być może chodziło o zwykły brak dostępności tego tytułu na chińskich cartridge’ach (w tych czasach byłem widzącym zaledwie czubek swojego nosa Amigowcem), ale faktem jest, że w odbiorze takich tytułów, jak nowa wersja Link’s Awakening, mało kto z nas będzie kierował się nostalgią.

Recenzja gry The Legend of Zelda: Links Awakening – Nowoczesny oldschool z szacunkiem dla oryginału - ilustracja #1
Scenki przerywnikowe mają swój urok.

Zupełnie inaczej jest w krajach anglosaskich, w których wydany w 1993 roku na „kieszonsolkę” Game Boy tytuł od dwudziestu pięciu lat cieszy się statusem kultowej produkcji i jednej z najlepszych odsłon przygód Linka w ogóle. Nie powiem więc, że z drżącymi kolanami zdzierałem folię z pudełka wydanego dopiero co remake’a, ale na pewno czułem powagę chwili. Mocy przybywaj!

Skąd ta wyjątkowość?

Recenzja gry The Legend of Zelda: Links Awakening – Nowoczesny oldschool z szacunkiem dla oryginału - ilustracja #2
Najważniejszym celem gry jest zebranie ośmiu instrumentów, które obudzą wieloryba.
PLUSY:
  1. jak zawsze w serii zróżnicowany, choć powtarzający standardowe motywy serii, świat;
  2. świetna narracja, nie zawsze prowadząca gracza za rączkę;
  3. interesujące zwroty akcji w fabule;
  4. pomysłowi bossowie;
  5. klimat zabawy
MINUSY:
  1. dropy animacji;
  2. drobne problemy ze sterowaniem;
  3. powtarzające się komunikaty powodujące kilkusekundowy przestój przy podnoszeniu power-upów;
  4. nie każdemu przypadnie do gustu plastikowa oprawa graficzna.

Link w czasie potężnego sztormu rozbija się u wybrzeży wyspy Koholint, gdzie znajduje go pewna blondwłosa panienka i sprowadza do swojego domu. I choć gra przepełniona jest charakterystycznymi dla serii motywami, nie znajdziemy w niej ani kontynentu Hyrule, ani Tri-Force’a, ani Master Sworda, ani nawet samej tytułowej Zeldy. To dość oryginalne, trzeba przyznać, podejście do tematu spowodowane jest historią jej produkcji, przy której nie brał udziału Shigeru Miyamoto, czyli kreator wcześniejszych odsłon. Mam na myśli oczywiście oryginalną wersję, z lat dziewięćdziesiątych, która początkowo powstawała po godzinach pracy pod okiem Takashiego Tezuki. Słynny Shigsy miał ponoć inne zajęcia na głowie, więc uczestniczył tylko w testach Link’s Awakening, od czasu do czasu służąc radą i doświadczeniem.

Jeden z programistów – Kazuki Morita – chciał poeksperymentować z ekwipunkiem i możliwością łączenia przedmiotów. Ten „retrocrafting” wyprzedził swoje czasy i w grze wydanej na mobilną platformę był czymś świeżym i śmiałym. Nie będę w tym miejscu zdradzał żadnych konkretów, aby nie psuć Wam zabawy samodzielnego odkrywania gry, ale pod tym względem swego czasu był to z pewnością tytuł wyjątkowy.

Recenzja gry The Legend of Zelda: Links Awakening – Nowoczesny oldschool z szacunkiem dla oryginału - ilustracja #3
Choć to nie Zamek Hyrule, podobnej budowli nie mogło zabraknąć w grze z serii.

Odpowiedzialni za przywrócenie grze blasku programiści z firmy Grezzo stanęli więc przed nie lada wyzwaniem. Ciesząca się statusem kultowej odsłona zachwycała przed laty, wobec czego musiała zachwycić również w 2019 roku. Grezzo zostało wybrane do tej pracy nie bez powodu, ponieważ na swoim koncie miało wcześniejsze wyśmienite porty z serii The Legend of Zelda na 3DS-a: Ocarina of Time i Majora’s Mask. Przygotowanie portu to jednak nie to samo, co stworzenie całej gry od nowa, na dodatek maksymalnie wiernej leciwemu oryginałowi. Kult kultem, ale czas nie stoi w miejscu i aby zyskać uznanie współczesnych graczy trzeba było wprowadzić kilka zmian w mechanice zabawy, związanych przede wszystkim z korzystaniem z ekwipunku.

Pamiętajcie o korzeniach

Recenzja gry The Legend of Zelda: Links Awakening – Nowoczesny oldschool z szacunkiem dla oryginału - ilustracja #4

Link’s Awakening wydano w 1993 roku na konsolę Game Boy. Grafika pierwowzoru wywołuje dziś co najwyżej uśmiech politowania (lub łzy wzruszenia), ale swego czasu robiła solidne wrażenie. W 1998 roku gra doczekała się reedycji na udoskonaloną platformę Nintendo – Game Boy Color. Nowa konsola posiadała przede wszystkim „świetny” wyświetlacz wykonany przez firmę Sharp. Jego zawrotną rozdzielczość ustawiono na... 160 x 144 pikseli. Wyobrażacie sobie, jak można było takim sprzętem szpanować po szkole?

Recenzja gry Ori and the Will of the Wisps – mały duszek, wielka gra
Recenzja gry Ori and the Will of the Wisps – mały duszek, wielka gra

Recenzja gry

Ori and the Blind Forest było grą wybitną. Jego twórcy zapewne zdawali sobie z tego sprawę i wiedzieli, że aby sequel dorównywał pierwowzorowi, konieczne jest dokonanie kilku zmian. Czy to się udało?

Recenzja Luigi’s Mansion 3 – gry, która was nie interesuje, ale z którą świetnie byście się bawili
Recenzja Luigi’s Mansion 3 – gry, która was nie interesuje, ale z którą świetnie byście się bawili

Recenzja gry

Przyjaciele ze świata Mario i Luigiego trzykrotnie odwiedzali nawiedzoną posiadłość i wciąż nie nauczyli się, że to nie najlepszy pomysł na urlop. I dobrze! Bo Luigi's Mansion 3 to dobra kontynuacja na platformie Nintendo Switch.

Recenzja gry Spyro Reignited Trilogy – wielki powrót smoczej legendy
Recenzja gry Spyro Reignited Trilogy – wielki powrót smoczej legendy

Recenzja gry

Smok Spyro to kolejna po Crashu Bandicoocie legenda pierwszego PlayStation, która powraca w naprawdę wielkim stylu. Reignited Trilogy jest świetnym zestawem trzech gier, które zaoferują dobrą zabawę zarówno starym, jak i młodziutkim fanom platformówek.