Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Pillars of Eternity II: Deadfire Recenzja gry

Recenzja gry 8 maja 2018, 19:00

autor: Hubert Sosnowski

Szop w przebraniu. Łowca ciastek. Pisuje o grach, filmach i serialach, a zdarza się, że i prozę.

Recenzja gry Pillars of Eternity 2 – RPG na miarę Baldur's Gate 2

Król powrócił. Pillars of Eternity 2: Deadfire jest dla RPG tym, czym Wiedźmin 3 dla action RPG. PoE łączy rozmach Baldur’s Gate 2 i swobodę eksploracji Fallouta, serwując przy tym nowoczesną i niejednoznaczną opowieść.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  1. świetni towarzysze i kapitalne dialogi;
  2. bardzo dobra, rozbudowana fabuła do kilkakrotnego przejścia;
  3. dylematy moralne;
  4. piękna grafika i muzyka, generalnie – cała strona artystyczna;
  5. prowadzenie okrętu i poprawiona ekonomia;
  6. lekko usprawniona walka;
  7. tona sprzętu do zdobycia;
  8. dwuklasowość i podklasy wzbogacające rozgrywkę.
MINUSY:
  1. błędy techniczne, spadki płynności i długie loadingi;
  2. jeśli walka kogoś nie przekonała poprzednio, to teraz też może być różnie.

Morze to żywioł piękny i groźny, ale też nieposkromiona, życiodajna siła. Która – jak się okazuje – przyspiesza także ewolucję RPG. Pillars of Eternity II: Deadfire korzysta z tego z przytupem, przy akompaniamencie dział i szczęku szabel. I robi to cholernie dobrze.

Zawsze chciałem mieć na koncie recenzję Baldur’s Gate 2. Taką pochodzącą z okresu tuż po debiucie tej gry. Póki co nie dysponuję jednak wehikułem czasu, ale dla Was mam coś równie mocnego. Recenzję nowej produkcji podobnej miary i klasy. Tym razem na serio i bez ściemy. Obsidianowi udało się wreszcie stworzyć dzieło, które staje obok króla RPG i nie gaśnie w obliczu jego majestatu. Ma wszystko to, czym dysponował wspomniany przedstawiciel klasyki – jego moc, bogactwo i rozmach, ale też rzeczy, których wtedy nie dało się osiągnąć.

Oczywiście, czasy się zmieniają i twórcy z Obsidianu nie są jedynymi fachurami, którzy stworzyli giganta przy ograniczonych środkach. Ostatnio podobny poziom, choć innymi metodami, osiągnął Larian ze znakomitym Divinity: Original Sin II – w związku z czym oba studia zostawiły w tyle konkurencję z Tormentem: Tides of Numenera na czele. Na razie za wcześnie, by wyrokować, które dzieło jest lepsze, potrzeba chwili, by opadły emocje i efekt wow wywołany rozgrywką. A wierzcie mi – jest po czym ochłonąć.

Recenzja gry Pillars of Eternity 2 – RPG na miarę Baldur's Gate 2 - ilustracja #1
Mimo uszczuplenia drużyny z sześciu postaci do pięciu, walkom nadal nie brakuje rozmachu.

Zasadniczo Deadfire robi to, co swego czasu drugi Baldur – faszeruje znane motywy sterydami, miesza i dodaje jeszcze parę niespodzianek. Sprawdzona metoda, a ostatecznie wychodzi miks, który uwodzi graczy ogromem możliwości. Twórcy wzięli sobie do serca uwagi, jakie pojawiły się po premierze pierwszej części. Pillars of Eternity II poddano milionowi mniejszych i większych usprawnień, dorzucono też multum ozdóbek oraz świeżych pomysłów, zachowując jednocześnie czar starej szkoły izometrycznych RPG duetu BioWare i Black Isle. Nie wszystko wyszło idealnie, ale ostateczny efekt i tak jest imponujący.

Pillarsy z Karaibów

Pamiętacie niemrawy, mało angażujący początek pierwszych Pillarsów? To zapomnijcie o nim. „Dwójka” startuje z takim impetem, że wpada do naszej wyobraźni razem z drzwiami i framugą. Fabuła zaczyna się od hitchcockowskiego mocnego uderzenia, zapowiadanego już w zwiastunach. Nasza twierdza wylatuje w powietrze za sprawą posągu, który robił za główny filar konstrukcji. Pech chce, że wraz z twierdzą w powietrze wylatujemy i my – Widzący – oraz większość mieszkańców. Giganta, niczym robota z Pacific Rim, pilotuje Eothas we własnej osobie – bóg światła, który jeszcze przed wydarzeniami z pierwszych Pillarsów zstąpił na ziemię pod postacią proroka Waidwena i... został zabity przez śmiertelników.

W skórze Widzącego zaliczamy randkę z kobiecym aspektem Beratha, boga śmierci, i ruszamy śladem wielkoluda z adry, by dowiedzieć się, czemu właściwie wybrał się na spacer przez Archipelag Martwego Ognia. Dzięki takiemu zbiegowi okoliczności zwiedzamy nową krainę, znaną dotąd z opowieści i wzmianek bohaterów pierwszej części. To kawałek świata zupełnie inny od doprawionego europejskim renesansem Jelenioborza.

Archipelag jest bowiem wyspiarską krainą, gdzie o dominację walczą piraci, przywodzący na myśl rdzenne ludy Ameryki Środkowej i Południowej wyspiarze (Huana) oraz dwie potężne kompanie handlowe – do tego dochodzi wiele mniejszych stronnictw, które próbują uszczknąć swój kawałek tortu albo chociaż przetrwać. W ten skomplikowany układ zależności zostajemy rzuceni my – osłabieni, z resztką dobytku, na łupince szumnie zwanej okrętem i z jednym wiernym kumplem u boku, Ederem (albo i bez niego, zależnie od naszych wyborów z pierwszej części). Tak zaczyna się naprawdę długa wędrówka.

CHCESZ ZAGRAĆ NOWĄ POSTACIĄ?

Recenzja gry Pillars of Eternity 2 – RPG na miarę Baldur's Gate 2 - ilustracja #2

Dla tych, którzy nie chcą przygotowywać jeszcze jednej postaci i przeprowadzać jej przez pierwsze Pillarsy, by następnie importować do Deadfire, twórcy przygotowali kreator wyborów w opcjach gry. Dzięki niemu możemy podjąć wszystkie istotne decyzje z pierwszej części.

Na zwiedzenie w Pillarsach II czeka ogromny świat, pełen znajdziek, sekretów, paragrafowych minigierek, statków do złupienia i pełnowartościowych lokacji do zbadania. Morze przemierzamy własną łajbą, zaś ląd pieszo. Tym razem mamy do czynienia z klasyczną eksploracją mapy w stylu pierwszych Falloutów czy Arcanum. To nie są przypadkowe porównania – pod względem swobody nowe Pillarsy naprawdę przypominają te dwie gry, zaliczane już do klasyki. To właściwie izometryczny sandbox z fabułą gęstą i wielowątkową niczym w trzecim Wiedźminie.

Płyniemy tam, gdzie chcemy, a nie tylko według wyznaczonych punktów. Możemy wprawdzie zapędzić się za daleko, przeliczyć z zapasami lub dostać baty od silniejszego statku (da się przed tym zabezpieczyć i włączyć level-scalling, ale co to za frajda; od razu uspokajam, to tylko opcja w menu, gra nas do tego nie zmusza, w dodatku można w ten sposób również podbić poziom trudności, dzięki czemu hardcore’owcom walki nie wydadzą nagle się za łatwe). A co najważniejsze – pilotem podczas tej kulturowo-krajoznawczej wycieczki jest znakomita fabuła.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

Draugnimir Ekspert 8 maja 2018

(PC) Deadfire to sequel totalny – większy, ładniejszy, praktycznie pod każdym względem lepszy niż pierwsze Pillars of Eternity. Uwypuklona rola członków drużyny, więcej dróg do celu (tak w poszczególnych zadaniach, jak i fabule jako całości), interesujący statek w miejsce nudnawej twierdzy z „jedynki”, rozszerzona mechanika rozwoju postaci z większą liczbą niebojowych umiejętności… Długo by wymieniać usprawnienia. Co zaś najważniejsze, metafizyczna głębia PoE nic nie straciła na przeprowadzce w tropiki. Szkoda tylko, że Obsidian dalej ma problem z bugami, optymalizacją i chaosem podczas walk.

9.0

DalethTichy VIP 2 lutego 2020

(PC) Pillars of Eternity 2 to rozczarowanie. Pozytywną ocenę daję ze względu na pierwszą część gry, bo Deadfire to dobre zamknięcie historii, która rozpoczęła się nieopodal wioski Złocona Dolina.

6.5
Recenzja gry Bravely Default 2 - bardziej default niż bravely
Recenzja gry Bravely Default 2 - bardziej default niż bravely

Recenzja gry

Bravely Default 2 - długo wyczekiwany jRPG na konsolę Nintendo Switch - okazał się dobrą, rzemieślniczą robotą, niepozbawioną wad i problemów szacownego gatunku. Pozycja dla fanów starych, japońskich gier, którzy nie boją się wielogodzinnego grindu.

Cyberpunk 2077 na PS4 to katastrofa. Miałeś spalić miasto, nie konsolę, samuraju
Cyberpunk 2077 na PS4 to katastrofa. Miałeś spalić miasto, nie konsolę, samuraju

Recenzja gry

Cyberpunk 2077 to świetna gra, która Was zachwyci. Ponoć, w wersji na PC. Ja grałem na podstawowej wersji PS4 i świetną grę może widzę, ale zagrzebaną pod morzem problemów.

Recenzja gry Cyberpunk 2077 - samuraju, masz świetne RPG do ogrania
Recenzja gry Cyberpunk 2077 - samuraju, masz świetne RPG do ogrania

Recenzja gry

Cyberpunk 2077 jest dowodem na to, że Wiedźmin 3 to nie był wypadek przy pracy. To świetne RPG pomieszane z akcją, któremu przydałoby się jeszcze jedno drobne opóźnienie by załatać wszystkie błędy.