Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 11 lipca 2003, 11:06

autor: Shuck

Warcraft III: The Frozen Throne - recenzja gry

Frozen Throne to pierwszy oficjalny dodatek do trzeciej części Warcrafta. Akcja omawianego dodatku ponownie osadzona została w fantastycznej krainie Azeroth, w kilka miesięcy po bitwie na górze Hyjal, w której pokonano Archimonde’a i Płonący Legion...

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Pfff... Jaki jest sens pisać recenzję dodatku do „Warcrafta”!? Tyle już o nim zdążono napisać i powiedzieć, że doprawdy niewiele pozostało. Poza tym... nawet gdyby panowała absolutna cisza prasowa na jego temat, to i tak wszyscy zainteresowani byliby o tym głęboko przekonani, że będzie on świetny. Tak już bowiem jest z kolejnymi produkcjami Blizzarda, że mają tendencję do stawania się hitami na długo przed tym, gdy ich twórcy w ogóle wpadną na pomysł ich powstania. Korci mnie bardzo, by napisać coś, czego nikt się nie spodziewa – napisać, że „The Frozen Throne” jest do niczego, a odpalanie papierosa banknotami to w porównaniu z jego zakupem inwestycja. Niestety, „The Frozen Throne” nie jest do niczego – jest bardzo w porządku. Zresztą, kto by się przejął opinią wariata, który albo nie dostrzega faktu, że gierka znika z półek sklepowych jak ciepłe bułeczki, albo przypisuje to siłom nadprzyrodzonym. Żebym choć mógł ponarzekać, że dodatek wiele nowego nie wnosi, że jego stosunek zawartości do ceny woła o pomstę do nieba, to też się nie da... Gdyby bowiem „The Frozen Throne” nazywał się „Warcraft IV”, to nikomu by się wielka krzywda nie stała.

Pierwsze, jak najmilsze spostrzeżenie, które staje się udziałem gracza po przejściu kilku misji jest takie, iż niniejszy dodatek do „Warcrafta III” nie cierpi na popularną przypadłość większości sequeli – brak fabuły. Blizzard nie po raz pierwszy już w swojej historii umiejętnie łapie niedokończone wątki z poprzedniej opowieści i na nich osnuwa dalszą, interesującą jej część. Płonący Legion został wprawdzie pokonany na górze Hyjal i kilka milionów graczy odetchnęło z ulgą w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku ratowania świata, lecz ci ciut bardziej uważni zapewne zauważyli, że nie całe zło zostało wyplenione.

Illidan, niedojrzały emocjonalnie brat Furiona, wiecznie żądny potęgi w nieustającej potrzebie samookreślenia żyje. Co więcej czuje się wykorzystany i zdradzony, co wielką nieprawdą nie jest. Jego szaleńcza pogoń za zwiększeniem własnych możliwości sprawia, iż nie jest już Nocnym Elfem. Nie jest również demonem mimo powalającego doń podobieństwa (wielkie, baranie, zakrzywione rogi, potargane, nietoperze skrzydła). Jak zauważa depcząca mu po piętach Strażniczka Maiev – jest czymś więcej. Nie jest jednakże tym czymś więcej aż tak bardzo, by dać sobie radę samemu. Dlatego Illidan przyzywa z głębin morskich armię swoich nowych sprzymierzeńców – Nagi – niegdyś Nocne Elfy strącone w otchłanie mórz, które również mają swoje po temu powody, by czuć się zdradzonymi i ogólnie niedocenionymi. Przy czym ich nazwa gatunkowa jest bardzo adekwatna w języku ojców naszych, gdyż Nagi są nagie. Drugim posunięciem Illidana jest dostanie się do krypty niejakiego Sargerasa i zdobycie potężnego artefaktu, jakim jest jego oko.

Wspomniana Maiev zaś, Strażniczka, której poczynaniami gracz w tej kampanii steruje, jest jedną z dziewięciu nowych heroin i herosów, jacy pojawili się w „The Frozen Throne”. Właściwa jej umiejętność błyśnięcia, czyli de facto teleportacji na niewielką odległość, czyni ją bodaj najbardziej interesującą ze wszystkich. Mniejsza już o to, że możliwość rzucenia się w sam środek walki oraz bezpieczne wydostanie się z niego w krytycznym momencie to umiejętności nie dające się przecenić, lecz jest to jedyna postać poruszająca się pieszo, która jest w stanie dostać się w każdy zakamarek każdej mapy.

Recenzja gry Assassin’s Creed: Rebellion – mój drogi asasynie
Recenzja gry Assassin’s Creed: Rebellion – mój drogi asasynie

Recenzja gry

Rebellion to niezwykła gratka dla oddanych fanów serii Assassin’s Creed… nie stroniących od gier pokroju Fallout: Shelter... którym podobają się awatary z Xboxa… i nie przeszkadza im masa grindu... który można przyspieszyć płacąc.

Recenzja gry Mutant Year Zero – XCOM, Original War i Fallout wchodzą do baru...
Recenzja gry Mutant Year Zero – XCOM, Original War i Fallout wchodzą do baru...

Recenzja gry

Roku 2018, co robisz? Przestań! My chcemy żyć, a Ty zasypujesz nas świetnymi tytułami na wiele godzin (oraz Falloutem 76). Jeszcze nie skończyliśmy Red Dead Redemption 2, a tu przyszła paczka z Mutant Year Zero od The Bearded Ladies...

Recenzja gry RimWorld – największa wada? Wciąga jak bagno!
Recenzja gry RimWorld – największa wada? Wciąga jak bagno!

Recenzja gry

Po ponad pięciu latach we wczesnym dostępie RimWorld doczekał się oficjalnej premiery w wersji 1.0. Tym samym w nasze ręce trafia jedna z najbardziej dopracowanych i wciągających gier niezależnych ostatnich lat.

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
31.05.2017 21:54
alchemiakr
34
Konsul

Trochę dziwne, że jeszcze nikt nie skomentował, jak dla mnie Warcraft 3 z dodatkiem The Frozen Throne to najlepszy RTS Fantasy jakie kiedykolwiek powstał, już nie wspominając o Battlenecie dzięki któremu powstały takie gry jak League Of Legends, Dota 2 czy inne z tego gatunku, w dodatku masa innych scenariuszy typu 300, Hero Line Wars, Polski Morderca w Zamku czy coś w tym stylu i dużo więcej.