Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Warhammer: Chaosbane Recenzja gry

Recenzja gry 4 czerwca 2019, 15:26

autor: Patryk „PefriX” Manelski

MMOholik zagubiony w świecie fantasy. Nie pogardzi dobrą książką lub serialem.

Recenzja gry Warhammer: Chaosbane – takie casualowe Diablo 3

Czy Warhammer osadzony w Starym Świecie doczeka się w końcu dobrej produkcji RPG, której nie będzie można niczego zarzucić? Jest na to spora szansa, ale w mglistej przyszłości. Teraźniejszość jest bowiem dalece niezadowalająca.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

W obrębie praktycznie każdego gatunku gracze ustanawiają swoje święte trójce gier, uznawane za alfy i omegi. W przypadku hack’n’slashy śmiało do tej puli można zaliczyć Path of Exile. Ja w moim rankingu nie brałbym już pod uwagę Diablo II i postawił raczej na Titan Questa oraz Grim Dawn. Mimo jednak całego uznania dla tych tytułów, bardzo chciałem spróbować czegoś nowego.

Z tego powodu z radością powitałem Warhammera: Chaosbane, który miał wnieść do rodziny hack’n’slashy swoje bogate uniwersum wraz z monstrami ze Starego Świata. Miałem jednak na uwadze, że już raz zawiodłem się w podobnej sytuacji (zabugowany i niedopracowany Warhammer: Vermintide 2 wciąż odbija mi się czkawką), dlatego ostatecznie podszedłem do tej produkcji z pewną rezerwą. Jak się okazało – całkiem uzasadnioną.

Recenzja gry Warhammer: Chaosbane – takie casualowe Diablo 3 - ilustracja #1
Początek był naprawdę obiecujący.

Warhammer i hack’n’slash – co mogło pójść źle?

PLUSY:
  1. przyjemna i płynna walka;
  2. cztery zróżnicowane klasy;
  3. pełna detali oprawa graficzna;
  4. prostota i przystępność dla nowych graczy.
MINUSY:
  1. zbyt prosty i banalny dla miłośników gatunku;
  2. brak zróżnicowania przeciwników, ekwipunku i map;
  3. dodatkowe drzewko talentów w DLC;
  4. tragicznie niski stopień trudności;
  5. wąskie alejki oraz liniowa struktura poziomów;
  6. kompletnie niewykorzystany potencjał uniwersum Warhammera.

Za Chaosbane odpowiada studio EKO Software, którego macie prawo nie znać. Gdy przeglądałem listę jego dzieł, przez głowę przemknęła mi myśl: „Z jakiej racji ten zespół chce robić grę o wyrzynaniu setek potworów?”. Jego dorobek to postapokaliptyczne How to Survive, które jest swego rodzaju hybrydą hack’n’slasha i survivalu, ale poza tym są to głównie produkcje sportowe i szereg pozycji takich jak Garfield – Lasagna World Tour i Bratz Kidz „Slumber Party”. „No ale” – pojawiła się kolejna myśl – „może Chaosbane pozwoli w końcu tej firmie zabłysnąć?”.

Najwidoczniej i Games Workshop uznało podobnie, udzielając licencji na użycie marki Warhammer ekipie EKO Software. Czy studiu temu udało się wykorzystać Stary Świat i Chaos, by dostarczyć pełnokrwistą młóckę, która zawstydziłaby Blizzarda i jego Diablo 3? Nie, ale o tym ostatnim tytule wspomnę niejednokrotnie przy okazji omawiania Warhammera: Chaosbane. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – Chaosbane to takie okrojone Diablo 3.

Jeśli ktoś grał w ostatniego „Diabełka”, poczuje się jak w domu. Uprzedzam jednak, że zamiast Władcy Grozy i Deckarda Caina mamy tu zdecydowanie mniej charakterystyczne postacie, o których nie będziecie pamiętać po skończeniu zabawy. No chyba że jesteście zadeklarowanymi fanatykami Warhammera. W takim przypadku powinniście odnaleźć się w Chaosbane, bowiem mrugnięć do fanów tutaj nie brakuje.

Recenzja gry Warhammer: Chaosbane – takie casualowe Diablo 3 - ilustracja #2
Ścieki i pomioty Chaosu – czego chcieć więcej?

PAY-TO-WIN, CZYLI KUP DROŻEJ I BAW SIĘ LEPIEJ

Warhammer: Chaosbane dostępny jest w kilku edycjach. Droższe wersje zapewniają nie tylko szybszy dostęp do gry, ale również pakiet przedmiotów kosmetycznych oraz dodatkowe zdolności pasywne. Na pierwszy rzut oka nie wydają się one czymś specjalnym, ale szybko przekonujemy się, że dodatkowa szansa na drop odłamków bądź 50% więcej szansy na znalezienie lepszego ekwipunku są niezwykle przydatne. Sam zresztą odczułem różnicę, gdy chciałem ubrać moją elfią łuczniczkę w bardziej wypasiony sprzęt.

Dramat w czterech aktach

Niestety, moja znajomość tego świata nie jest zbyt imponująca, dlatego nie byłem w stanie docenić w pełni wszystkich poukrywanych smaczków. Niemniej podstawową wiedzę posiadam, więc to nie tak, że czułem się tu zupełnie obco. Z tego powodu zaskoczyło mnie to, że Warhammer: Chaosbane tak słabo wykorzystuje swoją bogatą historię. Fabuła podzielona została na cztery akty, których przejście zajmuje około ośmiu godzin. Jeśli postanowicie zwiedzić wszystkie zakamarki i uprzecie się zabić każdego niegodziwca na mapie, wydłużycie ten czas do około dziesięciu godzin.

Czy to zbyt krótko? Moim zdaniem nie, w końcu sedno hack’n’slashy stanowi końcowy etap, a warstwa fabularna to jedynie pretekst do zabawy. Z drugiej strony odczuwałem spory niedosyt po tych ośmiu godzinach. Dwa pierwsze akty były zdecydowanie dłuższe od pozostałych, w związku z czym początkowo oczekiwałem wydłużonej rozgrywki. Odniosłem też wrażenie, że całość na siłę przyśpieszono, a opowieść mogłaby spokojnie toczyć się dalej.

Recenzja gry Warhammer: Chaosbane – takie casualowe Diablo 3 - ilustracja #3
Na uwagę zasługuje praca kamery, która często pozwala nam docenić otoczenie.

Jak wspomniałem – w tym gatunku fabuła nie jest tak istotna, toteż podam ją w telegraficznym skrócie. Na dwieście lat przed panowaniem Karla Franza armie i floty Chaosu atakują Imperium ludzi ze wszystkich stron. Szlachcic Magnus i elfi mag Teclis jednoczą wszystkich pod swoim sztandarem, by odeprzeć wroga. Bitwa zostaje wygrana, lecz w tym świecie zło zawsze czai się w ciemnościach. Po krótkim okresie spokoju wiedźma rzuca na Magnusa śmiercionośną klątwę. Chaos powraca, a Imperium osuwa się w mrok i zamęt, my zaś musimy przebić się przez rosnące siły zła i uratować ostatnią nadzieję ludzkości.

FABUŁA SKOŃCZONA, ZATEM: CO DALEJ?

Co zatem robić w Warhammerze: Chaosbane, gdy zaliczymy wszystkie cztery akty? Na ten moment są dostępne trzy rodzaje aktywności. Ekspedycje, czyli losowo generowane mapy z przeciwnikami. Można również podjąć walkę z bossem w danym akcie, aby zdobyć konkretny ekwipunek. Najlepsze są jednak polowania na relikty, będące riftami znanymi z Diablo 3.

Dostępne są ich trzy typy, odpowiadające wyższym poziomom trudności. Każdy zawiera losowy modyfikator i im droższe polowanie na relikt wybierzemy, tym cięższy dostaniemy etap. Nasze zadanie jest proste – wyeliminować przeciwników oraz małego bossa na końcu. W nagrodę zgarniamy odłamki oraz fajniejszy sprzęt. To najskuteczniejszy sposób, aby szybko ubrać naszą postać oraz wzbogacić się w materiały do ulepszeń i drzewka talentów.

TWOIM ZDANIEM

Wolisz Warhammera, czy Warhammera 40K?

53,1%
Warhammera
46,9%
Warhammera 40K
Zobacz inne ankiety
Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

Draugnimir Ekspert 4 czerwca 2019

(PC) Już dawno nie grałem w taki niewypał. Warhammer: Chaosbane jawi się jako młodszy kuzyn Diablo III, który jest bardziej żwawy (ma dynamiczniejszy system walki), ale brak mu obycia i doświadczenia starszego krewnego. I tu leży pies pogrzebany. W dziele EKO Software system ekwipunku i projekt lokacji są kompletnie do niczego, poza tym wiele rzeczy działa kiepsko, a innych w ogóle brakuje. Do tego zabawy wystarcza ledwie na kilkanaście godzin… wliczając w to endgame. Krótko mówiąc, jest nudno, żmudno i nieciekawie. Od biedy jednak da się pograć, zwłaszcza w kanapowym trybie co-op.

6.0
Nintendo znowu dowozi – recenzja Paper Mario: The Origami King
Nintendo znowu dowozi – recenzja Paper Mario: The Origami King

Recenzja gry

Nowe Paper Mario to bardzo lekkie elementy RPG i mnóstwo humoru, koloru i płaskich papierowych stworków zamienionych przez tytułowego króla w złowieszcze wersje origami. Oraz oczywiście Mario i pewna księżniczka do uratowania.

Recenzja The Elder Scrolls Online: Greymoor – co łączy Skyrim, wampiry, wiedźmy i... archeologię?
Recenzja The Elder Scrolls Online: Greymoor – co łączy Skyrim, wampiry, wiedźmy i... archeologię?

Recenzja gry

Chcieliście Skyrim Online, to proszę bardzo, macie! Najnowszy dodatek do TESO zabiera nas do kultowej krainy, abyśmy mogli stanąć twarzą w twarz z wampirami i wilkołakami. Szkoda tylko, że całość bardziej przypomina grę singleplayer niż MMORPG…

Recenzja gry Xenoblade Chronicles: Definitive Edition – Epicka przygoda, dobry remaster!
Recenzja gry Xenoblade Chronicles: Definitive Edition – Epicka przygoda, dobry remaster!

Recenzja gry

Xenoblade Chronicles to legenda dla fanów jRPG. Słusznie, bo gra zdecydowanie wybija się ponad średnią kapitalną fabułą i postaciami. Wrażenie nie psują nawet archaiczne rozwiązania rozgrywki.