Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Publicystyka

Publicystyka 8 stycznia 2020, 14:58

autor: Jakub Mirowski

Miłośnik gier dla jednego gracza – niby przez lepszy klimat, ale tak naprawdę jest słaby w multi.

11 niezłych gier, których fabuła to bełkot

Dobre gry muszą mieć dobrą fabułę. Prawda? Nieprawda. Branża wielokrotnie pokazała nam, że aby zapisać się w annałach interaktywnej rozrywki potrzebujesz dobrych deweloperów – a scenariusz możesz napisać na kolanie.

Fabuła w grze jest jak fabuła w filmie porno – oczekuje się, żeby była, ale nie jest ważna.

W książce „Masters of Doom” możecie znaleźć powyższy cytat Johna Carmacka, jednego ze współzałożycieli legendarnego id Software. Historia medium pokazała jednak legendarnemu twórcy środkowy palec, przynosząc setki produkcji, w których scenariusz był jednym z najważniejszych elementów. Zarówno w wielkich, wysokobudżetowych hitach, takich jak Wiedźmin 3: Dziki Gon czy Red Dead Redemption 2, jak i w małych produkcjach, pokroju Firewatcha czy Her Story, umiejętność ciekawego poprowadzenia opowieści stała się fundamentem dla tytułów chcących zapisać się na stałe w dziejach interaktywnej rozrywki.

Jak jednak pokazuje niedawny przypadek Death Stranding, wcale nie trzeba scenarzysty pokroju Aarona Sorkina, by odnieść ogromny sukces. I to właśnie przy okazji nowego dzieła Hideo Kojimy – któremu, nie oszukujmy się, w kwestii prowadzenia fabuły sporo brakuje do światowego topu – postanowiliśmy rzucić okiem na świetne gry, w których historia nie zachwycała. Albo – jeśli nie przepadacie za eufemizmami – powiemy wprost: oto jedenaście produkcji, których scenariusz to absolutny bełkot. Nie mówimy więc o tytułach pokroju Dooma, bo tam fabuła odgrywa rolę czwartoplanową, ale o tych, w których ktoś naprawdę próbował napisać ciekawą opowieść i dał przy tej okazji spektakularną plamę. Oto ostateczna lista dowodów na to, że Carmack nie mylił się w stu procentach... chociaż z drugiej strony, nawet w pornografii trudno znaleźć podobnie głupie pomysły.

Tylko ani słowa Kojimie. Jego ego mogłoby tego nie wytrzymać. - 11 dobrych gier, których fabuła to bełkot - dokument - 2020-01-08
Tylko ani słowa Kojimie. Jego ego mogłoby tego nie wytrzymać.

SPOILERY

Oczywiście, jeśli chcecie sami odkrywać „ukryty geniusz” tych historii, musicie wiedzieć, że tekst zawiera spoilery, więc nie mówcie, że nie ostrzegaliśmy.

Metal Gear Solid – szpiegowsko-sensacyjny bigos

Oddajmy Japończykowi sprawiedliwość: przynajmniej dał perfekcyjnie logiczne wytłumaczenie, dlaczego najatrakcyjniejsza kobieta w Metal Gear Solid V MUSI chodzić w bikini. Widać, gdzie są priorytety. - 11 dobrych gier, których fabuła to bełkot - dokument - 2020-01-08
Oddajmy Japończykowi sprawiedliwość: przynajmniej dał perfekcyjnie logiczne wytłumaczenie, dlaczego najatrakcyjniejsza kobieta w Metal Gear Solid V MUSI chodzić w bikini. Widać, gdzie są priorytety.

Na dobry początek przyznajmy Hideo Kojimie, że to niełatwe zadanie – wymyślić sensowną szpiegowską intrygę, obejmującą kilka dekad i dziesiątki bohaterów. Japończyk najwidoczniej szybko się połapał, że czeka go zadanie praktycznie niemożliwe – i zamiast próbować uczynić z Metal Gear Solid opowieść choćby częściowo zrozumiałą, postawił na zagmatwanie jej do takiego stopnia, że niewielu potrafi rozróżnić, czy mamy do czynienia z kimś, kto nie wie, co robi, czy z geniuszem. Ja jednak stawiałbym na to pierwsze.

Kojima upchnął w tej grze wszystkie typowe dla jego dzieł dziwactwa – supernowoczesne technologie, elementy nadprzyrodzone, złoczyńców żywcem przerysowanych z komiksów, każdy zwrot akcji, na jaki potrafił wpaść, a wszystko to opatrzył mocno pompatycznymi dialogami. Jak na dłoni widać, że projektant nie sądził, iż cykl ten rozrośnie się do takich rozmiarów – i nigdy nie myślał o nim jako o ograniczonej logicznie łączącymi się wątkami całości. Bohaterowie ciągle giną i wracają albo są odwoływani z emerytury, żeby ratować świat. Nie brakuje tu klasycznych zaskoczeń („Ach, czyli on jest moim ojcem?”) i ciągłych prób stworzenia superbroni w postaci bojowego robota.

Oczywiście, są też fajne momenty – gracze ciepło wspominają chociażby wątek The Boss ze Snake Eater, ale to raczej dlatego, że do tego galimatiasu politycznych intryg zaplątała się niespodziewanie zrozumiała opowieść o bezgranicznym poświęceniu dla własnego narodu. W sumie może to i lepiej, że Japończyk nigdy nie przejmował się sensownym poprowadzeniem całej historii? Ostatecznie to właśnie morze tego bełkotu dało mu nieoczekiwane możliwości, by eksperymentować z nowatorskimi mechanikami i dziwacznymi rozwiązaniami, które uczyniły tę serię legendą. I zapamiętamy właśnie je, a nie półgodzinne przerywniki filmowe, próbujące wmówić nam, że to wszystko trzyma się kupy.

TWOIM ZDANIEM

Jak ważna jest dla Ciebie fabuła w grach wideo?

Jest ważna, ale nie najważniejsza
52%
Jest najważniejsza
43,4%
Jest mi obojętna
3,2%
Nie lubię fabuł w grach
1,4%
Zobacz inne ankiety
Death Stranding

Death Stranding

Far Cry 5

Far Cry 5

Assassin's Creed IV: Black Flag

Assassin's Creed IV: Black Flag

Heavy Rain

Heavy Rain

Diablo III

Diablo III

Metal Gear Solid V: The Phantom Pain

Metal Gear Solid V: The Phantom Pain

Uncharted: Fortuna Drake'a Remastered

Uncharted: Fortuna Drake'a Remastered

Kingdom Hearts III

Kingdom Hearts III

10 dziwnych zagadek w grach, w których twórcy zagrali nam na nosie
10 dziwnych zagadek w grach, w których twórcy zagrali nam na nosie

Interaktywna rozrywka zna wiele tytułów, które wprowadzały do gameplayu rozwiązania wykraczające poza cyfrową rzeczywistość, wymagając od gracza podejmowania czynności w „realu” albo wykorzystywania własnej wiedzy do wykonania zadania wewnątrz gry.

Świetna fabuła… jak na grę – dlaczego tyle wybaczamy scenariuszom gier?
Świetna fabuła… jak na grę – dlaczego tyle wybaczamy scenariuszom gier?

Wiele z najlepszych historii opowiadanych przez gry jako filmy czy seriale potraktowane zostałyby jak produkcje klasy B. My jednak traktujemy kalki Indiany Jonesa czy sztampowych książek fantasy jak największe fabularne objawienia naszych czasów.

Wizjoner, legenda, mistrz opowieści? Nie, David Cage jest przereklamowany
Wizjoner, legenda, mistrz opowieści? Nie, David Cage jest przereklamowany

David Cage, twórca Fahrenheita i Heavy Rain, od lat cieszy się uznaniem graczy, którzy wymieniają go jednym tchem obok branżowych wizjonerów, takich jak Hideo Kojima. Szkoda tylko, że od prawie dwóch dekad nie stworzył on gry, której fabuła miałaby sens.