Najbardziej dochodową serią sci-fi w historii kina są – w zależności, jak liczyć ich sajfajowość – albo Gwiezdne wojny, albo MCU. Za nimi, a dalej przed Avatarami, są jeszcze X-Men, Jurassic Park, DCEU, a nawet Szybcy i wściekli (nikt nie powie mi, że ta seria nie kwalifikuje się obecnie jako sci-fi, bo ta granica pękła najpóźniej w momencie wysłania załogowego pontiaca firebirda w kosmos).
30 godzin to jest moim zdaniem całkiem niezły czas gry, chociaż po RPG chciałoby się więcej. Nie liczę tutaj tych 35 godzin życia, które zmarnowałem na obserwowanie tur przeciwnika, w tym ośmiogodzinnego maratonu poświęconego na dotarcie na szczyt wieży z ostatnim bossem i użeranie się z jego obstawą (z którą się ostatecznie i tak nie użarłem, więc kazałem się wysadzić takiemu jednemu, żeby zachować resztki zdrowego rozsądku).
Technicznie rzecz biorąc, Yasuke był samurajem. Akcja gry i jego obecność w Japonii przypada na okres Azuchi-Momoyama, kiedy system feudalny i relacji pomiędzy panami a sługami był w opłakanym stanie. Wtedy „samuraj” był synonimem wojownika i nazywano tak nie tylko szermierzy, ale też kuszników, pikinierów i całą resztę. System feudalny wrócił w epoce Edo.
Inna kwestia jest historiograficzna – historycy tylko część wojowników z tamtego okresu nazywają samurajami; tych, którzy byli blisko elity i mieli wpływy, tak jak w innych okresach. Czy Yasuke do tego pasuje? Nie wiem, ale mam wrażenie, że gdyby pasował, to zostałby zapamiętamy w Japonii lepiej, a nie jako nic nieznacząca ciekawostka na obrzeżach japońskiej historii.
W każdym razie, jeżeli słowa „samuraj” w grze będą używać nie tylko w odniesieniu do Yasukego, ale też dowolnego zbira z bronią, to nie będzie to przekłamaniem.
Zazdraszczam optymizmu, bo mnie odrzuciły stylistyka zwiastuna i on sam, a ten materiał z rozgrywki wzbudził we mnie jeszcze większe „meh”. Zagrać zagram, pewnie nawet na premierę, bo to jedno z moich ulubionych uniwersów, ale po tym, co dotychczas zaprezentowało BioWare, na wiele się nie nastawiam.
O tempora, o mores! Tak jak nigdy nie gram postaciami kobiecymi, kiedy jest wybór, i każdą kolejną część kupowałem na premierę, tak Shadows będzie wyjątkową częścią, którą ogram, kiedy dodadzą ją do jakiejś subskrypcji i w której wybiorę laskę, bo tylko ona będzie pasowała do settingu i miała sens fabularny.
Gwiezdne wojny na Disney+ mają do wyboru wersję z napisami, więc do oglądania z dubbingiem też nikt nikogo nie zmusza, a szeptanka co chwilę leci w jakiejś telewizji. Ale tutaj muszę się częściowo zgodzić: dubbing do trylogii prequeli jest fatalny (jak większość dubbingów z lat 90. i sporo z 1. dekady XXI wieku), do oryginalnej trylogii mierny (ze względu na ograniczony budżet, bo realizowano go do wydania BR), a dopiero do trylogii sequeli się udał (powstawał już od razu z myślą o kinach, więc Disney nie oszczędzał na budżecie).
Jeżeli w podlinkowanym zwiastunie są głosy generowane przez SI, to malkontenci narzekają dla samego malkontenctwa. Bo brzmią tysiąc razy lepiej, niż prawdziwe człowieki, które podkładały głosy chociażby w Dziedzictwie Hogwartu – ten koszmarny dubbing do dzisiaj mnie prześladuje po nocach.
Ja się i tak dziwię, że on dostaje jakieś poważniejsze role, bo ilekroć go widzę, to mam przed oczyma ułomka biegającego z ciastkiem w dupie przy akompaniamencie „O Fortuna”, i tak zostanie już na zawsze.
Nie nazwałbym tych napisów dobrymi. Ot, chociażby tłumacz bezwiednie kalkuje angielskie tłumaczenie, tytułując japońskich szlachciców „lordami” i „lady”, zamiast sekundę się zastanowić i zastąpić te tytuły polskimi „pan” i „pani”.
Nie, w Mirage’u wcale nie brakuje wciskanych na siłę nudnych i niepomijalnych sekwencji we współczesności, którymi przerywają właściwą grę zawsze wtedy, kiedy akcja akurat się zagęszcza. Bardzo dobrze, że w następnych częściach mają całkowicie porzucić wątek współczesny z gier, a przenieść go dla chętnych do mety. W ostateczności wątek współczesny powinien być możliwy do całkowitego wyłączenia w opcjach, wtedy i wilk byłby syty, i owca cała. Bo żeby ten wątek współczesny ogarnąć w całości, niezbędne jest kupno książek, komiksów i śledzenia całej masy innych pierdolomentów nieobecnych w grach.
Mówiąc szczerze, ja tam się nawet cieszę, że nie była dłuższa, bo końcówka zaczęła męczyć posraną liczbą symbiontów i superoryginalnymi zadaniami, w których trzeba w nie naparzać przez bite dwie i pół minuty. Tak się tym wynudziłem, że przełączyłem się na najniższy poziom trudności, żeby to jakoś szybciej i znośniej szło.
Końcówka zaczęła męczyć posraną liczbą symbiontów i superoryginalnymi zadaniami, w których trzeba w nie naparzać przez bite dwie i pół minuty. Tak się tym wynudziłem, że przełączyłem się na najniższy poziom trudności, żeby to jakoś szybciej i znośniej szło. Dobrze, że aktywności pobocznych mniej, niż w „jedynce”.
Nie zapowiedzieli najważniejszego: czy sterowanie i kamera też zostaną poprawione. Próbowałem dwa lata temu wrócić do pierwszych części, ale ćwierć wieku (aż się człowiek czuje jeszcze starszy) jednak swoje robi i sterowanie mnie wymęczyło, poddałem się w połowie pierwszej.
Naciągnięte 8, za klimat, Hogwart i oprawę artystyczną, które wynagradzają liczne babole gameplayowe (np. powiększanie ekwipunku za wykonywanie powtarzalnych, nudnych czynności), fabularne i logiczne. Może nawet by było mocno naciągane 9, gdyby nie ultratragiczny angielski dubbing, którego nie da się w żaden sposób wybronić.
Prognozuję jeszcze większy spadek czytelnictwa w Polsce, jak ludzie dostaną od razu odpowiedź „nie” albo „tak”, zamiast przebijać się przez ścianę teks... gwałtu na SEO, żeby się dowiedzieć, czy niedziela handlowa, czy niehandlowa.
Akurat bezsens niektórych sytuacji to mały pikuś w porównaniu z beznadziejnym dubbingiem. Jakość dubbingu poszła mocno do przodu, mamy mocap i performance capture, a w tej grze cofamy się o piętnaście lat – kwestie czytane z kartki, bez emocji. Ale to i tak dalej pikuś w porównaniu z cholernie wolno ładującym się menu, do którego wchodzi się często i gęsto, mocno nieczytelną mapą pełną szarych ikonek (żeby chociaż zastosowali różne kolory, coby przynajmniej zadania poboczne się wyróżniały), idiotycznymi minigierkami przy otwieraniu zamków (chyba przespałem ten fragment książek, w którym mówiono, że po rzuceniu Alohomory najpierw trzeba zamek samemu otworzyć) czy ograniczonym ekwipunkiem. Hermiona potrafiła zmieścić do torebki pół Hogwartu, pan Weasley powiększał wnętrze forda anglii i namiotu, a tutaj do powiększenia ekwipunku o raptem kilka miejsc trzeba powtarzać w kółko łamigłówki, które nudzą się po zrobieniu góra pięciu. Gra jest fajna, wciąga, ale ma niestety trochę przestarzałych baboli. Ogólnie to czuję się, jakbym grał w Fable II – nie tylko jakość dubbingu, ale też podobna muzyka, oprawa artystyczna (np. karykaturalne postacie i domki) czy niektóre mechaniki, nawet czcionka do napisów. Nie ma to tamto, po Dziedzictwie Hogwartu wrócę se do Fable II.
Mam dziwne podejrzenie, że jeden z showrunnerów, scenarzystów i reżyserów – ten Druckmann – zna i lubi materiał źródłowy.
W leadzie brak kryteriów, według których wybierano gry, więc z tych niewymienionych, a które powinny się w tym zestawieniu znaleźć – Zeus: Pan Olimpu. Poza tym, jak wspomniano wyżej, Dorfromantik – chociaż jest grą dobrą i bardzo wciągającą – nie jest city builderem.
Dzięki za tekst, aż mnie po nim naszło, żeby sobie przejść tę zacną produkcję ponownie. Pecetowcom życzę szybkiej premiery na Steamie, bo warto.
Limit udźwigu, brak szybkiej podróży z dowolnego miejsca, poziomy elementów wyposażenia i handlarze dysponujący ograniczoną ilością gotówki – zwłaszcza w takim Cyberpunku 2077, gdzie automaty sprzedające mają ograniczoną gotówkę, chociaż robią przelewy.
Przy nowym Saints Row przesłuchałem playlistę ze wszystkich radiostacji i niewiele poza Slayerem wpadło mi w ucho. Sprawdzają się Meshuggah i Kataklysm, część utworów ze stacji latynoskiej i rockowej da się posłuchać, ale to tyle. Nawet radiostacja z muzyką klasyczną jest biedna i brakuje w niej naprawdę dużych i głośnych kompozycji. Ten aspekt mnie bardzo mocno zawiódł, bo ta seria może nie miała soundtracków na miarę GTA, ale zawsze stały na bardzo solidnym poziomie, a tutaj? Mało, nieróżnorodnie, brak naprawdę znanych piosenek i wykonawców. Nie ma nic dla starych ludzi (poza Slayerem chyba tylko Busta Rhymes i DMX), prawie wszystko jakieś zupełne no-name’y, które chyba tylko młodsi gracze kojarzą. Że już nie wspomnę o tym, że brakuje takich cudownie przesadzonych scen, jak w poprzednich częściach, w których piosenki podkreślały „dramatyzm” – to, jak wykorzystali „Holding Out for a Hero”, „I Don’t Wanna Miss a Thing” czy „What is Love?” do dzisiaj mnie rozkłada na łopatki.
Gra na wskroś przeciętna, to chyba najlepsze określenie. Fabuła jest szyta grubymi nićmi i pełna absurdów, bo to w końcu Saints Row i nikt chyba nie spodziewał się – a w każdym razie nie powinien się spodziewać – że będzie wybitna i logiczna. Pomiędzy postaciami jest chemia, chociaż osobno one do mnie średnio trafiają – jestem już chyba za stary, żeby kręciło mnie pokolenie TikToka i innych mediów społecznościowych.
Ogólnie gra się w to dobrze, kiedy robimy misje fabularne, chociaż nie obyło się bez problemów. W pewnym momencie zaczynałem mieć dosyć, kiedy każde kolejne zadanie wiązało się ze strzelaniem do coraz większej liczby przeciwników, a inne cele niż zabicie wszystkich pojawiają się rzadko. Nie świadczy to dobrze o strzelance, kiedy graczowi się to już po prostu przejada. Na późniejszych etapach prowadziło nawet do lekkiej irytacji, kiedy miniboss w ortalionie i kasku nie padał po pięciu strzałach z granatnika!
Najbardziej w dół ciągnie tę grę cholernie archaiczna struktura, która męczyła już w The Third – milion powtarzalnych czynności. O ile dobrze pamiętam, w 3. części ich wykonanie nie było konieczne (w „czwórce” chyba było, ale tej części już dobrze nie pamiętam, bo umierałem przy niej z nudów), ale tutaj już bywa konieczne – jeżeli nie wykona się kilka czy kilkanaście razy tego samego w ramach przedsięwzięcia, blokuje to postęp fabularny. Podobnie jak gotówka – to jedna z tych gier, które wymuszają zostawienie włączonej konsoli, żeby trzepać kasę i móc grać dalej. Alternatywą jest wykonanie kilkadziesiąt razy kolejnych powtarzalnych czynności, żeby kasę zwiększyć. Dodatkowo mapa jest tragiczna, wszystkie biznesy to fioletowo-czarna ikonka z białym bohomazem, wykonane zadania z mapy nie znikają i nie ma filtra pozwalającego ją wyłączyć, więc w pewnym momencie znalezienie kolejnych znaczników biznesów, które chce się wykonać, żeby popchnąć fabułę do przodu, to udręka, bo trzeba sprawdzać wszystkie cholerne fioletowe znaczki, chcąc ustalić, co się pod nimi znajduje.
Na minus również fizyka, czy raczej jej brak. Samochody ślizgają się jak kostka mydła po podłodze, a jeżeli ciągnie się za nimi np. kilkudziesięciotonowy, kompletnie bezwładny sejf, latający na boki i odbijający się jak gumowa piłeczka, tworzy to chaos – z kategorii nieatrakcyjnych i denerwujących.
Ogólnie: da się w to grać, momentami jest naprawdę przyjemnie, ale przez większość czasu towarzyszyło mi uczucie znudzenia i irytacji ze względu na to, że bezustannie trzeba robić dokładnie to samo, urozmaiceń jest niewiele, a nawet jeśli już jakieś są, to w zupełności niewystarczające, albo denerwujące (np. wymuszone skradanie). Ukończyłem główną fabułę, zbudowałem 15. inwestycję, ale na mapie została mi jeszcze z połowa znaczników, których nie mam sił ani nerwów czyścić.
PS I radia są nieciekawe. W poprzednich częściach chociaż były w nich naprawdę dobre utwory, w tej jest cały jeden – „Repentless” Slayera.
Jest znośnie, niekiedy nawet bardzo przyjemne, kiedy trzyma się fabuły, jaka by ona nie była. Grę mocno w dół ciągnie archaiczna struktura, nudząca już w 3. części – powtarzanie w kółko miliona czynności. A te trzeba robić obowiązkowo, bo blokują fabułę, podobnie jak niedobory pieniędzy. No i mapa jest tragiczna, wszystkie biznesy to fioletowo-czarna ikonka z białym bohomazem, wykonane zadania z mapy nie znikają i nie ma filtra pozwalającego ją wyłączyć, więc w pewnym momencie znalezienie kolejnych znaczników biznesów, które chce się wykonać, żeby popchnąć fabułę do przodu, to udręka.
Pomijając fakt, że autor wymyśla sobie polskie tytuły dla filmów, które ich nigdy nie miały, a angielskie potrafi podać z błędami ortograficznymi, to… zmieńcie tytuł albo napiszcie ten artykuł od nowa. Star Wars: Holiday Special i Dark Blood miały premiery, Don’s Plum takoż, był nawet wyświetlany w Polskich kinach, a Conversations with Vincent i Gore nie zostały w ogóle ukończone, więc jak niby miały mieć premierę? Z dwunastu filmów, pięć jest na tej liście od czapy.
Z tych, które wymieniono, interesują mnie ino Dziedzictwo Hogwartu i Rycerze Gotham. Z tych, których nie wymieniono, a które powinny się znaleźć na tej liście (zamiast np. jakichś remake’ów, reedycji czy pierdół na pstryczka) – Saints Row i Władca pierścieni: Gollum.
Pojawienie się Dumbledore’a jako ucznia Hogwartu jest teoretycznie jak najbardziej możliwe, bo o ile wiem, nikt chyba nigdy oficjalnie nie potwierdził, że akcja rozgrywa się w 1890 roku. Według pierwszej zapowiedzi i oficjalnej strony gry, akcja jest osadzona w XIX wieku, a konkretniej pod jego koniec. Jedyną oficjalną wzmianką o 1890 jest nagłówek „Proroka Codziennego” widoczny podczas pokazu PlayStation. Może pochodzić z finalnej wersji, ale równie dobrze mógł zostać spreparowany na potrzeby pokazu w ramach zmyłki albo do premiery zorientują się, że chronologicznie coś nie gra, i zmienią rok.
„Nazwisko konia zostało zapisane jako Thorkellshóli, ponieważ nasz system nie pozwala na wykorzystanie oryginalnych znaków”
To może pora poprawić kodowanie na stronie? Mamy XXI wiek, każdy pierwszy lepszy z brzegu darmowy system zarządzania treścią radzi sobie z obsługą chyba w zasadzie każdego alfabetu (może poza hieroglifami i tego typu rzeczami), a na GOL-u nie można nawet zapisać poprawnego tytułu Okami.

Na tę informację czekałem od kiedy skończyłem pierwszą część! Oby tylko mniej backtrackingu i więcej niż dziesięć rodzajów pomieszczeń. Resztę można wziąć z jedynki i będę wniebowzięty.
Na premierę, nie licząc jednego bugu, który całkowicie blokował rozegranie wątku z Kerrym, nie miałem z nią problemów. Ale nie uznawałem jej za porażkę, tylko za przeciętnego erpega (takiego 6,5/10), pełnego niespełnionych obietnic i archaicznych idiotyzmów (np. przedmioty z poziomami, automaty sprzedażowe z ograniczoną liczbą gotówki itd.) Po dwóch latach nic się nie zmieniło – co z tego, że doprowadzili ją do stanu jako takiej używalności na części platform, na których wcześniej były problemy, skoro na pozostałych – na których wcześniej działała (względnie) dobrze – dalej pozostaje przeciętnym erpegiem (takim 6,5/10), pełnym niespełnionych obietnic i archaicznych idiotyzmów, tylko z obsługą ray tracingu? Prawda, ma dobre elementy – główny wątek fabularny, postacie w nim, klimat – ale jakoś nie ciągnie mnie w ogóle do tego, żeby zabierać się za nią drugi raz, bo przemierzanie jej świata nie daje satysfakcji, nie ma sensownej odskoczni od głównego wątku, przemierzanie otwartego świata nudzi i jest pełne powtarzalnych zapchajdziur. Jak dotąd, nadal 3 Wiedźmin 3 najlepszy, a Cyberpunk może uratować co najwyżej DLC na miarę Krwi i wina, które przy okazji trochę tę grę urozmaici.
Zwiastun nawet interesujący, trafia na listę filmów, którymi warto się zainteresować. Przy okazji, jaka dysproporcja: najdroższy film w historii Czech (w przeliczeniu ok. 23 mln USD), a najdroższy film w Polsce – Quo vadis (18 mln USD; po uwzględnieniu inflacji ok. 29 mln). W jednym trudno nie potknąć się o dyktę, drugi zapowiada się na przyjemne widowisko.
Ten patch trochę tę grę poprawia, ale nie naprawia rzeczy, które po prostu nie grają – w tym chociażby tego, co bezmyślnie kopiowano z Wiedźmina i co grało w utworze fantasy, ale w science fiction psuje immersję i denerwuje. Przykładowo:
- we Wiedźminie w wyposażeniu znajdowały się zbroje i bronie sieczne, więc to, że bazowały na wymaganych poziomach, jakoś nie uwierało. W Cyberpunku różowa minispódniczka albo ortalionowa kurtka mają większy współczynnik pancerza niż kevlar czy kamizelka SWAT, a dildo zadaje większe obrażenia niż karabin
- w fantasy ograniczenie gotówki sprzedających miało jakiś sens, bo polegali na monetach. W science fiction mamy automaty sprzedażowe robiące bezgotówkowe transakcje, ale i tak mają ograniczenia gotówki.
Dodajmy do tego jeszcze brak szybkiej podróży z dowolnego miejsca, nieinteresujące, ekstremalnie powtarzalne aktywności poboczne czy takie szczegóły jak to, że w mieście przepełnionym seksem pracują całe dwie prostytutki... Dopóki CDP nie wyda „wersji 2.0”, do tej gry nie ma co wracać, bo jedyne, co zrobili dobrze – fabułę – już się poznało, a reszta nie zachęca do powrotów. Przekonałem się o tym boleśnie, próbując kolejnego podejścia na PS5, ale odbiłem się po ośmiu godzinach, bo to, co uwierało wcześniej, uwiera dalej.
„Nie wiemy, jak EA udało się obejść rosyjskie przepisy bez modyfikacji zawartości dodatku” – pewnie w taki sposób, że w ogóle go nie modyfikowali, a The Sims 4 i tak ma już w Rosji kategorię wiekową 18+. Rosja nie zakazuje pokazywania wątków LGBT ani cenzurowania ich, a produkcje z takowymi po prostu dostają 18+. Albo 16+, jak aktorska Piękna i Bestia, gdzie była tylko sugestia.
Jak możesz być takim ignorantem i nie znać tych wybitnych osiągnięć włoskiego gamedevu? https://polski-dubbing.fandom.com/wiki/Kategoria:Włoskie_gry_komputerowe
Akurat u Włochów to chyba normalne. Przypomnijmy jako ciekawostkę analogiczną sytuację z Wiedźminami. W obu przypadkach pierwsza część była dubbingowana standardowo na EFIGS plus reszta języków wedle uznania. Zabójcy królów i Dziki Gon, w odróżnieniu od „jedynki”, nie miały włoskiego dubbingu co – zwłaszcza w przypadku „trójki” – skutkowało mocnym bóldupieniem, że po co dodawać polski dubbing, jak nie ma włoskiego? Przy czym w przypadku Wiedźmina narzekali na Reddicie i Steamie. Przyczyna braku włoskiego dubbingu w Dying Light 2 jest pewnie taka sama jak w przypadku Wiedźminów – niezadowalająca sprzedaż i duża skala piractwa.
Akurat Wajda to jest wyjątkowo słaby przykład, bo on akurat na Zachodzie i w Azji jest znany, gdzie łatwo jego filmy można dostać na Blu-rayu, część nawet w ramach Criterion Collection. Podobnie zresztą Rękopis znaleziony w Saragossie, dość znany poza Polską i dostępny tam w odrestaurowanej wersji na BR, z dodatkami, a w Polsce można go co najwyżej dostać na DVD za horrendalne pieniądze.
Nie mogę się doczekać, aż założycie schabowy-online.pl – bardzo chętnie poczytam tamtejsze artykuły o poezji tanka i skoku o tyczce.
Ech, czyli TVGry: dezaktywacja. Z twórców wartych uwagi został już tylko Arasz, bo Ten Mądry i Fangotten pojawiają się od wielkiego dzwonu. Jest jeszcze ten drugi Kacper, którego materiały ogląda się fajnie, ale jest tak charyzmatyczny, że cały czas myli mi się z innym redaktorem (chyba Paluszkiem). Sorry, ale Jordan, Elessar, Mateusz i Julia, którzy teraz chyba zostaną trzonem zespołu, nie potrafią do końca pracować z kamerą – cały czas ma się wrażenie, że ich peszy, nie wiedzą, co robić, gdzie się patrzeć, jak się naturalnie zachować itd. – i nadal mają problemy z mówieniem. U niektórych jest to dykcja, a u innych wysławianie się w taki sposób, że materiał trzeba oglądać na przyspieszeniu, żeby się nie zanudzić. A u niektórych combo dykcja + przynudzanie.
Inna sprawa, że odeszli redaktorzy, których materiały charakteryzowały się chyba największym wkładem własnym – Gambri robił researche historyczne, Hed poświęcał czas na ogrywanie mało znanych tytułów itd. Ci, którzy zostają, lecą w dużej mierze na zestawieniach i materiałach ze swojej „bańki”, jak Euro Truck, The Sims czy jakieś koreańskie MMO.
O tym, jak dobry był to rok, najlepiej świadczy, że miałem problem wybrać trzy gry do najlepszych tego roku, ale musiałem kombinować, które dać na 2. i 3. miejsce najbardziej wyczekiwanych w przyszłym, bo jest ich łącznie sześć.
„Czemu TikTok tak wciąga?” – jako 34-letni boomer odpowiadam: nie wiem i bardzo się cieszę, że nie ogarniam ani TikToka, ani Snapchata, ani Instagrama, ani innych tego typu aplikacji i nawet nie wiem, co to jest, po co to jest i czym się od siebie różni. Wystarczy mi korzystania z Facebooka i Messengera jakieś 45 minut dziennie, plus jako uzupełnienie Steam i Grindr. A jak jeszcze dodać Teams i Telegram w robocie, bo firma tego wymaga, to i tak już czuję przesyt tymi wszystkimi aplikacjami i kanałami komunikacji i zachodzę w głowę, jak inni mają czas ogarniać ich nawet po kilkanaście.
Co jak co, Titanic fabularnie jest miałki jak cholera, dodatkowo przynależy do gatunku, którego nie trawię, ale ze względu na obłędną realizację świetnie się go ogląda do dzisiaj – pomimo ćwierćwiecza na karku, dalej robi cholernie duże wrażenie. Cameronowi może i sodówka za mocno uderzyła do głowy, ale na swoim fachu się zna, a Titanic pozostaje dalej filmem miliard razy lepszym niż przehajpowany Avatar.
Ode mnie byłoby 9/10, gdyby nie „backtracking” – zamiast posyłać drugi raz we wcześniej odwiedzone miejsca, daliby jakieś nowe. Dodatkowa wada to nie zawsze ładujące się skrypty, wymuszające wczytywanie wcześniejszego save’u. Zdarzyło się to może ze trzy razy, ale raz przy walce z przedostatnim bossem – po zabiciu go leżał na ziemi i nic się nie dało zrobić. Okazało się, że najwidoczniej trzeba wykorzystać opcjonalne wykończenie drużynowe (które nie zawsze jest widoczne, jeżeli wali się w niego ze wszystkiego, co fabryka dała, żeby go wykończyć, zanim znów mu się zregeneruje tarcza), bo zabicie go się nie liczy i nie aktywuje skryptów. Ale nie licząc tego, była to cholernie przyjemna gra dająca około dwudziestu godzin zabawy, podczas których banan nie schodzi z ryja. Trafiający w moje gusta humor, sympatyczne postacie, świetny polski dubbing, znakomicie dobrana licencjonowana muzyka. Brak bzdurnych mikrotransakcji i na siłę otwartego świata, zamiast tego sensownych rozmiarów liniowa historia z odpowiednio rozległymi mapami i sensowną liczbą znajdziek. To gra tego typu, że kończysz i chce się więcej, trochę żałujesz, że to już, ale masz świadomość, że jakby ją na siłę przeciągali, to by jej to na dobre nie wyszło.
Dałbym 9/10, gdyby nie „backtracking” i pewne błędy wymuszające wczytanie wcześniejszego save’u, bo nie uruchamiają się skrypty (dotyczy przede wszystkim koniczności powtarzania walki z przedostatnim bossem).
Meh, z tą częścią akurat problemów nie mam, bo działa na PS5. Lepiej by dali na peceta te części, w które nie da się grać na PS4/PS5 – czyli w zasadzie wszystko, co wyszło na PS2/PS3 i PSP/PSV, za wyjątkiem „trójki”. Tym niemniej, zazdroszczę tym, którzy będą ogrywali tę część pierwszy raz, bo chociaż przy drugim podejściu też robi wrażenie, to jednak pierwsze było nie do podrobienia.
„Epic Games górą w wojnie z Apple” – no, sędzia oddaliła dziewięć z dziesięciu zarzutów Epic wobec Apple, więc to się dopiero nazywa potężna wygrana xD.
Superartykuł, no naprawdę – najlepsze okładki gier, a pod nimi krótki opis gry, a nie wyjaśnienie, dlaczego akurat ta okładka zdaniem autora zasługuje na miano jednej z najlepszych. Tym „artykułem” trochę strzelacie sobie w stopę, i to nawet jak na GOL-owe standardy zdobywania wyświetleń i klików na byle czym.
Nah, nie nazwałbym Red Dead Redemption II najlepszą grą. Sporo rzeczy jest zrealizowanych na tip top, chociażby projekt świata, jego szczegółowość, postacie, oprawa wizualna, dubbing, muzyka... Tyle że ten świat w pewnym momencie zaczyna nużyć i drażnić przez chęć bycia zbyt realistycznym. Ot, chociażby kilkusekundowe, nie dające się pominąć animacje – czy to skórowania, czy wsiadania na konia/zsiadania, ograbiania przeciwników. Zupełnie zbędne, przynajmniej dla mnie, elementy pseudosurvivalowe, podzielenia wskaźników na paski i rdzenie. Kurde, jak kupuję grę akcji, to takie spowalniacze na dłuższą metę po prostu zaczynają drażnić. Plus, od Guarmy gra leci mocno w dół. Samą Guarmę przechodzi się byle jak najszybciej, bo wyspa świetnie zaprojektowana, ale nudna. A potem, jak Arthur dostaje gruźlicy, jest już tylko gorzej, bo jeszcze bardziej trzeba dbać o elementy pseudosurvivalowe. Że już nie wspomnę o momentach, kiedy Arthur musi se usiąść i odpocząć, więc przez jakieś pół minuty tylko się patrzy, jak siedzi... Początkowo gra 10/10, ale im dłużej i im bliżej końca, tym bardziej ocena spadała do ostatecznego 8,5/10. Tym niemniej, IMHO to i tak pozycja obowiązkowa.
Osoby z tego grona, które okażą się być sprawcami nadużyć, zostaną wydalone z Activision Blizzard – pewnie wywalą jednego na pokaz, na osłodę dając mu kilkadziesiąt milionów zielonych odprawy, a reszta zostanie xD.
„Film o fenomenie tego zawodu” – ciekaw jestem, czy to będzie w końcu jakiś rzetelny film na ten temat, a nie kolejna popierdółka jak Zawód: lektor czy inne Głosy, w których autorzy rozwodzili się nad tym „fenomenem”, a nie zadali sobie nawet trudno sprawdzenia, skąd szeptanka w ogóle się w Polsce wzięła, dlaczego w ogóle jest jeszcze stosowana itd... Całość ograniczała się mniej więcej do pitolenia „Polacy uwielbiają lektorów, bo to typowo polski wynalazek”.
Pierwszy film, na jaki wybrałem się do kina od momentu rozpoczęcia pandemii, bo w końcu udało się zebrać ekipę (były plany na Nomadland, ale w żadnym kinie u mnie nie wyświetlają :/). Spodziewałem się świetnych efektów i koszmarnej głupoty, jak po kilku poprzednich częściach, ale latanie pontiakiem w kosmosie to już był ten moment, kiedy zacząłem się zastanawiać, czy na serio chcę oglądać kolejne części. Gdyby nie ten jeden kosmicznie głupi wybryk, „dziewiątka” w sumie niewiele różniłaby się od „ósemki” i „siódemki”. A może nawet „szóstki”? Już nie pamiętam, w której części Szybcy i wściekli zaczęli przesuwać granice idiotyzmu – IMHO ostatnia jeszcze jako taka znośna była ta w Rio de Janeiro, potem było już tylko jechanie po bandzie (ta, jakby rozwalenie kilkutonowym sejfem połowy 12-milionowego miasta było normalne xD). Owszem, ładnie wyglądające, dobrze zrealizowane i brzmiące, ale z każdą kolejną częścią wywołujące coraz większe zażenowanie i pytanie: „Dlaczego, do cholery, ja to jeszcze w ogóle oglądam?!”
Nie wiem, co by musieli pokazać, żebym tej gry nie kupił. „Jedynka” to jedna z najlepszych gier, w jakie grałem na PS4, przy drugim podejściu dawała tyle samo frajdy, więc na „dwójkę” czekam z wywalonym jęzorem. Widać znaczące poprawki w warstwie technicznej, ale najważniejsze dla mnie, żeby nie zatracił się ten klimat mariażu prehistorii ze science fiction, bo poznawanie świata i zagłębianie się w nim było w Zero Dawn najlepsze.
Drogi GOL-u, a jesteście świadomi tego, że remaster Mass Effect od momentu oficjalnego jego ogłoszenia na wszystkich platformach ma polski tytuł – Mass Effect: Edycja legendarna – a w Encyklopedii na dwa tygodnie przed premierą dalej widnieje pod tytułem oryginalnym? Tymczasem, dla odmiany, taka FIFA 21 często pojawia się jako FIFA 21 Edycja Legacy, chociaż to tytuł wersji sprzed kilku lat wydanej na jedną, w dodatku niszową w Polsce, platformę...
A abstrahując od tego, Edycja legendarna i Biomutant to w zasadzie jedyne gry debiutujące w maju, które mnie interesują. Pewnie interesowałby mnie też nowy Resident, ale po tych wszystkich latach dalej mam jeszcze do nadrobienia „siódemkę” i wszystkie remaki....

Pierwsze i drugie miejsce to zupełnym przypadkiem dwie z trzech gier (trzecią jest Déraciné, ale to gra na jakieś cztery godziny i platynę się dostaje za samo jej ukończenie), które nie tylko ukończyłem, ale były tak dobre, że nawet się chwilę pomęczyłem i zrobiłem w nich platynę? xD No i jestem dziwny, bo na 12 gier z tego zestawienia 7 ukończyłem, a trzy pewnie kiedyś skończę, jak znajdę czas, żeby się za nie zabrać...
Gdyby to powiedział w momencie, kiedy podwyżka do 70 dolarów pokrywała się z premierą Bully II, Grand Theft Auto VI czy Red Dead Redemption III, to OK, można by się zgodzić. Ale kiedy broni podwyżki odgrzewanego kotleta, zrobionego najmniejszym nakładem kosztów tylko po to, żeby kosić forsę z mikrotransakcji? xD
Przecież Nowy (nie żaden „The New Kid” ani „Nowy dzieciak”) z South Parku mówi. A „Pieprzcie się, idę do domu” wypowiedziane przez niego pod koniec Kijka Prawdy to co?
Wiadomo przynajmniej, że nie warto w toto inwestować 300 zł na premierę, tylko czekać na używkę, o ile będą pudełka, albo na promocję. Fajnie, że poza grafiką, w 1. części trochę poprawili – albo przynajmniej tak twierdzą – też kwestie mechaniczne, ale nie licząc tego, ten remaster to duże lenistwo. Co z drobnymi kwestiami, na które fani liczyli, a do których remaster był świetną okazją? Ot, chociażby przywrócenie już zrealizowanej zawartości, którą ukryli, w ostateczności wymaga nagrania paru linii dialogowych (np. romanse tej samej płci) czy nadaniu Tali osobowości innej niż zajumanie ze stocków zdjęcia i wyretuszowanie go w Photoshopie? Remaster kupić na pewno kupię, ale dopiero jak wyhaczę gdzieś za mniej niż stówkę.
A pozostaje jeszcze nierozwiązana kwestia tego, jak bardzo EA będzie leniwe w kwestii polonizacji – zdaje się, że prawa do tłumaczenia 1. części posiada CD Projekt, część dodatków do „dwójki” była nietłumaczona, „trójka” to robiona na chybcika, chyba nie poddana żadnym testom maniana, a ogólnie cała oryginalna trylogia była tak niespójna, że głowa mała. Ciekawe, czy EA w ogóle oleje polską wersję, da to, co było, czy może będą mieli ludzki odruch i to przetłumaczą na nowo albo chociaż ujednolicą.
Ja tam mam nadzieję, że skoro jego informacje odnośnie do Edycji legendarnej dotąd się sprawdzały, to sprawdzą się również te sugerujące, że 1. część nie będzie tylko odświeżona wizualnie, ale też pod względem mechaniki. Bo przechodzenie „jedynki” zawsze jest mordęgą przez jej toporną walkę – jeśli coś zmienią, to raczej tylko to, na większą różnorodność planet czy aktywności na nich bym raczej nie liczył.
PS Swoją drogą, możecie zaktualizować tytuł gry w encyklopedii GOL-a o polski – Mass Effect: Edycja legendarna – bo jest znany od momentu oficjalnego jej ujawnienia. Podobnie zresztą Dziedzictwo Hogwartu.
Za wprowadzony w jednej z łatek bug, który po miesiącu – i wydaniu hotfiksu mającego go naprawić – nadal nie jest załatany. Bug blokuje jeden z romansów i wątek wymagany do odblokowania ukrytego zakończenia, a tym samym też niektóre osiągnięcia. Gdyby nie to, byłoby 7/10, ale miesiąc czekania na załatanie czegoś takiego to zdecydowanie za długo.
Ja tam mam na odwrót – na ścianie telewizor 50” (bo na więcej nie mam miejsca), bez 4K i innych wodotrysków (bo mi to niepotrzebne), do niego podłączone nie tylko konsole, ale też komputer. Plus dostęp do Netfliksa i HBO Go jednym kliknięciem na pilocie – piwniczakowi nic więcej do szczęścia nie potrzeba xD. I nie tylko nie narzekam na to rozwiązanie, ale też nie wyobrażam sobie wracać do monitora – notabene, wspomnianego w felietonie 27”.
Wygląda, jak wygląda – to nie jest najważniejsze, tym bardziej, że do niezapowiedzianej jeszcze premiery być może coś się poprawi. Ważne, na ile będzie grywalne i jak z klimatem. Tak jak nie lubię survivali, bo to na dłuższą metę nudny gatunek, tak tym może się zainteresuję – w zależności od popremierowych gameplayów i opinii.
Jak to: „gdzieś”? Pewnie wysyłają do swoich chińskich władców.
Ciekawostka po zainstalowaniu 1.06 na PS5: „Second Conflict” dalej jest zabugowane (na innych platformach też, z tego, co wyczytałem z Internecie) – przynajmniej u osób, które już to zadanie rozpoczęły. A przypominam, że chociaż jest poboczne, to należy do wątku fabularnego, którego ukończenie jest wymagane do odblokowania jednego z romansów i sekretnego zakończenia. Mało tego, przed 1.06 wersja na PS5 crashowała się (przynajmniej u mnie) rzadko, a teraz crashe się nasiliły. Od premiery do wczoraj, czyli przez dwa tygodnie, miałem siedem crashów, a po zainstalowaniu tego hotfiksu tylko dzisiaj już pięć (a że wigilia, to zdążyłem pograć niecałe dwie godziny...)
Na konsolach poprawiono dwie rzeczy – plik znów waży 17 GB z hakiem, tak jak dwa poprzednie xD.
I teraz ciekawe, czy Cyberpunk 2077 pomimo tego całego popremierowego hejtu zostanie według czytelników GOL-a grą roku xD. Na pewno będzie w tych trzech, które nominuję – na PS5 na szczęście występują tylko idiotyczne glicze. Fabuła interesująca, postacie ciekawe, gra się w toto przyjemnie, ale gra jest po prostu w wielu aspektach niedopracowana (całkowicie nieczytelna mapa, brak sensownych samouczków / wyjaśnień dla mechanik, świat, który jest piękny i cholernie klimatyczny, ale mimo masy znaczników pusty i martwy itd.), więc na pierwsze miejsce nie ma co liczyć. To w moim rankingu bezsprzecznie należy do Ghost of Tsushima. Trzecia gra nominowana przeze mnie do zestawienia to chyba będzie albo Mafia: Edycja ostateczna, albo, niestety Assassin’s Creed: Valhalla. Tylko te cztery gry z tego roku przeszedłem albo ograłem na tyle długo, żeby wyrobić sobie o nich opinię. Inne – jak Crusader Kings III czy The Last of Us: Part II – kupiłem i leżą na półce, w ogóle nieuruchomione albo ograne zbyt krótko. Na innych, jak chociażby Doom: Eternal, po prostu okazały się zawodem.
Ale 2020 nie żałuję – jak na ilość wolnego czasu, którym dysponuję, ukończyłem mnóstwo gier (będzie chyba ze dwadzieścia, a może nawet pod trzydzieści), ogrywając zaległości nawet sprzed ponad dziesięciolecia albo serwując sobie powtórki. Szczęśliwie dla siebie przehandlowałem flaszkę jima beama na xboksa 360, więc spora część roku upłynęła mi na ogrywaniu Gears of War, Fable II, Red Dead Redemption czy Lollipop Chainsaw.
Przejście zajęło jakieś 100 godzin i nie było to aż tak nużące, jak w przypadku „Odyssey”, które ukończyłem w podobnym czasie. Tym niemniej, to nadal jest coś, co chce uchodzić za RPG, ale pod tym względem niedomaga w wielu aspektach i stanowi co najwyżej podwaliny pod dobrą grę z tego gatunku. Jako RPG jest miernie, jako „Asasyn” – nawet nie wiem, bo rzadko korzystałem ze skradania. Ale jako przyjemna gierka-zapychacz sprawdza się nieźle.
Jeżeli te żałosne „oszczędzacze czasu” będą działały na takiej zasadzie, że dodają 50% do podstawowej wartości, to niech naiwni płacą. Bez zrobienia wszystkich zadań pobocznych, wydarzeń i innych aktywności, kończąc fabułę miałem 400. poziom mocy i kilka poziomów mistrzowskich, w odróżnieniu od Odyssey nie czując po drodze zmęczenia grindowaniem. Gorzej, jeżeli podstawowe doświadczenie obniżą o połowę, psując tym samym grę niepłacącym, a płacącym dając to, co wcześniej było standardem. Albo jeżeli dostępną po premierze zawartość ukryją za jakimś posranym wymaganym poziomem. Biorąc pod uwagę, jakim szambem są mikrotransakcje i jakim dorodnym śmierdzącym klockiem w tym szambie jest Ubisoft, takie rozwiązanie by mnie nie zdziwiło.
No, ciekawy felieton, tyle że mam jakoś inne doświadczenie. Długo się zastanawiałem, czy kupować wersję pecetową, w którą na swoim komputerze komfortowo nie pogram (o ile w ogóle pójdzie, bo od podania wymagań dzieliły miesiące), czy mieć spokój i wziąć na playstation. Wziąłem konsolową i na PS5 nie mam żadnych problemów. Wiadomo, że pod względem grafiki nigdy nie dorówna ona pecetowej, ale framerate jest stabilny itd., a jak dotąd doświadczyłem całego jednego glitchu. Z kolei znajomi, którzy jak jeden mąż kupili wersję pecetową, ciągle narzekają na glitche i bugi – począwszy od spadku liczby klatek i doczytywania tekstur, po psujące grę i zmuszające do wczytywania save’ów. Jak na razie wychodzi na to, że wersja na PS5 (na XSX może też, nie wiem) jest górą nad pecetową, co w sumie jest niemałym zaskoczeniem, bo obstawiałem, że najbardziej skoncentrują się właśnie na PC. A to, że na PS4 i Xboksie One będzie chodzić beznadziejnie, było do przewidzenia. Ja tam się cieszę, że na premierę mam wersję grywalną (nawet jeśli musiałem pobierać ze ślimaczą prędkością 45-gigabajtowy patch do niej), a pecetową – już połataną – do ogrania z modami kupię, kiedy będzie za mniej niż stówkę.

Na Steamie aktualizacja ponoć 6 GB, z tego co pisali znajomi, którzy mają taką wersję... a na PlayStation chędożone 45,5 GB. Normalnie pobiera tyle w jakieś 10 minut, jak np. cyfrową wersję Valhalli zaktualizowaną do PS5, a dzisiaj plik o takich rozmiarach idzie jak krew z nosa :/. Jakbym to wiedział, to bym szedł do paczkomatu o 5.30, kiedy paczka do niego trafiła, a nie o 8.00.
Szczerze mówiąc, to na PS5 po tej łatce mam mniej problemów niż wcześniej. Może dlatego, że nie widzę różnicy pomiędzy 60 a 30 klatkami, więc wybrałem tryb jakości, który te 30 klatek chyba trzyma, bo żadnych framedropów nie doświadczyłem. A przy okazji nie doświadczam już np. problemów z oświetleniem, które wcześniej – głównie w pomieszczeniach – często szalało.
Ale co najważniejsze – zelotom nie regeneruje się już zdrowie, kiedy Eivor jest w pobliżu, więc mogłem w końcu się ich na legalu pozbyć, korzystając z glicza na permastealth i wyeliminować jeden z najbardziej irytujących elementów tej gry xD. No i poprawili w końcu SI kompanów przy najazdach, więc nie trzeba już czekać godzinę przy drzwiach i skrzyniach, do otwarcia których wymagane są dwie osoby.
Na czym Sony mniej zarabia? Było, nie było, janusze wykupili nakład, więc Sony pieniądze za to dostało. Gier na razie wiele na PS5 nie ma, więc do momentu, kiedy pojawi się ich więcej i zaczną z tego być poważne pieniądze, PS5 będzie już normalnie dostępne w sklepach na pęczki. A Sony może się chwalić, że cały nakład rozszedł się na pniu, udając, że problemów ze spekulantami nie zauważają albo że to marginalne przypadki.
„Mobilna”, „darmowa” i „mikropłatności” – to mówi wyraźnie, nawet bardziej niż projekt tej Lary, żeby trzymać się od tego z daleka.
A najlepsze jest to, że nawet ci, którym we wrześniu udało się kupić w sklepie nie dla idiotów, i tak mogli dzisiaj nie dostać, jeśli zamówili do paczkomatu xD. Wziąłem tę formę dostawy w Media Expert, bo pracuję w InPoście, więc nawet gdyby był ponadgabaryt, to odbiorę w robocie. W sobotę dzwonili, że do paczkomatu nie wejdzie i na jaki adres mają doręczyć. Z tego, co kojarzę, Neonet też tak robił. A MM olał i posłał do paczkomatów – większości kurierów udało się te przesyłki wepchnąć, ale część, zgodnie z procedurą, zwiozła je jako ponadgabaryty. Musiałem dzisiaj dzwonić do 24 nieszczęśników ustalać adresy do doręczenia i informować, że dostaną dopiero jutro xD.
Jest lepiej niż w przypadku Odyssey, ale i tak powtarzalność pobocznych aktywności nudzi. Ganianie za kartkami papieru w 2020 roku, serio? „Łamigłówki” mają całą jedną zasadę – odpowiednie przekierowanie promieni – więc nudzą się już za drugim razem. A jakość niektórych zadań pobocznych to kpina. Przynieś babce dwa jaja żmii, potem kolejne, i jeszcze raz, żeby babka na końcu puściła głośnego pierda i zaczęła się śmiać jak powalona, kiedy pomieszczenie się zapełni zielonym gazem. Albo owca połknęła wieśniakowi broszkę i nie wie, jak ma ją odzyskać bez krzywdzenia owiec – nakarm owce sianem i przejrzyj ich gówna, żeby „wyłowić” zgubę. Świat w Valhalii jest bez wątpienia ładny, ale dalej za duży, a powtarzalność czynności zaczyna po pewnym czasie nużyć. Że już nie wspomnę o tym, jak zmarnowali potencjał Asgardu.
To jeszcze w ramach ciekawostki / rozszerzenia: kwestia homoseksualizmu, którą w Valhalli ma odrobinę więcej sensu niż w Odyssey. Przy czym trzeba zaznaczyć, że zachowane do dziś informacje pochodzą głównie z XIII w., kiedy w Skandynawii na dobre już rozpleniło się chrześcijaństwo, więc w IX w., kiedy ma miejsce akcja gry, mogło to wyglądać inaczej. Wikingowie jako tacy nie piętnowali seksu męsko-męskiego, nawet korzystali z usług męskich prostytutek, a w dobrym tonie bywało zgwałcenie pokonanego, żeby go upokorzyć. Stąd podejście było dość jednostronne: „biorący” – cacy, macho, kozak i ogólnie OK; „dający” – ble, skoro dobrowolnie się oddaje, niekoniecznie można mu ufać, że nie ucieknie z placu boju. Przy czym są teksty, które sugerują, że o ile mężczyzna spełnił swoją powinność wobec społeczeństwa – ma żonę i dzieci, czyli na starość ktoś się nim zajmie, a pod jego nieobecność będzie robił koło domu – to niech sobie uprawia seks z mężczyznami. Zarzucanie komuś, że uprawia seks z facetami nie było obelgą, dopóki nie sugerowało się, że „daje” – samo to dawało prawo do zabicia albo wygnania osoby, która takie słowa wypowiedziała, albo do wyzwania jej na pojedynek, w zależności od czasu i kraju.
O lesbijkach wiadomo niewiele – tyle, że kobiety darzone były estymą, więc gdyby mąż robił jakieś obiekcje, że jego żona baraszkuje z innymi kobietami, to mogła zażądać rozwodu i go upokorzyć. Istniały też budynki przeznaczone wyłącznie dla kobiet, więc prawdopodobnie tam mogły sobie baraszkować bez przeszkód. Nie mogły za to nosić męskich strojów ani krótkich włosów, bo to było gorszące, więc część ubioru i wyglądu żeńskiej Eivor w grze gryzie się z historią.
Kto normalny w ogóle kupuje w x-komie? Jak widzę, w jaki sposób pakują towar, to strach nimi cokolwiek zamówić. W robocie już parę razy zdarzało mi się pisać protokół szkody na nadaną przez nich przesyłkę bez zawartości, np. dysku twardego, który wsadzili do za dużego kartonu, przykryli kawałkiem worka powietrznego i wysłali. Albo prowadziło to do całkowitego zmasakrowania kortonu, albo dysk wypadł przez dno i znalazł się w magazynie przesyłek niedoręczalnych xD. Ostatnimi czasy pakują trochę lepiej, ale i tak za duży karton to ich standard. A nawiązując do pierwszego zdania – ja normalny nie jestem, więc postanowiłem kupić u nich PS4 w zeszłym roku. Po kilku dniach dostałem mejl z informacją, że zamówienie zostało anulowane, bo nie mają na stanie, a oferta sprzedaży wisiała jeszcze kilka miesięcy...
Meh, PS5 zamówione do paczkomatu, więc mogą sobie wprowadzać lockdown. Tyle że miała być multiskrytka z Cyberpunkiem 2077, ale Cedep stwierdził, że jednak nie xD.
W InPoście by mi się przydały takie foliopaki na licencji CB2077. Żółte już są, wystarczy walnąć na nie logo gry albo ryjca Kijany, jakieś hasełko po angielsku z błędem ortograficznym i mercz jak ta lala.
Gra poszła do tłoczni, Cedep zapewniał, i to jeszcze wczoraj, że nie będzie już żadnych obsuw, więc stoczyłem batalię o trzy dni urlopu w listopadzie, żeby chociaż trochę liznąć tę grę dłużej. Pracuję w firmie kurierskiej, listopad to środek szczytu paczkowego, przed czarnym piątkiem, mikołajkami, świętami, a w tym roku jeszcze w dodatku w środku pandemii, więc liczy się każda para rąk. A teraz dupa – Cedep przesuwa premierę o trzy tygodnie, bo muszą zrobić łatkę na dzień premiery. Urlop co prawda mi anulują, i to z pocałowaniem ręki, ale na grudzień nie dostanę za nic w świecie, więc będę mógł zagrać najprędzej w święta, przez trzy tygodnie będąc zewsząd atakowanym spoilerami. Dzięki, Cedep, tym sposobem straciłem do was całe zaufanie.
„Sklep już teraz na PC działa dużo lepiej niż stara wersja” – jak rozumiem, wg autora „lepiej” znaczy, że wszystko ładuje się w takim tempie, jakbym wyciaprał cały transfer w telefonie i korzystał z lejka? Stara wersja ładowała się wolno, nowa to tragedia.
Akurat Mafia III na tle innych produkcji z tej listy aż taką tragedią nie była. Świetna ścieżka dźwiękowa, bardzo dobry voice acting, klimatyczne miasto, niezła fabuła i postacie, fajny był też sposób prezentowania historii, oparty na nagraniach. Jedynym – ale za to potężnym – grzechem tej gry była powtarzalność. Ale dało się ją przełknąć – czy raczej zmusić się do robienia w kółko tego samego, robiąc sobie przy tym kilka dni przerwy – żeby poznać fabułę. Zamiast Mafii III, już prędzej bym w tym zestawieniu widział takie nie nadające się do odratowania crapy jak chociażby WWE 2K20, NBA 2K czy Marvel’s Avengers.
Meh, jakby misje dla dwóch graczy były kanapowe, to bym wrócił, a tak to poza NG+ nic ciekawego ta aktualizacja nie wprowadza – nie mam znajomych, którzy by byli zainteresowani Ghost of Tsushima, bo konsole mają, zdaje się, tylko do FIF-y i Fortnite’a, a grania z obcymi unikam jak gier multiplayerowych w ogóle.
Nie no, szok i niedowierzanie. Większość grających w zachodnie erpegi* to biali faceci – studio jest zniesmaczone tym, że jako awatar większość z nich wybrała białego faceta xD. Eskapizm eskapizmem, ale np. mnie po prostu lepiej jest się wczuć w postać podobną do mnie, niż w jaszczura, kota czy innego szkieletora. Skoro postać podejmuje decyzje, które ja sam bym podjął, to logiczne, że jest też przy okazji podobna do mnie.
* Podkreślam: „zachodnie erpegi”. Nie wyskakiwać mi tutaj z tekstami, że większość graczy to kobiety – prawda, przy czym większość gra w kryształki i temu podobne na telefonie, przez co wielu niesłusznie wydaje się, że wśród kobiet nie ma „true gamerek”, a jeśli już nie grają na telefonie, to tylko w The Sims. Nie wyskakiwać mi z tym, że większość graczy to Azjaci, bo ci chętniej grają w swoje erpegi, w którym mogą wybrać kolejną waifu mangololitkę.
no i ja się pytam człowieku dumny ty jesteś z siebie zdajesz sobie sprawę z tego co robisz?masz ty wogóle rozum i godnośc człowieka?ja nie wiem ale żałosny typek z ciebie ,chyba nie pomyślałes nawet co robisz i kogo obrażasz ,możesz sobie obrażac tych co na to zasłużyli sobie ale nie naszego developera polaka naszego rodaka wielkie studio ,i tak wyjątkowa i ważne bo to nie jest ubisoft tam taki sobie że możesz go sobie wyśmiać bo tak ci się podoba nie wiem w jakiej ty się wychowałes rodzinie ale chyba ty nie wiem nie rozumiesz co to jest developing .jeśli myslisz że jestes wspaniały to jestes zwykłym czubkiem którego ktoś nie odizolował jeszcze od społeczeństwa ,nie wiem co w tym jest takie śmieszne ale czepcie się rockstara albo actiwisiona albo innych zwyrodnialców a nie czepiacie się takiej świętej osoby jak cyberpunk 2077 .jak można wogóle publicznie zamieszczac takie zdięcia na forach internetowych?ja się pytam kto powinien za to odpowiedziec bo chyba widac że na informatyka nie chodzi jak jestes nie wiem graczem mobilnym albo wierzysz w jakies sekty czy wogóle jestes może ty sługą szatana a nie będziesz z developera robił takiego ,to ty chyba jestes jakis nie wiem co sie jarasz pomiotami szatana .wez pomyśl sobie ile cd projekt zrobił ,on był kimś a ty kim jestes żeby z niego sobie robić kpiny co? kto dał ci prawo obrażac wogóle cedeprojekta naszego ?pomyślałes wogóle nad tym że to nie jest studio takie sobie że go wyśmieje i mnie będa wszyscy chwalic? wez dziecko naprawdę jestes jakis psycholek bo w przeciwieństwie do ciebie to cedep jest autorytetem dla mnie a ty to nie wiem czyim możesz być autorytetem chyba takich samych jakiś głupków jak ty którzy nie wiedza co to developing i gry ,widac że nie grasz i nie masz informatyki w szkola ,widac nie szanujesz informatyki to nie wiem jak chcesz to sobie wez swoje zdięcie wstaw ciekawe czy byś sie odważył .naprawdę wezta się dzieci zastanówcie co wy roicie bo nie macie widac pojęcia o tym kim był wiedźmin geralt 3 jak nie jestescie w pełni rozwinięte umysłowo to się nie zabierajcie za taką osobę jak wiedźmin ruchacz bo to świadczy o tym że nie macie chyba w domu kart do gwinta ani jednego wydania wiedźmina 3 nie chodzi tutaj o gry mnie ale wogóle ogólnie o zasady wiary żeby mieć jakąs godnosc bo cedep nikogo nie obrażał a ty za co go obrażasz co? no powiedz za co obrażasz taką osobę jak cedep ?brak mnie słów ale jakbyś miał pojęcie chociaz i sięgnął po cdaction i poczytał sobie to może byś się odmienił .nie wiem idz do mediamarkta bo widac już dawno szatan jest w tobie człowieku ,nie lubisz gier to chociaż siedz cicho i nie obrażaj innych ludzi
No, Polacy nie lubią czytać, to prawda, ale od jakichś ośmiu lat w zasadzie każdy film superbohaterski ma dubbing do wyboru, więc widownia im rośnie bezustannie. I to widać, bo na seansach z dubbingiem tłumy, a na napisach po kilkanaście osób. Zakładam, że w Warszawie czy Krakowie więcej widzów idzie jednak na napisy, ale w mniejszych miastach, jak np. u mnie w Rybniku, wersje z napisami przegrywają z kretesem.
Nie wiem, czy remake jest lepszy od oryginału. Przeszedłem go raz, w 2002 roku, i pomimo tego, że ciepło wspominałem go ze względu na klimat i fabułę, to „Fair play” mnie zawsze zniechęcało do ponownego przejścia. „Edycja ostateczna” to solidna, ale nie wybitna gra, taka dobra gangsterska rozrywka na jakieś 8 godzin. Kto nie grał w oryginał albo do niego nie wracał ze względu na wyścig, teraz ma idealny pretekst, żeby zagrać.

Kiedy się czyta takie coś, czasem aż wstyd nawet przed samym sobą jest się przyznać do bycia gejem, bo jeszcze mnie będą próbowali na siłę skojarzyć z LGBT i takimi oszołomami :/.
Najbardziej mi się w tym remake’u podoba to, że – przynajmniej w wersji na PS4, nie wiem, jak na pozostałych platformach – trofeum za ukończenie wyścigu na klasycznym poziomie trudności jest zbugowane i wpada za ukończenie go nawet na łatwym, z ułatwionym prowadzeniem samochodów, i zdobyło je 53% grających – w tym ja xD.
Co najmniej jedenaście, z czego jedna pracuje w Cryteku (wcześniej w CDPR i w QLOC-u), a trzy w branży IT, a co?
Gdyby wywalili „turowe”, to by mi dygnął, a tak to kolejna potencjalnie interesująca gra do ominięcia :(.
Ze dwa lata temu, kiedy tę grę zapowiadali, rozważałem jej zakup, ale na szczęście im bliżej premiery, tym więcej dostarczali informacji wskazujących na to, żeby jej unikać. Pograłem, bo mój chłopak jest fanbojem Marvela i po prostu musiał ją kupić (ja tam z komiksów i gier raczej wolę DC, Marvela tylko z filmów – chociaż jeśli dalej będą robić takie gry jak Spider-Man, to jestem jak najbardziej na „tak”). On, jako nieinteresujący się zbytnio grami, bawi się nieźle. Ja – jako zapalony gracz – już nie. Żałosny skok na kasę, z nudnym grindem i mikropłatnościami, uosabiający chyba wszystko to, co najgorsze w „grach-usługach”. Był potencjał na kolejną świetną grę z superbohaterami, a wyszedł korporacyjny mokry sen.
Robienie w kółko tego samego i grindowanie męczy po dwóch godzinach. Miało to jakieś zadatki na może nawet i niezłą grę komiksową, gdyby zrobili normalną singlową kampanię fabularną, oddzielając ją grubą kreską od grindu kooperacyjnego.
Ano taki, że niektórzy znają inne języki, a nie angielski – dla przykładu, moi rodzice znają rosyjski i francuski, bo takie mieli w szkołach, a mój znajomy z pracy niemiecki i hiszpański. Większość ludzi, których znam, angielski zna na tyle, żeby bezproblemowo dogadać się z obcokrajowcami, a nie oglądać w tej wersji filmy, czytać książki czy grać w gry. Rzecz najważniejsza: skoro płacimy tyle samo, co Niemcy, Włosi, Amerykanie czy Rosjanie, którzy gry mają lokalizowane, to należy oczekiwać, że albo dostaniemy pełnowartościowy produkt, albo będziemy płacić mniej, a nie że wydawcy i dystrybutorzy będą nas dymać na kasę, a jakieś bobki będą wyskakiwały z argumentem „naucz się angielskiego”. Z odrobiny prywaty: angielski znam, ale za graniem po angielsku nie przepadam. Przeczytanie książki, obejrzenie filmu czy serialu po angielsku – spoko, bo to jest zajęcie nieangażujące, siedzę albo leżę i gapię się w ekran / strony. Granie jest znacznie bardziej „interaktywne” – jednocześnie trzeba grać, ale też obserwować to, co dzieje się na ekranie i „rozumieć” to, co po angielsku do nas mówią bądź co jest napisane na ekranie – więc kiedy wracam półżywy i zmęczony z pracy, mój mózg nie do końca zawsze chce się na tyle wysilać. Gry po angielsku zostawiam raczej na weekend.
Jak mówiłem, tematu nie śledzę, nie wiem też dokładnie, jak to dokładnie wygląda pod względem podziału zysków (czy Epic płaci coś Apple’owi za trzymanie Fortnite w AppStore, czy nie), ale sprawia to wrażenie, jakby Epic się wygłupił, drąc się: „Nie musieliście na to pozwalać, ale pozwoliliście udostępnić u siebie naszą grę, dzięki wam zarobiliśmy dodatkowe miliony dolarów, ale bierzecie za to 30% z naszych mikrotransakcji, więc jesteście antykonsumenckimi monopolistami i będziemy z wami walczyć armią nastolatków”. Najzabawniejsze jest to, że Epic pod płaszczykiem walki z dużymi marżami tak naprawdę walczy właśnie o pieniądze z mikrotransakcji, powołując się na dobro konsumentów, których z reguły niewiele obchodzi, ile z tego, co zapłacą, trafia do twórców / wydawcy, a ile do sklepu / pośrednika xD.
Nie bardzo śledziłem temat, bo praca, ale czy ja dobrze rozumiem? Zarabiająca miliardy dolarów firma świadomie złamała regulamin, jaki zaakceptowała umieszczając grę w sklepie firmy zarabiającej biliony dolarów, bo chce otrzymywać 100%, a nie 70% zysków z mikrotransakcji. Apple za trzymanie tej gry w swoim sklepie (chyba?) nie zarabia, bo jest darmowa, więc zarabia na procencie od zakupów w niej. Epic – wiedząc, co się stanie – zawczasu przygotował pozew sądowy przeciwko Apple’owi i cały wymierzony weń marketing. A teraz angażuje armię trzynastolatków, żeby walczyła o to, żeby mogli dostawać 100% zysków z mikrotransakcji, nawiązując przy tym do Roku 1984 i powołując się na działania antykonsumenckie i monopolistyczne Japka, które sam stosuje, odbierając nabywcom możliwość wyboru platformy, na jaką chcą kupić grę? Tego by nawet Kafka nie wymyślił xD.
Jeden? Sylens i Rost to co najmniej dwóch, a de facto trzeba jeszcze doliczyć Teda Faro – maż aż trzy postacie męskie kluczowe dla fabuły xD. Tym niemniej, też jestem ciekaw reakcji pececiarzy na to, że społeczeństwo w Horizonie jest matriarchalne, tak jak rzeczywiste społeczeństwa pierwotne xD.
Jakby nie patrzeć, akurat Kiryuu z Yakuzy też do najmłodszych nie należy – przecież w pierwszej części miał chyba coś pod czterdziestkę – a i bishounenem to on raczej nie jest. Głowy nie dam, ale akurat Jin ma chyba najwyżej koło trzydziestki. Ale abstrahując od tego, zarzut jednak dość zasadny.
Mimo pewnych niedoróbek związanych z otwartym światem / eksploracją, jest to jedna z najpiękniejszych gier, w jakie kiedykolwiek grałem, dobrze wyważającą elementy eksploracji i walki i oferującą przyzwoitą, nawet jeśli momentami sztampową fabułę. Tym niemniej, wyważenie pomiędzy fabułą a eksploracją jest o niebo lepsze niż nawet w takim „Dzikim Gonie” – liczba znaczników nigdy nie przytłacza i zawsze sprawia, że chce się grać więcej. I nawet platynę zrobiłem bez większego problemu, a nawet z przyjemnością.
Nah, tam nie do końca chodziło o to, że nikt ich nie pytał, jak gra oddaje historię Japonii, tylko jest jeszcze zabawniej, bo „Azjoamerykanie” spod szyldu SJW chcieli tę grę wykorzystać do swoich politycznych gierek i popierania swoich terorii, ale obszerny artykuł w Kotaku opisujący, że Japończycy są tą grą zachwyceni, jest im solą w oku, bo pokazuje, że ich argumenty są inwalidami xD.
Wczoraj się cieszyłem, po tej informacji mi trochę opadł i mam nadzieję, że to się nie potwierdzi.
Chęć zagrania w Fable II zmusiła mnie do wydania całych 150 zł na xboksa 360 xD. Dobrze, że teraz Małomiękki wydaje swoje tytuły „na wyłączność” też na piecach, więc nie będę musiał XSX pożyczać dla jednej gry albo czekać 15 lat, aż stanieje xD. Jaram się, mam nadzieję, że to się uda i nie skończy jak Fable: Legends, czy jak tam się nazywał ten niedoszły asymetryczny koop.
>gra rozgrywa się w stanach, nie ma polskiego dubbingu --> „hur dur, i dobrze, polski dubbing psuje immersję, kto to widział, żeby w Montanie mówili po polsku!”
>>gra rozgrywa się w Polsce, nie ma polskiego dubbingu --> „hur dur, i dobrze, bo gra ma trafić na światowy rynek, pal licho immersję!” xD
Jeśli będą kwestie mówione, to liczę na pełną polską wersję jako dodatek do angielskiej, bo immersja ważniejsza.
Jestem gejem, więc wolę grać facetami, dodatkowo interesuję się historią starożytnej Grecji, do której Kasandra pasuje jak pięść do nosa, bo psułaby resztki immersji i historycznej poprawności (która w tej serii od jakiegoś czasu i tak coraz bardziej się rozmydlała). Jakoś nie uważam, że mam przez to problem ze sobą – po prostu bym tę część olał, tak jak każdą kolejną z wyłącznie żeńską postacią, dopóki by nie wyszła jakaś, do której babka by pasowała. Moim zdaniem przy Unity mieli świetną okazję, żeby zdecydować się wyłącznie na asasynkę i wysłać wyraźny sygnał, że tego należy też spodziewać się w kolejnych odsłonach. Tyle że wtedy pociąg z politpoprawnością jeszcze nie dotarł na stację „dodajemy kobiety wszędzie gdzie się da, bo nas zjedzą na Twitterze”, więc postawili na bezpieczne rozwiązanie i dostaliśmy nudnego Arna zamiast Élise.
Yup, bo to tłumaczy, dlaczego nikt nie ma problemu z Ellie w „dwójce”. W 1. części grało się facetem, ale Ellie była mu równorzędna, gracze ją znają, uwielbiają i chcą poznać jej dalsze losy, a uczynienie z niej głównej bohaterki traktują jako naturalną kontynuację. Przy Odyssey postać wyłącznie kobieca by nie przeszła, bo seria ma za dużą fanbazę facetów przyzwyczajonych do grania facetami, bo tak ich Ubisoft nauczył przez lata.
„Wystarczy jednak spojrzeć na wyniki takich tytułów jak Horizon Zero Dawn lub The Last of Us Part II, aby móc zakwestionować tę tezę” – porównanie niezbyt trafione, bo Horizon to nowa marka, a Ellie była postacią równorzędną wobec Joela, osadzoną w dobrej i klimatycznej grze. W poprzednich 50 grach z serii Assassin’s Creed kobiety były protagonistkami bodaj w całych dwóch, i to w spin-offach (Liberation i Chronicles: China), więc logiczne, że marketing się na to nie zgodził, bo seria uchodzi za „męską”. Biorąc pod uwagę, że Ubisoft potwierdził, że 2/3 graczy w Odyssey grało Aleksiosem, to to była dobra decyzja marketingowa – bez męskiego protagonisty, część potencjalnych kupców (w tym ja) by się pewnie na tę odsłonę wypięła.
edit Kurna, była jeszcze Evie, ale Syndicate całkowicie wyparłem z pamięci xD.
Zmuszanie nie, bo płeć postaci da się wybrać i w dowolnym momencie zmienić – ale promowanie postacią kobiecą serii, w której ponad 75% wybiera mężczyznę, to jest marketingowa pomyłka xD.
Widzę, że Ubisoft bardzo dobrze przemyślał datę premiery. Kiedy skończę grać w Cyberpunk 2077, w sklepach z używkami będzie już Valhalla tańsza o jakieś 60 zł. Świetne prokonsumencie zagranie, którego po Ubisofcie się nie spodziewałem!
Nie wiem, jaka wersja została uchwycona na tym gameplayu, ale mam nadzieję, że to coś sprzed kilku miesięcy, bo wygląda po prostu szpetnie. Animacje, postacie – te elementy są ohydne. No ale jesteśmy co najmniej dwa, może trzy miesiące od premiery, więc do tego czasu akurat te elementy powinny się poprawić.
Bardziej martwi mnie to, czego raczej już nie poprawią, bo po prostu skopiowali to z Odyssey. A takim elementem jest np. walka – znów powolne i nudne naparzanie w przeciwnika i czekanie na naładowanie ataków specjalnych, zamiast poleganie na umiejętnościach gracza, jak we wcześniejszych częściach. To w Odyssey było upierdliwe i zdaje się, że w Valhalli tego nie zmienią. Już nie wspomnę o takich denerwujących pierdołach, jak chociażby wilki i inne tałatajstwo atakujące gracza, kiedy tylko go zobaczą, niepotrzebnie spowalniając zabawę.
Mam nadzieję, chociaż po zachowaniu Ubisoftu jest ona nikła, że nie jest to coś, co zamierzali pokazać za kilka dni. Popełniając przy okazji te same marketingowe błędy, np. usilnie koncertując się na postaci kobiecej, którą wybierze garstka graczy, zamiast próbować trafić do grupy odbiorców, która najbardziej będzie tym tytułem zainteresowana – czyli facetów. Chwalą się niby rozwijaniem osady (nic nowego, było w Assassin’s Creed III, ale tutaj pewnie będzie to coś innego), rzekomymi głębokimi relacjami z postaciami, historią, rozwijaniem się w dowolnym kierunku, brakiem grindu itd. Jeżeli ten wyciek jest w miarę aktualną wersją i tym, co chcieli pokazać, to strzelają sobie w kolano – zapowiadają superrewolucję, a zamiast pokazać rzekomo nowe i dobre elementy, pokazują to, co już widzieliśmy wcześniej, tylko w innym ubranku. Ot, typowy Ubisoft, próbujący po raz setny sprzedać to samo jako coś nowego.
Na potwierdzenie Assassin’s Creed w realiach wikińskich trochę się ucieszyłem, ale od tego gameplayu nawet mi nie dygnął, a gra spadła w rankingu tego, w co w tym roku warto zagrać w pierwszej kolejności. Być może się mylę i w niedzielę Ubisoft nas zaskoczy i będziemy zbierać kopary z podłóg, ale raczej się na to nie zanosi. W Valhallę pewnie i tak zagram (typowy syndrom sztokholmski), ale raczej poczekam, aż w sklepach pojawią się używki na playstation albo wydębię od kogoś na gwiazdkę.
Jako pracownik InPostu, który ma tę nieprzyjemność zajmowania się takimi sprawami, powiem tak: jeśli zamówiłeś w sklepie, którego nazwy nie podam (ale podpowiem, że zaczyna się na „x”, a kończy na „kom”), to nic nowego – oni tak pakują przesyłki, że co chwilę coś z nich wylatuje. Paczka jest pakowana tak, że do kartonika – nieraz zbyt dużego do zamawianego towaru – na dół (sklejony na ślinę taśmą) kładzie się zamówiony towar, a resztę opakowania wypełnia się workami powietrznymi, wskutek czego wszelakiej maści telefony, procesory, karty graficzne, kości RAM itd. radośnie idą dobie do magazynu przesyłek niedoręczalnych jako ubytki. Nie wiem, czy wiesz, ale mamy XXI wiek, cały InPost jest monitorowany, więc zaglądanie do paczek, a tym bardziej kradzież, nie ma najmniejszego sensu, bo polecisz za to szybciej, niż zdążysz powiedzieć „quidditch”. Jedyny potencjalny złodziej to kurier, bo on od momentu załadowania przesyłki na pakę do momentu umieszczenia jej w paczkomacie nie jest monitorowany. A reklamacja odrzucona być może słusznie – podstawą do rozpatrzenia jej jest sporządzenie protokołu szkody, bez tego to sobie możesz. Poza tym, o odszkodowanie dochodzi nadawca, bo to jemu jest ono wypłacane – jeśli zlał sprawę, to z nim, a nie z InPostem musisz dochodzić o zwrot kosztów.
(Inna sprawa: może masz pecha podlegać pod oddział, który nie potrafi nawet poprawnie przyjąć paczki na oddział, nie mówiąc już o ustaleniu, co się stało z zaginioną zawartością i procesowaniu reklamacji – takie też niestety istnieją xD)
Na plus to, że w końcu mogłem zagrać w „Spisek Kopernika”, niedostępny na PC. Po usunięciu zbędnego multi stosunkowo łatwo jest zdobyć 100% osiągnięć. A tak poza tym, to zestaw dalej trzech niezłych gier, ze wszystkimi ich wadami i zaletami. I z trochę lepszą grafiką – otoczenie momentami wygląda świetnie, ale twarze postaci (a zwłaszcza wyłupiaste oczy) często przerażają. Fajnie, że dalej jest możliwość wyboru języka – zacząłem uczyć się hiszpańskiego, więc gram z takim dubbingiem, a nie, jak dotychczas, po włosku. A że oba języki są dość podobne, nie wybija to bardzo z rytmu jak angielski.
No, rzeczywiście Take-Two wcale nie jest takie najgorsze xD. Naciskają na Rockstar, żeby szybciej wypuszczają gry, siedzą na górze kasy z modułów pay-to-win w GTA V i RDRD II, za ich sprawą te gry nie doczekały się singlowych dodatków, wypuszczają serię NBA, nawet nie próbując ukryć, że to jest wirtualne kasyno, w którym tylko element kasyna działa poprawnie... A ostatnio zniszczyło niezależnego dewelopera, żeby go potem wykupić. Wbrew pozorom, T2 to taki sam syf, jak Activision-Blizzard, a paradoksalnie to EA z całej tej trójki jest najmniejszym złem, bo najbardziej są na celowniku, więc udają (a przynajmniej próbują udawać xD), że nie są przebrzydłym megakorpo.
Filmowość pierwszego Uncharted i tak zestarzała się lepiej niż gameplay i projekt poziomów – co pięć kroków gołym okiem widać miejsce, w którym trzeba ciężko westchnąć, bo jak się do niego dotrze, to znów zacznie się strzelanina. Potem pozbieranie amunicji i pięć kroków do następnej strzelaniny. To wszystko sporadycznie przeplatane elementami zręcznościowymi, „łamigłówkami” albo przerywnikami filmowymi (w których często do Drake’a strzelają). Potem znacznie lepsze pod tym względem, bliskie ideału Pośród złodziei, znów „przestrzelane” Oszustwo Drake’a, aż dopiero przy Kresie złodzieja udało im się wszystko idealnie wyważyć i powtórzyć to w Zaginionym dziedzictwie.
Może za rok, jak remaster pojawi się na Steamie. O ile Deep Silver ma tę samą taktykę co THQ Nordic, który daje remastery za darmo posiadaczom oryginału.
Z jednej strony: wygląda świetnie i ma się trochę ochotę kupić na premierę. Z drugiej: otwarty świat, więc lepiej poczekać na recenzje i opinie, czy to przypadkiem nie będzie coś na wzór Assassin’s Creed: Odyssey, z masą zapchajdziur. Tym bardziej, że inFamous jakoś mnie wielce nie porwało, więc Sucker Punch nie ma u mnie takiego kredytu zaufania, żeby brać ich gry w ciemno.
Zamiast szybkiej i nieskrępowanej akcji, elementy platformowe, wieczne braki amunicji, pseudorozwój postaci, jedyny słuszny sposób na pokonanie przeciwnika i inne pierdoły, które skutecznie hamują to, co w „Doomie” najważniejsze – radosną i szybką eksterminację demonów. To nie jest „Doom”, „Doom” ma być szybki i efektowny, a nie pseudotaktyczno-zręcznościowy. [edit] Odsprzedałem po ukończeniu trzech misji, frajdy w tej grze nie było za grosz.
Bo niedługo pojawi się artykuł „Gry, w które chcemy zagrać na XSX”, w którym wymienią te same tytuły multiplatformowe i uzupełnią o Fable IV, Gears of War 6 i kilka innych tytułów na wyłączność Microsoftu i cyk, bez żadnego wysiłku mają darmowy kolejny tekst-zestawienie.
Ej, ale jabole to ty szanuj! Ile ja bym dał, żeby jeszcze poczuć smak komandosa, smak młodości – tych pięknych czasów od gimnazjum do studiów! Dzisiaj już takich jaboli nie robią, ewentualnie z wiekiem mi już wyżarło gardło xD.
Musiałem ostatnio wymienić telefon, bo nie dość, że bateria przestawała już trzymać, to jeszcze w robocie szybkę szlag trafił. Budżet wynosił właśnie 1000 zł, zastanawiałem się nad tymi wszystkimi xiaomi, huaweiami itd., aż w końcu wziąłem samsunga galaxy A40 i jestem zadowolony. Bateria trzyma, ma Androida 10, da się pograć, spokojnie przez osiem godzin w robocie słuchać muzyki na Spotifyu, korzystać z Internetu, czego chcieć więcej? xD Nawet do dzwonienia go niezbyt wykorzystuję, bo do tego mam służbowy, a przełożeni i podwładni wiedzą, że z osobistego odbieram tylko połączenia od rodziny (głównie babci, bo reszta korzysta z Messengera i wie, że mają dzwonić na telefon tylko w nagłych sytuacjach), nieznanych numerów kiedy czekam na paczkę i od czasu do czasu go wykorzystam do zadzwonienia po żarcie, a w celach prywatnych piszą albo dzwonią na Messengerze.
Nie zdziwię się, jeśli Ubisoft pozwoli np. swobodnie przechodzić główny wątek, nie zmuszając do grindowania, przez które zapomina się, jaka w ogóle była fabuła i po co szedłem, ale np. sprawi, że rozwijanie osady będzie mordęgą bez odwiedzania sklepu z mikrotransakcjami, żeby kupić surowce. A od poziomu wioski będzie uzależnione zakończenie, a potem tłumaczenie: „Ale przecież to aktywność dodatkowa, nie musicie rozwijać wioski”. Takie mam do nich zaufanie po ostatnich latach, tych trzydziestu wydaniach każdej gry, wewnątrzgrowych sklepach z przyspieszaczami PD itd., że nie tyle, że im nie wierzę, jak np. EA, ale od razu myślę o tym, jak to obejdą, żeby wyszło na ich, a przy okazji nie dało się ich oskarżyć o kłamstwo*.
*Aczkolwiek kłamać i tak im się zdarza.
Mnie tam głosowo i Aleksios, i Kasandra brzmieli tak samo przeciętnie. Ale Kasandra cholernie nie pasowała do settingu. Pomijam już taki szczegół jak to, że w antycznej Grecji jedynymi kobietami, którym na ogół można było więcej, były kurtyzany, a nie żony i matki, które starożytni Grecy traktowali tak, jak współcześnie niektóre środowiska postrzegają kobiety – że nadają się tylko do kuchni i rodzenia / wychowywania dzieci. Po prostu Kasandra często w ogóle nie klei się z fabułą, nawet jeśli odrzucimy to, jak naprawdę w antycznej Grecji było. Dajmy na to – brała udział w igrzyskach olimpijskich. Do tych prawdziwych dopuszczani byli tylko mężczyźni i walczyli nago, a nie w bieliźnie, jak pokazano w grze, a kobiety nie miały w ogóle na nie wstępu, nawet jako widownia, bo nie wolno im było oglądać nagich mężczyzn niebędących ich mężami. W grze nagle się okazuje, że Kasandrę dopuszczono do igrzysk (spoko, licentia poetica i zupełne nietrzymanie się realiów historycznych, jak w reszcie gry), ale potem pojawia się powiązane z tym zadanie, w którym inna kobieta jest oskarżana o oglądanie półnagich facetów niebędących jej mężem, a Kasandra może przeprowadzić dochodzenie i skazać ją na śmierć za to, że nie szanuje zwyczajów... To, jak i wiele innych elementów – wynikających z tego, że Ubisoft poszedł na łatwiznę i zrobił tę samą postać, tylko zreskinowaną i z innym głosem, nie zastanawiając się nad tym, ile głupot fabularnych z tego wynika – po prostu sprawia, że Kasandra jest w ogóle nie na miejscu. No ale to oczywiste, że uczynienie z kobiety pełnoprawnej postaci, a nie tylko reskinu Aleksiosa, za dużo by kosztowało. A wystarczyło, żeby Aleksios był siepaczem i klocem alfa, walącym z axe’a itd., a Kasandra – ze względu na fizyczne predyspozycje – miała alternatywną ścieżkę, pozwalającą jej się lepiej skradać, wykonywać skrytobójstwa itd., musiałaby udowadniać mężczyznom, że jest warta tyle samo, co oni. To by zachęcało do ponownego przechodzenia gry, a tak mamy tę samą postać, tylko z innym wyglądem i głosem. I żeby nie było – niektóre misje czy wątki były wybitnie pisane dla Kasandry i Aleksios w nich wychodzi tak samo nienaturalnie, jak Kasandra na igrzyskach. Jak mają robić dwie postacie, to niech to robią tak, żeby to coś znaczyło i żeby się to czymś różniło (jak chociażby w Mount & Blade – możesz grać kobietą, niby masz pod górkę, ale ma to swoje plusy i minusy, które możesz wykorzystać na swoją korzyść i być tak samo dobrym albo lepszym niż mężczyzna. Albo, nie wiem, Crusader Kings II – niby bycie homo czy kobietą to dla wielu wada, która oznacza, że potomka trzeba się automatycznie pozbyć, ale to jest element gameplayu, który zręczny gracz potrafi wykorzystać na swoją korzyść).
Ciekaw jestem, czy – podobnie jak w przypadku Odyssey – zaczną tę grę na siłę promować postacią kobiecą, faceta traktując jako dodatek, a potem dziwić się, że 2/3 i tak grała kolesiem xD. I żeby nie było: Aleksios to był do bólu żelbetonowy kloc, ale przynajmniej nie był aż tak oderwany od „rzeczywistości” Grecji przedstawionej przez Ubisoft jak Kasandra.
W Syndicate kawałek Londynu to niemal całe miejsce akcji gry, a w Odyssey i Origins Aleksandria, Ateny, Atlantyda czy Sparta to tylko część dostępnej mapy.
Z dwojga złego już lepiej strzelać do demonów niż do kurierów – strzelisz do kuriera, a będziesz karany jak za strzelanie do człowieka xD.
Praca w firmie kurierskiej w czasach pandemii (w połączeniu z tak nieistotnym faktem, że od lat robi się dosłownie za trzech, a premie i awanse i tak dostają krewni i znajomi królika; no i tym, że od paru tygodni nie wychodzi się nigdzie poza pracą i zakupami, a chlanie ze znajomymi na Messengerze to nie to samo) potrafi jednak człowieka wpędzić w depresję. I na swoim przykładzie mówię, że chociaż Doom: Eternal to jedyna gra, w jaką grałem przez ostatnie dwa tygodnie, to i tak w tym czasie przemęczyłem jakąś godzinę, praktycznie się zmuszając. Więc tak średnio, bym powiedział, sprawdza się w walce z depresją. Ale chyba i tak lepsze to, niż znów faszerować się antydepresantami.
„Najlepsze” seriale, a na liście Arrow i Nie z tego świata xD. Oba w zasadzie dobrze zaczynały, ale im dalej w las, tym gorzej i dotrwanie do końca jest trudne. Arrowa skończyłem oglądać po tej serii z Ra’s al Ghulem, czyli bodaj po trzeciej. Nie z tego świata jako guilty pleasure przetrwałem naprawdę długo, ale poddałem się bodaj podczas jedenastej serii, po odcinku, w którym okazało się, że Hitler przeżył, bo stworzył sobie horkruks. Wtedy mój mózg ostatecznie się zbuntował i stwierdził, że poziom głupoty tego serialu, który rósł na potęgę od piątej serii, w siódmej przebił dno, a teraz pikuje w nieskończoność, jednak nie jest dla niego.
Nie wiem, czy id Software utrzyma poziom poprzedniej części (mam szczerą nadzieję, że tak), ale mam stuprocentową pewność, że Gordon znów zniszczy system muzyką. Ścieżka dźwiękowa z Doom 2016 to moim zdaniem jak dotąd jeden z najlepszych soundtracków do gier w dziejach (i to nawet mimo tego, że ma elementy dubstepu, którego po prostu nie trafię, bo autentycznie boli mnie od tego głowa).
[edit]
Autor komentarza poniżej mnie uświadomił. Jednak przepraszam, GOL-u, dopiero co wróciłem z pracy i jeszcze nie włączyłem trybu ogarniania rzeczywistości xD.
No, superkomiks – koleś za wielokrotne molestowanie seksualne klientek dostaje reprymendę, a nie zwolnienie i proces w sądzie, i to jest niby zabawne? GOL-u, weźcie czasem pomyślcie, zanim coś upublicznicie. Żeby nie było: bawią mnie żarty o dzieciach w blenderze, mydle „Żydek” czy cenzopapy, tyle że ja nie jestem aspirującym opiniotwórczym serwisem o wielomilionowych zasięgach, który odwiedzają też dzieci, a nawet mimo tego potrafię się powstrzymać od niesmacznego i nietrafionego żartu, kiedy jest to potrzebne.
Mimo prostoty – czasem wręcz prostactwa – i mimo słabo przemyślanego interfejsu (ekwipunek, zarządzanie nieruchomościami), bawiłem się świetnie przez te kilkanaście godzin potrzebnych na ukończenie. I przypomniałem sobie z całą mocą, że dalej chętnie zagrałbym w „Fable IV”.
No tak, Wiedźmin musiał się znaleźć, a gdzie Skyrim z 29,5 tys. graczy (na dwóch wersjach), Crusader Kings II: Mroczne wieki (9,2 tys.), Europa Universalis IV (22,9 tys.), Cities: Skylines (18,8) czy No Man’s Sky (6,3 tys.)? Można wiedzieć, jaka była metodologia, że na listę załapały się gry, w które gra kilkaset osób, a pominięto te, w które rzeczywiście – jak w temacie – grają tysiące?
Lol, jest kolejny wypierd przeciętniaka Shinkaia, który w kółko wałkuje ten sam scenariusz, skądś tu się wziął Władca pierścieni, ale zabrakło chociażby Czasu apokalipsy, Mechanicznej pomarańczy, Rękopisu znalezionego w Saragossie, Łowcy jeleni, Tronu we krwi czy Taksówkarza. Nie będę snobem i nie wspomnę nawet o braku Obywatela Kane’a czy Pancernika Potiomkina xD.
Lol, ale gdzie w serialu Calanthe kaleczy sobie język opowiadając o bitwie pod Chociebużem? Tę nazwę wypowiadają dwie postacie – Ciri i Renfri – w zangielszczonej wersji „Hochebuz”. Pierwsza mówi [hoczebuz], druga [hoszebaz], i tyle.
Za jakieś 20 zł, czy ile za to dałem, można sprawdzić. Może nieprzesadnie intrygująca, ale poprawna opowieść z kilkoma zakończeniami.
Tak się zastanawiałem, czy w 2019 roku skończyłem dziesięć gier, bo kupiłem na pewno koło 50. A potem sobie przypomniałem, że przecież w zeszłym roku kupiłem playstation 4, więc tylko dlatego udało mi się skończyć co najmniej 22 (chyba życiowy rekord). Z czego bodaj wszystkie – poza GreedFall, Diablo III i South Park: The Fractured but Whole – to exclusive’y Sony, a GreedFall to chyba jedyna gra z 2019 roku. Niestety – lista gier, które zacząłem, a ich nie skończyłem, jest dłuższa :/.
Rzeczywiście – okazuje się, że na Firefoksie czcionka jest biała, tylko na głównej przeglądarce (Opera GX) z jakiegoś powodu jest czarna. Posprawdzałem wtyczki, żadna nie ingeruje w czcionki, w ustawieniach też nie widzę niczego, co by mogło na to wpływać, ale pokombinuję jeszcze, czemu tak się dzieje akurat na tej jednej przeglądarce.

Czy można sprawić, żeby lead artykułu wyświetlanego na głównej też był białym kolorem? Czarny na ciemnym motywie jest praktycznie niewidoczny bez zaznaczania kursorem (a przynajmniej przy mojej wadzie wzroku).
To, że ze sprzedaży biletów zarobiono 261 mln dolarów, wcale nie oznacza, że ta kwota wróciła do producentów. Każdy kupiony bilet to opłata dla sieci kinowej, dystrybutora itd., więc producent z każdego sprzedanego biletu otrzymuje dla siebie około połowy, może mniej (a na rynkach zagranicznych nawet mniej). Jeśli chce się policzyć opłacalność filmu, to najprościej jest podzielić wynik z box office’u na dwa i porównać z budżetem – w przypadku nowego Terminatora ~130,5 mln zysku wobec 185 mln budżetu oznacza, że film nawet nie zwrócił kosztów produkcji, a jeśli doda się do tego całą resztę (marketing itd.), to wychodzi na to, że producent na nim stracił.
Sprytne: „gier, które w ciągu ostatnich 10 lat najbardziej zapadły nam w pamięć” – mówicie więc jasno, że chodzi wam po prostu o dekadę w sensie 10 lat, ale chwilę potem dodajecie zastrzeżenie, że w 2020 roku, żeby mieć więcej klików, zaktualizujecie listę, bo nagle okazuje się, że chyba jednak chodzi o 2. dekadę XXI wieku, o czym w nagłówku nie ma ani słowa xD. Ale tak, skoro XXI wiek zaczął się w 2001 roku, pierwsza jego dekada przypada na lata 2001-2010, to druga – obecna – to lata 2011-2020. Nie ma w tym żadnej większej logiki.
Zabrakło mi tego ładunku emocjonalnego, co w pierwszej części i cliffhangerów, które sprawiały, że z niecierpliwością czekałem na następny odcinek. No i zręcznego wykorzystania licencjonowanej muzyki.
Taki szczegół może, ale skoro każdy jeden sequel Diablo miał cyfrę rzymską, a czwarta część oficjalnie będzie nazywała się Diablo IV, to może w końcu zaczniecie używać oficjalnego tytułu zamiast cyfry arabskiej? Co robicie z tymi nanosekundami, które oszczędzacie na napisanie „4” zamiast „IV”?
Gdyby Ubisoft rzeczywiście zrezygnował z możliwości wyboru płci grywalnej postaci – co wydaje mi się mało prawdopodobne – może by się to przełożyło na jej jakość. Jakby nie patrzeć, w Odyssey zdecydowana większość grała Aleksiosem, więc po co w nowej grze marnować środki na tworzenie żeńskiego reskinu? Kasandra była beznadziejną postacią właśnie przez to, że napisali Sztampowego Kloca-Siepacza, a potem podmienili mu skórkę i nagrali dialogi z kobietą, żeby zaspokoić SJWs. Już nie mówiąc o tym, że nie współgrało to z realiami historycznymi. A mogło by być tak pięknie, gdyby trzymali się historii i Kasandra by była traktowana przez mężczyzn jako gorsza, ale miała fabułę napisaną z uwzględnieniem jej płci i roli w społeczeństwie. Starożytna Grecja to nie tylko wojownicy, ale też polityka i intrygi – Aleksios byłby siepaczem bez grama finezji, ale Kasandra mogłaby w pełni korzystać z umiejętności asasynów. Każde miałoby różniąca się ścieżkę fabularną, z zadaniami i ścieżkami niedostępnymi dla drugiej płci. Wtedy grę by się może opłacało przejść dwa razy. No ale to by kosztowało, więc lepiej po prostu zrobić jedną postać i podmienić jej wygląd i głos. Gdyby w nowym Assassin’s Creed była tylko jedna postać, może scenarzystom udałoby się ją napisać sensownie.
Niestety, po 14 latach od premiery gra jest cholernie denerwująca przez idiotyczne rozplanowanie poziomów. Ot, chociażby respawnujących się bez końca przeciwników, przeszkadzających w rozwiązywaniu zagadek środowiskowych. W połączeniu z zapisem tylko w wybranych przez dewelopera miejscach prowadzi to tylko do frustracji i odkładania gry na kilka tygodni. Oceniam wersję na vitę (bo nie ma jej w bazie GOL-a) jako grę „autobusową”. Na normalnym padzie może by to nie było tak denerwujące.
Czekaj, czekaj... od kiedy za „niszowe indyki” i „obskurne bootlegi z lat 80.” odpowiadają DUŻE studia deweloperskie? Aczkolwiek jestem gotów się założyć, że w japońszczyźnie mogła pojawić się taka postać w grze jakiegoś większego i bardziej znanego tam, ale nie na Zachodzie studia.
Tytuł jest zwykły klikbajt, bo najbardziej dochodowym filmem komiksowym w historii prawdopodobnie i tak zostaje Koniec gry (aczkolwiek nie wykluczam, że po uwzględnieniu inflacji może to być inny film) – nawet po odjęciu marketingu, doli dla kin, dystrybutorów itd., Disney zarobił na tym ponad miliard dolarów, podczas gdy czysty zysk z Jokera to góra kilkaset milionów. Nawet w przeliczeniu „dolar zysku na każdego dolara przeznaczonego na budżet” wypada słabiej niż MCU czy DCEU. Po prostu ma największy dochód względem budżetu, co nie przekłada się na najbardziej dochodowy film.
Ja tam się cieszę, że mam wersję na plejaka, bo na moim komputerze i tak bym nie wyciągnął lepszej grafiki, a tylko bym się denerwował, siedząc kilkadziesiąt minut w opcjach, szukając optymalnej konfiguracji xD. A poza tym, gra jest nudnawa – kupiłem, pograłem jakieś sześć godzin i od tego czasu leży nieużywana, bo nie czuję konieczności wracania do niej.
Gratuluję Cenedze, brawo. Mój preorder na PS4 nie doszedł, bo dowiedziałem się, że dystrybutor spóźnił się z wysyłką do magazynów. To samo usłyszałem w pozostałych sklepach, a łącznie byłem w siedmiu. Media Markt dostało pięć sztuk, ale zeszły od razu, zostało tylko te pięć, które dostali na Xboksa One. Ale za to Cenega nie spóźniła się z CoD-em, w każdym sklepie mieli tego na pęczki na każdą platformę :/. Przynajmniej Sony się nie spóźniło, to na pocieszenie kupiłem chociaż MediEvil.
Który to lektor w grach na szczęście skończył się po STALKER-ze, Stranglehold i jakichś dwóch pierdołach dla dzieci, które CD Projekt zlokalizował tak po taniości.
Tak, ta święta immersja. Najbardziej ją odczuwam chociażby w Dragon Age’ach, gdzie wszyscy mówią po angielsku, tylko że czasem z idiotycznym, powodującym napad głupawki francuskim akcentem. Zresztą, akurat w Cyberpunku będzie mnóstwo technobełkotu i slangu, którego ze słuchu nie zrozumiem, a nie zamierzam marnować gry na czytanie napisów, więc będę grał z dubbingiem, żeby bez przeszkód chłonąć fabułę i świat, a nie męczyć się w imię immersji.
To jest takie typowe pierdolomento pod z góry założoną tezę „jak nie jest słowiańskie, to polski dubbing nie pasuje”. Niech Cedep jak najszybciej udostępni w Internecie to, co pokazali na PGA, żeby ludzie sami mogli sobie wyrobić opinię, a nie bazować na jakichś z zadka wyciągniętych założeniach rzekomo poważnych redaktorów serwisów growych. To, co usłyszałem, było naprawdę niezłe i trudno jest się do czegoś przyczepić. A już na pewno nie wyczuwam w tym żadnego ujmowania klimatowi gry.
Śliczna oprawa wizualna i piękna muzyka, czasami miałem wrażenie, jakbym grał w połączenie „Kubo i dwóch strun” i „Spirited Away: W krainie bogów”, wymieszane jeszcze z „Ori and the Blind Forest”. Mechanika ciekawa, ale szkoda, że szybko staje się powtarzalna. W tym przypadku czas przejścia wynoszący trzy do czterech godzin jest plusem.
Nie wiem, jakim cudem na liście najlepszych znalazły się Rage 2 i Borderlands 3 – przecież to są tak nudne i wtórne strzelanki, że szkoda gadać. A brakuje, przynajmniej moim zdaniem, GreedFall, który mimo niemałych niedociągnięć zjada obie te gry na śniadanie.
Zauważył ktoś jakieś poprawki do lokalizacji wprowadzone wraz z łatką 1.03? Bo ja tam dalej widzę, że jest „Petrusa.” zamiast „Petrus”, więc skoro przeoczyli takiego byka, to mam poważne wątpliwości odnośnie do zakresu rzekomych poprawek. Plusem na pewno jest możliwość powiększenia tej mikroskopijnej czcionki, ale za późno o jakiś tydzień, bo mniej więcej tyle czasu temu skończyłem tę grę niemal na 100% (nie mogłem wykonać ostatniego zadania dla Sojuszu Mostu, bo w poprzednim dokonałem wyboru, który je zablokował).
No na pewno nie były od razu, bo polska lokalizacja się pobiera dopiero z łatką. Zresztą, nawet na tyle pudełka jest napisane, że polska wersja wymaga pobrania aktualizacji.
Pewnie w okolice 50-60 zł. Przynajmniej w tym sklepie z używkami, do którego chodzę najczęściej.
A co to ma do rzeczy? Sadowa brała też udział w dubbingu do Logana, Deadpoola 2, Until Dawn (gdzie była jedną z nielicznych postaci, które w polskiej wersji wypadały znośnie), Days Gone czy Detroit: Become Human. Najlepsze w niej jest to, że ma tak niecharakterystyczny głos, że można ją osadzić w całym spektrum ról głosowych i nie zorientować się, że każdą z tych postaci dubbinguje ta sama osoba, a to moim zdaniem jest w dobrym dubbingu najważniejsze. Ale i tak będę słuchał Kuli, bo jak zawsze będę grał facetem – grając kobitką nie potrafię się wczuć w postać (mowa o grach, gdzie jest wybór, bo Lara Croft, Aloy czy inna postać od podstaw pomyślana jako kobieta to co innego).
Jak tak dalej pójdzie, to Red Dead Redemption II wyjdzie na pecetach, zanim to skończę na plejaku xD. Zacząłem, ale znudziło mnie po pięciu godzinach, a przy okazji trochę zirytowało. Ot, chociażby dowalaniem kosmicznej sumy za głowę Morgana, który zabił jakiegoś enpeca na zadupiu, bez żadnych świadków (no chyba że to Skyrim i zwierzyna donosi...) albo potrącenie przechodnia.
Jeszcze rozumiem te „Budzące skojarzenia z piaskownicami ubisoftu znaki zapytania”, bo może autor nienawidzi Ubisoftu i celowo napisał nazwę tej firmy z małej, ale zastrzeżenie, że egzemplarz recenzencki otrzymał bezpłatnie od dystrybutora, Cenegi, rozbroił mnie na łopatki. Ja tam na pudełku (wydanie PS4) widzę, że dystrybutorem jest CDP, a nie Cenega.
Głos oddany na jedyną sensowną opcję, Swaroga i Welesa. Ale i tak wiadomo co wygra.
Tyle że sugerowana przez dystrybutora cena za pudełkowe wydanie konsolowe to 199,99 zł, czyli tyle, ile kosztuje cyfrówka na Steamie. A że pudełka niemal zawsze da się kupić taniej? Taka już specyfika naszego rynku. Ja kupiłem wydanie na PS4 za 169 zł w jednym z elektromarketów i nie narzekam – ważne, że jest pudełko, żeby się kurzyło w kolekcji, którego niestety nie ma w przypadku wydania pecetowego.
Strzelanie fajne i mięsiste, ale nie licząc tego, gra jest straszna nuda. Wątek fabularny wystarcza na jakieś cztery godziny, a potem zostaje co najwyżej zaliczanie powtarzalnych pytajników na mapie. A szkoda, bo pierwsza część, nawet jeśli daleko jej do najlepszej strzelanki w dziejach, a nawet do najlepszej strzelanki id Software, była całkiem niezła.
Ciekawe, czy w tym trybie odczarują to, jak w Odyssey przedstawiono męski homoseksualizm czy rolę i prawa kobiet w społeczeństwie. Bo warto by było, żeby ludzie wiedzieli, że – wbrew temu, co się wydaje – w antycznej Grecji wcale nie było z tym tak liberalnie i współcześnie, jak to pokazali w grze.
Mówiąc szczerze, „Reaper of Souls” – ogrywany zaraz po podstawce – trochę mnie znudził. W podstawce zabiłem 18k przeciwników, a w „RoS” 6k, ale połowa to było robactwo padające tuzinem po jednym szlagu. Poza tym, zamiast jakoś sensownie zwiększyć poziom trudności, po prostu podbito przeciwnikom żywotność – na poziomie trudnym, dalej niemal nie ponosząc obrażeń, musiałem po prostu dwa razy więcej walić w X/R2, żeby ich pokonać. Ale wydanie konsolowe jako takie jest bardzo dobre, to było dobrze wydane 30 zł.
Ostatni mój kontakt z „Diablo” to była „dwójka” stulecia temu, jakoś chwilę po tym, jak wyszła w polskiej wersji, można więc powiedzieć, że nie znam tej serii. Ale „trójka” okazała się być świetną dynamiczną, bezmózgą sieczką, przy której można się naprawdę nieźle odstresować. Aczkolwiek nie wiem, czy to tak ma być, że na poziomie trudnym wbijam się barbarzyńcą w dowolną grupę przeciwników czy w bossa i kładę ich tornadem, samemu prawie nie ponosząc przy tym obrażeń. Albo coś jest niezbalansowane, albo dla jaj poziom normalny nazwali „trudnym”.
Why not both? Co prawda odkąd kupiłem playstation 4 gram głównie na tej platformie, ale pecet nie poszedł w odstawkę. Raz, że mody; dwa – strategie; trzy – zboczone visual novele; cztery – TESO. A na plejaku pograłem w końcu nie tylko w exclusive’y, ale też w gry multiplatformowe, których na peceta nie kupowałem – chociażby Diablo III: Ultimate Evil Edition w pudełku (jestem kolekcjonerem, muszę mieć jak najwięcej na półce!) kupiłem za trzy dyszki, a na blaszaku musiałbym wydać co najmniej drugie tyle.
A co się tyczy premier, to tak szczerze we wrześniu najbardziej czekam na GreedFall, bo większość pozostałych mniej lub bardziej szumnych premier to odgrzewane kotlety, w dodatku z gatunków, które średnio mnie nie interesują. Po poprzednich doświadczeniach z grami Spiders spodziewam się drewna techniczno-gameplayowego, za to z dobrymi postaciami, interesującą fabułą i ciekawym światem/klimatem. Brakuje mi ostatnio trójwymiarowych zachodnich RPG stawiających na fabułę, a nie tylko na walkę, eksplorację i pusty otwarty świat, a izometryczne po prostu już mnie mierżą. To było modne, kiedy byłem pacholęciem, a nie po to dorastałem, obserwując jak gry przechodzą w trójwymiar, żeby teraz wracać do tego, co było kiedyś. Mam zamiar grać na playstation 4, ale z kupnem wstrzymam się do czasu, aż będą oceny – czy warto w ogóle kupować teraz, czy poczekać aż stanieje. Albo czy sensowniej nie będzie kupić wersji pecetowej, gdyby konsolowa miała być niedopracowana.
PS GOL-u, zróbcie w końcu coś z tymi ankietami na ciemnym motywie. Nie zamierzam przełączać się na jasny tylko po to, żeby widzieć coś, co powinno być (i wcześniej było!) widoczne na każdej wersji...
Tyle że Man of Medan wydaje Bandai, którego gry rzadko mają polską wersję. A jeśli jakieś już mają, to chyba niemal wyłącznie te powiązane z Dragon Ballem, cała reszta (poza jednostkowymi przypadkami, jak Dark Souls) jest po angielsku.
@Dracorian Nie ma żadnego wymogu, na polskim rynku można wydać grę w jakiej się chce wersji językowej, chociażby i z zuluskim dubbingiem, bez nawet angielskiego tłumaczenia. A nawet gdyby były jakieś narzucone wymogi, to gry bez polskiego po prostu by u nas nie wychodziły w pudełkach, a dostępne były tylko w dystrybucji cyfrowej, uniezależnionej od polskiego prawa.
Z wymienionych seriali do końca obejrzałem tylko Czarnobyl i Euforię. Co do Czarnobyla się zgadzam, bo chociaż serial jest w wielu miejscach mniej lub bardziej przekoloryzowany albo przedramatyzowany, to mimo wszystko pozostaje świetnie zrealizowaną, trzymającą w napięciu produkcją. Ale Euforia... nie mogę odmówić mu bardzo dobrej otoczki technicznej i niezłej obsady, ale, na Cthulhu, serialu tak bardzo o niczym nie widziałem już od dawna. Wątków masa, ale po zakończeniu pierwszej serii dalej mam wrażenie, że scenarzyści nie mieli na to pomysłu innego niż zlepek niby to kontrowersyjnych sytuacji i scenek z życia, które zdają się prowadzić donikąd.
Coś mi się wydaje, że to nie jest „zasługa” konsolowców, którzy stracili exclusive, tylko pecetowców, bo to exclusive dla znienawidzonego EGS, dodatkowo zabezpieczony równie znienawidzonym Denuvo. Wystarczy popatrzeć na GOL-u na oceny gier konsolowych, żeby zobaczyć, jak są niekiedy pozaniżane w przypadku tych, których brak najbardziej boli pecetowców (a co boli sam dobrze wiem, bo dopiero pół roku temu zdecydowałem się na konsolę) – ot, chociażby oceny Red Dead Redemption II, God of War czy Spider-Mana.
Raczej niewiele. Quantic Dream tylko współpracowało z Sony, ale zachowało prawa do swoich marek, więc kiedy studio kupili Chińczycy, mogli wydać jego gry na innych platformach. Sucker Punch jest własnością Sony, więc marka inFamous też i nie ma co liczyć na to, że Sony wyda te gry na pecetach. Nie ma też co liczyć na God of War, Uncharted, Days Gone, The Last of Us czy Killzone. Ale takie np. Until Dawn czy Spider-Man teoretycznie mogłyby się pojawić gdzie indziej.
Prosta, ale przyjemna gra z ciekawym lore. Fabuła niby prosta, ale chcąc poznać całą historię, trzeba eksplorować. Pod względem gameplayowym nie ma szału, to zwykły symulator chodzenia z elementami przygodówki, w którym przez pięć godzin szwendamy po tych samych korytarzach i rozwiązujemy niezbyt skomplikowane zagadki. Całość ładnie wygląda, muzyka jest kapitalna, polski dubbing całkiem przyjemny. Największą wadą jest backtracking, który może po pewnym czasie zacząć nużyć. No a jeśli nie macie move’ów, to w ogóle nie pogracie – brak obsługi dualshocka też można uznać za sporą wadę.
Naprawdę przyjemna (chociaż to chyba nie jest odpowiednie słowo w kontekście tego, co dzieje się na ekranie) przygodówka, która fajnie bawi się konwencją B-klasowego horroru. Szkoda tylko, że podzielona i zaprojektowana jest tak, że poznanie alternatywnych wydarzeń wymaga ponownego przechodzenia całych, nierzadko trochę długich rozdziałów. No i, chociaż nie jestem uprzedzony do polskiego dubbingu i nawet lubię tę formę opracowania audiowizualnego, to w „Until Dawn” niestety lepiej jest grać po angielsku. Postacie żeńskie są fatalnie zagrane, a męskie są nierówne.
Fabuła znacznie krótsza niż w „The Heist”, a poza nią tylko kopiowane z podstawki aktywności poboczne. Do ukończenia w jakieś 1,5 godziny (przy założeniu, że wyzwania Screwball tylko się zaliczy, chociaż na brąz).
Dodatek na jakieś 2,5 godziny – tyle zajęło mi ukończenie fabuły, zadania pobocznego i wykonanie wszystkich aktywności pobocznych na poziomie niezbędnym do zdobycia wszystkich trofeów. Jeśli ktoś się uprze, żeby zdobyć złoto we wszystkich wyzwaniach Screwball, to zajmie dłużej. Interesujące wprowadzenie do „Miasta, która nie śpi”, ale szkoda, że większość czasu zajmują znajdźki i skopiowane z podstawki aktywności poboczne, a fabuła wystarcza na około godzinę.
Pierwsza – i, zakładam, jedyna – gra, w której zdobyłem platynę. Przede wszystkim: świetny model poruszania się po mieście, doświadczenie przy tworzeniu „Sunset Overdrive” zaprocentowało. Historia, chociaż sztampowa, nawet interesująca. Mechanicznie nic nowego, ale to zgrabne połączenie znanych z innych gier elementów. Najgorzej wspominam aktywności poboczne – kilka (laboratoria Harry’ego, misje dodatkowe) miało sens, ale większość to mało interesujące zapchajdziury.
No tak, EA ostatnio narzekało, że ludzie ich mają za złych i chciwych, a oni przecież są fajni ludzie. Ale jak tak popatrzeć, to na „promocji” za komplet The Sims 4 trzeba zabulić 1521 zł („promocja” nie obejmuje najnowszego dodatku, ten trzeba kupić za 140 zł). Bez promocji – 2270 zł. Jak się zastanowić, to to jest więcej niż moja podstawowa miesięczna wypłata netto...
U.V., no super, wiadomo, że kliki są ważne, ale weźcie może codziennie o 22.00 publikujcie po prostu jeden tekst z podsumowaniem wszystkich pierdół na temat Cyberpunku zamiast pisać osobny news o każdej dupereli? Bo sorry, ale w chwili, kiedy piszę ten komentarz, sama tylko sekcja głównej GOL-a z wyróżnionymi tekstami / newsami to dziewiętnaście grafik, z czego trzy (15%) to Cyberpunk. A żeby było zabawniej: dwie (10%) to reklama (zaliczam do tego sponsorowane przez Sony Granie z Plusem), a cztery (20%) w ogóle nie dotyczą gier, tylko filmów i seriali. 45% najważniejszej sekcji na głównej jest więc albo monotematyczna, albo o żopie Maryny. Albo weźcie może napiszcie jakiś skrypt, żeby w tej sekcji pojawiał się tylko jeden tekst zawierający dany tag, coby uniknąć monotematyczności na głównej.
Pomijając sztampową fabułę, która urywa się, żeby zostawić sobie furtkę na kontynuację, jest to dość przyjemne kino sensacyjne klasy B w konwencji VR-owej. Za pomocą move’ów gra się świetnie. Sporo akcji, chociaż momentami tempo lekko siada przez przydługie sekwencje mówione.
@bboy Przede wszystkim – 30% to standardowa stawka. Po drugie: z kluczy, które kupujesz na G2A, dostajesz od deweloperów, znajdujesz w „CD-Action”, bundle’ach czy podczas innych darmowych rozdawnictw, Steam nie dostaje ani grosza, a i tak musi utrzymać infrastrukturę. Steam = tańsze gry na pecetach, chociażby za sprawą keyshopów. Epic = cena narzucona przez wydawcę i Sweeney’ego. Niech każdy ma wybór, gdzie woli kupować i którą platformę wspierać, to rynek zweryfikuje, kto ma rację.
Raz, że informacja o patencie z zakładki „Lokalizacja” pochodzi gdzieś z 2013 roku, kiedy gra była w powijakach, więc niemal na pewno ten element wyrzucili (co by zresztą potwierdzał opublikowany gameplay). Dwa: Cedep już dość dawno temu potwierdził, że Cyberpunk zostanie wydany z polskim dubbingiem, więc nie wiem, skąd autor wziął założenie o tym, że lokalizacja będzie tylko kinowa. Sam GOL zresztą o tym pisał: https://www.gry-online.pl/newsroom/cyberpunk-2077-z-pelna-polska-wersja-jezykowa/z41ad86
„Twórcy kalek sami nakładają na siebie poważne ograniczenia, których potem nie są w stanie przeskoczyć” – jak rozumiem, np. pijany kierowca, który wjeżdża w kogoś na pasach i tworzy kalekę, nakłada na siebie jakieś ograniczenia? o.O
Ale abstrahując od tego – z artykułem jako takim się zgadzam. Nie bez powodu „pixel art” to jeden z tagów, który wykluczam z wyszukiwania na Steamie. Te czasy już minęły, do tytułów z tamtej epoki lubię wracać, ale kalk nie potrzebuję, kiedy jest tyle nowych gier do zaliczenia, a czasu tak mało.
Jedynym plusem grania na pececie, a konkretniej na klawiaturze i myszy, może być (chyba) ułatwione sterowanie, bo przy oryginale na playstation trzeba mieć niekiedy ze cztery ręce, żeby wcisnąć jednocześnie wszystkie wyświetlane na ekranie przyciski, a potem jeszcze machnąć padem. A sama gra... powiedzmy, że jeśli gracz nie koncentruje się za bardzo na logice fabuły, to może naprawdę wciągać i się spodobać (stąd oceniłem ją dość wysoko). Ale są momenty, kiedy po prostu nie da się nie koncentrować na głupotkach fabuły, postaci czy na tym, jak nagle zupełnie z czapy przeczą one swojemu charakterowi czy ładują się w jakąś bzdurną sytuację. Tożsamość Zabójcy z Origami też moim zdaniem jest trochę z czapki, no ale jakiś plot twist musiał być.
W przypadku gier Bethesdy świadczy – to, co ma dubbingowane zwiastuny, zostaje wydane z dubbingiem. To, co ma zwiastuny z napisami, wychodzi w wersji kinowej albo bez tłumaczenia (przy czym ta ostatnia sytuacja dotyczy tylko TESO). To nie Ubisoft, który dubbinguje zwiastuny, ale dubbingu w grach nie stosuje.
Ta ankieta w sumie trochę z czapki jest, bo korzystam z dwóch opcji – opłacam abonament, ale dzielę konto z trzema członkami rodziny, które mi zwracają swoją część należności.
Gra ukaże się 14 maja 2019 roku i zaoferuje lokalizację kinową, czyli z polskimi napisami.
No chyba nie. Zwiastuny są z dubbingiem, karta gry w sklepie na Steamie ma informację o dubbingu, Cenega też mówi, że będzie dubbing.
Jak już chcecie pisać o każdym odcinku, to może chociaż... ja wiem, publikujcie jego streszczenie, żeby te posty się czymś od siebie różniły i nie były tylko próbą zrobienia łatwych, ale w zasadzie pustych wejść? Albo wspomnijcie o tym, że wczoraj wieczorem, jeszcze przed premierą, po Internecie się rozlały wycieknięte, niestety legitne sceny z odcinka?
Klisza goni kliszę, momentami jest cholernie pretensjonalna, ale mimo wszystko – dość absorbująca, a przy okazji nieźle zagrana. Dałbym 8, gdyby Jodie biegała, zamiast się ślamazarzyć.
@ReznoR666 To w sumie ciekawe, bo w tym roku, po dwudziestu pięciu latach grania na pececie, kupiłem playstation 4 i nie żałuję. Komfort jest dużo większy, bo po prostu wsadzam płytę do napędu i gram od razu, a gra się w międzyczasie instaluje na dysku. Kupuję używaną grę w Powerplayu za 40-70 zł, przechodzę i oddaję ją – dostaję z powrotem połowę tego, co zapłaciłem i dopłacam kilka-kilkanaście złotych, żeby kupić następną. Albo po prostu pożyczam od znajomego. Nie muszę czekać, aż będzie promocja na Steamie, w której grę można kupić za ~50 zł, bo za więcej szkoda – jeśli mi się nie spodoba, to może być problem z jej zwróceniem. Jedyny minus jest taki, że PlayStation Now nie jest oficjalnie dostępne w Polsce, więc trzeba założyć dodatkowe konto. Rzecz jasna, jest niewielka grupa gier, w które dalej lepiej grać na pececie – (nie licząc tych, które w ogóle nie wychodzą na konsolach, jak strategie czy visual novels) to te obsługujące mody, stąd Cyberpunk 2077 raczej kupię na kompa. Ale w całą resztę spokojnie mogę grać na PS4 – nie dość, że jest taniej, to jeszcze wygodniej i zawsze można się gry pozbyć. Plus, nie muszę wspierać monopolistycznych zapędów Epic, po prostu kupując Metro: Exodus czy The Outer Worlds na plejaka.
No w sumie, sam będąc dotąd zatwardziałym pecetowcem, w tym roku zaopatrzyłem się w PS4 i nie żałuję. Komputer mam co prawda mocny (no, w każdym razie taki był w momencie kupna, dzisiaj mocniejsze nowe gry chodzą na średnich), ale co z tego, skoro zaczyna brakować dobrych singlowych gier AAA? Coraz więcej teraz na pecetach indykowego śmiecia albo usieciowionych produkcji z segmentu AAA, że już nie wspomnę o coraz częstszym usuwaniu gier ze sklepu, w którym je kupuję, bo Epic przekupuje ich wydawców. Peceta rzecz jasna nie porzuciłem, jest podpięty pod telewizor razem z plejem, ale służy mi już głównie do przeglądania Internetu i korzystania z Office’a, a z gier – do Anno czy Tropico. Na pececie mogę też pograć w gry Microsoftu (gdyby wydawali w ogóle jakieś, które mnie interesują), a kto wie, czy w przyszłości nie da się odpalić gier z xboksa. Tak czy siak, playstation to była dobra inwestycja, bo przy ilości wolnego czasu, jaką dysponuję, mam teraz co najmniej rok nadrabiania singlowych gier nieskażonych elementami sieciowymi i mikrotransakcjami, z perspektywą kolejnych interesujących premier. No i ma to jeszcze inny, naprawdę spory plus – brak zabezpieczeń. Pożyczam grę od znajomego, przechodzę i oddaję albo kupuję używaną w Powerplayu i odsprzedaję po przejściu, jeśli nie spodobała mi się na tyle, żeby zostawić ją w kolekcji. Tego mi cholernie na pecetach brakuje, bo pamiętam jeszcze czasy, kiedy dało się tak robić na komputerach. Jakieś minusy? Jeden, dość spory – brak wstecznej kompatybilności i PlayStation Now oficjalnie niedostępne w Polsce, więc trzeba mataczyć z kontami.
Nah, nie ma w tym nic przezabawnego – po prostu Sony lubi sobie od czasu do czasu wypuścić zwiastun z samymi dialogami, bez żadnych innych dźwięków. Przezabawny to był zwiastun Opiekuna, który kilka lat temu wypuścił Netflix. Jeszcze nie do końca kojarzyli, że w Polsce stosuje się taki szmelc jak szeptanka, więc wysłali polskiemu studiu wersję, do której trzeba było nagrać dubbing. Studio nagrało lektora, więc wyszedł zwiastun z muzyką, dźwiękami i lektorem czytającym nieistniejące dialogi, bo postacie tylko niemo kłapały gębami. Zwiastun do dzisiaj jest na Netfliksie.
Ci od PR-u i reklamy to teraz mają jak pączki w maśle: najpierw wystarczyło powiedzieć, że gra nie będzie miała mikrotransakcji, teraz wystarczy jeszcze dodać, że nie podpisali cyrografu w Epikiem, i voilŕ – zerowym kosztem generują pozytywne nastawienie do gry xD. PR-owcy z EA czy z Activision ich nienawidzą!
edit: GOL-u, weźże popraw kodowanie, bo zamiast „a” z grawisem, wychodzi wam kasza.

Widzę, że przy okazji odświeżonej wersji „trójki” polski oddział Ubisoftu zlecił jakieś poprawki do jej tłumaczenia – co niezbyt pomogło, bo temu niechlujstwu może pomóc tylko dogłębna, profesjonalna redakcja i korekta. No ale usunięto kilka najbardziej rzucających się w oczy błędów.
A przy okazji zlecono też tłumaczenie do Liberation – część graczy pewnie ucieszy fakt, że i ta odsłona doczekała się oficjalnego spolszczenia. Tyle że studio tłumaczeniowe – prawdopodobnie to samo, co przy innych częściach – odwaliło jeszcze większą manianę niż zwykle. Przy tym projekcie można mieć już stuprocentową pewność, że dla Ubisoftu coś takiego jak redakcja tekstu i testowanie lokalizacji nie istnieje – w innym przypadku nie mielibyśmy takich bzdur jak na załączonym screenie. Albo zdań typu „Produkt, który nabyłeś, pozwala ci uzyskać dostęp do wspomnień Aveline de Grandpré. XVIII-wieczny Asasyn rozdarty między dwoma światami” – zdania się ze sobą nie łączą, tłumacz myli w nich płeć postaci, wali błędem ortograficznym... A to tylko menu opcji i intro – czyli coś, co można bez problemu sprawdzić, gdyby robiło się jakąś redakcję. A tym bardziej w grze, która jest dostępna na rynku od lat i od biedy można obejrzeć ją całą na YouTubie...
A ja niedawno kupiłem playstation 4, m.in. po to, żeby ograć właśnie te gry – dzięki, Sony i Quantic Dream, za wydanie tego chwilę później na pececie xD. Ale biorąc pod uwagę, że póki co będą tylko na EGS, to mała strata – do czasu zakończenia okresu wyłączności, zdążę przejść na plejaku (a może nawet zdążę, zanim się pojawi w sprzedaży u Epic). I o ile sam fakt wydania gier na pececie może mnie nie dziwi, bo prawa do nich może mieć QD, to bardziej dziwi mnie udostępnienie wielu języków – w tym przypadku prawa do tych wersji ma chyba Sony, które zapłaciło za ich realizację. Ale kto wie, może odsprzedali prawa do lokalizacji.
Mówiąc szczerze, jakoś nie miałbym żalu, gdyby tak się stało. Być może Sony przytemperowałoby mikropłatnościowe zapędy Take-Two, a Rockstar, zamiast tworzenia komponentów sieciowych do dojenia graczy z pierdółek za sto dolarów, w końcu wróciłby do rozszerzeń do kampanii singlowych. Albo chociaż komponenty sieciowe przestałyby być pay-to-win i były kompletne na premierę. Aczkolwiek i tak powątpiewam, że do takiego przejęcia dojdzie, ale gdyby doszło, to w sumie byłaby to pozytywna wiadomość.
Yup, nie ma to jak podać link do jakiegoś lewego sklepu, w którym wita komunikat o tym, że sklep nie działa, bo ma problemy z bankiem xD. Nie zmienia to faktu, że PS4 da się kupić w legalnych sklepach za ok. 1300 zł, tyle że nakład mają dość ograniczony – wiem z doświadczenia, bo w lutym sam kupowałem playstation i przejrzałem chyba cały Internet w poszukiwaniu najlepszej ceny. I za tę cenę można liczyć co najwyżej na slima 500 GB bez gry w komplecie, a nie 1 TB.
Zaliczyłem już wszystkie części Uncharted z Nathanem Drakiem, chociaż rzeczywiście – ze względu na przesadny nacisk położony na strzelanie, zamiast na eksplorację i skakanie, pierwsza była męcząca, bo sztucznie wydłużano ją strzelaninami. Raczej średnio zrealizowanym, wkurzającym pojawiającymi się znikąd kolejnymi falami wrogów. Ale pomogło przechodzenie na wprowadzonym na PS4 poziomie trudności „odkrywca”, co skróciło dość znacznie ten akurat element.
Ratcheta & Clanka pewnie wezmę, nad Personą 5 się zastanowię – ponoć gra dobra, ale nie wiem, czy mam aż taką tolerancję na japońszczyznę, żeby w ciemno wziąć produkcję, która nie ma nawet dema, żeby sprawdzić, z czym to się je.
Ale nie chodzi tylko o exclusive’y od Sony – deweloper i wydawca nie ma znaczenia. Te wydane/stworzone przez Sony jest dość łatwo znaleźć, chociażby w GOL-wej encyklopedii, gorzej już jednak ze znalezieniem godnych uwagi gier innych wydawców (nie licząc Red Dead Redemption, bo to względnie nowe, to jeszcze pamiętam, żeby kupić xD).
Mówiąc oględnie, dopadła mnie starość, czasu na granie zrobiło się mniej niż kiedyś, ale co najgorsze – mniej zrobiło się gier, które warto ograć na pececie. Dość mam wybierania pomiędzy grami-usługami, a jakimś pixelartowym i innym niezależnym crapem, a brakuje mi porządnych gier singlowych, które nie są klasycznymi RPG w rzucie izometrycznym, bo takie rajcowały mnie 20 lat temu. Stąd postanowiłem zaopatrzyć się w playstation 4, żeby ograć to, co mnie dotychczas omijało. I tutaj pytanie: jakie polecacie exclusive’y dostępne na PS4? Na ten moment mam kupione albo planuję kupić: serię Uncharted, Heavy Rain, Beyond: Dwie dusze, Horizon: Zero Dawn, The Last of Us, Until Dawn, Detroit: Becone Human, Spider-Mana, God of War i Red Dead Redemption II. W jakie jeszcze gry dostępne na PS4 polecacie się zaopatrzyć? Koniecznie singlowe, niedostępne na pecetach – jeśli są dostępne na blaszakach, to albo je już ograłem, albo olałem. Jako że na granie mam maksymalnie dwie godziny dziennie, i to przy dobrych wiatrach, plusem (ale nie jest to warunek konieczny) będzie też tryb dla noobów jak tryb odkrywcy w nowszych częściach Uncharted, bo nie mam czasu – ani chęci – na wyzwania, a chcę się po prostu zrelaksować wieczorem po ciężkim dniu. Stąd wszelkie Bloodborne’y odpadają w przedbiegach :P.
Nie licząc kilku drobnych gliczy graficznych, gra idealna. I przygodówka idealna – dużo większy teren pozwolił na skupienie się na eksploracji i skakaniu, zamiast sztuczne przedłużanie gry nudnymi walkami. Przejście zajmuje tyle, co dwóch poprzednich odsłon łącznie, poważniejsza, pozbawiona elementów nadprzyrodzonych fabuła wciąga, postacie są wyraziste, polski dubbing genialny, a i oprawa graficzna na najwyższym poziomie – co przekłada się na wybitnie miłe dla oka widoki.
Ta część najbardziej mnie wymęczyła ze względu na największy nacisk położony na najmniej udany element – walkę, która sztucznie wydłuża grę. Ceni się jednak większą ilość zagadek i etapów zręcznościowych.
Za dużo strzelania – miałkiego w dodatku – a za mało przygody i elementów platformowych. Ale za to megasympatyczne postacie.
Nie wiem, czy ta gra jest bardziej ładna, ale pusta, czy bardziej nudna i pusta. Wiem na pewno, że nawet „Andromeda” była ze dwa razy lepsza. Może za rok czy dwa BioWare’owi uda się toto poprawić i wzbogacić o jakąkolwiek ciekawą treść, ale na premierę nawet nie warto się do „Anthem” zbliżać. Bo póki co jedyne, co ma do zaoferowania, to ładne widoki i przyjemny system walki/eksploracji – to jednak za mało.
A czemu współczuć? Jak na 20 zł, to względnie niezła gierka. Szkoda tylko, że jeśli ktoś – jak ja – preferuje granie solo, bo jest piwniczakiem i nie ma znajomych, to się robi po pewnym czasie denerwuje tym, że za szybką podróż czy przeniesienie obozu trzeba płacić kapslami, których zdobywa się śmieszne ilości, więc trzeba z 700 kg złomu zasuwać pieszo do obozu, żeby to przetworzyć i pochować :(.
Po wykonaniu wszystkich zadań z wątku głównego miałem 92%, a do 100% podskoczyło mi... W sumie nie wiem kiedy, ale zdaje się, że żeby to zrobić, trzeba chyba zsynchronizować wszystkie punkty widokowe.
Biorąc pod uwagę to, ile jest liczb czterocyfrowych, których suma cyfr wynosi 9, i ile dotąd wydano/zapowiedziano części serii mających w części cyfry, to Blue Byte ma materiał jeszcze na kolejne 203 części, a po dodaniu starożytności – ponad dwa razy tyle. Na pewno się w tym znajdzie coś ciekawszego niż XX wiek.
@Marcinkrk876 A Anno Online i Anno: Forge an Empire to nie wyjątki? Niech je zostawiają na spin-offy :P.
Tyle że akurat blokady regionalne na Dishonored czy New Vegas to nie był wymysł Cenegi, a Bethesdy. Z prostego powodu – Rosjanie mają na Steamie tańsze gry, a że Cenega należy do rosyjskiego 1C, to w „pakiecie” zablokowane zostały też Polska, Czechy i Węgry. Bethesda chyba już od tego odeszła i teraz blokuje tylko Rosjan, ale np. Electronic Arts dalej ma dla Polaków blokadę regionalną na Originie. Grę na premierę kupisz za tyle samo, co Amerykanin czy Niemiec, ale polskiego nie zmienisz na inny język; jedyny plus takiego rozwiązania to obniżki na promocjach bardziej dostosowane do Polaków.
A wielka szkoda, że Ubisoft nie zrobił z tego spin-offu albo w ogóle nie odciął Odyssey od marki Assassin’s Creed. Nawet gdyby wydali to jako nową markę, to kto by się połapał, że pierwotnie planowano to jako cykl o asasynach, skoro Ubisoft i tak cały czas wydaje tę samą grę, tylko w innych miejscówkach, czasach i przynależącą do innych gatunków? Odcięcie tej części od serii IMHO trochę by pomogło – mimo masy wątków fantasy i science fiction, w Asasynach od zawsze starali się tak wyważyć elementy, żeby fikcja dobrze łączyła się z realiami epok, w których osadzali gry i żeby te epoki i miasta wydawały się jak najbardziej wiarygodne. Wprowadzenie Kasandry jako grywalnej postaci i uczynienie jej równej mężczyznom w mizoginistycznej starożytnej Grecji, gdzie spośród kobiet największe przywileje miały prostytutki, bardzo burzy immersję. Szkolenie jej na wojowniczkę, jej udział w Igrzyskach Olimpijskich (!!!) itd. – takie coś się trudno ogląda komuś, kto interesuje się starożytną Grecją. A gdyby tylko odciąć tę grę od serii, która kojarzona była z próbami zachowania względnej wierności historii i epokom, raczej nikt by się tym nie przejął. Ale może to tylko moje wrażenie i po interesującym trybie wycieczki w Origins muszę się przyzwyczaić do tego, że od Odyssey Ubisoft przy Assassin’s Creed całkowicie zrezygnował z jakichkolwiek prób odwzorowania realiów historycznych w imię inkluzywności. No i w sumie niech będzie – byle tylko kolejnych postaci kobiecych nie robili tak jak Kasandry, która jest 1:1 reskinem Aleksiosa z innym głosem, przez co jest nienaturalna ponad miarę.
Przecież żadnego z zadań z Zaginionych opowieści nie przyjmowało się z tablicy – wszystkie wymagają porozmawiania z enpecami. To konkretne, oznaczone jako „Nadciągająca burza”, jest dostępne w wiosce Lalaja w Fokidzie (obok punktu szybkiej podróży źródło Kefisos).
W 2019 roku proponuję trzy razy więcej klikbajtów, newsów i tekstów z odwołaniami do Dzikiego Gonu albo grafikami z niego, żeby gra przez kolejny rok utrzymała się na pierwszym miejscu! Nie pozwólmy jej przegrać z jakimś Cyberirokezem 2077! WINCYJ KLIKBAJTÓW! WIJCYJ!
@Elevrilnar Nie wsiadłem do pociągu z hype’em na The Outer Worlds, bo póki co zapowiada się to, przynajmniej moim zdaniem, tak sobie. Poczekam na więcej szczegółów, wtedy może wsiądą do tego pociągu, ale na razie trzymam dystans, żeby się nie sparzyć. Wasteland 3 i produkcje Larian też mnie nie ciągną, bo dawno już przeszło mi granie w izometryczniaki – może i fabułę mają dobrą, ale z wiekiem granie w gry w rzucie izometrycznym przestało mnie bawić, a zaczęło męczyć :(. Więc wybieram tylko te, które mnie naprawdę zainteresują, jak np. Tyranny.
Bleh, i oficjalnie cały czar i zainteresowanie tą grą prysło. Łudziłem się, że może mimo wszystko to będzie normalna gra... No nic, to z wyczekiwanych gier zostaje chyba już tylko Cyberpunk 2077 :/.
Dość długo miałem jakiegoś logitecha, ale koniec końców się wkurzyłem, bo obsługiwał coraz mniej gier. Od tamtego czasu siedzę na padzie z xboksa 360 i w najbliższej przyszłości nie zamierzam go zmieniać. Co prawda raz go wymieniłem, ale z przewodowego na bezprzewodowy, bo siostra i syn kuzyna połamali kabel – skoro to nie ich, to po co mieli o niego dbać i przejmować się, jak wrzeszczałem na nich „Zaj... cię, jak jeszcze raz zobaczę, że zaginasz kabel!”?
Przede wszystkim: nie wiadomo, czy to było jego główne konto, czy stworzone tylko do łamania NDA. Tym niemniej, streamerów donoszących o banie na Originie za streamowanie alfy jest rzekomo więcej, więc coś może być na rzeczy. Tym niemniej – płakać po nich nie zamierzam. Trzeba było przeczytać NDA i się zastosować. Jakkolwiek EA to zło wcielone i zabójca branży, tak w tym przypadku niczego im zarzucić nie można – zapisując się do alfy, podpisywało się NDA, a przed startem alfy jeszcze przysyłali na mejla przypomnienia o zakazie. Streamerzy i youtuberzy sami są sobie winni.
A jakie jest źródło potwierdzające, że gra będzie miała tylko lokalizację kinową? Pierwsza część miała dubbing, większość gier Bethesdy z ostatnich lat miała dubbing, wszystkie zwiastuny Rage 2 póki co też są z dubbingien, a jak dotąd gry Bethesdy miały taką lokalizację, jak w zwistunach – jeśli miały napisy, to kinową, jeśli dubbing, to dubbing.