Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Devil May Cry 5 Recenzja gry

Recenzja gry 6 marca 2019, 17:00

autor: Czarny Wilk

Bez umiaru pożre gry oraz filmy, nie pogardzi też soczystym komiksem albo dobrze upieczonym serialem.

Recenzja gry Devil May Cry 5 – diabeł będzie zadowolony

Devil May Cry 5 jest wszystkim tym, czego mogli chcieć fani serii... z jednym ale, które niestety odbiera sporo przyjemności z pierwszych godzin zabawy.

Recenzja powstała na bazie wersji PC. Dotyczy również wersji PS4, XONE

Recenzowanie słabych gier albo tytułów, które nas mocno rozczarowały, to prosta sprawa. Wyliczanka wad i problemów, wspomnienie o niezrealizowanych obietnicach, kilka słów o nielicznych zaletach i odpowiednio niska ocena – bach, sprawa załatwiona. Z hitami jest jeszcze prościej – wystarczy przelać swój entuzjazm na papier. Kłopoty zaczynają się pomiędzy tymi dwiema sytuacjami. Dotąd myślałem, że nie ma nic gorszego do oceniania gier skrajnie przeciętnych i niczym szczególnym się niewyróżniających, o których ciężko napisać cokolwiek dłuższego.

Devil May Cry V udowodniło mi, że jest inaczej. Uczciwe ocenienie gry, w której wszystkie części składowe zostały zrealizowane przynajmniej w porządku, a większość nawet świetnie, lecz w której jeden element skutecznie odbiera przyjemność z zabawy, okazało się jeszcze gorsze. Dodam, że ta wspomniana łyżka dziegciu psuje smak w dużo większym stopniu, niż wydawałoby się, że powinna. Dlatego widoczna z boku ocena nie do końca odzwierciedla moje wrażenia z obcowania z tym tytułem. Jest ona bowiem wypadkową dwóch podejść. Gra zasługuje na wyższą notę. Ale dopiero przy drugim przejściu. Przy pierwszym zaś – nawet na niższą.

Recenzja gry Devil May Cry 5 – diabeł nie zapłacze z frustracji - ilustracja #1
Nero w DMC5 jest bardzo, bardzo wkurzony.

Diabeł spaceruje przez park

PLUSY:
  1. znakomity system walki;
  2. trzech mocno różniących się podejściem do starć bohaterów – w tym unikatowy w skali całego gatunku slasherów V;
  3. całkiem niezła, najlepsza w serii fabuła;
  4. świetna muzyka, grająca tym głośniej, im lepiej radzimy sobie w boju;
  5. rozgrywka skupiona w zasadzie wyłącznie na walce – nie ma tu wepchniętych na siłę współczesnych udziwnień w rodzaju znajdziek czy otwartego świata;
  6. dobra optymalizacja i brak problemów z pecetowym portem.
MINUSY:
  1. na dostępnych na starcie poziomach trudności gra jest za łatwa;
  2. etapy zostały zaprojektowane bez polotu i niczym się nie wyróżniają;
  3. niewielkie kłopoty z kamerą podczas walk.

Seria Devil May Cry od samego debiutu opierała się na dwóch fundamentach – świetnym, satysfakcjonującym systemie walki i wyśrubowanym poziomie trudności. W pierwszej i trzeciej odsłonie cyklu pojedynki z przeciwnikami przypominały niezwykle efektowny taniec śmierci, ale podobnie jak w prawdziwych, najbardziej zaawansowanych układach choreograficznych nawet drobny błąd potrafił okazać się bardzo bolesny – w tańcu oznaczając ból bądź kontuzję, w grach, jeśli nie śmierć, to przynajmniej znaczne uszczuplenie paska życia. W Devil May Cry 4 początkowo było znacznie łatwiej, ale wraz z każdą kolejną misją robiło się coraz ciężej i ostatnie zadania stanowiły już równie wielką przeprawę co pojedynki w poprzednich częściach.

Tymczasem Devil May Cry V na będącym odpowiednikiem „normalnego” poziomie trudności „łowca demonów” to spacer przez park, podczas którego przebijamy się przez grupy przeciwników jak przez masło, a większość bossów pokonujemy, traktując ich do oporu ulubionymi atakami. Jeśli chcemy jakiegoś wyzwania, to musimy je sobie znaleźć sami, na przykład próbując za wszelką cenę utrzymywać ocenę SSS za styl ataków, bo pojedynki jako takie problemu stanowić dla nas nie będą. A jeśli nawet wrogowie dadzą radę nas trafiać, to zadawane przez nich obrażenia okażą się wyjątkowo mało dotkliwe.

Recenzja gry Devil May Cry 5 – diabeł nie zapłacze z frustracji - ilustracja #2
Dante nie zmienił się jakoś mocno i dalej zachwyca swoim luzackim podejściem.

Na dwadzieścia dostępnych w grze głównych misji osiemnaście było luźną przebieżką, podczas której zginąłem bodajże ze dwa razy. I nie dlatego, że nagle zrobiło się trudniej, a przez moje własne głupie błędy – zdążyłem się już bowiem przyzwyczaić, iż cały czas mogę mieć opuszczoną gardę i nie muszę się niczym przejmować. Nieco trudniejsze okazały się dopiero dwie ostatnie walki w grze, ale na tym etapie miałem zmagazynowanych z wcześniejszych poziomów kilkanaście specjalnych kul, pozwalających na momentalne przywrócenie się do życia w miejscu porażki, więc i tu obyło się bez jakiejkolwiek frustracji.

Pod względem poziomu trudności Devil May Cry V stoi niebezpiecznie blisko drugiej odsłony serii, która m.in. ze względu na brak wyzwań do dziś uznawana jest za najgorszą część tego cyklu. Problemu by nie było, gdyby gra od początku oferowała wyższe poziomy trudności. Ale tak nie jest – by odblokować trudniejsze warianty zabawy, musimy najpierw przebić się przez ten łatwiejszy. W efekcie – około połowy gry zacząłem się... nudzić. Świetny system walki nie pozwala się nim porządnie nacieszyć, gdy nie ma godnych przeciwników, na których można by go wypróbować.

Naprawdę dobrze zacząłem się bawić dopiero przy drugim przechodzeniu gry, gdy w końcu mogłem liczyć na większe wyzwanie. Ale ile osób będzie w stanie poświęcić około dziesięciu godzin na jednorazowe, sprawiające umiarkowaną frajdę ukończenie tej pozycji, żeby w pełni rozwinęła ona skrzydła dopiero przy drugim do niej podejściu? Mam wielką nadzieję, że narzekanie graczy i recenzentów skłoni wydawcę do szybkiego wypuszczenia stosownego patcha. Z technicznego punktu widzenia naprawa tej sytuacji powinna być banalna.

DRUGA OPINIA

Recenzja gry Devil May Cry 5 – diabeł nie zapłacze z frustracji - ilustracja #3

Na pełnoprawną kontynuację przygód Dantego i reszty ekipy przyszło nam czekać... 11 lat. W międzyczasie otrzymaliśmy m.in. bardzo dobre DmC i reedycje wcześniejszych odsłon serii. Jak więc wypada piąta część Devil May Cry?

Zacznijmy od rzeczy, które delikatnie psują odbiór gry. Design poziomów jest dość prosty i praktycznie żadna lokacja nie zapada w pamięć. Co więcej, niektóre miejsca odwiedzamy kilka razy i choć występują pewne modyfikacje, twórcy śmiało mogli poeksperymentować i dodać więcej zagadek czy przerw od kolejnego sieczenia wrogów. Tymczasem, chociaż system walki w DMC5 jest kapitalny, to w końcu można poczuć lekkie znużenie. Zagadkę stanowi dla mnie również brak wyższego poziomu trudności od samego początku gry – weterani gatunku szybko przez nią przemkną i dopiero finalne etapy przyniosą im większe wyzwanie. Dla osób, które chcą grać w ten tytuł za pomocą klawiatury i myszy mam jedną radę – nie warto. System walki jest zupełnie inny dla każdej postaci i bardzo łatwo pogubić się na klawiaturze podczas starć.

Ponarzekałem, ale muszę też pochwalić – Devil May Cry 5 mimo swoich wad to bardzo dobry slasher. Historia okazuje się zdecydowanie najlepsza z serwowanych przez wszystkie odsłony cyklu, a kolejne karty opowieści odkrywane są stopniowo, jak w dobrej książce kryminalnej. Kim jest tajemniczy V? Kto zabrał rękę Nero? Dlaczego Dante w pierwszych momentach zabawy przegrywa? Fabuła zachęca do dalszej gry i serwuje kilka dobrych zwrotów akcji. Wspominany system walki również został doskonale przygotowany i każdym z trójki bohaterów gra się kompletnie inaczej. Podczas pojedynków standardowo towarzyszy nam świetny soundtrack i słuchamy ciętych ripost, którymi na prawo i lewo rzucają nasi herosi. Graficznie jest przyzwoicie i – co ważne – optymalizacja na PC została przygotowana perfekcyjnie, co powinno zadowolić użytkowników starszych komputerów. Cieszy również domknięcie niektórych wątków z poprzednich odsłon, oraz liczne i miodne walki z bossami.

Czy warto było czekać tyle lat? Moim zdaniem absolutnie tak, gdyż Devil May Cry 5 to bardzo dobra gra. Nie jest to przełom w serii, a raczej sequel starający się odtworzyć wszystko, co było najlepsze w poprzednich odsłonach. Każdy fan slasherów i cyklu DMC powinien sięgnąć po ten tytuł i sprawić, by demony znów cicho załkały w kącie.

OCENA: 8.5/10

Grzegorz „Alban3k” Misztal

Recenzja gry Devil May Cry 5 – diabeł nie zapłacze z frustracji - ilustracja #4
Kylo Ren, ekhem, znaczy V, to postać skrywająca interesującą tajemnicę.
Recenzja Kena: Bridge of Spirits - gry „dla każdego” naprawdę istnieją!
Recenzja Kena: Bridge of Spirits - gry „dla każdego” naprawdę istnieją!

Recenzja gry

Kena nie ma w sobie nic z rodziny tego Kena od Barbie. To raczej siostra Meridy Walecznej, a gra z jej udziałem jest kapitalnym i chyba najładniejszym „indykiem AAA” oraz gotowym materiałem na nowy film Disneya.

Recenzja gry Deathloop - duchowy spadkobierca BioShocka
Recenzja gry Deathloop - duchowy spadkobierca BioShocka

Recenzja gry

Najnowsza produkcja studia Arkane – twórców Dishonored – to piorunująca mieszanka roguelike’owych mechanik, intrygującej fabuły i surrealistycznych klimatów. Wszystko to tworzy jedną z najlepszych gier tego roku.

Recenzja gry No More Heroes 3 - na świecie nie ma już bohaterów
Recenzja gry No More Heroes 3 - na świecie nie ma już bohaterów

Recenzja gry

No More Heroes 3 to ostatnia część pokręconych przygód Travisa Touchdowna. Goichi Suda opowiedział tu niebywale krwawą historię miksującą gatunki, style i nawiązania do popkultury. Całość tworzy swojego rodzaju bałagan, ale taki, który może się podobać.