Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Ancestors: The Humankind Odyssey Recenzja gry

Recenzja gry 27 sierpnia 2019, 15:00

autor: DM

Strzelam i jeżdżę – wirtualnie i w realu. Później o tym piszę – krytycznie lub z zachwytem.

Recenzja Ancestors: The Humankind Odyssey – frustrujaca gra, którą polubiłem

Ancestors: The Humankind Odyssey udowadnia, że w gatunku sandboksów i survivali jest jeszcze miejsce na oryginalny klimat i ciekawe mechaniki. Szkoda tylko, że sporo tych rozwiązań jednocześnie sprawia, że zdecydowanie nie jest to gra dla każdego.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Ancestors: The Humankind Odyssey zabiera nas do świata sprzed 10 milionów lat, by dać szansę wzięcia udziału w ewolucji przodka człowieka – hominida. To przy okazji również podróż do nie tak dawnych czasów, gdy deweloperzy jeszcze nie bali się eksperymentować z różnymi formami rozgrywki, wymyślali zupełnie nowe gatunki, a my dostawaliśmy dzieła w rodzaju dopracowanych symulatorów wilka czy lwa. Pomimo obowiązkowego sandboksa, craftingu i elementów survivalu Ancestors bliżej właśnie do produkcji pokroju Wolfa czy Liona z połowy lat 90. niż chociażby do Far Cry: Primal.

Już wtedy tamte tytuły budziły skrajne odczucia – od zachwytów nad oryginalnością i walorami edukacyjnymi, co skutkowało zbieraniem ocen 9/10, po sporą krytykę. Jedna z recenzentek Wolfa napisała: „Przypuszczam, że jako interaktywny program edukacyjny świetnie się sprawdza, ale jako gra – zupełnie do mnie nie przemawia”. Dokładnie to samo można powiedzieć o Ancestors: The Humankind Odyssey, które również jest trochę jak interaktywna lekcja przyrody, a trochę jak gra – i to bardzo trudna, niewybaczająca błędów, bez żadnej fabuły, często frustrująca i monotonna, ale na tyle oryginalna, ciekawa i klimatyczna, że mimo wszystko nie sposób się od niej oderwać.

Recenzja Ancestors: The Humankind Odyssey – frustrujaca gra, którą polubiłem - ilustracja #1
W Ancestors: The Humankind Odyssey każdy krok w głąb dżungli oznacza jakąś przygodę. A dzieci, to klucz do rozwoju.
Recenzja Ancestors: The Humankind Odyssey – frustrujaca gra, którą polubiłem - ilustracja #2

KIEDYŚ BYŁ WILK

W grze Wolf z 1994 roku wcielaliśmy się w wilka (lub całą ich watahę), starającego się przetrwać w leśnej głuszy, wśród przyrody i śmiertelnie groźnych ludzi. Gra narobiła wtedy sporo szumu, łącząc sandboksową swobodę, sporo mechanik survivalowych oraz walory edukacyjne. Wielu recenzentów rozpływało się nad nią w pochwałach, ogłaszając zdefiniowanie na nowo gatunku symulatorów oraz RPG. Nominowano ją nawet do nagród RPG roku i symulatora roku. Dwa lata później pojawił się sequel Lion, w którym wcielaliśmy się w lwa na afrykańskiej sawannie.

Obie gry przygotowało studio Manley & Associates, które zaczynało w 1982 roku od małych produkcji tworzonych przez jedną lub dwie osoby dla m.in. Electronic Arts, Disneya czy Activision. Wolf i Lion były jednymi z nielicznych autorskich tytułów tej ekipy, bo później zajęła się ona głównie robieniem portów innych gier. „Elektronicy” w 1996 roku wykupili Manley & Associates i przekształcili je w Electronic Arts Seattle, które ostatecznie zlikwidowano w roku 2002.

„Powodzenia – nie będziemy ci zbyt wiele pomagać”

PLUSY:
  1. samodzielne odkrywanie wszelkich mechanik – gra nigdy nie prowadzi nas za rączkę;
  2. odważne i bezkompromisowe podejście do tematu i poziomu trudności;
  3. brak fabuły, która i tak by tu nie pasowała;
  4. świetny klimat i malownicza afrykańska dżungla;
  5. rewelacyjna ścieżka dźwiękowa o etnicznych brzmieniach, pomagająca budować narrację;
  6. każdy mały sukces sprawia ogromną satysfakcję.
MINUSY:
  1. miejscami monotonna – często trzeba powtarzać te same czynności, odkrywać na nowo elementy drzewka rozwoju;
  2. nieco toporne sterowanie;
  3. długie i wielokrotnie odtwarzane animacje, których nie da się pominąć;
  4. sporo technicznych baboli;
  5. poziom trudności może powodować frustrację, zwłaszcza na początku.

Od takiego właśnie komunikatu oraz dość dramatycznej sekwencji pokazującej, że miejsce naszego człekopodobnego hominida jest gdzieś na samym dole łańcucha pokarmowego, rozpoczyna się niezwykła gra Ancestors: The Humankind Odyssey. W afrykańskiej dżungli, 10 milionów lat temu, praktycznie wszystko jest naszym wrogiem – od nieznanego pokarmu powodującego niestrawność czy budzącego strach terenu poza własną osadą, po zimny deszcz, węże i szablozębne koty. W tak niekorzystnych okolicznościach przyrody musimy po pierwsze przetrwać, a po drugie ewoluować dzięki utrwalaniu różnych zachowań, wiedzy i przekazywaniu tego potomstwu w następnych pokoleniach.

Rozgrywka nastawiona jest właśnie na naukę i rozwój członków naszego klanu małpoludów, a w nieco mniejszym stopniu na takie kwestie jak głód czy pragnienie. Zaczynamy w zasadzie tylko od umiejętności chodzenia, wspinania się i chwytania. Cała reszta zależy już od nas. Wszystko, co robimy i odkrywamy, prowadzi do powstawania kolejnych połączeń neuronów, pełniących rolę naszego erpegowego drzewka rozwoju. Zróżnicowane posiłki poprawiają metabolizm, używanie narzędzi zwiększa skuteczność i zakres ich działania, korzystanie ze zmysłów wpływa na pamięć i postrzeganie otoczenia. Dzięki pomysłowym, ale ukrytym mechanikom, część graczy może np. odkryć łowienie ryb wkrótce po rozpoczęciu przygody, inni będą potrzebować do tego miliona lat ewolucji (czyt. wielu godzin przed monitorem).

W grze nie ma żadnego wątku fabularnego, co jest jej niewątpliwą zaletą. Zrobienie czegoś sensownego z małpoludami w roli bohaterów byłoby raczej z góry skazane na porażkę, a tak sami tworzymy swoje własne przygody. Czasem wyruszamy na ryzykowne wyprawy do odległej lokacji, czasem eksplorujemy okolicę, by znaleźć rośliny lecznicze, a wreszcie – by zapolować na wkurzające drapieżniki, których na pewnym etapie w końcu nie musimy się bać. Ancestors: The Humankind Odyssey naprawdę pozwala poczuć przemianę od słabej, nic niepotrafiącej ofiary, przemykającej chyłkiem przez las, do w miarę bystrego naczelnego, spoglądającego bez strachu w paszczę krokodyla czy szablozębnego machairodusa.

Recenzja Ancestors: The Humankind Odyssey – frustrujaca gra, którą polubiłem - ilustracja #3
Kluczem do przetrwania jest orientacja w terenie i ilości zasobów - taki ekran będziemy oglądać przez większość czasu.
Recenzja Ancestors: The Humankind Odyssey – frustrujaca gra, którą polubiłem - ilustracja #4
Czasem nasza obecność sprawia, że to inne zwierzaki mają pecha. Tutaj padło na biednego Pumbę.

ŻADNEGO POPKULTUROWEGO 10.000 BC

Jeden z autorów gry, Patrice Desilets, odpowiedzialny m.in. za pierwsze części serii Assassin’s Creed, stwierdził, że znudził go lansowany w popkulturze okres „10 tysięcy lat przed naszą erą”. Wtedy właśnie toczy się akcja gry Far Cry: Primal czy filmu Rolanda Emmericha 10.000 B.C. Tworząc Ancestors: The Humankind Odyssey, celowo sięgnął po dużo wcześniejsze realia (10 milionów lat wstecz), by uniknąć wszelkich inspiracji z zewnątrz i uczynić grę unikatowym doświadczeniem. W tym celu przestudiował sporo książek na temat paleoantropologii, choć niektóre fakty zostały rzecz jasna odpowiednio uproszczone bądź przesadzone, by rozgrywka nadal była wciągająca.

W innych grach takie wymyślanie własnych questów średnio się sprawdza, ale tutaj jakimś cudem to działa, bo misje tworzą się same, spontanicznie, zależnie od tego, w którą stronę nagle skręcimy lub co spotkamy na swej drodze. Pojawia się nawet syndrom jeszcze jednego neuronu do rozwinięcia, jeszcze jednego pokolenia do wyewoluowania, a świetny klimat i doskonała immersja, wspomagane rewelacyjną ścieżką dźwiękową, pozwalają na długo zatracić się w świecie Ancestors: The Humankind Odyssey. Niestety, ma to też pewną cenę. Nauka, jak to nauka, odbywa się poprzez ciągłe powtarzanie tych samych rzeczy, a to oznacza, że sporą część czasu poświęcamy robieniu w kółko tego samego. Oprócz tego, zgodnie z pierwszym ostrzeżeniem, twórcy „niezbyt nam pomagają”, a gra jako taka jest dość trudna, więc osiągnięcie pewnego poziomu ewolucji wymaga sporo cierpliwości i kombinowania.

TWOIM ZDANIEM

Wierzysz w teorię ewolucji?

82,2%
Tak
17,8%
Nie
Zobacz inne ankiety
Recenzja gry Microsoft Flight Simulator 2020 – największy sandbox w historii
Recenzja gry Microsoft Flight Simulator 2020 – największy sandbox w historii

Recenzja gry

Cała planeta pod jednym kliknięciem myszy, własny dom z lotu ptaka i światowe metropolie w next-genowej oprawie. Flight Simulator 2020 to preludium następnej generacji gier.

Recenzja Animal Crossing: New Horizons – gry, która się nie spieszy
Recenzja Animal Crossing: New Horizons – gry, która się nie spieszy

Recenzja gry

Animal Crossing: New Horizons stanie się częścią waszej codziennej rutyny. Obok pracy, szkoły, obiadów i spotkań ze znajomymi każdego dnia będziecie więc łapać motyle i łowić ryby. I będziecie się z tego cieszyć, jak dzieci.

Recenzja gry Farming Simulator 19 Platinum Edition – Dój krowy póki gorące
Recenzja gry Farming Simulator 19 Platinum Edition – Dój krowy póki gorące

Recenzja gry

Ledwo co przeżyliśmy koniec lata, termometry pikują w dół, a Giant Software próbuje nakłonić nas, abyśmy założyli wypchane słomą gumiaki i ruszyli dziarsko na farmę. Zgadzamy się na to, bo Platinum Edition to wciąż stary dobry Farming Simulator 19.