Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Publicystyka 19 października 2010, 12:23

autor: Olek

Droga przez pustkowia - historia serii Fallout, cz. 1

Co takiego kryje się w grze o zniszczonym przez wojnę nuklearną świecie, że cieszy się ogromną popularnością, a każda kolejna część cyklu spotyka się z niebotycznymi oczekiwaniami. Jak przedstawia się historia serii, która zmieniła oblicze gatunku RPG?

Niewiele jest takich gier, które przewijałyby się przez niemal każde zestawienie typu „Top wszech czasów”. Fallout zwykle nie zajmuje miejsca w pierwszej trójce, ale w dziesiątce czy dwudziestce pojawia się niemal zawsze. Co takiego kryje się w grze o zniszczonym przez wojnę nuklearną świecie, że przyciąga ona pokolenia nowych graczy, a każda kolejna część cyklu spotyka się z niebotycznymi oczekiwaniami. Jak przedstawia się historia serii, która zmieniła oblicze gatunku RPG, oraz ludzi, którzy ją tworzyli?

Duchowy pierwowzór

Brian Fargo mógł kontynuować rodzinną tradycję i zostać finansistą. Jednak, kiedy miał 15 lat, rodzice sprezentowali mu komputer i to zaważyło na wyborze jego życiowej drogi. Jak wielu amerykańskich nastolatków z początku lat 80. ubiegłego wieku postanowił zająć się tworzeniem gier wideo. Na początku związał się z niewielką firmą Adhaminto Boone'a, specjalizującą się głównie w przygotowywaniu konwersji znanych tytułów. W 1982 roku Boone Corporation splajtowało, a dwudziestoletni wówczas Fargo jako wiceprezes do spraw badań i rozwoju pozostał z pytaniem: „Co dalej?”. Podobny dylemat miało także kilku innych utalentowanych programistów, wśród których znaleźli się Jay Patel, Troy Worrell i Bill Heineman. Fargo dostrzegł w tym swoją szansę i ściągnął ich do własnej firmy, którą utworzył w październiku 1983 roku. Początki Interplay Productions nie były łatwe. Szukając źródeł dochodu, nowy deweloper nie tylko nie gardził konwersjami, ale nawet przygotowywał oprogramowanie dla producenta uzbrojenia Loral Corporation.

Priorytetem pozostała jednak chęć tworzenia gier i to wykraczających poza utarte schematy. W 1984 roku firma Interplay podpisała opiewający na kwotę sto tysięcy dolarów kontrakt z Activision. Przedmiotem umowy były trzy tekstowe przygodówki. Mindshadow, The Tracer Sanction i Borrowed Time trudno uznać za dzieła wybitne, ale pozwoliły one młodemu studiu zaistnieć w branży.

The Bard’s Tale – pierwszy duży sukces studia Interplay.

Prawdziwy przełom przyniosła dopiero gra przygodowa oparta na fabularnym systemie Dungeons & Dragons. Tales of Unknown: Volume I – The Bard's Tale (1985) okazało się sukcesem, którego w równym stopniu potrzebowali producent i wydawca – raczkujący wówczas w branży koncern Electronic Arts. Interplay Productions z miejsca wyrosło na jednego z najbardziej obiecujących deweloperów na rynku.

Niestety, kilka kolejnych tytułów przygotowanych przez firmę Briana Fargo nie powtórzyło sukcesu The Bard's Tale. On sam miał już jednak głowę pełną nowych pomysłów. Jednym z nich była produkcja z gatunku RPG, która w warstwie fabularnej nawiązywałaby do postapokaliptycznej wizji przedstawionej przez Johna Miliusa w filmie Red Dawn. W ekipie Interplay Productions pojawiło się także kilku obiecujących programistów, jak np. Alan Pavlish. Jego dorobek był co prawda niewielki, ale nowatorskie spojrzenie na tworzenie gier warte było ryzyka. Odważnym posunięciem Fargo postanowił skonfrontować umiejętności programistyczne Pavlisha z wiedzą specjalistów od „papierowego” RPG – Michaela A. Stackpole'a i Kena St. Andre'a. Ci ostatni mieli nikłe doświadczenie w tworzeniu gier wideo (St. Andre współpracował przy Adventure Construction Set), dlatego wszystkie elementy rozpisywali tradycyjnie – na papierze, a Chris Christensen i Bill Dugan tłumaczyli to na język zrozumiały dla komputera Apple II. Była to mozolna praca, ale w 1988 roku gra Wasteland ujrzała wreszcie światło dzienne i natychmiast rozkochała w sobie tysiące graczy.

Fallout: New Vegas

Fallout: New Vegas

Fallout 3

Fallout 3

Fallout 2

Fallout 2

Fallout

Fallout

Fallout Tactics: Brotherhood of Steel

Fallout Tactics: Brotherhood of Steel

Fallout: Brotherhood of Steel

Fallout: Brotherhood of Steel

Fallout 3: Mothership Zeta

Fallout 3: Mothership Zeta

Fallout 3: Point Lookout

Fallout 3: Point Lookout

Fallout 3: Broken Steel

Fallout 3: Broken Steel

Fallout 3: Dzióra

Fallout 3: Dzióra

Fallout 3: Operacja Anchorage

Fallout 3: Operacja Anchorage

Droga przez pustkowia - historia serii Fallout, cz. 3
Droga przez pustkowia - historia serii Fallout, cz. 3

Co takiego kryje się w grze o zniszczonym przez wojnę nuklearną świecie, że cieszy się ogromną popularnością, a każda kolejna część cyklu spotyka się z niebotycznymi oczekiwaniami. Jak przedstawia się historia serii, która zmieniła oblicze gatunku RPG?

Droga przez pustkowia - historia serii Fallout, cz. 2
Droga przez pustkowia - historia serii Fallout, cz. 2

Co takiego kryje się w grze o zniszczonym przez wojnę nuklearną świecie, że cieszy się ogromną popularnością, a każda kolejna część cyklu spotyka się z niebotycznymi oczekiwaniami. Jak przedstawia się historia serii, która zmieniła oblicze gatunku RPG?

Komentarze Czytelników (45)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
19.10.2010 15:13
odpowiedz
A.l.e.X
121
Alekde

Wychodzi na to, że stare gry były lepsze od tych nowych, a nie jest to prawda, po prostu ludzie kiedyś pamiętają te pixele, i widzą w tych grach oczami wyobrażni, obecne gry są co roku lepsze i nawet taki F3 nie jest gorszy od F1/F2, ba technologicznie i mechanicznie nie miał by szans być.

19.10.2010 15:21
odpowiedz
marcin2102
4
Junior

ale tu wlasnie nie chodzi o technologie ale o klimat narracje fabule i cala ta tzw miodnosc ktorej dzisiejszym gra poprostu brakuje gdyz wydawcy tylko licza zyski

19.10.2010 15:36
odpowiedz
Dzikouak
26
Generał

@Sir klesk Ciekawy jestem co napiszecie o F:Tactics. Jak dla mnie rownie dobra, chociaz inna od poprzednich czesci + swietny multiplayer.

Normalny spin-off (czyli gra innego gatunku osadzona w tym samym świecie). Moim zdaniem dość słaba, głównie przez liniowość nie tylko samej gry, ale także większości misji.

@Swoją drogą bardzo jestem ciekaw jak z tym własnie systemem prezentowałby się Fallout - szkoda, że już się nie dowiemy...

Zapewne nie najgorzej. Zresztą, SPECIAL ma sporo wspólnego z tym systemem, jeśli się dobrze przyjrzeć (vide mechanizm liczenia umiejętności). Poziomy co prawda to relikt starych czasów (czyli dedekizm), ale pozwoliło to przynajmniej na łatwne zaimplementowanie systemu zdolności specjalnych.

@Pan Dzikus Fallout FPS nie jest prawdziwym Falloutem

Niby dlaczego? Może autorzy planowali taką możliwość, tyle że w tamtych czasach nie było jeszcze wystarczających możliwości technicznych. Ponadto, VATS wygląda na dość sensowną (i nienajgorzej zaimplementowaną) próbę wprowadzenia elementów strategicznego planowania (jakby się uprzeć, to jest w nim wszystko, co w turowej walce).

Moim zdaniem F3 to po prostu wersja rozwojowa F i F2. Przedstawienie w 3D w niczym nie przeszkadza, zmiana sposobu walki też nie rzutuje, bo "Fallout" to cRPG, a nie gra strategiczna, więc starcia grająrolę drugorzędną. Dla mnie główną wadą "Fallouta 3" są słabe dialogi i mało zróznicowane zadania (jako tako broni się w porównaniu z "Falloutem", ale wypada blado w porownaniu z F2 i możliwościami wyboru w New Reno i Vault City). Plus bardzo słabo rozwiązane zakończenie.

19.10.2010 15:51
odpowiedz
zanonimizowany610803
21
Chorąży

Fajnie że powstał taki artykuł. Czekam na kolejną cześć, oraz dzisiejsze gramy z Fallout NV (chyba powinno być, jeżeli dziś premiera w USA).

19.10.2010 15:57
odpowiedz
maslice
37
Shepard

Kocham serię Fallout.

19.10.2010 17:40
👍
odpowiedz
Tomczyk27
46
Centurion

Primo: "Historia serii x..." to świetna inicjatywa GOL-a.

Secundo: Troszkę wstyd się przyznać, że o Falloucie dowiedziałem się dopiero po premierze F3. Ludzie pisali, że to nie to samo co F1 o F2. Tak więc postanowiłem sobie zrobić powrót do przeszłości i odpalić pierwsze Fallouty. Na początek trudno było przyzwyczaić się do turowej mechaniki walk, ale jak już to ogarnąłem, to zagrywałem się godzinami w Fallouta 1. Grafika nie zestarzała się zbyt mocno (jak zresztą większość gier 2D), brutalność była genialna (m.in. roztopienie supermutanta plazmą czy poszatkowanie go minigunem miażdży), wykreowane uniwersum sprawiało wrażenie dobrze przemyślanego, lokacje i muzyka były baaardzo klimatyczne(vide The Hub, siedziba BoS, Gruzy, Blask itd.), questy ciekawe, no i oczywiście garść świetnych smaczków z pop-kultury (jak choćby coś tak prostego jak np. Pistolet plazmowy firmy Glock czy Winchester itd.). Fallout 2 IMHO słabszy jest od jedynki,za dużo pierdół jest w nim naładowanych, ale generalnie może być. W trójce najbardziej dawała po oczach grafika, która swoją "plastikowością" nieco psuła klimat, ale gra jest w miarę OK.
Podsumowując: najbardziej podobała mi się jedynka, mimo że pierwszy raz grałem w nią w 2009 roku. Nie mogę się doczekać, kiedy zagram w New Vegas i sam ocenię, czy seria idzie w dobrym kierunku...

19.10.2010 18:01
odpowiedz
Tomal_P
94
Legend

Nie jestem fanem Fallouta - tekst fajny. Raz spróbowałem w niego zagrać, żeby się dowiedzieć o co tyle hałasu, ale gra mnie nie wciągnęła.

19.10.2010 18:04
odpowiedz
zanonimizowany747924
35
Centurion

Pamiętacie Wszczebrzeszyna? Byłby wniebowzięty gdyby przeczytał co tu większość wypisuje :). Oczywiście podpisuję się pod opiniami, ze Fallout 1 to PERFEKCJA. Sprzedałbym nerkę, płuco i kawałek wątroby byle tylko zobaczyć dokończonego Van Burena... Fallout 3 powoduje we mnie odruchy wymiotne, ale coś mi mówi, że New Vegas będzie całkiem dobry.

19.10.2010 18:34
odpowiedz
Ophaal
1
Junior

Polecam Fallouthon, siedmioczęściowy maraton postapokaliptyczny, opowiadający o grach z serii Fallout - http://www.youtube.com/watch?v=qG1_awsnsDo&feature=related

19.10.2010 18:35
odpowiedz
leon691
57
Generał

fallout 2 to gra idealna. Ma wszystko: klimat...to za mało powiedziane, trzeba by stworzyc nowe słowo o wartości słowa klimat podniesionego do potęgi entej, najlepszą muzykę - w ta grę mozna grac dla samej muzyki w miastach (lub ściągnac sountrack), oniryczny kawalek z modoc, nerwowy z new reno, "zapowiadajacy wielkie rostrzygnięcie" kawałkek z san fran, najlepszy system rozwoju ze wszystkich rpg-ów. Nie pamietam ile razy przeszedłem tą gre, nie mniej jednak niż tuzin, pierwsze podejścia dziś wspominam jak nierealistyczny sen, jakby wejść przez niewidzialne drzwi do innego świata, może bardziej zostać wessanym niż wejść. Dziś po 10 latach od mojego spotkania z F2 nie jestem w stanie podać przykładu gry równie genialnej. Nawet Heroes 3 stoi niżej.
Z perspektywy lat mogę podać jedną wadyętej gry.:błąd? z niektórymi handlarzami (sprzedawanie przedmiotów i okradanie z nich sprzedawców, można tak było naokrągło), w efekcie dość szybko (zbyt szybko) stawaliśmy bardzo mocni, podobnie jesli chodzi o pielgrzymkę z Redding do NCR (w poczatkowej fazie gry). Build najlepszej postaci do gry siedzi mi w głowie do dzisiaj :)

19.10.2010 18:58
odpowiedz
zanonimizowany747924
35
Centurion

@leon691
A ja podzielam zdanie <Bahamut>-a. Wolałem jednak jedynkę. Miała lepszy klimat i kończyła się zanim zdążyła się znudzić. W Falloucie 2 było za dużo śmieci, w Falloucie 1 wszystko co najlepsze. Fallout 2 to tak naprawdę rozszerzenie F1 z gorszą fabułą i klimatem IMO. Tym nie mniej to dla mnie najlepsza gra zaraz po Falloucie 1 i Sacrifice.

19.10.2010 19:15
odpowiedz
leon691
57
Generał

jakie śmieci? W starych falloutach każdy element jest swietny, dla mnie 1ka była za prosta i za krótka, przechodziła się sama., za mało broni, lokacji, bohaterów, za mało wszystkiego. Po zagraniu w fallouta 2, 1ka była tylko jego cieniem (choc nadal grą dobrą). Może to kwestia i tego, ze przygode z falloutem zaczołem od 2ki.

"Miała lepszy klimat i kończyła się zanim zdążyła się znudzić"

Że co? Ja cię nie rozumiem, im krótsza gra tym lepiej?...bo nie zdążę się znudzić?WTF? HELO! Pobudka! Mówimy o Falloucie, tutaj każdy quest, każdy element jest dla fanów na wagę złota, mów mi tak dalej, ja w tą grę grałem zawsze kilka tygodni po oficjalnym zakończeniu scenariusza, powiem więcej - pod pewnym względem wtedy zabawa była jeszcze lepsza (dopakowanie postaci). Klimat, rzecz gustu, mi ten z 2ki pasował dużo bardziej.

19.10.2010 20:08
odpowiedz
zanonimizowany747924
35
Centurion

Zacznijmy od New Reno. Lokacja niby fajna, masa questów itd., ale koniec końców kompletnie oderwane od klimatu. Z jednej strony pustkowia, walka o przetrwanie, a z drugiej porno studio (jakby w tamtym świecie miał kto takie rzeczy oglądać), zawody bokserskie przy pełnej widowni, narkotykowa (i alkoholowa) mafia i neony... To nie jest coś za co pokochałem Fallouta. Jakieś czary mary (w bazie mutantów z jedynki - Military Base - supermutant czarodziej, co prawda można było to racjonalnie wyjaśnić, ale też psuło klimat IMO), scjentolodzy (jedna z gorszych lokacji), alieny (oczywiście tylko z nazwy, ale generalnie bad idea) no i sam bad boss cienki w porównaniu do Mastera. Wysoki jak brzoza ale nudny jak mimoza.
Jedynka była za prosta? Za prosta jeśli ktoś korzystał z solucji. Samo znalezienie waterchipa nie było takie łatwe. Trzeba było naprawdę się naszukać i uważnie czytać podawane wskazówki żeby go znaleźć. Fallout 2 był prostszy. Właśnie przez multum questów. Można było bez walki dopakować postać jadąc tylko na zadaniach zlecanych przez NPC-ów. Można było okraść, włamać się i rozbroić znacznie więcej pułapek. Można było otrzymać pomoc od naprawdę porządnych pomocników (Sulik FTW), nie to co w jedynce. Krótko: było łatwiej. Co nie zmienia faktu, że jeśli ktoś właczyłby sobie w obu grach najwyższy poziom trudności (zarówno samej gry jak i walki) łątwo by nie miał. To świadczy tylko o tym, że słabo znasz jedynkę. Pewnie jesteś jedną z osób, które najpierw zagrały w dwójkę, a później w jedynkę i stąd pewnie ta różnica opinii.

19.10.2010 20:21
odpowiedz
wickywoo
79
Konsul

zaluje ze nigdy sie nie wkrecilem w klimat fallouta (trojke pomijam). A powod byl jeden: kompletnie zje..any system walki. Zrobiliby jak w baldurze - byloby genialnie. Moze wtedy fallout bylby nawet lepszy od bg2 albo planescapa. A tak - podrecznikowy przyklad jak rozgrywka moze zniszczyc gre. Bo dla mnie zniszczyla, nie zamierzalem spedzac 2 minut na ubijaniu jednej mrowki albo szczura.

19.10.2010 20:34
odpowiedz
zanonimizowany747924
35
Centurion

@wickywoo
Ja 3 razy podchodziłem do F1. Też myślałem jak ty. Ale wystarczyło przelecieć szczury (bez skojarzeń ;P) i wylecieć z jaskini, by zagłębić się w świat gry. A walka nie trwała wcale tak dług jeśli w opcjach ustawiło się szybkość walki na max.

19.10.2010 20:49
odpowiedz
leon691
57
Generał

Wolfwood->dokładnie jak pisalem, zaczołem od dwójki, 1ka wydawał mi sie potem strasznie skromna. Za skromna.
Gdy tak o tym piszesz (studio porno, boks etc.) to sie nad tym zastanawiam, nie wiem, zastanawiam sie teraz :), nigdy mi to podczas gry nie przeszkadzało, nie myslałem o tym w ten sposób. Na pewno nie psuło mi to zabawy/klimatu, choć masz rację - porno na kasetach mogli oglądać zapewne nieliczni (nie liczać vaultów i okolic).
Myślę, że to był jednak wielki + w tym sensie, że budowało to klimat i sprawiało, że świat był ciekawszy (choc na pewno mniej realistyczny). Nie mieliśmy non stop tego samego, każde miasto/lokacja mialo swój klimat właśnie przez to jakim było, własnie przez "idiotyzmy" w stylu wielkie mrówy, mag mutant, scientolodzy, filmy porno, boks itp. New Reno musiało przypominać Las Vegas z czasów swietności. Nie chciałbym innego New Reno.
Alieni, pewnie bym się z toba zgodził gdyby nie fakt, że od zawsze uwielbiłem czyścić tą kopalnie w Readding z jej mieszkańców. Na wszystkie sposoby. Z talentem "wszyscy giną w straszny sposób". Od walki młodem, przez karate, bozar, miotacz ognia, aż po gaussa. Nic nie gineło tak pieknie jak alieni rozpruci serią z bozara.

wickywoo-> do gry zabieralem sie jakies pół roku. Walka z mrówkami w pierwszej lokacji wydawał mi sie tak idiotyczna i nieciekawa, że po kwadransie było po grze. Jak ja się cieszę, że się nie zniechęciłem....dziś już nie daje grom tyle szansy...dziś nie ma już takich gier.

19.10.2010 21:00
odpowiedz
leon691
57
Generał

wickywoo--> i znów odwrotnie. Po falloucie nie byłem w stanie pojąc o co chodzi w walce w Tormencie? Gdzie do diabła sa tury?, co to za naparzanie bez ladu i składu? SPECIAL i system walki i rozwoju z falloutów 1/2/tactic uważam za ideał. Niestety umarł on wraz z tymi grami. Vats to jakas pomyłka podobnie jak cała koncepcja fallout3.

19.10.2010 22:09
odpowiedz
Dzikouak
26
Generał

Zacznijmy od New Reno. Lokacja niby fajna, masa questów itd., ale koniec końców kompletnie oderwane od klimatu. Z jednej strony pustkowia, walka o przetrwanie, a z drugiej porno studio (jakby w tamtym świecie miał kto takie rzeczy oglądać), zawody bokserskie przy pełnej widowni, narkotykowa (i alkoholowa) mafia i neony...

A co uznajesz za definicję "klimatu Fallouta"? Bo w pierwszej części w Junkyard było sobie kasyno kontrolowane przez gangstera i typowego westernoweggo szeryfa który chciałby się tego gangstera pozbyć, schron z nowoczesną technologią, katedra strzeżona przez mutanty rodem z komiksów i wojskowa baza pseudorycerzy z karabinami maszynowymi. Groch z kapustą. Tyle że ten groch z kapustą to właśnie specyfika "Fallouta".

Istnienie New Reno, Vault City czy NCR to normalna rzecz, bo łatwiej przetrwać w większej społeczności. A co do walk bokserskich, gorzelni i mafii, to czy w ogóle widziałeś jakąś książkę lub film osadzoną poświęconą tematyce postapokaliptycznej? Przecież to bardzo powszechne wątki, zwłaszcza w wizjach, w których występują jakiekolwiek miasta.

Wedłig mnie Fallout 2 to naturalne rozwinięcie pomysłów z części pierwszej, chociaż cały wątek z dzikusami na początku uważam za bardzo słaby. Autorzy mogli sobie darować indiańsko-szamańskie wstawki i zrobić normalne miasteczko w rodzaju Shady Sands. Albo mieszkańca Schronu, który został wysłany na powierzchnię z jakąś misją zwiadowczą (bo mieszkańcy planowali opuścić schronienie i zaczć żyć na powierzchni) i po powrocie był świadkiem sceny z intra. Na szczęście dalej było już lepiej.

19.10.2010 22:36
odpowiedz
zanonimizowany747924
35
Centurion

Yyy... Co innego miasto zbudowane ze złomu z 1 (słownie: jednym) kasynem, a co innego świecące neonami, z kasynami na każdym kroku, salami treningowymi, porno-studiem, itd. New Reno tętniło życiem i było centrum rozrywki, a cała ta zabawa kręciła się nie wiadomo jak (mafia miała kasę ściągając ją od ludzi, ew. szmuglując coś dla Enklawy, ale skąd ludzie mieli kasę żeby ją trwonić w New Reno?). Gdzie tu postapokaliptyczny klimat? Obecność gangów/mafii rozumiem, ale kilka rodzin upakowanych w jednym miejscu było co najmniej dziwne. W dzisiejszych czasach, gdy kasy do obrobienia jest w bród w jednym mieście nie ma tylu znaczących rodzin mafijnych co w New Reno. To właśnie było takie Las Vegas. I swoją drogą New Vegas kontynuuje ten trend, ale i tak nie będzie źle. Po prostu nie będzie już tego klimatu z jedynki i będę na tę grę patrzył jak na porządnego RPGa.
Junkyard było jedną z ciekawszych lokacji (choć bardzo małą) i wzorem jak powinny wyglądać questy. Klasyczna walka dobra ze złem przedstawiona w przekonujący sposób. Jeśli chodzi o schron z nowoczesną technologią to nie widzę w tym nic dziwnego. W końcu to pozostałość po latach świetności sprzed wybuchu wojny nuklearnej. Katedra natomiast też nie powinna dziwić, religii nie wypleni się o ile każdy człowiek na Ziemi nie zostanie zgładzony. A porónywanie Vault City czy NCR do New Reno jest absolutnie chybione i nie na miejscu. Co innego racjonalne i uporządkowane społeczności w postapokaliptycznym świecie, a co innego centrum rozrywki.

19.10.2010 23:18
odpowiedz
Lothers
137
Senator

Fallout to dla mnie najlepsza gra w historii - nic, nigdy tego nie zmieni. Nie będę się rozpisywał dlaczego, bo kto grał ten wie. Szukajcie mnie na pustkowiach w FOnline 2238 ;) a F1 i F2 są na dysku każdego mojego komputera i zawsze będą, bo co rok przechodzę!

20.10.2010 12:21
odpowiedz
graf_0
117
Nożownik

Też jestem zdania że Fallout to RPG kompletne.

Co prawda więcej bawiłem się z falloutem 2, ale jedynka jest lepszą grą.
Ma lepszą, spójną fabułę. O właśnie - spójność to właściwe słowo. Nie ma przeginki jak w 2, historię można opanowac w głowie i odpowiednio odczuć.
W dwójce zabawa zmieniała się w diablo - czyli zdobądź lepszy sprzęt i zabij więcej potworów aby zdobyć lepszy sprzęt.

Niewiele gier rpg było zrobione równie dobrze jak fallout 1. Z "nowszych" mogę wymienić Vampire - tam też świat i historia ma swoje ograniczone, "książkowe" ramy. A o to chodzi w dobrym rpg.

A tak przy okazji - poleci ktoś gry z podobną, ograniczoną, ale doskonałą fabułą?

20.10.2010 14:27
odpowiedz
Yemet
92
Konsul

Ja polecam jak zawsze gre, ktora uwazam za jedna z najlepszych czyli
Planescape: Torment

20.10.2010 18:35
odpowiedz
Lothers
137
Senator

A ja polecę Anachronox - "zachodnie jRPG" - ale fenomenalna gra pod względem fabuły - jazda bez trzymanki przez Wszechświat i z powrotem ;) Do tego tony humoru.

20.10.2010 22:45
odpowiedz
Dzikouak
26
Generał

New Reno tętniło życiem i było centrum rozrywki, a cała ta zabawa kręciła się nie wiadomo jak (mafia miała kasę ściągając ją od ludzi, ew. szmuglując coś dla Enklawy, ale skąd ludzie mieli kasę żeby ją trwonić w New Reno?)

No jak to skąd? Z pracy, handlu, przestępstw... Łowcy niewolników, bandyci, najemnicy, górnicy, handlujący wieśniacy - w końcu za niektóre zadania bohater (czyli wspomniany najemnik) otrzymuje pieniądze. Do Las Vegas jeździ mnóstwo prostych, niebogatych ludzi, z nadzieją wygrania albo chociażby zabawienia się w "magicznym świecie". Nawiasem mówiąc, istnienie takiego miasta jak New Reno moim zdaniem świetnie pasuje do świata postapokaliptycznego, gdyż w świecie, w którym ciężko o czystą wodę, czy mięso, ktore nie świeci w nocy, czego jak czego, ale rozrywki zawsze brakuje. I dlatego ktoś, kto będzie umiał zapewnić ją ludzi nie mających styczności z żadnym przejawem kultury, może nieźle zarobić.

A istnienie czterech rodzin jest wyjaśnione w samej grze. To byli bodajże założyciele New Reno (dlatego byli odpowiedzialnio za różne rzeczy - gorzałę, kasyna, dragi, ochronę etc.), przy czym żadna z rodzin nie miała wyraźnej przewagi, więc otwarta walka zakończyłaby się zrujnowaniem dobrego interesu. Jeśli gracz pomoże którejś z rodzin, znacząco wzmacniając ich siłę, w zakończeniu dowiaduje się, że rodzina ta załatwiłą konkurencję i zaczęła niepodzielnie rządzić New Reno.

@graf_0 A tak przy okazji - poleci ktoś gry z podobną, ograniczoną, ale doskonałą fabułą?

Do tych kryteriów dobrze pasuje "Deus Ex" i "Wiedźmin".

21.10.2010 07:26
odpowiedz
zanonimizowany747924
35
Centurion

@Dzikouak
Przestępcy/łowcy niewolników raczej sami zorganizowaliby kasyno niż trwonili kasę, a jedynymi przestępcami, którzy graliby w New Reno byliby pracownicy rodzin mafijnych, którzy dostaliby żetony za darmo (czyli kręciłoby się to na zasadzie perpetum mobile). Korzystanie z usług prostytutek też raczej nie wchodziłoby w grę, bo po co płacić za coś co można mieć za darmo (w ten czy inny sposób)? Na pewno nie liczyliby na szybkie wzbogacenie, jeśli już to staraliby się orżnąć tamtejszych klientów.
Najemnicy raczej rzadko by tam witali, bo poza pracą dla rodzin mafijnych (a tym samym zostawaniem przestępcami i dostawaniem kasy od nich - patrz wyżej) nie mieliby tam roboty, a trwonienie kasy nie byłoby w ich interesie. Zresztą jeśli ktoś był najemnikiem musiał mieć niezłe umiejętności więc tym bardziej nie widziałbym powodu, żeby liczyć na szczęscie. No i takich najemników nie było wcale tak wielu o czym świadczy to, że 4 rodzinki musiały czekać tyle lat aż i do naszego przyjścia żeby uzyskać przewagę, lol.
Zostaliby więc jedynie handlujący robotnicy, ale i to w większości przypadków odpadałoby. Zbyt ciężko harowali żeby wszystko roztrwonić w jedną noc. Takich desperatów czy naiwniaków wiele by nie było, choćby dlatego, że nie mieliby opcji bezpiecznego i szybkiego transportu (a jakby wygrali kasę to w ogóle). Widzisz dzisiaj jakichś wieśniaków jeżdżących do Vegas? Raczej nie sądzę. Jasne, zdarzy się, ale teraz jest 200 mln Amerykanów, więc jest z czego wybierać, a w F2 ile? 20 mln?

Podsumowując - New Reno nie dodawał postapokalpitycznemu klimatowi, ale wręcz przeciwnie. Oczywiście mogło coś takiego istnieć, ale cyrk na kółkach to nie jest coś co spodziewałbym się zobaczyć w świecie "krótko" po globalnej wojnie nuklearnej.

21.10.2010 16:55
odpowiedz
Dzikouak
26
Generał

Wolfwood
Przestępcy/łowcy niewolników raczej sami zorganizowaliby kasyno niż trwonili kasę

Z jakichś powodów jedni przestępcy zostają bossami, a inni do końca (zazwyczaj krótkiego) życia zostają tępymi cynglami i bandziorami. Jedni są w stanie zorganizować gang, inni zadowalają się dzialalnością "detaliczną". Bo jakoś tak się składa, że prości złodzieje, często mają problemy z podziałem lupów bez mordobicia nie mówiąc o np.: zorganizowaniu szulerni czy przemytu.

a jedynymi przestępcami, którzy graliby w New Reno byliby pracownicy rodzin mafijnych, którzy dostaliby żetony za darmo (czyli kręciłoby się to na zasadzie perpetum mobile).

Czemu? Zwykli bandyci, złodziele, wyrzutkowie, którzy mieli szczęście jeśli udało im się uprowadzić brahmina czy napaść na farmera i ujść tego bez kuli w głowie zapewne nie są żadnym wyjątkiem w tym świecie.

Korzystanie z usług prostytutek też raczej nie wchodziłoby w grę, bo po co płacić za coś co można mieć za darmo (w ten czy inny sposób)?

Powiedz to właścicielom domów publicznych. Niech się pośmieją.
Bandyci - zgoda, ale górnicy czy farmerzy z małych miasteczek, w których prostytucja nie ma racji bytu, jako każdy zna każdego mogą potrzebować takiej "rozrywki w wielkim mieście". Tak to działało zresztą działało kiedyś i działa teraz.

No i takich najemników nie było wcale tak wielu o czym świadczy to, że 4 rodzinki musiały czekać tyle lat aż i do naszego przyjścia żeby uzyskać przewagę, lol.

Rozgraniczenie świata i rozgrywki się kłania. W "Falloutach" ludzie zwracają się do postaci jak do zwykłego kmiota, nawet jeżeli wygląda jak robot-zabójca z ich najgorszych koszmarów a jego sama reputacja powinna wystarczyć do tego, aby całe miasteczka (lub gangi) uciekały przed nim z wrzaskiem. Poza tym, gdyby ludzie rozwiązywali problemy wszystkimi dostępnymi środkami, to gracz nie miałby nic do roboty. W cRPG chodzi o zabawę, a nie symulowanie świata.

Zostaliby więc jedynie handlujący robotnicy, ale i to w większości przypadków odpadałoby. Zbyt ciężko harowali żeby wszystko roztrwonić w jedną noc.

Sorry, Winnetou, ale mniej więcej tak to działało na tzw. Dzikim Zachodzie (do którego twórcy gry nawiązywali nader chętnie) i podobnie wyglądało na wsiach z przywilejem propinacyjnym tudzież w ogóle w biednych rejonach. Poczytaj Zolę czy choćby Reymonta, nie mowiąc o opracowaniach historycznych życie biedoty (np.: śp. prof. Geremka [tak, tego samego]).

Podsumowując - New Reno nie dodawał postapokalpitycznemu klimatowi, ale wręcz przeciwnie. Oczywiście mogło coś takiego istnieć, ale cyrk na kółkach to nie jest coś co spodziewałbym się zobaczyć w świecie "krótko" po globalnej wojnie nuklearnej.

Bardzó słusznie. Dlatego jeżeli zaprojektujesz własną grę, to nie będzie w niej postapokaliptycznych kasyn. Autorzy nie brali zaś pod uwagę ani Twoich, ani moich preferencji i postanowili zrobić coś, co ich zdaniem pasowało do świata. W moje gusta trafili, w Twoje - nie. Trudno, takie jest życie. Jeżeli twierdzisz, że wiesz lepiej, niż autorzy, jak powinna wyglądać wykonana przez nich gra, to jednocześnie przypisujesz sobie wyższość nad pozostałymi graczami, a to, że pozwolę sobie zacytować pewien polski film fantastyczny, "byłoby trochę, k...a, nieskromne".

cyrk na kółkach to nie jest coś co spodziewałbym się zobaczyć w świecie "krótko" po globalnej wojnie nuklearnej.

Wiesz, 170 lat to nie jest krótko, nawet w cudzysłowie.

21.10.2010 18:51
odpowiedz
zanonimizowany747924
35
Centurion

@Dzikouak
Nie lubię takiego przeplatania słów. Jak na tak elokwentną osobę słabo idzie Ci odnoszenie się do moich konkretnych argumentów bez ucinania mojego każdego zdania.
Do Twoich pierwszych zdań nie będę się odnosił, po prostu mamy różne zdania i raczej sięnie zgodzimy w tych kwestiach. W skrócie ja uważam, że takie miasto nie miałoby szans istnieć w takiej postaci w jakiej ukazano to w grze, Ty wręcz przeciwnie. Nie przekonuje mnie jednak argument, że przestępcy każdego grosiaka trwoniliby na ruletkę, bo mogliby "napaść na farmera" czy ukraść brahmina. Piszesz tak jakby w świecie Fallouta można było się potknąć o takie okazje i frajerów. Ja miałem wrazenie, że to bezwględny świat, w którym każdy liczy tylko na siebie, a orżnać może nawet dziecko czy staruszek. To samo tyczy się farmerów. Twierdzenie, żę cieżko zarobioną kasę przepijaliby/przegrywali w karty/imprezując jest dla mnie nie do pojecia.
Jeśli chodzi zaś o dawne czasy to również zastosowałeś nieprzekonujące argumenty. Po pierwsze nie było standardem, by każdy kowboj/chłop grał w karty i prowadził rozwiązły tryb życia. Opisywanie takich ludzi było po prostu atrakcyjniejsze dla czytelnika niż praworządnych obywateli (seks i przemoc nie od dziś się najlepiej sprzedają, co jest sporym niedomówieniem swoją drogą). Jasne, okazjonalnie pewnie jakieś 80% kowbojów skorzystało z tych czy innych usług saloonu, ale mój argument mówi, że w czasach Fallouta takie okazjonalne wypady przy tak małej populacji nie wystarczyłyby na uczynienie New Reno tętniące życiem centrum rozrywki.
Po drugie opisywani przez Zolę czy Reymonta bohaterowie żyli w zupełnie innych realiach i czasach. Czasach sprzed wojen światowych i piekła na Ziemi. Przyrównując je do wojny nuklearnej, która zniszczyła niemal całą ludzkość można powiedzieć, że były to czasy beztroski. Tak więc o ile tam ludzie mogli pozwolić sobie na chwile luzu, w postapokaliptycznym świecie nie bardzo. W tamtych czasach łatwo można było się dorobić może nie bogactwa, ale niemałego majątku nie majac nic poza checią do pracy. Nie było wówczas takiego nadzoru czy praw jak teraz (w przypadku chłopów było to bardziej skomplikowane i ich życie było cięższe, ale skupiam się teraz raczej na Amerykanach) i ziemię się po prostu zabierało na własność.

Proponuje jednak nie zagłębiać się w ten temat. Niedługo dojdziemy do Hitlera (prawo Godwina).
Co do zasugerowania bym sam zaprojektował grę - idąc Twoim tokiem rozumowania czytanie jakichkolwiek recenzji mija się z celem o ile recenzent nie ocenia swojego dzieła. To chyba oczywiste, że wyrażałem swoją opinię, choć patrząc na definicję postapokaliptycznego świata to nie była tylko opinia (problem w tym, że definicje tego rodzaju nie są ścisłe, stąd te kontrowersje). W każdym razie zgodzę się częściowo z tym co napisałeś - w moje gusta z New Reno nie trafili.
Co do 170 lat, zdaję sobie sprawę ile czasu minęło. Problem w tym, że cywilizacja nie poszła dużo dalej w tym czasie. Nawet takie NCR czy Vault City były dość prymitywnymi miastami, a były to czołowe osady. Tylko po Enklawie widać było, że przez te dwa wieki nie próżnowano. Problem w tym, że większość spotykanych przez nas osiedli ludzkich były na poziomie Arroyo, stąd takie New Reno mnie dziwiło jednak.

21.10.2010 19:58
odpowiedz
Dzikouak
26
Generał

Wolfwood Jak na tak elokwentną osobę słabo idzie Ci odnoszenie się do moich konkretnych argumentów bez ucinania mojego każdego zdania.

Odnoszę się do całych wypowiedzi, ucinam dla zmniejszenia objętości posta. W każdym zdaniu przytaczasz przecież poszczególne argumenty, które nie łączą się w żadną nadrzędną strukturę, do której mógłbym się odnieść, więc nie ma mowy o wyrywaniu zdań z kontekstu.

Nie przekonuje mnie jednak argument, że przestępcy każdego grosiaka trwoniliby na ruletkę, bo mogliby "napaść na farmera" czy ukraść brahmina. Piszesz tak jakby w świecie Fallouta można było się potknąć o takie okazje i frajerów. Ja miałem wrazenie, że to bezwględny świat, w którym każdy liczy tylko na siebie, a orżnać może nawet dziecko czy staruszek. To samo tyczy się farmerów. Twierdzenie, żę cieżko zarobioną kasę przepijaliby/przegrywali w karty/imprezując jest dla mnie nie do pojecia.

Ależ ja niczego takiego nie pisałem. Ba, jestem święcie przekonany, że przestępcy poszliby do New Reno wydać część nielegalnie zarobionych pieniędzy na panienki, wódę i dragi (nie muszą inwestować, więc nadmiar forsy im niepotrzebny, a zabawić się nigdy nie zawadzi, skoro następnego dnia można już nie żyć). Nie zapominaj, że niektórzy bandyci mogą chcieć też ukryć się w mieście, w którym nikt nie zadaje pytań i gdzie oficjalne władze nie będa ich ścigać.

Piszesz tak jakby w świecie Fallouta można było się potknąć o takie okazje i frajerów. Ja miałem wrazenie, że to bezwględny świat, w którym każdy liczy tylko na siebie, a orżnać może nawet dziecko czy staruszek. To samo tyczy się farmerów. Twierdzenie, żę cieżko zarobioną kasę przepijaliby/przegrywali w karty/imprezując jest dla mnie nie do pojecia.

Ja po prostu ekstrapoluję historię Dzikiego Zachodu. Nie mówię, że tacy ludzie "przepuszczaliby każdego grosika". Mówię o sytuacji, w którym jakikolwiek brak rozrywki sprawiał, że wycieczka raz na pół roku (albo i raz na rok) do New Reno mogła być uważana za coś wyjątkowego, na co warto wydać trochę pieniędzy. Nie wszystko, ale przynajmniej część. Zwróć uwagę, że w świecie apokaliptycznym społeczności są mniej lub bardziej samowystarczalne, więc pieniędzy nie ma na co wydawać. Taki farmer kupił raz najakiś czas trochę amunicji i lekarstw, a żywność, wodę i ubrania robił sam.

Przy okazji dodam, że być może różnimy się też w ocenie populacji. Dla mnie przedstawione osady i miasteczka wydają się sporawe (od 200 do 1000 mieszkańców), a to już daje mieszkańcom spory potencjał.

Nie miałem też wrażenia, że jest to "świat, w którym każdy może liczyć tylko na siebie", bo przeczy temu istnienie dobrze rozwiniętych społeczności. A tak już bywa, że w sytuacjach silnego niedoboru, społeczności się konsolidują. Dlatego złodziej czy oszust nie był traktowany jako "zagrożenie dla frajera" ale jako zagrożeniem dla całego miasteczka, które miało szanse przetrwać wyłącznie dzięki współpracy. Stąd bardzo surowe kary w "prawie pogranicza" nawet za przestępstwa, które w miastach były traktowane jako lekkie wykroczenia (szefyf Starkweather mówi zresztą coś podobnego). Stąd (ponownie Dziki Zachód się kłania), ludzie tworzący pokojowe społeczności będą z gruntu uczciwi, ale będą tego bezwzględnie wymagali od innych i za próbę kradzieży brahmina bez wahania wpakują złodziejowi kulę w łeb.

Mamy po prostu nieco inne wyobrażenia na temat funkcjonowania społęczeństw postapokaliptycznych, ale to już najwyraźniej kwstia gustów, więc faktycznie nie ma sensu chyba tego dłużej ciągnąć (zresztą, patrz niżej).

Proponuje jednak nie zagłębiać się w ten temat. Niedługo dojdziemy do Hitlera (prawo Godwina).
Co do zasugerowania bym sam zaprojektował grę - idąc Twoim tokiem rozumowania czytanie jakichkolwiek recenzji mija się z celem o ile recenzent nie ocenia swojego dzieła. To chyba oczywiste, że wyrażałem swoją opinię, choć patrząc na definicję postapokaliptycznego świata to nie była tylko opinia (problem w tym, że definicje tego rodzaju nie są ścisłe, stąd te kontrowersje). W każdym razie zgodzę się częściowo z tym co napisałeś - w moje gusta z New Reno nie trafili.

Ależ skąd. Czytanie recenzji ma sens. Czytanie opinii - nie ma. Dobra recenzja to taka, w której recenzent przedstawia obiektywne fakty i zostawia czytelnikowi decyzję. Przykładowo: pisze, że w F2 jest dużo odniesień do popkultury i jest New Reno i zostawia graczowi decyzję co do tego, czy jest to rozwiązanie dobre, czy nie. A jeśli twierdzi, że "popsuto klimat gry", to jest zobowiązany wyjaśnić dlaczego tak uważa, bo jakiś czytelnik może nie zgadzać się z jego definicją "psucia klimatu".

A co do myśli przewodniej zacytowanego fragmentu, to zgadzam się w zupełności. Wymieniamy się uwagami na temat możliwości istnienia okreslonych struktur w świecie postapokaliptycznym i to jest fajne (przynajmniej dla mnie), ale dyskusja o tym, czy to dobrze, czy źle nie ma sensu, bo jak obaj już pisaliśmy, jest to kwestia gustów, a o tych nie da się dyskutować.

01.11.2010 20:52
👍
odpowiedz
SSman92
26
Generał

świetny artykuł już czytam następne

01.11.2010 21:26
odpowiedz
Nolifer
115
The Highest

Kocham Fallouta , dla mnie to najlepsza gra RPG. Czytając ten materiał musiałem się oderwać od New Vegas :/

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze