Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać Artykuły PREMIUM

Tom Clancy's Rainbow Six: Siege Recenzja gry

Recenzja gry 4 grudnia 2015, 12:44

Recenzja gry Tom Clancy's Rainbow Six: Siege - Counter-Strike na sterydach

Po 7 latach od ostatniej odsłony, skasowanym projekcie Patriots, marka Rainbow Six ponownie wraca na nasze monitory – tym razem w formie sieciowej strzelaniny. Czym różni się od innych popularnych tytułów i czy jest wierna swoim początkom?

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  1. intensywne i pełne emocji wymiany ognia na małym obszarze;
  2. destrukcja otoczenia pozwala na różne sposoby dotrzeć do celu misji;
  3. pełne szczegółów, klimatyczne mapy;
  4. nacisk na współpracę i komunikację, by wygrać starcie;
  5. misja „Article 5”;
  6. świetny zestaw gadżetów do ataku i obrony, niezły model strzelania;
  7. kooperacja w trybie Terrorist Hunt pozwala na całkiem taktyczną rozgrywkę.
MINUSY:
  1. brak swobody w wyborze trybów rozgrywki;
  2. tryb PvP to praktycznie tylko drużynowy deathmatch;
  3. niewykorzystany potencjał na kampanię fabularną;
  4. oprawa graficzna odstaje od dzisiejszych standardów;
  5. błędy w kodzie sieciowym potrafią zepsuć rozgrywkę;
  6. brak trybu hardcore dla bardziej wymagających graczy;
  7. oddział Tęcza pojawia się tylko w jednej misji.

Nerwowe oczekiwanie i ciszę przerywa odgłos stłumionej eksplozji gdzieś na dole - zapewne wysadzono ścianę lub okno. Po tym znów robi się niepokojąco spokojnie - przez stanowczo zbyt długą chwilę. Wtem gdzieś po prawej odzywa się seria z karabinku, ktoś odpowiedział ogniem i terkot wystrzałów zamilkł - atakująca drużyna musi być już bardzo blisko. Nagle, przy dźwięku ogromnego huku, ściana obok okna praktycznie przestała istnieć - w powstały obłok dymu szybko rzuciliśmy granat i skierowaliśmy lufy. Przez wyrwę w ścianie wpatrywaliśmy się jednak w pustkę, by po chwili czarna sylwetka wpadła na linie przez stłuczone okno - palce zacisnęły się na spustach… To starcie wyjaśni się w ciągu najbliższych sekund.

Najnowszej grze Ubisoftu Rainbow Six: Siege z pewnością nie można odmówić, że ma swoje momenty, które potrafią wywołać mały przypływ adrenaliny, emocje czy ducha sportowej rywalizacji. W odróżnieniu do innych popularnych strzelanin - tu cała akcja, cała esencja gry koncentruje się w jednym punkcie i trwa najwyżej kilkadziesiąt sekund. Czy jest to jednak godna kontynuacja słynnej serii taktycznych strzelanin Rainbow Six? Czy sprawdziły się słowa twórców o tym, jak bardzo pragną uszanować jej początki i że to marka, która zasługuje na to, by traktować ją bardzo poważnie? Nie do końca - i nie mam tu na myśli braku możliwości szczegółowego planowania akcji czy odejścia od hardkorowego realizmu. Pełna wersja Siege wygląda jak zlepek kilku osobno tworzonych koncepcji, z których żadna nie została rozwinięta i dopracowana do perfekcji.

Każdy z operatorów wygląda zupełnie inaczej, zgodnie ze standardami jednostki, z której pochodzi.

Gdzie jest oddział Tęcza?

Jeśli nie wkręcimy się od razu w wartką akcję multiplayerowych meczy na punkty i fragi, tylko przyjrzymy się całości nieco dokładniej – uderzy nas pewien brak spójności, swobody i… prawie całkowita nieobecność oddziału Rainbow w grze! Dla wielu najbardziej dotkliwy może być z góry narzucony rodzaj rozgrywki. Zarówno w trybie wieloosobowym, kooperacji, jak i samotnej walce z botami nie mamy żadnego wpływu na to, na jakiej mapie będziemy grać oraz jakie będzie zadanie - zakładnik, bomba czy zabezpieczanie terenu. Nie przeszkadza to może aż tak bardzo przy serii potyczek PvP, ale gdy chcemy zagrać w trybie Terrorist Hunt jako Samotny Wilk - wtedy o wiele lepiej byłoby wybrać swoją ulubioną mapę i np. ograniczoną ilość komputerowych przeciwników, a nie być zdanym na wersję z ich losowym odradzaniem się. Rainbow Six: Siege ogólnie na każdym kroku pogania nas i każe robić wszystko na czas - nie ma nawet opcji swobodnego treningu z nowo nabytą bronią czy wyposażeniem, pomimo nieźle zrobionej mapy z killhousem w bazie Hereford. Zamiast tego są filmy instruktażowe i seria tzw. operacji, w których samotnie wypróbujemy kilku operatorów i ich gadżety - żadne z nich nie wyczerpują jednak zapoznania ze wszystkimi mechanikami gry.

Dariusz Matusiak

Dariusz Matusiak

Absolwent Wydziału Nauk Społecznych i Dziennikarstwa. Pisanie o grach rozpoczął w 2013 roku od swojego bloga na gameplay.pl, skąd szybko trafił do działu Recenzji i Publicystki GRYOnline.pl. Czasem pisze też o filmach i technologii. Gracz od czasów świetności Amigi. Od zawsze fan wyścigów, realistycznych symulatorów i strzelanin militarnych oraz gier z wciągającą fabułą lub wyjątkowym stylem artystycznym. W wolnych chwilach uczy latać w symulatorach nowoczesnych myśliwców bojowych na prowadzonej przez siebie stronie Szkoła Latania. Poza tym wielki miłośnik urządzania swojego stanowiska w stylu „minimal desk setup”, sprzętowych nowinek i kotów.

więcej

Recenzja gry Alone in the Dark - tu straszy klimat, nie jumpscare'y
Recenzja gry Alone in the Dark - tu straszy klimat, nie jumpscare'y

Recenzja gry

Alone in the Dark to powrót nieco zapomnianej dziś marki, która 32 lata temu położyła fundamenty pod serie Resident Evil, Silent Hill i cały gatunek survival horrorów. I jest to powrót całkiem udany, przywołujący ducha oryginału we współczesnej formie.

Recenzja gry Outcast: A New Beginning. Dobrze zagrać w grę z otwartym światem bez zbędnych aktywności
Recenzja gry Outcast: A New Beginning. Dobrze zagrać w grę z otwartym światem bez zbędnych aktywności

Recenzja gry

Outcast: A New Beginning jest produkcją „bezpieczną”. Nie jest wybitny, ale też nie ma w nim nic, co by mnie odpychało. Problemy techniczne rzucają się jednak w oczy, a największą wadą tej gry okazuje się wysoka cena.

Recenzja gry Helldivers 2 - to jedna z najlepszych pozycji w historii do grania z kolegami
Recenzja gry Helldivers 2 - to jedna z najlepszych pozycji w historii do grania z kolegami

Recenzja gry

Helldivers 2 pokazuje, co może zrobić doświadczony zespół specjalizujący się w określonym gatunku gier, mając wsparcie dużego wydawcy pokroju Sony. Zdecydowanie nie sprawi, że serwery będą działać stabilnie po 14 dniach po premierze.