W Japonii też są raitingi wiekowe. Właśnie anime 12+ są dominujące bo ich 12+ to dla Ameryki 15+. W Japonii dzieci traktuje się jako istoty myślące i dlatego tam przechodzi tak dużo dojrzałej treści czy krwi. Ja sama uważam że to skutek przeżyć wojennych. W Azji i u nas dzieci widziały na własne oczy wojnę. W USA ostatnią wojnę z innym państwem, gdzie większość narodu cierpiała to mieli w 1812 roku. A ostatnią wojnę gdzie generalnie gnębiono cywilów to była wojna domowa, zwana secesyjną. Może I u nas Uszatek nie chodził z karabinem ani nie siedział w mechu ale filmy wojenne i przygodowo-wojenne jak Pancerniacy byli bardzo popularni wśród dzieciarni.
Dużo z podanych produkcji to seineny, czyli produkcje skierowane do dojrzalszego widza, który obejrzy to albo jako ova albo o północy w telewizji. To nie jest tak że Berserk będzie leciał w prime time. Nawet Evangelion musiałbyć cenzurowany bo leciał w paśmie gdy dzieciarnia/licealiści kończyli szkołę. Choćby scena łóżkową Misato i Kaijego, która jest tak dziwnie pocięta że dzieciak się chyba nie domyśli ale dorosły owszem, o ile umie wyłapać z kadru leżące opakowanie po gumce.
Typową cenzurą dla golizny w anime jest brak sutków i włosów w częściach intymnych. Zachowanie czegoś takiego już kwalifikuje jako produkcję dla dorosłych. Większość anime tak dziwnie rysuje kobiece piersi, że nie mają one sutków i omijają ten zakaz. Ale Perfect Blue nie ma tej cenzury i dlatego to jest produkcja przeznaczona dla dorosłych. To nie jest film erotyczny ale nadal to film dla dorosłych, w rozumieniu przepisów japońskich
Generalnie zgoda. Ludzie czytają/oglądają dzieła z zagranicy bo te są na tyle inne niż to co mamy, że to się chce oglądać/czytać. Ale znalezienie tego wspólnego, ogólnoludzkiego rdzenia jest równie fajne.
Termin fan zagraniczny praktycznie zawsze oznacza fana amerykańskiego. Myślę że Anno miał na myśli Amerykanów, którzy są grupą wybitnie rozszczenową i która nie umie obejrzeć większości filmów europejskich bo ludzie niby wizualnie tacy sami ale mówią w obcych językach a czytać napisów się nie chce.
My w Europie generalnie nie mamy nic przeciwko odmienności sztuki z innych krajów. Chyba że chodzi o ludzi zarażonych skrajnie lewackim myśleniem, które wszędzie widzi rasizm, kolonializm i inne uciski, tam gdzie ich zwyczajnie nie ma. Bogu dziękować że komiks europejski jest słabo znany w Stanach, bo to my bylibyśmy na celowniku "obrońców moralności" i to nam by zabraniano pisać o Indianach, choć praktycznie 95% komiksów westernowych przedstawia tę grupę uczciwie, czyli pokazując to co dobre i to co złe i o rasizmie nie ma tu mowy. A o bimbałach w komiksach europejskich innych niż dla dzieci to nawet nie wspomnę. Do Amerykanów nigdy nie dotrze to że jest coś takiego jak raiting wiekowy i lekka golizna w produkcjach 16+ (większość komiksów) i taka bez skrępowania w produkcjach 18+ nie powinna dziwić.
Dobre dzieło obroni się zawsze. Dawniej ludzie tworzyli do konkretnej grupy i inni lubili te filmy bo były jakieś i z charakterem. Robienie pod Excel to droga do nikąd, bo wszyscy wyczują ten cynizm i brak charakteru dzieła
Rynek się zmienił. Teraz nie ma miejsca na tasiemce rodem z lat 80-tych I 90-tych. Mangi rywalizują z innymi formami rozrywki a zwłaszcza z konkurencją z Korei czy social mediów. Ludzie nie chcą poświęcać 10 lat swojego żywota dla jednej mangi. Dlatego te są krótsze i z 42 tomów robi się 22. To wbrew pozorom dobra sprawa bo nie ma tego sztucznego przedłużania serii ja właśnie miało to miejsce w Dragon Ballu, gdzie w sadze Buu mamy obrzydliwy twist na twiście. Albo w Bleachu gdzie połowa mangi jest to wywalenia bo jest jałowa.
SL nigdy nie będzie legendą branży. Nie ma ani świetnej historii ani godnych zapamiętania bohaterów ani nie jest pionierem w gatunku. Jedyne co ma to walki. Tu nie ma związku X
Ace Combat zawsze był projektowany pod pada. Hotas to tylko bajer dla chętnych. Zawsze tak było i tak będzie, bo ta seria to ostatni wysokobudżetowy arcade lotniczy jaki został się po boomie na samoloty na konsolach z przełomu wieków. I niespodzianka, ja mam same pady i zawsze gram na widok z kokpitu
Generalnie fani są straszliwie rozczeniowi a fanowskie tłumaczenia robią krecią robotę tym profesjonalnym. Odsyłam tu do wywiadu z polskim tłumaczem mang na kanale Surreaktor. Te wszystkie dramy w stylu "Rasengan a nie Wirującą Sfera" są właśnie z tego że tłumacz ma za zadania przedstawić tekst w zrozumiałej formie przy zachowaniu tego jak tekst wygląda w oczach użytkownika oryginalnego języka. Dlatego w polskim mangowym tłumaczeniu Naruto jest Wirująca Sfera bo tym jest Rasengan
Z grami jest ten problem że tutaj liczy się gameplay. Bo jest sobie taki Haven, gdzie fabuła o relacji dwojga kochanków jest najważniejsza ale gameplayeowo jest tak sobie. Są sobie japońszczyzny, które jako jedyne wysokobudżetowe gry mają w sobie artyzm i wizję twórcy. I mają gdzieś dziwne mechaniki, na które uparł się twórca. Jest sobie Minecraft czy inne Terrarie gdzie nie ma fabuły a ludzie i tak topią tam setki czy nawet tysiące godzin. No i są piękne zachodnie gry z fotorealizmem, które często są nudne albo po prostu znudziły się graczom.
Fabuła w grach nie jest najważniejsza. Ale w grze nastawionej na fabułę, jest ona kluczowa
Żeby takie oczywistości dorosłym ludziom tłumaczyć... Dobrze że Mass Effect wyszedł 18 lat temu, bo wtedy twórcy nie musieli się tłumaczyć że możesz (słowo klucz) mieć romans i hetero i homo i z kosmitą albo wcale. Dobrze że Kotor wyszedł ponad 20 lat temu gdzie możesz romansować z Bastillą albo ją zaciukać pod sam koniec gry gdy jest zła albo być z nią jako mroczna para Sithów, trzęsącą galaktyką. Dobrze że Wiedźmin 3 wyszedł 10 lat temu bo masz do wyboru 2 baby i jakieś tam pomniejsze romansikowe przygody.
Ludzie, 2 lata temu wyszedł Baldur 3, gdzie postaci były wręcz graczoseksualne (co psuło imersję gdy w takim Mass Effect Garrus był hetero a nie shepardoseksualny). Grajcie jak chcecie ale nie narzekajcie że są opcje jak w każdym erpegu. Ja i tak będę grać na Henryka i Teresę, ktoś inny na Henryka i Stefanię inny na Henryka biseksa a jeszcze inny na Henryka cnotkę. I tyle
NASA miała i ma dużo myśliwców zaadaptowanych do ich potrzeb. Także Lego może zarobić rubleka i zachować cnotę. Ale jak dla mnie to śmierdzi fałszem i bólem tylnych pleców że Cobi kasuje za zestawy militarne
Dla wszystkich znafcuw historii Japonii, zapoznajcie się z terminem Onna-musha https://en.m.wikipedia.org/wiki/Onna-musha?searchToken=d7yncm2nhifwgr1wx5rzvdekg
Choć znając życie tam też będzie walka anty-woke z historycznymi kobietami-samurajkami..
Zestawy z tej tematyki były od Cobi już dobre 15 lat temu...

Też mi coś. Jakoś stary jak świat Ace Combat Joint Assault też ma tę zdjęcie i to najwyżej wpis na wiki gry
Pomimo mojej miłości do Ostatniego Jedi, jako trylogię wolę prequele. Były czymś innym i ciekawszym względem oryginałów, gdzie abramsowe sequele robiły wszystko by podpiąć się pod eststykę głównej serii. Takie Przebudzenie Mocy aż krzyczało "pokochajcie mnie bo jestem antyprequelem, którego tak nienawidzicie".
Jedynymi minusami prequeli to dialogi, których nie ratuje montaż fenomenalnej Marcii Lucas (gdyby nie pierwsza żona Lucasa to SW przepadłoby z kretesem ze względu na milion zbędnych scen czy fatalne tempo), zbytnie skupienie się na cgi (w Mrocznym Widmie tego tak nie czuć ale w późniejszych filmach to boli) i dziwne decyze scenariuszowe jak Anakin jako ośmiolatek "znakochujący się" w dziewczynie starszej od niego o 6 lat (nic złego nie powinnam mówić na Aanga choć tam jest podobnie debilny pomysł) czy stworzenie armii klonów gdzie nikt nic nie wiedział. Lucas został sam i nie było nikogo kto by mu dobrze doradził. Bo wbrew pozorom artysta powinien mieć feedback, bo to pomaga w tworzeniu dzieła
Superman wygra z palcem w nosie. Czemu? Bo jest psychicznie stabilny w przeciwieństwie do gogusia z The Boys
Bzdura. W samych notkach do DBS jest jak wół napisane że Toriyama pisał a Toyotaro rysował i ten drugi go pytał o rady jak "ugryść" dany panel czy scenę. Mam wszyskie 20 tomów wydanych po polsku to wiem. Także proszę nie szerzyć jawnych bzdur
Nie może podróbą być coś co występuje pod własną marką i robi modele, które nie wymagają licencji. Lego od lat ma fabrykę w Chinach i raczej nie powinno być zdziwione że podrabiają ich zestawy licencyjne. Generalnie ta duńska firma jest mocno przehype'owana, jakość im się obniżyła a ceny trzymają poziom. Dochodzi do takich kuriozów że Amerykanie wolą przepłacać za customowe zestawy maszyn bojowych byle były z lego zamiast kupić nasze cobi. Owszem figurki te nie są najładniesze ale nadal są lepsze niż customy dostępne dla wyjadaczy
Jeśli kogoś kręcą skąpo ubrane piętnastolatki a sam ma grubo powyżej 18 lat to niech się puknie w głowę. Tu jak najbardziej dobra decyzja. Jeszcze jakby Japończycy wywalili loli, zwłaszcza takie w stylu "ona ma 5000 lat i jest smokiem", świat byłby lepszy. Jedyne postaci w typie loli jakie mogą zostać to Bocchi z anime (ale z mangi do kubła) i tę z Edgerunners bo chyba tylko po japońsku miała głos lolitowaty, gdzie u nas brzmiała na starszą od Davida
Wy ta tym golu to chyba ślepi jesteście... Serial jest bardzo dobry a jedynymi wadami jest pośpiech i pewna skrótowość wątków. I mówię to jako ta co zwyczajnie lubi oryginał. Fani to dziwne istoty są i każdą krytykę, wypunktowanie niedociągnięcia czy zmiany, które nie wpływają na rdzeń historii traktują jak herezję i chcą spalić na stosie. A ten ich fanatyzm religijny dotyczy dzieła fikcyjnego...
Serial aktorski bardziej skupia się na realizmie politycznym i pokazuje brud "tych dobrych" jak Królestwa Ziemii, trudności w rządzeniu oblężonym miastem, mało szlachetną przeszłość Iroh czy to że nawet w Narodzie Ognia są buntownicy i opozycja antyozaiowska. I za to ten serial cenię. Ja nawet wybaczyłam wywalenie szowinizmu Sokki, bo dali nam jego niepewność co do własnych umiejętności przywódczych i bojowych (kocham to jak zostało to powiązane z Suki, która też ma nikłe pojęcie o świecie zewnętrzym i chce chronić swoich). Zachowali jego pyskówki z Katarą, bo zwyczajnie boi się o jej bezpieczeństwo. I paradoksalnie zamiast matkowania Katary mamy ojcowskie i też trochę zabawne zachowania Sokki wobec grupy.
Jedynymi wadami są pośpiech, pewna skrótowość i trochę za mało humoru. To ostatnie nie powinno być takie jak w kreskówce bo to nierealne ale paradoksalnie tym bardziej doceniam każdy kapustkowy gag w serialu
To samo złue Nintendo zrobiło obie części Zeldy, które na dobre 10-15 lat będą wytaczać standardy dla open worldów...
Pokemony nie robi Nintendo, Pokemony robią partacze z GameFreak. Gdyby to N faktycznie robiło tę grę to wyszłaby ona fenomenalnie. A że Gamefreak ma połowę udziałów w The Pokemon Company, które zarabia krocie tak nic się nie zmieni.
Ci twoi "partacze" z palcem w dupie potrafią zrobić fenomenalnego open worlda z kolizją otoczenia, uwzględnić chemię i fizykę przedmiotów, stworzyć różnordne biomy i de facto zrobić minecrafta ale z działającymi maszynami, choćby najbardziej bzdurnymi czy przypominającymi narządy anatomiczne wiadomo jakie. A co zrobili pozostali "geniusze" AAA? Wielkie g.ówno
Aż dziw bierze że ludzie jeszcze nie okrzyknęli Gry o Tron czy Jasona Bourne'a plagiatami Władcy Pierścieni i Jamesa Bonda... Tu nie ma żadnego plagiatu. Żadnego. Mamy tak głupie społeczeństwo że z własnej nieprzymuszonej woli opatentowałoby dla Toma Cruiesa każdy film o współczesnych samolotach myśliwskich. Palworld to parodia poków czy raczej wykręcona wersja pokemonowego świata gdzie ludzie wykorzystują tego typu magiczne zwierzaki jako tanią siłę roboczą i mięso armatnie. Jeśli Palworld to plagiat pokemonów w takim razie Homelander też jest niczym więcej niż nędzną podróbą Supermana
A Haven to gdzie? Toż to koronny przykład co-opa dla par. I to taki gdzie mamy też do wyboru run gejowski i lesbijski a nie tylko hetero. Tematyka też jest o związku, gdzie nasi Romeo i Julia uciekając z represyjnej planety lądują awaryjnie ja odludziu gdzieś w kosmosie. Sami twórcy mówili że to bardziej przeżycie i novelka niż gra pod względem growości. Jak to nie jest ultymatywna gra dla par, która w mechanice jest do przejścia to ja nie wiem co nią jest
Największą żenadą było wręczenie nagrody głównej grze z niedorobionym trzecim aktem... Czy chociaż Czekoladożercy z Belgii dodali polski tekst do ksiąg w grze czy nadal są tam puste kartki?
A wystarczyło zrobić klona Ace Combat ale w skórce drugowojennej, albo lepiej Heroes of the Pacific edycja 303. Ja wiem, że ta gra traktuje o innych lotnikach polskich ale uważam że będzie krapiszczem godym tej poprzedniej gierki o dywizjonie 303, gdzie "message" totalne zdominował i tak kiepski gameplay
I znając życie i tak tam wciepnie Ashokę, milion nawiązań do Rebels i Wojen Klonów a sam film bez znajomości jego dziełek nie będzie w ogóle czytelny. Rządy Filloniego oznaczają więcej nostalgiafestu, jego kosmiczne waifu w każdym możliwym projekcie i dowalenie multiwersum który zrobi z tego świata miazgę bez ładu i składu
Ja go szanuję za to że nie podlizuje się fanowskiemu motłochowi od gier. Może i to jest bucowate ale gdyby nie jego książki to gry nigdy by nie powstały. Nie jest jak Rowling, która chciałabyć dla każdego a i tak dostała po głowie że nie spełnia rygoryzmu dla pewnej grupy fanów i aktorów, którzy nigdy nie wybiliby się gdyby nie jej książki
I bardzo dobrze że AC pokazało pazur. Co jak co ale to głupie dążenie do "realizmu" zabiło cały gatunek. Bo większość chce gry dobrze udającej prawdziwość ale dającej sporo frajdy przeciętnemu graczowi. Dcs czy inne msfs tego nie robią. Ludzie chcą mieć o co walczyć w grze. Sam sandbox lotniczy czy zbiór misji tego nie daje. Tak samo jak wtf, jaki jest w AC 3 gdzie nagle okazuje się że jesteśmy ai zamkniętym w symulacji. I to jeszcze stworzonym przez simpa, który nie mógł się pogodzić z tym że jego "pani" wybrała innego, i dlatego chce wywołać globalną wojnę, tylko po to by kąkuter zabił kolesia, który ukradł mu dziewczynę. No sorry ale ludzie grają w AC by być jak drugowojenny as ale w nowoczesnym myśliwcu na licencji. Mam parę konkurentów AC z przeszłości, a całkiem sporo z nich wydano na ps2. I pod względem erpegowości lepszy jest Deadly Skies 3 od Konami. Mamy kilka postaci do wyboru, różne zakończenia dla nich i najważniejsze, postaciami są ludzie. Przez co nie mamy takie wtf, że nasze wybory nie miały sensu bo były z góry ustawione przez szalonego naukowca.
Ja po pierwszych Niezniszczalnych wiem że Keanu skopałby na jednym cięciu tyłki i bohaterom i złolom. Bądźmy szczerzy, już pierwsza część była na granicy parodii (efekty specjalne, easter eggi co do bohaterów ale oceniam to na plus) ale wybroniła się serduchem i obsadą. Potem, potem było różnie. Takie filmy jadą na nostalgii i jeśli wyeliminujemy starą gwardię to nie ma tu nic. A Megan Fox w tym filmie traktuję jak Nicky Minaje w CoD
Ja po pierwszych Niezniszczalnych wiem że Keanu skopałby na jednym cięciu tyłki i bohaterom i złolom. Bądźmy szczerzy, już pierwsza część była na granicy parodii (efekty specjalne, easter eggi co do bohaterów ale oceniam to na plus) ale wybroniła się serduchem i obsadą. Potem, potem było różnie. Takie filmy jadą na nostalgii i jeśli wyeliminujemy starą gwardię to nie ma tu nic. A Megan Fox w tym filmie traktuję jak Nicky Minaje w CoD.
Przecież już mamy przesyt trykociarzami i nic co nie ma na siebie pomysłu ginie z kretesem. Hałas o nic, bo sami ludzie mają dość gównianych produkcji mcu i innych.
A ja lubię i Człowieka ze Stali i nowego kreskówkowego Supermana. I co mi zrobicie?
Przynajmniej wszystko w Zeldzie działa, nie ma bugów (choć gubienie klatek występuje) i najważniejsze, każdy dziennik i inna książka jest do przeczytania a ich akt 3 nie jest taką kaszaną i kpiną z gracza jak w baldurku 3
Ooo, jak mi przykro że kolejny łżemesjasz gamingu okazał się niedorobionym gównem. Strasznie mi przykro
Zelda to jest gra 3 w jedym. Ale Baldur? To tylko symulator wygłupiania się na sesji rpg.
A ja jestem zmęczona trykociarzami. Ileż można oglądać generycznych szmir, które są "konieczne" by obejrzeć te ciekawe bo "wszystko jest ze sobą połączone". Do tego dochodzi idea multiwersum. Masa ludzi nie rozumie dlaczego istnieje X wersji tego samego bohatera. Ja ze swoim chłopakiem oglądaliśmy pierwszego animowanego Pajączka i on kompletnie nie rozumiał po co istnieją inne wersje tego bohatera. Czemu są "nagle" kobietami, anime dziewuszkami czy świnką z Looney Tunes? Nawet w grze od Insomniac Peter i Miles istnieją w tym samym świecie, w tym samym czasie. Peter jest tym badziej doświadczonym a Miles jest tym nowym ze swoimi unikatowymi mocami. Bo twórcy wiedzieli że różnego rodzaju kanoniczne dla gry fiki-miki z wieloświatem będą nieczytelne dla zwykłego gracza, który woli bardziej liniowe rzeczy. Dobre historie z multiwersum to te, gdzie postacie są na pierwszym planie. Tak było z animowanym Pajączkiem czy z Wszystko Wszędzie Naraz. Ale na takie rzeczy też trzeba być otwartym, bo dla niedzielnego widza to jest taki sam arthouse jak irańskie dramaty o schnięciu farby na ścianie.
Pierwszy Top Gun nawet nie był o wojnie per se. To był film o licealnej/uniwersyteckiej drużynie w football amerykański tyle że dla niepoznaki dali samoloty i lotniskowce. W dwójce też nie było czuć wojennej grozy. Ja kompletnie nie rozumiem kultu Top Guna w Stanach. Ot, licealne romansidło z elementami akcji. Ja sama wolałam Żelaznego Orła 2, gdzie owszem romans był ale główny ciężar spoczywał na dogadaniu się ekipy amerykańskiej i radzieckiej by razem zniszczyły jądrowe instalacje w pseudo Irano-Iraku.
Ja nie zgodziłabym się co do Avatara Legendy Aanga. Pierwszy sezon jest najsłabszy. Ma mnóstwo fillerów, słabą animację i jak dla mnie jest tam za mało Zuko (a ja kocham Zuko bardziej niż Iroh). Oprócz głupiego w moich oczach zeswatania Katary z Aangiem (choć finalny produkt jest solidny, co nie znaczy że ja go subiektywnie lubię) w tym serialu są inne wady jak np. zrobienie z Sokki genialnego idioty z naciskiem na idiotę, za mało Toph, brak jakichkolwiek młodych opozycyjnych wobec Ozaia z Narodu Ognia, którzy nie są dziewczyną/ex-kumpelą siostry Zuko czy mocniejsze pokazania że pozostałe "dobre" strony konfliktu też nie są święte. Tak, mi brakuje tego że Nomadowie Powietrza mścili się czy nienawidzili. To też są ludzie i chociaż są najbardziej uduchowieni, też obowiązują ich ludzkie wady i namiętności.
Generalnie z tego serialu dobre są odcinki z sezony 2 i 3. Moim top 3 jest odcinek o zemście Katary (Najeźdcy z Południa), Zuko Alone i odcinek gdzie Sokka organizuje ucieczkę swojego ojca i dziewczyny z obozu jenieckiego. No i wiadomo, trening magi ognia Aanga i Zuko i finał są fenomenalne.
Pan znafca zapomina że większość graczy stanowią ludzie dorośli, którzy pracują i mają rodziny. Innymi słowy nie mają czasu na rozwleczone gry bo "kiedyś to było". Już nawet Valhalla o to oberwała a ona przecież "nie jest rpg". Ludzie chcą gier a nie dodatkowej pracy za którą biorą haracz 250-330 zł za podstawkę.
Zabawne jest to że te lata temu jak wyszedł Mass Effect to ludziom nie przeszkadzało to że Shepard/Sgepardka de facto są bi, bo nic nie blokuje tego że można naraz romansować z płcią przeciwną i swoją.
Paradoksalnie zgodzę się. Nowa Nadzieja ma tak gówniany scenariusz że broni się tylko efektami i kostiumami. Pretensje do współczesnego Hollywood można mieć tylko o superbohaterów i wciskania wszędzie ścisłego powiązania filmów i multiwersum. Bo wtedy faktycznie cierpi fabuła i kreatywność, co bardzo dobrze widwć w MCU i w multimultiwersach od DC.
Kiedyś lubułam Nolana ale coraz bardziej czuć w jego filmach pretensonalność i chęć bycia arcydziełem. To najlepiej widać w Interstellar. Do jego Batmanów mam ten zarzut że fabuła jest tak nadrzędna, że postaci tracą jakiekolwiek ludzkie pierwiastki. Dlatego wolę Batmana Reevesa, bo tam jest balans. U Nolana dobrze wychodzą soft sf jak Incepcja czy Tenet oraz dramaty historyczne jak Dunkierka. Zobaczymy co to będzie z Oppenheimerem.
A to nie ma obsuwy ze względu na strajk scenarzystów i nadchodzący strajk aktorów?
Wydaje mi się że ten rok będzie należał do Japończyków, czyli do Zeldy i FF 16. Zelda jest grą totalną i pomimo swojej przystępności oferuje ogrom możliwości. FF 16 znowu stoi fabułą i jest de facto zachodnim dark fantasy oczami Japończyków ale z minimalnymi anime-naleciałościami. Spider-Man co najwyżej będzie rywalizował z tym drugim i o ile nie będzie (znowu) zrzynał ze starusienkiego Web of Shadows, tak jakąś szansę ma. Jedynym godnym przeciwnikiem Zeldy jest Starfield, o ile nie będzie mega bugiem, nawet jak na standardy pana Todda. Baldur przejdzie pod radarem, czy raczej będzie miał niszowe nagrody, bo większość graczy ma problem z zagospodarowaniem wolnego czasu i nie chce się męczyć z przejściem idealnego runu rpg, gdzie stajemy się najsilniejsi, zdobywamy serce waifu/husbando i pokonujemy wielkie zło. Zwyczajnie klęska nadmiaru opcji. Dlatego GotY zdobywają liniówki czy rpglite pokroju Cyberpunka. Mi prywatnie szkoda Jedi Ocalały, bo gra jest solidna ale technicznie skopana a konkurencja jest mocna.
Główym problemem Dragon Balla są jego fani. Tak samo jak z Naruto/Boruto. Tylko i wyłącznie. To oni żyją przeszłością i nie chcą odejścia starych bohaterów. Oraz hejtują nowych. Przecież na tym polega cała stagnacja komiksów superbohaterskich. Spider-Man i Batman "nie mogą" się rozwinąć ani oddać pałeczki innym bo fani nie chcą zmian. A fani dają pieniążek. A bez pieniążka nie ma pieniążka. Nowy arc Super robi miejsce Trunksowi i Gotenowi a ich starzy są na trzecim planie. Ktoś powie, że powrót do walki z pogrobowcami Red Ribbon Army jest niczym względem walki z Freezą ale to jednak jest progres i wydaje mi się że Toriyama szykuje zmianą pokoleniową. Skoro anime Pokemony wykopały Asha po prawie 30 latach, to czemu drugie pokolenie Sayian na Ziemii nie może ostatecznie przejąć pałeczki? Zwłaszcza że Goten i Trunks jako nowi Sayianmani to trochę odpowiedź na My Hero Academia. Mniej ja One Punch Mana. I pewna klamara bo Toriyama mocno inspirował się Supermanem gdy robił Dragon Balla.
Ten francuski klon Ace Combat jest bardzo w stylu AC ale bez fabuły gdzie akcyjniak spotyka film wojenny i anime, fenomenalnej muzyki, latających fortec, opcjonalnych asów do zestrzelenia, normalnego systemu odblokowywania samolotów (multik, gdzie odblokowywało się samoloty w mig, jest martwy a grindowanie punktów jest zbyt żmudne i czasochłonne) itp. Ta gra nie oferuje nic własnego, co nie jest beznadziejne jak ta misja gdzie z bardzo dziwnego kąta w trzeciej osobie sterujemy samolotem. Generalnie szkoda że konkurencja załatwiła się sama, bo w segmencie lotniczych simcade jest jeden król. Czy raczej cesarz z Japoni
Panie Jeger (tak w ogóle AoT jest wybitnie overrated anime, który nie zasłużył na swoją sławę), jak widzę że ktoś rzuca "poprawnością polityczną" na prawo i lewo (a raczej od prawa) to wiem że z kimś takim nie warto dyskutować. Gdyby teraz powstał Rex to właśnie byłby okrzyknięty "politpoprawnym". Ze względu na pochodzenie etniczne głównego bohatera, tematykę (zwłaszcza odcinek o anty-EVO bojowniku granym przez Johna Cena'ę, który mocno zalatuje KKK czy protrumpowskimi militarystami), bycie body horrorem dla dzieciaków, pewne zauroczenie Rexa wobec 28 letniej Dr. Holiday (oczywiście bez wzajemności z jej strony) czy inne takie.
Dlatego uważam że tzw. obrońcy normalności zniszczyliby ten serial. Bo nie dostali białasa. A co do obecnych kreskówek, one są robione taniej ale dlatego że odbiorca się zmienił. Dzieciaki mają masę alternatyw jak darmowy yt, darmowy Fortnite, darmowe gierki na telefony czy przede wszystkim media społecznościowe. Dlatego wygrał format komediowy z odcinkiem na 10 minut robiony we Flashu i rysowany stylem calart. A sam reboot Ben 10 jest jedym z lepszych z obecnej generacji kreskówek. Zaczynał niemrawo ale znalazł na siebie pomysł i dobrze oddał hołd pozostałym wcieleniom Bena w jedym z odcinków (i chyba potwierdził że każdy serial Ben 10 to własne uniwersum). I tak jak poprzednicy wyciska kasę z zabawek, gier i merchu.
Jak coś to ja jestem kobietą (ustawiłabym sobie normalnego awatara ale że panowie lubią mieć na profilowym postaci kobiece, tak to nic by nie dało XD). Ale do sedna, to prawda. Rex jest tak niedocenioną produkcją że mi się serce kraje. Nawet na chomiku czy innym takim go nie ma, bo WB a raczej Max ma swoją bibliotekę w dupie i nie udostępniają starych produkcji, z polskim dubbingiem do którego mają 100% praw. Nawet flaga na masz nic nie da jak coś przepadło
Ten Supek wygląda trochę jak skrzyżowanie Niezwyciężonego z Rexem Salazarem z Generatora Rexa XD. A nawet bardziej jak ten drugi minus bycie Latynosem.
A tak na marginesie, gdyby Generator Rex powstał teraz a nie te 12 lat temu, to też masa ludzi miałaby ból tyłka że głównym bohaterem jest nie-biały a sam serial bardzo luźno porusza wątki i odzwierciedla bohaterów z komiksu M. Rex (gdzie sam komiks był mało popularny, fabularnie był kompletnie inny a tamten Rex był dzieciakiem a nie nastolatkiem). Szczerze, kiedyś było normalniej. Teraz gdyby powstał Avatar Legenda Aanga to też ludzie psioczyliby że jest biały (tam to w ogóle nikt nie wygląda na w 100% białego/czarnego/żółtego i mocno mieszają kultury Azji)
Zelda już zniszczyła całą konkurencję do tytułu gry roku. Bo to jest Gra przez wielkie G. Reszta "kandydatów" to tylko g...
Bardzo fajna inicjatywa ale nadal nie ma tam zeldowej wersji samoloto-mecha Valkyrii z Macrossa. A o zeldowym myśliwcu rodem z modów do Ace Combat 7 to nie wspominam
Oprócz heheszkowych robocików z miotaczem ognia wiadomo gdzie..., ludzie też tworzą istne cuda. Myśliwiec na bazie tej platformy w kształcie ptaka, zeldową wersję Valkirii z Macrossa (czyli samoloto-mech ale bez opcji zmiany kształtu), czołgi, ciężarówki, latające motocykle i nawet takie kurioza jak krzyże na platformach strzelające ogniem (posłowie pewnej partii jeszcze nam grę zbanują...). Cuda-niewidy. Jak ta gra nie dostanie GotY, to GotY nie mają żadnego sensu
Lepszy, starszy Spider-Man ale 10 lat przed tym z 2018 roku ale gorszą grafiką (wiadomo) i nieco gorszą historią. Jednak nadrabia to combosami pajęczych mocy (Kamehameha z sieci), przełączaniem na kostium symbionta, cameoes innych bohaterów (tam poznałam kim jest Luke Cage czy Moon Knight) oraz czterema zakończeniami
Ta gra jest fajna ale walki z bossami to ma skopane. Zwyczajnie bijemy tu do czasu aż wyświetli się QTE. I specjalnie nie widzę by villan wyglądał na bardziej zmęczonego. Mi ten aspekt bardzo zaniżył ogólnie pozytywne odczucia z gry. Fabuła jesg fajna ale jakoś pandemia na Manhattanie i bicie się z trzema frakcjami przypominały mi Web of Shadows. Tyle że Web of Shadows miało 4 zakończenia a Spider-Man 2018 jest liniowy
A polaczkowi gracze jak zwykle hejtują Zeldę... Cały świat zacheyca się przedpremierowymi pokazami TotK a tzw. największy portal growy nawet nie pofatygował się zrobić porządnego newsa o tej grze i pokazanych nowych mechanikach jak łączenie broni z materiałami, tworzenie własnych maszyn, mechanika baterii czy nowe moce... Po co, lepiej robić miliardowy artykuł o dwudziestoletnim Drewnie z Niemiec z wybitnie głupim i nieintuicyjnym sterowaniem...
Szczerze, widziałam tylko dwie pierwsze serie i jak polubiłam Josefa za jego błazenadę i udawanie kretyna, tak drugi part jest straszliwie przewidywalny swoją nieprzewidywalnością. Ja oglądam, już JoJo jest złapędzony w kozi róg ale myślę sobie "no, to teraz będzie cudowne ocalenie, bo przecież zawsze tak jest". I było. Ja JoJo oceniam jako specyficzną parodię shonena.
Może i SW są proste i głupiutkie ale przynajmniej mają masę frakcji (rebelia, imperium, ich pogrobowcy z sequeli, Jedi, Sithowie, najemnicy, Mandalorianie, Siostry Nocy, piloci, szturmowcy, klony, droidy, szarzy Jedi, masa ras kosmitów itp.) i każdy znajdzie coś dla siebie. Jedyny Avatar jaki to ma to animacja od Nickelodeona. Bo ten od Camerona to śmiech na sali. Żadnych Navi knujących z ludźmi by zdobyć władzę na Pandorze, żadnych ludzi niezamienionych w Navi chcących żyć tam w pokoju, żadnych najemników z obu ras czy innych takich. Sorry ale cameroński Avatar to miałka bajeczka i jeszcze bez atrakcyjnego lore. Jedyne co tam jest ładne to przyroda i efekty
Hejterzy tej gry nie oceniają jej przez pryzmat tego co faktycznie ta gra dała ale przez przyzmat własnych oczekiwań i płaczu że zatłukli im Joela. A ja powiem tak, bardzo dobrze że dziada zatłukli, bo on nie widział w Ellie nikogo więcej jak awatara swojej biologicznej córki. Ale wracając do sedna, oczekiwanie że gra, która ma posępny klimat i jest kwintesencją szarzyzny moralnej (poświęcić małolatę by powstało lekarstwo na zarazę czy ją ratować od pewnej śmierci). Oczekiwanie że druga część będzie bajkowym, pełnym jednorożców różowym pierdem szczęścia z archaniołem Joelem i anielicą Ellie jest zwyczajnie głupie i antyklimatyczne. A co do oskarżeń o B-klasowość fabuły, większość gier ma takowe. Czasem są to B-klasowce dobre a czasem złe. Gry wideo bazują na interakcji i przez to bardziej wciągają niż filmy. Sama uważam że motyw dorosły, chroniący dziecko podczas podróży w nieznane jest bardzo tanim chwytem ze stony ND. Nie umiesz napisać dobrej fabuły, wsadź tam dziecko, nagroda gry roku gwarantowana. ND mogłoby w końcu dać coś nowego.
Sypie się bo tak samo jak w komiksach, nie czuć ciężaru decyzji. Skoro możemy ściągnąć Starka z
innego uniwersum to nawet śmierć jest zanegowana. Nie ma już tych aktorów, którzy ciągnęli serię a ściągnięcie ich pod względem fabularnym tylko pogorszy sprawę. Całe te wasze MCU jest na siłę uśmieszkowione. A nie każda postać ma takie same poczucie humoru jak Stark/Parker/Quill. Wręcz sama oskarżam Strażników Galaktyki za to, że na siłę uheheszkowił całą serię. Jednym z plusów Kapitan Marvel jest to, że Carol jako jedna z niewielu postaci nie jest śmieszkiem. Jest raczej poważną osobą, która otwiera się wobec tych, którym może zaufać. Takich postaci w MCU bardzo brakuje, bo nawet superbohaterowie mają różne osobowości. W MCU już dawno zatracono umiejętność balansowania powagi i humoru. Każda dramatyczna chwila może być uheheszkowana i aż dziw bierze że nikt tak nie popsuł garfieldowego Spider-Mana. O wiele lepiej byłoby gdyby Waititi darował sobie głupi komentarz jak Asgard wyleciał w powietrze. I z tego powodu ludzie tak jechali po Love and Thunder. Bo poważne wątki Jane i złola zostały obcięte na rzecz debilnych komentarzy kamienio-kosmity i żarciochów Thora.
Jedyną profanacją jest to że premiera będzie 5 dni po rocznicy bitwy pod Grunwaldem. A co do dziwnych mariaży Sienkiewicza z Azją (nie Tuchajbejowiczem XD), to sama chętnie obejrzałabym Potop w wersji anime. I szczerze, Bogusław totalnie pasuje jako zły, hot husbando na modłę tego gagadka z FF7.
Według mnie te całe śmieszne fazy to bardziej marketingowy lep na fanów niż mapa drogowa stworzona przez eugeniusza Feigie. Większość widzów MCU to nie byli komiksowi nerdzi ale zwyczajni niedzielni kinomaniacy i sztywne trzymanie się faz oraz naciąganie na Disney Plus już się nie sprawdza. Dużo filmów MCU można spokojnie pominąć by zrozumieć o co chodzi. Raptem trzeba obejrzeć trylogię Kapitana Ameryki,.Iron Mana, Thora i Avengers. Reszta jest opcjonalna. Teraz robią wszysko by było tak ściśle powiązane że ludzi to odpycha. Że nie wspomnę o niedopracowanych scenariuszach, bazowaniu na słabym cgi i znudzeniem się formuły i gatunku
Mnie jako dziecka oryginalny DB straezliwie nudził. I coś czuje że obecnie wkurzaby mnie dodatkowo toaletowym humorem, tak charakterystycznym dla początków tej serii. I zgodzę się z tym że saga nameczańska jest najlepsza z całej zetki. Problemem z DB są jego fani. Jak po Z powstało GT, które łączyło elementy oryginału i zetki oraz miało unikalne transformacje (SSJ 4 na zawsze w moim sercu), tak fani dostali szału, że co to ma być, Toriyama tego nie robił i inne takie. Ale jak po latach dostali Super, to znowu narzekają że mamy jedno i to samo. Morał jest taki że nie dogodzisz i nawet nie warto w to brnąć. Mangowy i kinowy DBS fajnie się rozwinął, teraz mamy początek sagi gdzie Trunks i Goten są nastolatkami stają się duchowymi następcami Wielkiego Sayianmana. I to ich wątek jest tu głównym a treningi Goku i Vegety przeciw Freezie są wspomniane. Innymi słowy mamy jakiś progres względem zetkowej formuły Goku i Vegeta biją się z wielkim złym.
A co do wydawania kasy na wydania dvd... Lepiej kupić Kakarota na wyprzedaży (choć on razem z season passami dotyczy tylko zetki i trochę Super) albo kupić ebookowe wersje mangi po polsku. Ewentualnie kupić wersję Color tej mangi, a JPF chyba doszło do walki z Królem Piccolo i Piccolo na Turnieju. Każda z tych alternatyw raczej nie przekroczy 1500 zł.
Czy twórcy zadeklarowali się że ta gra będzie jak Arkham czy znowu to fani wymyślili sobie coś czego nigdy nie było? Bo jak to drugie, to mnie to kompletnie nie dziwi. To się nazywa samookłamywanie się i życie w fanatzji kompletnie oderwanej od rzeczywistości
Nowa adaptacja nie oznacza negacji starej ekranizacji. Ludzie mają jakieś głupie myślenie że ktoś im zabierze filmy Jacksona, które te lata temu były mocno jechane przez tru fanów. Ale że wtedy mało kto miał internet, tak ich pretensje były tylko sprzeczkamiw obrębie niszowego hobby. Nowa ekranizacja Władcy daje możliwość włączenia wątków, które Jackson wyciął jak Saruman w Shire (czyli nawet wieś spokojna, wieś wesoła też odczuła skutki wojny) czy oddanie sprawiedliwości Faramirowi, który w książkowym charakterze jest filmową wersją Aragorna. Że nie wspomnę o jego wątku z Eowyną, bo to że ze sobą kręcą jest pokazane zdawkowo i tylko w edycji rozszerzonej.
Edit. Jest masa książek, które doczekały się mnóstwa ekranizacji. Oczywiście, budżetowo Władca Pierścieni to nie to samo co Małe Kobietki czy Duma i Uprzedzenie ale jednak Lotr jest historią uniwersalną. Nie wiem czy WB ma prawa do notatek i listów Tolkiena ale jeśli tak i ich użyją, to zrobią najbardziej w duchu ekranizację jak tylko się da
Sytuacja byłaby pprównywalna gdyby Sony kupiło Squere Enix/Segę i naraz Koei z Konami. Ba, najbardziej porównywalne byłoby gdyby Sony kupiło Bandai Namco, które ma multum gier od adaptacji anime jak Naruto/Dragon Ball/One Piece Gundam przez Soulsy, na serii Tales of, Ace Combat, horrorkach i indykach kończąc.
I to jest dobry komentarz. Rzygać mi się chce słysząc szczekanie fanatyków Deppa jaki to on niewinny aniołek. To kawał skurwiela, którego dupochronem jest kariera i masa fanek. I czysto zawodowo, ten facet już dawno się wypalił i współpracy jest niewiele lepszy od Seagala. Wszyskie następne Sparrowy od niego są tragiczne. Jeśli Disney zdecyduje się na reboot serii, to mam nadzieję że tego debila nie zatrudni i da kompletnie innych aktorów
Ohyda. To chart gpt wypluwało lepsze aktorskie wersje Dragon Balla. I to takie klimatyczne, osadzone jako dark fantasy z lat 80-tych. Tamte kadry stworzone przez bezduszny algorytm miało więcej duszy niż to coś od żywego kolesia. Jeśli jakimś cudem powstanie nowa wersja aktorska DB, to powinna iść w lekką stylizację a nie w hiperwierność, która w wersji aktorskiej wygląda koszmarnie. Głównym mankamentem aktorskich Fullmetal Alchemist było sztuczne przerabianie japońskich aktorów na blondynów, gdy 80% świata przedstawionego to pseudo-Europa
I to gówno od Triggera, ktróre niczym się nie wyróżnia, bo nawet muzykę ma zerżnientą z gry wygrało z przegenialnym Spy Family? To jest hańba dla branży. Widać że wystarczy wypuścić animca na Netfliksie i wszyskie nagrody są nasze...
Z rzeczy nierealnych to pseudosymulator lotniczy H.A.W.X. Zagrałabym w nową wersję
Jako że panu krytykowi nie wierzę ani na jotę, tak sama muszę przekonać się jak tam wyszło z piątym aktorskim Asteriksem. Bo część 4 w Brytanii wyszła bardzo fajnie, choć tu nie jestem obiektywna bo to mój ulubiony zagraniczy Asteriks (bo o Helwetach/Szwajcarach nie zrobili). Choć moim ulubionym aktorskim Asteriksem jest pierwsza część
Kreatywność? Disney już od lat jest na bakier z tym słowem. Wszysko tam jest robione na jedno kopyto. Większość MCU jest z szablonu, SW robione pod dyktando fanów co nie widzieli jakichkolwiek innych filmów (Andor to wyjątek potwierdzający regułę) a animacje wypaliły się po Rayi i ostatnim smoku. Ale najgorsze w obecnym Disneyu jest to że zabił swoją gałąź odpowiedzialną za nowe produkcje aktorskie (ostatnia dochodowa produkcja to Książe Persji z 2010 roku, po kilku fiaskach Disney odpuścił i klepie remaki animacji) oraz ze de facto zabił kreatywność w 20th Century Fox, które lubiło robić mniej kosztowne i bardziej artystyczne rzeczy, zwłaszcza w swojej filli Searchlight.
Jak ktoś tu mądrze powiedział, film to film i pewne rzeczy musieli wyciąć. Od siebie dodam że wycinane są te rzeczy, które psują tempo, więc żadne nieistotne czy pośrednie dla wątku głównego wątki idą do kosza. Pan niby taki wielki recenzent a podstaw nie ogarnia. Ginny w filmach była fanką Pottera tylko w pierwszej części (choć to bardziej wyglądało jak zauroczenie starszym kolegą ze szkoły, gdy ma się 10 lat). Mi w filmach najbardziej brakowało Snape'a. Jak dla mnie było go tam za mało. Sama widzę ewentualnego nowego Pottera jako serial... animowany. W stylu tych wszystkich animacji superbohaterskich albo lepiej jako anime, bo jest większa szansa by wyciągnąć szarość moralną i tragizm Snape'a. No i to, że mielibyśmy konkurencję do Fullmetal Alchemist Brotherhood jako kooperację brytyjsko-amerykańsko-japońską.
Ale o co ta spina? To byłi totalnie do przewidzenia że będą przodkowie postaci z Pottera. Zwłaszcza przodkowie Voldiego, Wesleyów czy Malfoyów. Obrażanie się na takie coś to jest jakby traktowanie każdy wschód słońca jest spoilerem nowego dnia....
Gdyby dawali mi 5 zł za każdy wpis graczy, którzy oczekują cudów-niewidów, choć twórcy nic takiego nie obiecywali oraz kolejne 5 zł za każdy gniewny wpis że "nas oszukali" to nie tylko nie musiałabym pracować ale byłabym bogatsza od Billa Gatesa.
Możecie mnie zjeść ale dla mnie tąpnięcie jakościowe w MCU zaczęło się wraz z premierą Strażników Galaktyki w 2014 (albo w 2013, nie pamiętam). O ile tam taki głupi humor pasuje (no może jeszcze w Ant-Manie ze względu na Paula Rudda) tak w pozostałych filmach jest jak pięść w nosie. Od czapy. Za dużo heheszków zabijających powagę sytuacji czy dobrze rozumiany patos. Aż dziw bierze że scena portali czy śmierć Starka nie jest uśmieszkowana. Trochę wyczucia, panie Marvel. Ja aż się boje co to będzie jak premierę będzie miał Wolverin i Deadpool...
Ja generalnie nie wierzę jazgotowi fanów czegokolwiek. Nikt tak absurdalnie i emocjonalnie nie podchodzi do fikcyjnych tworów jak oni. Sam Sapkowski prawie nic nie napisał o tym wydarzeniu, nawet jak go ludzie pytają o szczegóły to bez żenady im odpowiada że nie wie bo tego nie napisał. Szanuję za nonkonformizm i bezczelność wobec ludzi, którzy przejmują się zmyślonym światem bardziej niż realnym. Generalnie cały netfliksowy Wiesiek to taka alternatywna wersja książek. Nikt wam nie zabiera książek ani gier, więc o co macie ból d.upy? Nie rozumiem. Ja jakoś nie mam za złe skasowanie statego kanonu Star Wars. Sam Disney wydaje te lepsze i popularniejsze gry/komiksy/książki jako "Legendy" i wszyscy są zadowoleni. Bo nikt nie hamuje sztucznie dostępności a kasa dla Myszy leci.
Chciałabym mieć w życiu tylko takie problemy jak frustrowanie się na jakiś głupi serial na motywach głupiej książki fantasy z Polski... Serial nie powstał dla grupeczki fanatyków z Cebulandii ale dla globalnego widza z tym z USA na czele. Wy nigdy nie byliście targetem i pora się z tym pogodzić. I to wy zniszczyliście ten serial waszymi wypocinami w necie a portale pokroju GOL-a lecą za wami jak muchy do guana dla klików. Bo nigdy nie dało się zrobić idealnej konwersji z powieści do filmu/serialu tak w 110%. I ten wasz fanatyzm, godny wojen religijnych i równie głupi jak ten u Ruskich zapatrzonych w Putina. Wy byście dosłownie zabili każdego, to robi sobie żarty ze "świętego" materiału źródłowego. Pora w końcu dorosnąć i nabrać krytyki do ulubionego dzieła. No ale po co dorastać, zachowujmy się jak stereotypowe nerdy-trolle, bez problemów dorosłego człowieka i bez życia... Nie oglądajcie, gnijcie dalej w książkach i grze, która i tak dużo zmieniała i dajcie żyć innym ludziom.
I pomyśleć że Ash w poksach ciągnął się równie długo co Shinji w Evangelionach... W końcu twórcy sobie darowali Asha. Ja się zastanawiam jak obecne dzieciaki w ogóle reagowały na postaci z początkowych sezonów? Czy w ogóle kojarzyły Misty i Brocka albo Jigllypuffa z pisakiem?
Gdyby Hades miał konkurować z czymkolwiek od Fromsoftware, to zmiażdżyłby Japończyków na proch
Te gówno bez fabuły powinno zgarnąć nagrody za bycie najbardziej masochistyczną grą z recyklingiem assetów
To jest jednak chore że te gówno dla masochistów bez grama fabuły wygrało nagrodę na grę roku. Jedyne dobre z Games Awards to tylko zapowiedź nowej Zeldy i Hadesa
Mam nadzieję że te guano dla masochistów z recyklingiem assetów przegra z Kratosem czy jakąkolwiek inną grą
Widać że autor jest kompletnym ignorantem growym, który myśli że edgy gry na poważnie z dużą ilością gore, nie oferujące nic poza to będą w mainstreamie. Chyba tylko Deadpool zrobiony na modłę DMC/starego GoW miałby szansę zaistnieć, ale to byłaby to parodia takich gier i wszyskiego innego. No i autor sam sobie robi krzywdę ignorując rynek indie. To tak jakby narzekać na współczesne kino ograniczając się tylko do marvelowej papki. Hades pod każdym względem bije starego i nowego Kratosa a kosztuje raptem 100 zł. Nie jestem fanką roguelike'ów i roguelike'ów ale Hades skradł mi serce. No i jako gra bazująca na fabule, posiada tryb łatwy choć sama gra bazuje na tym że trzeba wiele razy zginąć żeby poznać głębię fabularną.
Choć zgodzę się z tym że gry AAA idą na fabularną łatwiznę dodajŕc motyw rodzica i dziecka dla główych bohaterów.
To był nawet symatyczny film i jedyną jego wadą była ogromna niekonsekwencja. Niby Black Adam zabija zbirów ale znowu są heheszki rodem ze Strażników Galaktyki, mamy dzieciaka czyli PG-13 w celwch wychowawczych i trochę nie łapię czemu Hawkman tak czepia się Black Adama niczym Superman czy Batman z kreskówek. Serio, wolałabym żeby ten film był minimum 16+ (bo R raczej dałby iście trantinowsko-deadpoolowy rozlew krwi).
Szanuję za krytykę tzo. Dla mnie też tam wieje butą, tiktokowością i żerowaniem na starej słwawie z TvGry nie dając absolutnie nic nowego. I jak dla mnie jedyną faktyczną konkurencją dla TvGry jest tylko CD Action. Bo Arhn.eu nie robi specjalnie publicystyki
To da się zrobić technicznie grę jeszcze gorszą niż ostatnie Pokemony? Czy to jest legalne?
A mówicie że recenzenci są sprzedajni... No to macie dowód że to nie jest prawda
Spy Family z polskim dubbingiem puścić a nie jakieś kipeskie popłuczyny z gatunku młodocianych przestępców z liceum. Ale serio, Sony leci sobie w kulki z Chrunchyrollem w Polsce. Płać ale 3/4 biblioteki jest zablokowane i o napisach po polsku zapomnij
Ja wiem, kryzys i inflacja czy inna wojna i powinno się oszczędzać, ale jednak nie powinno to dotyczyć recyklingu artykułów, zwłaszcza tak ordynarnego. Bez kitu
Ale dokładnie tę samą logikę mają gracze, którzy świetnie się bawią w Deadly Preminition czy inne gry 7/10...
Pewnie zaraz się zlecą znafcy filmowi że ten film jest rozczarowaniem tylko dlatego że jeden kolo jest gejem. Jak dla mnie ten film czysto wizualnie jest odpychający. Mam na myśli projekty postaci. To taki typowy rzyg wodogrzmotowo-clavrecowo-familyguyowy, który trawi amerykańską animację od prawie 10 lat. Równie ustandaryzowana jak kreska w większości anime. Młde i bez charakteru. Kompletnie nie dla mnie. Chyba jedyną nową disneyowską animacją która wizualnie podpasowałaby mi to Raya i ostatni smok, a tam też wizualnie postaci nie są jakieś unikatowe. Niestety Disney za bardzo poszedł w wizualny szablon i mnie to boli.
A Idiokracja to gdzie, ja się pytam? Toż to istny horror, który przewidział przyszłość przebrany za głupią komedię
Miles Morales jako Spider-Man istnieje w komiksach od 10-12 lat. Jest jedną z popularniejszych inkarnacji Pajączka. Żeby "skandalu" było więcej, Miguel O''Hara, czyli Spider-Man 2099 istnieje ok. 20-25 lat i jest pochodzenia latynowskiego. Jest jeszcze azjatycka Spiderka, czyli Silk, Spider-Gwen, Spider-Ham (parodia Pajączka na modłę Looney Tunes), Spider-Man Noir, Penny Parker z filmu, Petra Parker (w gender-benderowym odwróceniu Marvela, gdzie męskie postaci są kobietami i odwrotnie),Octopus, który zamienił się ciałami z Parkerem i miliard innych. Już dostaliście biegunki? Cały koncept X-men to sprzeciw wobec nietolerancji i prześladowaniu mniejszości. Żaden komiks nie był tak awangardowy w tym temacie jak X-men. Acha, Stan Lee był z pochodzenia Żydem, tak samo jak twórca Supermana czy twórcy Batmana. Już polecieliście z płaczem do mamy, że "zrujnowałam" wam dzieciństwo? Mam nadzieję
Już od dawna główne gry z tej serii powinny robić rotacyjnie minimum 3 studia tak jak robi się CoD-y. Zaraz jakość techniczna by podskoczyła. Ale na to się nie zanosi bo Nintendo ma tylko 1/3 akcji The Pokemon Company. A szczerze, tylko im by zależało na dobrym stanie technicznym. Jakim cudem Acreus nie ma bugów to ja nie wiem (a mam tę grę od premiery i nie spotkałam nic oprócz zanimowanego w 5 fpsach Gyrasosa i inne takie w oddali)
Przyjemna gra ale multik na ps4 jest martwy. Co zabawne, granie walk w bitwie kosmicznej w Battlefroncie 2 jak najbardziej się da. Przynajmniej na pc, bo tym rozdawnictwie będzie lepiej w multi Squadrons
Disneya nie obchodzo bo fanów nie obchodzi przedstawienie jakiejkolwiek szarzyzny moralnej w tym fikcyjnym świecie. Nie myślcie sobie że Disney nie przeprowadził odpowiednich badań. Oni to doskonale wiedzą że uber fani i dzieci (w tej kolejności) chcą nieskazitelnych rycerzy vs złych żołdaków. Nie żadnych dobrych Niemców, znaczy imperialnych, rebeliantów-karierowiczów, antybohaterów i antyzłoczyńców. Nie. Jeśli jakaś postać ma być trochę bardziej zniuansowana to tylko w typie Hana Solo i jako wentyl bezpieczeństwa. Ciekawe czy fani zobaczą swoją niekonsekwencje, gdy hejtowali Holdo a chwalą Raela... A no racja, nie zobaczą. Bo to taki głupi fandom jest
No właśnie mam wrażenie że Joker miał niezasłużoną premię za powiązanie z Batmanem. Bo gdyby wywalić nazwisko Wayne i dać,.nie wiem O'Hara to ten film byłby okrzyknięty albo nowym Taksówkarzem albo bezczelną zrzynką z niego
Tu bardziej chodzi o to że marvele zabiły czy raczej mocno utrudniły powstanie innych przykładów kina rozrywkowego z kategorii zabili go i uciekł. Horrory czy stare serie jak Bond sobie poradzą. Nawet nowe Jumanji da sobie radę. Ale nowe projekty mają utrudniony start. Ktoś w ogóle pamięta Johna Wicka, Kingsmen czy inne takie? No właśnie te serie jakoś specjalnie się nie przebiły do świadomości przeciętnego widza. Czy ktoś teraz w ogóle produkuje przygodówki nie licząc miernego Uncharted? Albo niegłupie komedie? Filmy wojenne (odlicz 1917 czy Na Zachodzie bez zmian)? Jakieś inne sf jak stare Faceci w Czerni albo Tron Dziedzictwo? No właśnie. Sami widzowie te 10 lat temu dali czerwoną kartkę innym aktorskim produkcjom Disneya, które nie są marvelem, SW czy adaptacjom ich animacji
Na komentarzach bulwers że to różnorodność kulturowa "niszczy" kino. No właśnie nie, a Tarantino jest najlepszym przykładem. Kto wypromował tyle nie-białych aktorów i aktorek w rolach innych niż panienki do ratowania jak nie Tarantino? No właśnie. Pan Liu i komentujący trochę się wygłupili. Nawet bardziej niż trochę
Jak dla mnie nowym Shrerlockiem był, jest i nadal będzie Doctor Strange a nie Iron Man
Dokładnie. Kina, zwłaszcza małe jeśli nie mają prężne działającej publiki, która chce czegoś innego niż superhero/komedie romantyczne/horrory czy animacji dla dzieci, są martwe. To już lepiej zrobić wypad do dużego miasta do kina studyjnego czy nawet do multipleksu, bo tam jest większa różnorodność puszczanych filmów. Bo szczerze, czy w ogóle wychodzą w kinach akcyjniaki inne niż superhero? John Wick czy Kingsmen to wyjątki od reguły
Wiecie czemu Batman jest nadal popularny? Bo każda jego filmowa adaptacja kończy się po max. trzech filmach. Nie miliard jak w marvelu....
Ludzie to jednak debile. Zwłaszcza gdy oczekują że film z MCU będzie wierny w 100% komiksowi. Bo T'Challa ma romansować ze Storm bo "tak było w komiksie"... No i fani dostaną taki romans ale syna T'Challi z tą babką, o ile X-meni pojawią się w tym czasie gdy młody będzie dorosły. A co do meritum, mamy takie głupie czasy że fani są tak rozczeniowi że wpierdzielają się twórcom do ich roboty bo "oni wiedzą lepiej". Przepraszam, czy Boseman miał jakąś wyłączność na tę postać? Nie. Ciekawe czy gdyby Marvel zrobił CGI T'Challę to ci sami fani nie krzyczeliby że "lepiej gdyby uśmiercili tę postać"...
Ta seria od samego początku miała problemy techniczne czy to z bugami czy z optymalizacją. Nic nowego. Już dawno recenzenci powinni na to narzekać. Mnie dziwi fakt, że nowe podejście jakim jest Violet/Scarlett ma porównywalne oceny jak ten bieda-remake z Pearl/Diamond... A to serio się nie godzi, nawet jeśli poksy zasłużyły już od dawna na krytykę za technikalia
I znowy tru fani dostali biegunki... Ja tam lubię i DBZ i DBGT i DBS ale w przeciwieństwie do was, każdą serię zmasakrowałabym za głupoty i nie robię na niej tożsamości jak jakiś gówniak z 6 klasy podstawówki co czuje się lepszy, że ogląda "chińskie bajki"
Najczęściej długimi seriam anime są te popularne produkcje będące ekranizacjami trwających mang. Dlatego są tak strasznie długie. Bo animacja dogania komiks i autor się nie wyrabia. Coś podobnego byłoby też z pierwszą ekranizację Fullmetal Alchemist ale sama autorka zażyczyła sobie by twórcy animacji napisali własne zakończenie i na nią nie czekali. No i pare lat później powstaje FMA Brotherhood, który adaptuje całą serię (27 tomów) w 64 odcinki. Żadnych fillerów, żadnych dłużyzn, szybka akcja i praktycznie zerowy uszczerbek dla fabuły. Czyli da się. Inna sprawa gdy seria mangowa jest skończona ale jest długa.
Dodam że nawet OVA osadzone w głównej linii czasu są totalnie zrozumiałe bez znajomości oryginału. Najlepszy przykład to The 08th MS Team, najlepszy Gundam jaki wyprodukowano, wręcz nazywany "Gundamem na wojnie w Wietnamie". Tam niby był przez moment Aznable'a jako transmisja dla zeońskiego wojska i tyle go widzieli. Sama tak obejrzałam i polecam. Bo twórcy byli świadomi że tylko faktycznie samodzielne produkcje ale fabularnie pod dojrzalszego widza zachęci niezaznajomionych z wojną jednoroczną. To nawet teraz widać że nowe produkcje osadzone w U. C. są tak robione żeby samodzielnie się obroniły
Ludzie są wkurzeni że gra fantasy w poważnym klimacie ma dwie niepoważne reklamy... Trochę dystansu, matko kochana. Przynajmniej rekalma z gwiazdami show biznesu i ta japońska z pioseneczką jak a dzieci wybijają się z tłumu. A to jest najważniejsze w reklamie
A czy zawsze warto reklamować grę wybitnie z kijem w d.upie reklamą która rzeczoną dzidę w zakończeniu pleców ma? No właśnie nie. Nie znam japońskiego ale ta relama chyba bardziej ma akcent na relacjč ojciec-syn. Może ktoś bardziej kompetentny oświeci?
Przypominam tylko że wielki fan Star Wars, J.J. Abrams popełnił Skywalker Odrodzenie. Bycie fanem nie gwarantuje sukcesu adaptacji, wręcz przeciwnie. Gwarantuje tylko robienie pod twardy elektorat. Ale zgadzam się z twierdzeniem że trzeba okazać elementarne przygotowanie co do materiału źródłowgo i szacunek dla pracy twórcy oryginału. Bo jak robimy coś na odwal się to rzadko kiedy wychodzi
Stary jesteś i dzieci nie masz. Sama się łapię że wolę obejrzeć disneyowską animację z czasów mojego dzieciństwa niż jakąś nową (odlicz Rayę i ostatniego smoka). Zwyczajnie jak coś nie jest sequelem pierwowzoru z dzieciństwa albo jakoś do mnie nie trafi to tego nie oglądam. Raya jest takim klasyczym przygodówkowym Disneyem a To nie wypanda, pomimo scepyficznej kreski (dobra, jest w 3d) tematyką jest ciekawa. Zwyczajnie nie jestem już targetem, chyba że zostanę matką. Ty chyba masz podobnie. Brak impulsu zwanego własnymi dziećmi.
Kupiłam tę konsolę rok temu dla świętej trylogii Ace Combat (czyli części 4,5 i 0) i Deadly Skies 3. Świetna konsola, bardzo przyjemnie się na niej gra aż żałuję że ani Bandai (producent Ace Combatl a już tym bardziej dziadowskie Konami (Deadly Skies/Air Force Delta) nie chcą wypuścić remasterów tych gier. Oprócz Powrotu Króla dodałabym trylogię Prince of Persia, Zemstę Sithów i growego Matrixa na którego naciągnął mnie... Klocuch
Edit. Broń Boże fanowskie dublaże. Tylko Klocuch i ekipa z Team 4 Stars robili to dobrze. Reszta jest bardziej japońska od Japończyków. Wszędzie walną te -sama, -kun, -chan, co tylko zaśmieca klarowność przekazu. Mam parę mang, najczęściej są to Josei i Bogu dziękuje że tłumacze mają więcej oleju w głowie niż tru fani. No i za wsadzenie tekstu o małym czołgu z Allo Allo do Wotakoi tłumacz powinien dostać podwyżkę. Tłumacze nie bawią się w japońskie manieryzmy, bo tłumaczenie ma oddawać intencje autora ale zrozumiałe dla użytkownika języka na który tłumaczą. A tru fani często o tym zapominają. A to kardynalny błąd
Panie CEO Disneya, animacja jest tylko środkiem wyrazu. Bo i Psi Patrol jest animacją, tak samo jak Dragon Ball, Kaczor Donald. Berserk, Bojack czy Scooby Doo.
Albo oglądają Spy Family. Można powiedzieć wiele złego o anime ale ten sposób animacji jest cholernie różnorodny i w tematyce i w sposobie realizacji. Szkoda że głupi Chrunchyroll nadal nie ma chociaż polskich napisów i rówie bogatej biblioteki dla nas jak dla Zachodu. No i szczerze, ja chcę polskiego dubbingu do Spy Family. Otaku mogą mnie cmoknąć ale ja tam zawsze przytulę polski dublaż do "chińskich bajek". Tego nigdy nie było dużo i każdą produkcję made in Japan po polsku witam z otwartymi ramionami.
Panie
Co za plot twist, ta "dobra antycenzorska" Japonia okazała się tak samo zamordystyczna w kwestii głupiej gierki jak szejkolandy Zatoki Perskiej XD
Kaz w książce jest Polakiem z Poznańskiego z tego co kojarzę. Ja wiem że wśród Niemców jest dużo słowiańskich nazwisk tak jak wśród Polaków niemieckich ale w tym konkretnym przypadku ta postać faktycznie jest narodowości polskiej i jako poddany kajzera jest w jego wojsku. A co do winy za Wielką Wojnę, wszystkie uczestniczące w niej europejskie potęgi są odpowiedzialne za ten konflikt. To jest fakt historyczny. Zakłamaniem jest twierdzenie że to kajzerowskie Niemcy wywołały I wojnę a reszta, zwłaszcza kraje Ententy są niewinne jak niemowlaki.
Te cholery z Disneya mogłyby zrobić animowaną wersję książki Mroczny Uczeń, która powstała z scenariuszy skoasowanych odcinków Wojen Klonów. W ogóle iść w spin offy tej epoki, która przez swoją skalę i szarzyznę moralną, nie występującą w innych epokach SW wyróżnia się na plus.
No nie ma polskiego języka, bo oprócz Śląska i Małopolski ten sport w Polsce nie istnieje. Seria NHL ma języki tych państw gdzie ten sport jest popularny czyli czeski (Słowacy i tak zrozumieją czeski), fiński, szwedzki, rosyjski (ciekawe czy zrobili bojkot tamtej ligi), niemiecki (bo Szwajcaria), francuski i angielski. Marudzenie na brak polskiego w tej serii jest tak samo bezsensowne jak brak polskiego w Maddenie
Edgerunners tyłka nie urywał. Nie wiem czym się ludzie podniecali, Cowboy Bebop to to nie był. Jednak jestem za swoistą antologią w formie zamkniętych sezonów. Tylko błagam, bez tej cyberpunkowej sztampy jak złe zakończenie, bo to jest równie nudne jak kolejna Gwiazda Śmierci i wsadzanie wszędzie Ashoki i Vadera w Gwiezdnych Wojnach
90% polskich gier z przekazem patriotycznym to straszny chłam. Szczerze to już lepsza będzie ta chińska gierka z kobiecą anime-czarownico-hussarią z elementami sienkiewiczowskich Krzyżaków. Bo chociaż ma szanse być grywalną grą
Dokładnie. Tańczący emo Parker miał być w domyśle żenujący dla otoczenia i dla widza. Jak on się wydurnia to trzeba patrzeć na tło i statystów, wszytkie te kobiety mają minę "wtf" albo "co za palant". A co do sceny "nie lubię piasku", to też był tekst mocno dwuznaczny, gdzie Anakin zestawia szorstkość piasku z miękkością... Padme. Trochę po bandzie jak na PG13. A może klip z Robot Chicken z Adult Swim swoje u mnie zrobił w interpretacji. Tam Padme w tej czarnej bdsm kiecce ze sceny z kominkiem tak kusi seksualnie Anakina że aż przykro patrzeć jak go skręca. Nie no ale cały ten special z Robot Chicken to polecam w ciemno. Raczej wszystko (ale pocięte na klipy) jest dostępne na yt po amgielsku. Na HBO Max jest chyba tylko pierwszy special
Dokładnie. Sama nie rozumiem robienia tożsamości na głupiej gierce/serii filmów/książek/komiksów itp. To jest strasznie szczeniackie zachowanie, dla mnie kompletnie niepojęte. Szczerze, sama lubię serię która niestety nie ma dobrej alternatywy. Ta seria gier to Ace Combat od Bandai Namco. Ktoś złośliwy powie że to jest taki CoD z samolotami ale faktycznie nie jest to strasznie oskryptowana gra jak Call od Duty. Wracając do tematu, chciałabym żeby te moje samoloty miały jakąś realną alterantywe niż tylko indie gierka jaką jest Project Wingman, który nawet nie jest na ps-a czy switcha. Kiedyś (15 lat temu) to chociaż był Hawx od Ubisoftu czy wcześniej Deadly Skies/Delta Air Force od Konami gdzie latało się zręcznościowo licencyjnym prawdziwym samolotem. I w sumie, jeśli chodzi o singlowe gry wojenne też CoD nie ma specjalnie alternatywy. Mam na myśli strzelanie do wrogich, ludzkich żołnierzy w settingu II wojny/zimnej wojny/współcześnie czy lekko futurystycznie. Nie każdy lubi multiki, ludzie chcący singla z fabułą bez rozwleczenia jak w Far Cry ale też nie tak krótkie jak Battlefieldy są w kropce
A to nie lepiej zrobić nowy serial, coś podobnego jak Fullmetal Alchemist Brotherhood? Samo fabularne mięsko, brak fillerów i dobre tempo. I tak jak Dragon Ball Z Kai byłoby krótsze o jakieś 120 odcinków XD
Bo fani to fabularne prymitywy. KOTOR nie był typowym Star Warsem. Wszystko tam jest osadzone na genialnym twiście "jesteś swoim najgorszym wrogiem". No i sama fabuła jest jakaś taka poważniejsza a sam Revan nie jest kopią nikogo ze starej trylogii, tak samo jak reszta ekipy. Że nie wspomnę o braku fanserwisu, rozumianego jako "Ej, patrz tam jest Vader. Rozumiesz? Ten VADER. I teraz dostań biegunkę ze szczęścia". Obenie tylko powieści kanoniczne (nie wszystkie) są tymi najodważniejszymi. Choćby Utracone Gwiazdy, gdzie bohaterowie starej trylogii mają dosłownie epizody w tej historii. Oni fabularnie są obok i dla głównej historii nie znaczą nic
To nie tylko wina pazernego Hollywood ale samych widzów. Rozpoznawalna marka to magnes na fanów. Sama uważam że Joker nie zarobiłby tyle kasy, gdyby nie powiązanie z filmami superbohaterskimi. Sorry ale tak to działa. Ludzie nie lubią zmian, wolą się kisić w strefie komfortu. A takie coś jest zabójcze dla sztuki wszelakiej. Zwłaszcza gdy chcemy zrobić wysokobudżetowy film, który nie ogranicza się do piupiu i nawalanki trykociarzy w CGI. Top Gun Maverick nie powstałby gdyby nie Tom Cruise. Bo niestety to on był głównym magnesem do tego filmu. Więc zamiast serii gdzie mamy nowych bohaterów, będziemy mieć przygody znudzonegi emeryta lotnictwa marynarki wojennej.
Mooroe'owi bardziej chodziło o to że superbohater jest w pewien sposób tęsknotą za wybitną jednostką, która nas zbawi bez naszego wysiłku. A coś takiego oferure też faszyzm, czy autorytaryzm w ogóle. Ktoś za nas "odwali" naszą robotę ale za cenę wzięcia nas za mordę.
Jak dla mnie, popularność kina superhero to jest bardziej pochodna tęsknoty za dzieciństwem, które generalnie zawsze są prostrzymi czasami. A sama ta tęsknota to bardziej pochodna ciężkich czasów, gdzie obietnica spokojnego i dostatniego życia dla młodego pokolenia rozsypała się już w 2007 roku. Sama trochę nie rozumiem robienia tożsamości z tego co lubimy. Lubię wiele filmów/gier/książek/seriali, lubię ich analizę motywów czy dyskutować o nich ale nie zamierzam tym żyć. To jest jeden z elementów mojego życia a nie jego sedno.
Naiwne dziecko. Ludzie nie lubią zmian, bo wyrywają ich ze strefy komfortu. Tak było,.jest i będzie. Zwłaszcza w branży, gdzie trzeba zabulić te 250-340 zł a koszty produkcji to grube miliony. To jest jak z McDonaldem a randomową burgerownią. Mak daje ci gwarancję że wszędzie na świecie zjesz podobnego Big Maca. Burgerownia pana/pani X niesie ze sobą ryzyko że ten nowy burger z mango czy innym serem kozim ci nie zasmakuje. I coś podobnego jest z grami czy filmami. Wielkie molochy wolą tłuc non stop to samo, bo większość ludzi to lubi i jak dostaną coś innego to będą robić raban w internetach (np. The Last of Us 2 czy Ostatni Jedi). Małe studia czy indie developerzy ze względu na nakłady nie mogą rywalizować na tej samej płaszczyźnie z gigantami, dlatego idą w innowacyjne czy nieszablonowe pomysły. Ale nawet u nich można doszukać się pewnego szablonu, jak pixelart czy tłuczenie gier roguelike.
A dla mnie najlepszym Jokerem jest Nicolson. Jest taki najbliższy komiksom. No i bądźmy szczerzy, największe świrusy jakie były w aktorskich Batmanach to te u Burtona (odlicz Alfreda). W ogóle gdzie zagra Nicolson to skrada całe show. Każdy aktor wnosi coś od siebie do danej roli. Sama czekam na nowego Iron Mana, bo chce zobaczyć inne podejście do tej postaci.
Dokładnie. Nienawidzę jak pod chłopa po 12 roku życia podkłada głos baba. Dlatego tak żałuję że nie obejrzałam Fullmetal Alchemist Brotherhood jak był na Netfliksie z angielskim audio. Bo pod Eda podkładała kobieta. I pod Ala też ale w tym drugim przypadku mi to nie przeszkadzało. Aż tak
Z tego co kojarzę to obecnie w kanonie nie da się ożywić smoczymi kulami z Ziemii raz ożywionej w ten sposób postaci. Niby są super smocze kule, ale one są wielkości księżyca i są rozsiane po wszystkich 13 wszechświatach. Niby się da ale jednak trzeba zatrudnić tu anioła i boga zniszczenia czy innego kami do transportu. Jak dla mnie to już dawno powinno się ukatrupić Goku i zrobić miejsce innym postaciom. A najlepiej osadzić fabułę w dalekiej przyszłości gdzie Goku, Vegeta i spółka są niemal mitycznymi bohaterami a obecnie żyją ich dalecy potomkowie
I dlatego kupuje się zestawy Lego Star Wars za max 200-250 zł. Frajda nie drylująca kieszeni. Sama mam tylko X-winga (190 zł jak kupiłam i najdroższy mój zestaw), Jedi Interceptora Anakina (110 zł) i Jedi Starfightera Obi Wana (100 zł). To są najbardziej rozsądne zestawy, bo i dziecko ma frajdę jak się bawi, dorosły nie traci masy kasy i są całkiem kompaktowe. Żałuję że nie ma reedycji jakiekokolwiek x winga z serii microfighters
Snape'a, zwłaszcza młodego spokojnie zagrałby Adam Driver. Zwłaszcza że ten aktor zawsze był bardziej z kina niezależnego niż z blockbusterów, co dobrze widać jak grał Kylo Rena w SW i obecnie, gdy olał wysokie budżety na rzecz projektów bardziej artystycznych czy nietypowych.
Ja też tak mam. Może to kwestia dużej ilości CGI i braku prawdziwych kostiumów? Zielona Latarnia to był taki zwyczajny film superhero, ani dobry ani zły. Taki przeciętniaczek. Mam wrażenie że to przez Reynoldsa film tak wyszedł. Jakoś cwaniaczowatość tego aktora tam niepasuje. Niech on sobie gra Deadpoola, dekektywa w ciele Pikaczu czy generalnie w satyrach i parodiach gatunku ale nie w bardziej dramatyczych rzeczach. Jakoś Keaton, Willis czy Carrey, aktorzy początkowo mocno komediowi potrafili dobrze zagrać poważne role. Zastanawiam się czy Reynolds tak w ogole potrafi. Czy chociaż chce wyjść poza swoją strefę komfortu
Miś Barei to nawet nie jest satyra ale ponadczasowy i tylko lekko podrasowany opis rzeczywistości. Szczerze, to co się dziś dzieje w Polsce jak ulał pasuje to tamtej rzeczywistości. Świetnie to widać na memach o obecnych czasach z użyciem fotosów czy cytatów z filmu Sztaszka Barei.
A co do Żołnierzy Kosmosu, on też jest ponadczasowy. Ostatnio na Quora czytałam wypowiedzi użytkowników o różnicach pomiędzy mentalnością Europejczyków a Amerykanów w tym co dotyczyło wojska i podejścia do wojen. Myśmy jako narody europejskie przeżyli najgorszy konflikt w dziejach na własnej skórze i na własnym terenie. Dlatego ruch pacyfistyczny na Zachodzie jest silny. Właśnie przez pamięć o ofiarach i zniszczeniach. Amerykanie ostatnią prawdziwą wojnę u siebie mieli za czasów wojny secesyjnej (nie liczę Pearl Habor, bo Hawaje weszły w skład USA po II wojnie). Później mieli tylko interwencje zagraniczne. Amerykanie nie znają strachu przed okupacją, mordowaniem i gwałceniem przez wrogie żołdactwo i zniszczeniem ich domów. Dlatego mają takie zwichrowane (w europejskich oczach) podejście do wojen. Co o obecnej wojny ukraińsko-rosyjskiej, te komentarze były napisane pare lat przed 2022 rokiem ale i tak Ukraina jest w podejściu bardziej "europejska". Broni własnego prawa do istnienia i własnych ludzi do życia po swojemu. Chce wypędzić wroga ze swojej ziemii i nie myśli o okupacji wrogiego terytorium.
A Polska? Sama zawsze myślałam (i nadal po części tak myślę), że my jako naród jesteśmy pewnym miksem amerykańsko-rosyjskim. Mamy pewne mocno idealistyczne podejście do wojny i myślenie o niej w kategoriach jak z Gwiezdnych Wojen (jak Amerykanie) oraz uważamy że tylko poprzez heroiczną i w praktyce bezsensowną śmierć, najlepiej w jakieś masakrze bez cienia nadziei na zwycięstwo, można pokazać jak kocha się własny kraj (jak Rosjanie). Mam nadzieję że Ukraińcy udowodnią naszemu narodowi, że jak już mamy być napadnięci przez wroga, to należy się bić by z nim zwyciężyć i by wola życia napadniętego kraju przeważyła nad wolą zniszczenia okupanta.
Robienie animców pod Zachód to jedyna dobra dorga dla tego wybitnie wsobnego medium. Czemu? Bo anime w większości przypadków jedzie po szablonie i schematach do porzygu. Ja prywatnie nie umiem znaleść nic wartościowego co ma takie założenia. Dlaczego koreańskie produkcje tak zawojowały świat? Bo ich bohaterowie są ludzcy i w jakiś sposób da się z nimi symatyzować. Bo chociaż te produkcje są mocno w tamtym środowisku to są na tyle uniwersalne i zrozumiałe, że zawojowały tak odmienne rynki jak amerykański, europejski i wcześniej mocno konserwatywne obyczajowo rynki azjatyckie, bliskowschodnie i latynoamerykańskie. Anime z pewnymi obecnymi wyjątkami (Spy Family, Aggretsuko, nawet Yakuza w faruszku o starszych pokroju FMA B to nie wspominam z litości) są tak wsobne i skierowane dla otaku że nikt inny tego oglądać nie chce. Ani ktoś z przypadku, ani zainteresowany (jak ja) ani ktoś zwyczajnie szukający dobrej rozrywki. Sorry ale to postaci z krwi i kości uratują tę branżę za granicą, nie loli, seksy i krew jak sugeruje Kojumbo. Kończę, wolę sobię obejrzeć starocie jak Macross z 1982 roku, niby technicznie widać wiek, ale fabułą, postaciami i serduchem pobija te wszyskie wasze SAO, Ataki Tytanów i inne Demon Slejery.
Miły smaczek, nie powiem ale szkoda że to nie pada w produkcji choćby w tak cudownie głupkowaty (i wpisujący się w świat) sposób jak picie polskiego alkoholu, przeklinanie po polsku (odlicz polski dubbing) czy jakieś polskie jedzenie itp.
Dokładnie. Coś podobnego było w Ben 10, gdzie w serii Omniverse twórcy z dupy chcieli pogodzić wszytkie serie. I wyszło jak wyszło. Przynajmnie reebot idzie swoją drogą i tylko czerpie z poprzedników, zamiast ich sztucznie zmieniać (tak mi się wydaje bo tego nie oglądałam)
I bardzo dobrze. Znając życie, GT jest oddzielną ale kanoniczną linią czasu, coś na zasadzie świata Trunksa z przyszłości. To byłoby najlepsze rozwiązanie, bo zadowalałoby fanów GT (mam wielki sentyment), nie kolidowałoby z Super (fajny i bardzo w duchu Z-etki, nie rozumiem hejtu) a fanatycy Z-etki nie mieliby możliwości gęgania i jątrzenia (nienawidzę tych gatekeepowców, Goku zawsze był głupiutki i tak go pisał Toriyama a jedynymi prawdziwymi w postępowaniu bohaterami w tej serii byli Trunks z przyszłości, Gohan en masse, pod sam koniec Vegeta i trochę na zasadzie bycia tsundere, Piccolo). Goku jako bohater na zasadzie Supermana to jest pomysł Super i to od dwóch arców mangi, które nie zostały zanimowane.
Dragon Ball nigdy nie miał logiki. Już od czasów powstania. I nic tego nie zimnieni bo to shonen bitewno-komediowy
Star Wars powstały po 2019 roku bez fanserwisu? Czy to jest legalne? Czy to nie jakaś podpucha? Ile w łapę wzięli ważniacy z Lucasfilm by tatkie coś przepuścić? XD. Ale serio, chyba nawet ważniacy doszli do tego, że ludziom przejadły się bezpieczne do porzygu, nudne jak flaki z olejem i jadące tylko na Vaderze i Ashoce Gwiezdne Wojny. Miło to słyszeć ale jedna jaskółka wiosny nie czyni a większość nowych i ciekawszych fabuł z SW jest w formie mało kosztownych w produkcji książek
Wymyślanie takich interpretacji to zwyczajnie fajna zabawa. Ale nic więcej. Sama wierzę w interpretację że cała akcja Top Gun Maverick od wypadku Darkstara do końca to tylko przedśmierdne majaki Mavericka i pogodzenie się z całym światem. I uważam tę interpretacjč za bardziej wiarygodną niż staruch (Maverick) latający złomem (F-14) i całe założenie i wykonanie misji, które jest wybitnie debilne.
No i to jest wartościowy komentarz. Sama mam sentyment to serii ale widzę w niej masę głupot, archaizmów, niekonsekwencji czy nieogarnięcia się autora. Co mnie nie dziwi, bo Sienkiewicz jak pisał trylogię to sam się zakręcił czy Wołodyjowski ma na imię Jerzy czy Michał. I wytłumaczył to w którymś rozdziale.
Sama wolę tasiemcowe shoneny z dzieciństwa zapoznać jako gry wideo. Wychodzi taniej, ja nie mam miejsca i kasy na miliard tomów mangi a że seriale Dragon Ball i Naruto mają miliard odcinków i trylion fillerów tak adaptacja growa najbardziej mi odpowiada. Tetralogię Naruto kupiłam za 60 zł i sobię chwalę. Może i trochę tracę (pierwsza poważna misja Naruto i spółki na moście, której nie ma w pierwszej grze ale fabularnie powraca w trzeciej) ale jest to bardziej ogarnialne. Sama chciałabym grę albo remake anime Inuyashy, bo ta historia mnie zawsze ciekawiła ale jej obszerność mnie przeraża.
Jak obejrzałam półtora roku temu FMA Brotherhood, to byłam totalnie zaskoczona że da się zrobić shonena (choć dla mnie to jest seinen ale z elementami shonena) wybitnego, treściwego (64 odcinki), skupionego na bohaterach i fabule,.bez przegadanych walk,.dłużyzn i fanserwisów, czyli rozebrania wszystkich kobiecych postaci jakie tam są. Ja się nie dziwię że ta seria jest uważana za najlepszą w gatunku. Bo faktycznie jest.
Fanatycy anime, tak samo jak fanatycy SW, Pottera czy Soulsów itp. popadają w syndrom obrony okopów Trócy Świętej. Czyli na nasze, obrony swojego ulubionego dzieła przed jakimkolwiek zdaniem krytycznym. Dlatego sama unikam fandomów, bo szkoda zdrowia. Dlatego najlepsze są grupy szerokie pod względem garunkowym jak fani filmów czy gier, bo nikt nie robi gatekeepingu, że nie podoba ci się Interstellar czy Soulsy, znajdziesz fanów bardziej kameralnych produkcji, możesz pokrytykować (z kulturą oczywiście) popularne produkcje i zwyczajnie jest miło podyskutować z kimś kto ma inne podejście do tego samego medium.
Mądrego to i miło poczytać. Zwłaszcza że w przeciwieństwie do idiotów z komentarzy jest po filmoznastwie...
Jak taka posoka i masa wyuzdania jest dla młodszych dzieciaków? Dobra, to jest przekokszone, nawet zalatuje Tarantino ale jak tego to dzieciakowi nie dałabym do obejrzenia. Ja nie wiem skąd się wzięła opinia że animce en masse epatują posoką. Bo porównując Dragon Balla Z do Edgerunnerów to pierwsze to baja dla niemowląt. Ba, to Fullmetal Alchemist Brotherhood jest tym krwawym mainstreamowym shonenem, który nie bał się elementów gore. Mówią że kiedyś kreskówki były "dojrzalsze". Ja się z tym nie zgodzę, nawet Evangelion, gdzie posoki było dużo nie można zaliczyć pod typowo epatującego gore, bo to była krew Ev a jak anioł złamał Evie rękę,.to pilot to czuł i to bardzo ale jego ciało było całe i zdrowe. Niby Gohan traci rękę a Freeza ogon (a potem w fabule jest przecięty na pół) ale to jest bardzo czyste. U Eda i Ala widać naturalistycznie utratę kończyn itp. Nawet Naruto jest stosunkowo czysty wizualnie
Co znaczy sztampowe? Dla mnie Aggretsuko i Spy Familiy kompletnie nie są sztampowe. Ja nigdzie nie znalazłam obyczajówek o dorosłych ludziach, które są tak dobre pod względem psychologi postaci czy problemów ich dręczących. Jak ktoś chce poznać problemy codzienne Japończyków, zwłaszcza młodych to Aggretsuko to najlepsza propozycja. Jak ktoś chce obejrzeć rozgrzewający serce komediodramat akcji, gdzie na pierwszy plan wychodzi młoda rodzina to Spy Family jest idealne. Sama się zastanawiam, czy czasem na przełomie roku do wiosny w japońskich porodówkach nie odnotują Spy Family boom. Bo jeśli jakiś animec ma pomóc w zwiększeniu dzietności, to chyba tylko ten. Choć najlepiej gdyby rząd i klasa polityczna w końcu całościowo wprowadziła nie tylko zachęty pieniężne na dziecin ale przede wszyskim zmieniła prawo pracy i kulturę zaharowania się na śmierć i nie utrudniała matkom powrotu do pracy i godzenia przez pracujących rodziców obu ról
Sama nie lubię uheheszkowania MCU ale w ostatnim Thorze było to całkiem dobrze zbalansowane. W ogóle to Waititi umie w komediodramaty co dobrze widać w Jojo Rabbit. A komentarz z najwyższą liczbą pluskiów, że to skandal że Grog czy jak tam się ten kosmita nazywał jest gejem to mnie rozwaliło. Przecież od początku filmu wiemy że on i Valkyria są odpowiednio homo i bi. Ja jeszcze rozumiem jakby to się wzięło z nikąd ale to jest pokazane zaraz na początku. I z tego co zrozumiałam jego gatunek jest domyślnie homoseksualny. I ludzie jeszcze z tego problem robią że fikcyjni kamienni kosmici są tacy i nie rozmanżają się jak byty biologiczne.
Jako że ten animec ma polski dubbing, co jest równie rzadkie w tym gatunku co białe kruki w przyrodzie, tak w tej wersji go oglądam. I jest bardzo przyjemny. I szczerze chyba po polsku więcej klną, co nawet pasuje do świata przedstawionego. A co do "typowego" przerysowania postaci i jazdy po archetypie, ja tego w anime wręcz nienawidzę. To nie ma za grosz wiarygodności. I o ile w shonenach to tak nie przeszkadza (choć przeszkadza strasznie) to w innych produkcjach jest zwykłym lenistwem twórców. Moje ulubione animce to takie,.gdzie postaci zachowują się jak ludzie a nie jak archetypy z anime. Może to weebosom nie przeszkadza ale zwykłym widzom, zwłaszcza z zagranicy drażni okrutnie. Między innymi dlatego taki Spy Family czy Aggretsuko tak zyskały na Zachodzie i u ludzi spoza bańki. Bo pomimo bycia anime komediami, są bardzo ludzkie
Ten DLC tylko udowadnia że CDP to handa oszustów i zeykłych złodziei. Bo tak trzeba nazwać olanie strych konsol przy jednoczesnym przytuleniu kasy za preordery uwzględniające dodatki na te platformy.
PS. Skoro PS4 jest takie złe i słabe, to jakim cudem RDR2 i Spider-Man na nim chodzą, są w dobrym stanie technicznym i na dodatek (szok) są grywalne?
Ale wiesz że autor ma chory kręgosłup i dlatego też nie umie skończyć swojej historii. I szczerze, za to nie lubię mang, są mega rozciągnięte i sama praca mangaki to w praktyce wyciskanie z twórcy ostatnich soków. Ja się nie dziwię że mangakowie często lądują w szpitalu. Jak się śpi 3-4 godziny na dobę i jeszcze wykonuje się pracę wymagającą myślenia to tak się to kończy
I znowu "tru" fani mają ból dupy o to że marka się rozwija, nadal jest skierowana do dzieci a oni są starzy. Oraz o mityczny brak krwi, jakby Dragon Ball był jakimś Berserkiem... Bosz, przecież w Fullmetal Alchemist Brotherhood jest więcej krwi i gore niż w całym starym Dragon Ball Z kiedykolwiek.
No i pytanie o wersje językowe. Czy jest do wyboru angielska/polska w kinie? Bo przy całym szacunki dla pani Nosawy, ale rzygać mi się chce jak słyszę jej rodzinkę Goku jako kastratów. Dlatego zawsze gram w gry z tego animca po angielsku. Ba, generalnie uważam że mitologizowanie japońskich aktorów głosowych za niepoważne. No przecież to oni, czy raczej one stworzyły głosowe abominacje jak piszczące anime-dziewuszki, przy których pazury po tablicy do muzyka relaksacyjna. Ba, sam Tales of Arise wiele zyskuje gdy gramy po angielsku. Spy X Family po angielsku również (angielski Loid ma taki noir-sznyt gdy wchodzi w tryb szpiega, Yor w trybie assasynki brzmi świetnie a nie jak upiór z horroru jak po japońsku). Dobre japońskie wersje audio to były w latach 80-tych (SDF Macross) czy w 90-tych (Gundam The 08th MS Team). Reszta różnie. Bo wersja audio japońska do Dragon Balla zyskuje jak głównymi bohaterami są wszyscy inni oprócz Goku z synami.
Jedyny fajny Vader jaki istnieje to ten z Zemsty Sithów i ten z Powrotu Jedi. W pozostałych filmach jest tylko fajną zbroją. Niczym więcej. Bo tylko filmy się liczą a nie zapchajdziury dla fanów. Dlatego nie dziwię się że są ludzie, którzy wolą Kylo Rena (sama do nich należę). Generalnie oryginalna trylogia jest bardziej bają niż pozostałe dwie trylogie (odlicz Skywalker Odrodzenie). Za szybko główne trio się związało ze sobą emocjonalnie, rodzeństwo Skywalker jest psychopatyczne bo inaczej nie potrafię wytłumaczyć obojętniści na śmierć faktycznych rodziców (Luke) i całej planety (Leia) i w ogóle pozwolenie cywilowi by z marszu leciał myśliwcem na kluczową dla istnienia wojska misję to głupota straszna.
Oj tak. To zwłaszcza domena tych starych gier. Dlatego nie skończyłam FF8, bo z tyłka zablokują ci dobre bronie i inne takie. Ale najgorsze o tak są te, co każą co przejść sto razy tytuł żeby zobaczyć prawdziwe zakończenie. Dlatego dobrze że Tales of Arise jest tak bardzo "zachodni". Możesz olać questy poboczne (chociaż tracisz dużo z rozwoju bohaterów i fabularnego i growego, np. nowe bronie czy umiejętności), możesz olać mini cutsceenki (nie warto) ale i tak zakończenie jest jedno, i jest ono happy endowe (i lepiej oglądać napisy końcowe dla ilustracji "co potem").
Zabawa w różne zakończenia jest dobra w krótkich grach i w typowych rpg. Ja gry traktuję bardzo filmowo, w sensie nie lubię jak twórcy sztucznie blokują mi zakończenie.
Ale wy wiecie że relacja Frodo i Sama była mocno inspirowana relacjami oficer-ordynans na polach Wielkiej Wojny? Bo sam Tolkien był oficerem armii brytyjskiej i sam miał przydzielonego takiego żołnierza. Oraz znał innych z frontu. Ordynans, czy po angielsku batman (tak, Alfred jest batmanem Batmana), to był szeregowiec służący oficerowi. Z innych literackich batmanów,.najsłynniejszym był Szwejk, który łaził za oberlejtnantem Lukaszem i za kapelanem.
Ale wracjąc do sedna, pomimo różnicy pochodzenia społecznego (a to były jeszcze czasy gdzie ludzie mieli fioła na tym punkcie), często oficer autentycznie zaprzyjaźnił się z ordynansem. Bo nic tak do siebie nie zbliża jak świst kul i ryzyko śmierci. Sam Tolkien uważał Sama za prawdziwego bohatera Lotr-a, bez którego Frodo albo zginąłby za pierwszym, lepszym krzaczorem albo zmieniłby się w Frodo-Golluma. Tam nie ma nic z wywyższania, Frodo zawsze szanował Sama, zwyczajnie nasza epoka już nie bawi się w takie feudalne bzdury i jest o wiele bardziej równościowa.
Tolkien jednak stał jedną nogą w XIX wieku, echa nierówności były w Wielkiej Brytanii jeszcze w latach 60-tych (Pythonsi się z niej nabijają), a nawet są tam do teraz ale w szczątkowej formie (te Etony, Oxbridge, szkoły tylko dla jednej płci, z których nadal spora część brytyjskiej klasy rządzącej się uczyła itp.). Teraz tego tam tak nie ma ale z tym bzikiem na punkcie arystokracji Wielka Brytania ściga się tylko z Francją (przypominam, republiką), bo reszta europejskich monarchii już dawno olała ten feudalny podział społeczny (monarchowie europejscy są bardziej jak prezydentowie i mają podobnie mało do powiedzenia, chyba że jest klincz i nie da się sformować rządu bo politycy są durni, to wtedy taki monarcha ich trochę postraszy, lecz nie wygnaniem czy ścięciem XD)
Ja nie w jak fatalnym stanie jest ruskie lotnictwo ale szkolenie Ukrainców na A-10 to strata czasu i pieniędzy. Bo gdyby ruscy walczyli z rozumem A-10 nie ma żadnych szans w terenie gdzie jest sensowna obrona powietrzna. Nawet w głupich grach pokroju Ace Combat 7, ten złom nie ma szans. Lepiej szkolić pilotów, nawet na kompie na F-16
To są propagandowe szlamy bez grama wartości kulturowej. Tylko księżulki, robienie z sąsiadów zła najgorszego, wybielanie polskich przywar, braknkrytycyzmu i generalnie robienie z mózgu wody, bo akurat wtedy byliśmy pod zaborami. Sienkiewicz to taki Mróz XIX wieku ale Mróz nie dorabia do swojej literatury jakieś ideologii.
Sama jestem za takim bardzo nieszablonowym myśleniem. Myślę że sami Chińczycy wybrali sobie Sienkiewicza, nie ze względu na jakość (bo jej tam zwyczajnie nie ma) ale na brak opatrzenia się u odbiorców. Chociaż jak dla mnie okres Polski przed 966 roku, jest jeszcze ciekawszy i tam to w ogóle można wsadzić magię i nikt by nie miał o to pretensji.
Dokładnie. Sinkiewicz pisał propagandowe i kle szlamy i tego nic nie zmieni. Tylko jego zapiski z Ameryki się jakoś bronią. Niemcy też mieli swojego Sienkiewicza ale oprócz studentów literatury nikt go nie czyta, ze względu na propagandowość i to jak wysługiwali się tym naziści. No i jakościowo to też była pulpa jak u Sienkiewicza.
Był jeszcze wcześniej romans o tym samym tytule z 1984 roku ale o miłości amerykańskiego żołnierza i amerykańskiej pielęgniarki podczas wojny w Wietnamie. Jak to się skończyło, nie wiem
Chyba trochę za szybko ale raczej tak. I już życie pisze bardziej pokręcone scenariusze. Sama słyszałam w radiu jak jeden reportażysta przytaczał historię ukraińskiego żołnierza, którego zostawiła narzeczona Rosjanka z Dombasu (on też był z tego rejonu). I to zostawiła "dla Putina", czyli propaganda zrobiła jej wodę z mózgu. I to w taki sposób że zaciągnęła się do rosyjskiego/separatystycznego wojska. Jej ex nadal ją kocha. Czy oboje nadal żyją, czy jest szansa na powrót? Tego nie wiemy
Czemu kobiety się nie palą by uczestniczyć w w forach na masowych portalach growych? Bo nie chcą być zakrzyczane przez małolatów właściwych i tych mentalnych. Bo jeszcze pokutuje mit że kobiety nie grają w nic innego niż Simsy czy gierki na komórkę. A to w realu nie jest prawda
Nikogo to nie powinno dziwić, bo 1. To typowe romansidło, a takie zawsze mają wzięcie (sama w końcu muszę to obejrzeć), 2. Porusza ważne dla Amerykanów sprawy jak beznadziejny system zdrowotny czy uzależnienie, 3. Masa Amerykanów ma w rodzinie żołnierzy, więc potrafi się utoższamić z problemami bohaterów.
Romansidła są jak filmy superbohaterskie. Wiesz jak to się skończy. Istnieją jakieś wyjątki ale one tylko potwierdzają regułę
Fanbojstwo to istna zaraza naszych czasów. I to nie tyczy się tylko sprzętu do gier ale również polityki. Na inaczej niż fanbojstwem nie nazwę konfliktu wyborców partii w Polsce. I nie tylko w Polsce. Ja potrafię wymienić plusy i minusy wszystkich platform do grania. I nie potrafię znaleść tej najdoskonalszej. Bo takiej nie ma. Więc po co się kłócić? Ja bym chciała by istniały opcjonalne multiki na wszyskich platformach gdzie jest dostępna dana gra. Trzeba by było obniżyć jakość grafiki ale to w sumie fajnie jest jak grasz ze znajomym co ma inną konsole niż ty
Jakiś dziwny i zbugowany SAO z Chin... Gdzie jest Kirito ja się pytam XD. A najważniejsze, gdzie jest te miliard dziewczyn co za nim się uganiają choć koleś jest tak totalnie nijaki, jak to w zwyczaju mają isekaje dla panów
Czyli jednak pseudo-hollandowa... Współczuje pececiarzom z całego serca. Przecież w tej "aktualizacji" MJ wygląda na starszą a Parker jakby ledwo co zdał maturę (przypominam, że w grze Parker ma 24-25 lat). "Szkoda" że Pan Sony nie przerobił twarzy MJ na białą pseudo-Zendayę... Szkoda gadać
Ja mam pytanie, jaka jest w grze twarz Parkera? Oryginalna (czytaj, lepsza) czy ta pseudo-hollandowa?
To spokojnie mogłoby być oryginalnym paskiem od Jima Davisa (autora Garfielda). Totalnie szanuje.
Skoro wiemy że Bonda będzie grał aktor z Wielkiej Brytanii/Commonwealthu, to krąg zawęża się znacząco. Czyli albo Hiddelstone (mój faworyt), Pattinson (jest stosunkowo młody), Elba (chętnie obejrzę ale chyba jest trochę za stary), Hemsworth (on wizualnie jest Bondem do kwadratu ale pasuje) lub Gosling. Revees jest słaby w akcentach i ma Johna Wicka,.Boyega grać nie umie, a Seth Rogen pomimo bycia z Kanady nadaje się co najwyźej na parodię Bonda w swoim rogenowym stylu
Jestem pozytywnie zaskoczona, że w zestawieniu pojawiło się i Aggretsuki i Violet Evergarden. Generalnie coś u Japończyków się ruszyło i robią animce obyczajowo-romantyczne. Bo z reguły takie historie shojo i josei (czyli odpowiednio prace skierowane dla młodych dziewczyn i kobiet w przedziale wiekowym 25-35 lat) kończyły jako seriale aktorskie. Sama czekam na nadchodzącą emisję My Happy Marriage. Czy to będzie na Netfliksie? Nie wiem ale chciałabym, bo ta historia ma pewien vibe Violet Evergarden choć zamiast diesel punka i świata po wojnie mamy historię japońskiego Kopciuszka z przetrąconym kręgosłupem w fantasy wersji epoki Meiji. Szkoda tylko że tego jej chłopa zrobili blondynem, no ale to jest Japonia XD
Moda na gatunek się przejadła? Nowe, nie znałam... A na poważnie, zrobienie serialu na 23 filmy jest wydarzeniem jednorazowym. To tak jak z Asasynami. Nikomu nie będzie się chciało marnować tyle czasu by wiedzieć o co chodzi w filmie nr 29. Nowe marvele wymagają od widza jeszcze bardziej by tracił swój cenny czas żeby wiedzieć o co chodzi Wandzie w Dr. Strange'u czy innye.u typowi/typiarze,.bo tak. Taki film nie istnieje samodzielnie i to jest bardzo odpychające. Albo pseudo kontynuacje jak Iron Man 3 czy Kapitany Ameryki, które w realu są kontynuacjami Avengers czy innych filmów niezwiązanych bezpośrednio z tytularnymi filmami danej postaci. Sprzedawanie tego w boxie jest kompletnie bez sensu, to jakby opchnąć Władcę Pierścieni z losowo wyciętymi rozdziałami i wmawiać że to kompletna książka.
No i moje największe zarzuty do marveli. Uheheszkowanie i brak poczucia ciężaru stawki. Zabicie każdego możliwego patosu w tych filmach żarciochami jest tak wybijające że mi zwyczajnie nie zależy czy bohater zginie czy nie. Przecież i tak nikt nie bierze zagrożenia na poważnie. A co do braku ciężaru stawki, niby tam ratujemy Nowy Jork czy inną planetę ale te miejsca są jak makiety miast z Godzilli. Nie widzimy tam prawdziwego życia. I też nam nie zależy, bo nikt nie jest realnie zagrożony.
Sama wolę po sto razy obejrzeć Spider-Many Sama Raimiego niż raz zrobić pełen maraton MCU. Tam czuć że Nowy Jork jest żyjącym miejscem, ba jest wręcz bohaterem tej serii. Zwykli cywile pomagają Spider-Manowi a on na codzień ratuje ich albo od zbirów albo od wypadku na drodze itp. No i w tych filmach widzimy prawdziwe służby jak staż pożarną, policję czy pogotowie. Nie jakieś odrealnione Shield czy inne takie. I najważniejsze, problemy Petera są bardzo ludzkie. Facet ma problemy z pogodzeniem pracy, zajęć na uczelni, związku z MJ z superbohaterskim fachem. Ma problemy z zapłatą za czynsz, boi się o ciocię, wspiera MJ w jej karierze jak może, J.J. Jameson chce go orżnąć na zdjęcia i tak dalej. A Avengers? Dosłowie mieszkają w wieży ale nie z kości słoniowej ale ze szkła. I żyją z kasy handlarza broni-milionera jakim jest Stark. Oni nic a nic nie wiedzą o normalnym życiu. No może z wyjątkiem Steve'a Rogersa. Nawet ich Spidey jest taki nieludzki, bo nawet głupi kostium ma od Starka a jego właściwy wujek Ben to w realu sarkastyczny milioner w zbroi. Batman w przeciwieństwie do Iron Mana to chociaż musi się mierzyć z traumą z dzieciństwa. Iron Man Downey Jr. rozwija się przez te miliard filmów ale raptem dwa razy (Iron Man 3, Endgame) wierzę mu że go coś faktycznie męczy.
Dlatego nie dziwię się że mcu się przejadło ludziom. Bo postaci nie mają nic do zaoferowania na poziomie emocjonalnym. A stawka jest straszliwie odrealniona, nawet jak ja standardy kina superhero.
Zrobić kolejny film o Goku i Vegecie- źle. Zrobić film o drugoplanowych bohaterach- źle. Opamiętajcie się, ludzie. Sama chciałabym żeby w DB była kanoniczna seria o dalekich potomkach Goku i spółki. Takie nowe otwarcie. Tyle że to nie nastąpi (za szybko) bo FANI. Tak, tutaj głównym hamulcowym są dorośli fani, którzy niby to narzekają na recykling ale faktycznie chcą niego. Trochę jak w Star Wars. Ja się cieszę że nowa kinówka jest o Gohanie i Piccolo, bo to w końcu coś nowego. Przydałoby się by kolejny film był o Trunksie z przyszłości, bo w film osadzony w dalekiej przyszłości zwyczajnie nie wierzę. Fani by to zgnoili i przez to okazałby się fiansową klapą.
Ja bym poszła mocno w przyszłość i zrobiła historię o potomkach Goku i spółki. Tyle że sami fani chcą wałkowania non stop Goku i Vegety. Myślę że tu jest główny problem. Nostalgia. No i ukanonizowałabym SSJ 4 albo chociaż Sayianie mieliby znowu ogony (i nie zamienialiby się od tak w małpy co każdą pełnię księżyca).
Skoro niby implementacja klubów kobiecych nikogo nie interesuje, to ja mam pytanie. Kto kietykolwiek grał jakimś klubiem z drugiej ligii francuskiej, topowym klubem japońskim, rozgrywał mecze w lidze australijskiej czy argentyńskiej? Albo ktoś z zagranicy grał naszymi ligowymi kopaczami? Bo to też jest "marnowanie zasobów". Gdyby FIFA ograniczyła się tylko do topowych klubów i reprezentacji z Europy i Ameryki Południowej byłaby strasznie ubogą grą.
To ty nie wiesz że Barcelona ma sekcję koszykarską (bardzo dobrą na tle Europy) i piłki ręcznej? Duże i znane kluby mają taką dywersywikację w przeciwieństwie do np. polskich
Dokładnie. Dzieciaki jarają się obecnymi hitami shonenowymi jak Demon Slayer czy inny My Hero Academia. Zwyczajna różnica pokoleń i tyle.
Fabuła w DB nigdy nie była nadrzędna. DBZ wydaje się być "lepszy" bo przemawia za nim nostalgia. Tylko i wyłącznie. Najlepszy arc z DBZ to saga nameczańska a najlepsza postać to Trunks z przyszłości. Już wtedy (produkcja DBZ) było czuć zmęczenie materiału. Teraz (chodzi o mangę) to chociaż coś kombinują. Idzie to w superbohaterskie rewiry a Goku trochę spoważniał. No i najważniejsze, DBS jest przede wszystkim skierowany do dzieciaków i nastolatków. Tak samo jak te 30 lat temu DBZ. To nie jest Fullmetal Alchemist, który fabularnie się broni do teraz (sama jestem przykładem docenienie tego "głupiego" shonena jako dorosła i z całego serca polecam).Bo to właśnie dzieci napędzają sprzedaż. Może być i milion otaku, wywalających kasę na koszmarnie drogi merch, ale i tak ilościowo przegrywają z dziećmi, którzy naciągają rodziców na nowy numer Jumpa z nowym odcinkiem serii oraz tańsze licencjonowane zabawki.
Kolejny film z serii Top Gun nie powinien jechać na starej gwardii, bo zwyczajnie tylko Cruise został. Ale znowu ta seria w prawdziwym życiu jest straszliwie zależa od Cruise'a. Z kim mieliby walczyć? Ze zbuntowanym AI? To byłaby zrzynka z gry Ace Combat 7, gdzie stary as z własnego egoizmu doprowadza do ulepszenia tej technologii i ostatecznie zostaje inwalidą. A młodzi ratują sytuację. A raczej wątpię żeby Tomek chciał by jego postać była szara moralnie.
Mav jako dowódca, który nie lata? Może ale znowu największym hamulcowym będzie Tom. Może prequel, np. wojna w Zatoce/Bałkany/Afganistan/Irak? To już prędzej, bo na luzie odmłodzą Toma w komputerze. Ale znowu obecni bohateorwie będą wtedy dzieciakami/na początku kariery w marynarce.
Może walka z kosmitami XD? A Tom kończy jak ten koleś z Dnia Niepodległości. Oj, to by mocno zalatywało nie tylko tamtym filmem ale też anime Yukikaze. Albo Ace Combat jeśli zestrzeliwują meteoryt/stację kosmiczną (w realu satelitę zestrzelił F-15, samolot, którego służba sama w sobie nadaje się na film, w przeciwieństwie do F-14, który istnieje w świadomości tylko przez film fabularny)
Ze względu na fabułę jedyny fajny Top Gun bez wtórności czy fantazyjnych odjazdów to prequel o ojcu Mav'a. Maszyny z epoki jakoś dałoby się skołować. Mało jest filmów o wojnie powietrznej nad Wietnamem i choćby to zachęciłoby mnie do obejrzenia. Sam pomysł też jest ciekawy bo ojciec Mav'a został zabity w niewygodnej dla polityki USA misji, dlatego wszytkie dokumenty o tym były tak tajne.
Po Top Gun Maverick nie ma fabularnego sensu robienia kolejnej historii o Mavericku. Jest tylko sens finansowy. A to bez sensownego scenairusza i widzimisię głównego gwiazdora to droga do katastrofy
Ja wiem że z perspektywy białego każdy Azjata jest identyczny ale tutaj to ktoś zaszalał. Paradoksalnie dobrze że trafiło na Kojimę, osobę rozpoznawalą poza branżą. Bo gdyby trafiło na szarego człowieka to spartoliłoby mu to życie. No i nie miałby jak pozwać nierzetelny serwis.
A co do opinii "teraz panie, to jest nierzetelność dziennikarska" to też tak do końca nie jest. Jak były zamachy z 11 września to też pokazywali rzekomo cieszących się z zamachu Palestyńczyków. A potem wyszło że te nagranie jest sprzed kilku lat. Teraz łatwiej jest wprowadzić w błąd ale równie łatwo jest taki fake zweryfikować. Ale trzeba chcieć zweryfikować taką informację. A nie każdemu się chce.
I pomyśleć że te 30 lat temu burtonowski Batman był tym "poważnym co się nie przyjmie". Ale na serio, ja tam lubię wszystkie kinowe wersje Gacka, bo mają różne podejście do tej postaci. Komiksowo-gotycki (Burton), campowy (Schumacher), poważny (Nolan), brutalny (Snyder) i mroczny (Reeves). Jest w czym wybierać
Co? Znowu stary pierdziel ma odwalić robotę młodych? Pogłupieli? Sorry ale w realu dziadek w wieku Mava nie latałby na misje. A znając ego i niepogodzenie się z procesem starzenia się
przez Cruies'a tak znowu będziemy mieć to samo. Jakby Mav miał mentorować czy dowodzić to nie mam z tym problemu. Latać testowo na prototypach myśliwców jak Chuck Yaeger w realu ale nie wykonywać misję. Osadzenie całej franczyzy na jednym aktorze to murowana katastrofa. Zobaczcie co się wyprawia z Gwiezdnymi Wojnami, non stop mielimy stare postaci i jedziemy na fanserwisach. Jak jakaś franczyza ma żyć, to musi robić miejsce nowym postaciom. A nie być filmowym lekiem na kryzys wieku średniego dla gwiazdorów pokroju McGregora czy Cruiesa.
Dokładnie. Jakoś nikt nie robił problemów jak Will Smith spuszczał manto kosmitom czy to w Facetach w czerni czy w Dniu Niepodległości. Mnie też to zastanawia co się z nami porobiło. Nie robienie flimów amerykańskich gdzie czarny Amerykanin gra główne skrzypce jest tak samo fałszywe jak nie robienie fimów brytyjsich gdzie głównym bohaterem jest Brytyjczyk o hinduskim/pakistańskim/karaibskim/afrykańskim/polskim pochodzeniu. A z naszego podwórka, kompletne ignorowanie postaci pochodzących z Ukrainy. Bo oni są częścią naszej rzeczywistości i jest ich tak dużo, że robienie fimów osadzonych w obecnych czasach bez nich jest zwyczajnie fałszywe. I ta sama zasada działa wobec nie-białych Amerykanów czy osób LGBT. Oni są w realu, powinni być w fikcji

Mnie rozwala typowe gęganie true fanów na cechy serii, które ich kupiły i są jej clou. DB zawsze było typowym shonenem i zawsze grupą docelową były dzieci i młodzież w przedziale wiekowym 10-18 lat. Może sobie istnieć merch za gruby hajs ale to właśnie rodzice dzieci są głównym targetem marketingu tak jak ich pociechy są główną grupą czytającą mangę. Ja dla mnie w rdzeniu ta seria pozostała taka sama, a teraz się rozwija. Goku w końcu zasłużył na miano bohatera, bo przedtem był mentalnym 5-latkiem, który to wszystko traktował jak zabawę. DBS (nowe arci) mocno skręciły w superbohaterskie rewiry. I mi się to podoba, bo w końcu jest coś nowego. Ten memik trafnie opisuje sytuację w fandomach i mój stosunek do fanów
Jak chcesz obejrzyć Dzwonnika z Notre Dame po francusku, Krainę Lodu po norwesku czy Coco po hiszpańsku na Amerykę łacińską to nic nie stoi na przeszkodzie.
Fajne w polskim Disney plus jest to że dostępny jest katalog filmów Foxa i innych aktorskich filmów niefamilijnych. Przez co ta platforma jest ciekawa dla wszystkich innych niż rodziny z dziećmi. Jest Predator, Szklana Pułapka, Jojo Rabbit, Hot Shots, Idiokracja, Alieny, Cienka czerwona linia, Mash i masa innych. Jest co oglądać i tyle
Jak powiedział jeden z przedmówców, taki urok stylistyczny. To trochę jakby mieć za złe że w filmach Tarantino są hektolitry krwi i przeklinający Samuel L. Jackson. I sama polecam FMA Brotherhood, jak odbijesz się od tego, stosunkowo nowego (2009 rok) przygodowego i ambitnego animca to ja już nie wiem.
Rozumiem zdziwienie
Jako że Stranger Things bazuje na małolatach, tak z przyczyn wiadomych nie będzie w zestawieniu jedynego nie-horroru Carpentera, czyli Starmana. Cudowna mieszanka kina drogi, sf i romansu. Zastanawia mnie czy twórcy zaczerpną coś ze starego Top Guna, Trona czy pewnej mieszanki obu filmów, czyli The Last Starfighter, gdzie nastolatek w wieku maturalnym, po odzrzuceniu jego podania na studia zagrywa się w grę na automaty, który faktycznie jest narzędziem do szukania rekrutów przez galaktyczną federację. A nasz bohater osiągnął najlepszy wynik na świecie
Atak w Mavericku to totalnie Operacja Opera z 1981 roku, która (jako główna inspiracja) była kluczową misją w filmach fabularnych już w 1988 roku w Żelaznym Orle 2 i w 1991 roku w Hot Shots. No tutaj pan Cruise się nie popisał ani na jotę a jest w czym przebierać...
https://en.m.wikipedia.org/wiki/Operation_Opera
I dlatego długie serie są do bani. Bo autor może dosłownie umrzeć przed stworzeniem finału swojej opowieści. Berserk nie jest dla mnie ale współczuje czytelnikom. Nie zdziwiłabym się gdyby Martin też nie zdążył skończyć Gry o tron.
A może zbyt konsekwentne podejście do lore jest podejściem złym? Przecież w realu ludzie też nie są totalnie racjonali. Według lore, Putin jest mega cyniczny i wyrachowany oraz potrafi kalkulować a jednak najechał Ukrainę. A może jego postępowanie było racjonalne ale nie w pojęciu zachodnim ale w jego własnym umyśle i otoczeniu? Wracając do fikcji, ludzie często zapominają że istnieje coś takiego jak psychologia postaci, jej ewolucja czy konsekwencje postępowania według jej cech charakteru. No i samo "zakochanie się we własnym samolocie", cytując Ecco. Nasze przewidywania mogą się totalnie rozjechać z wizją twórcy. Czy to znaczy, że autor jest zły bo we własnym dziele poprowadził wątki inaczej i zwyczajnie nie czyta nam w myślach? No nie. Dzieło powinno się oceniać za to co realnie dało a nie za to że nie ma w nim tego co sami sobiw wymyśliliśmy. Dystans zalecany. No chyba że chcecie sobie totalnie popsuć wrażenia z poznawania dzieła.
Ale co masz na myśli mówiąc "latanie arcade"? Bo After Burner czy G-loc to coś kompletnie innego niż Ace Combat, Project Wingman, bardziej symulatorowym Tiny Combat Area że nie wspomnę o DCS. Ja sama wolę podejście z AC/PW, to jest taki simcade, trzeba się nakręcić ale totalnie miliarda wrogów też nie ma (w sumie w AC przydałoby się mniej przeciwników ale czy większość fanów by na to poszła, skoro spin-off Assault Horizon nie był jakoś dobrze przyjęty,.choć był też simcade ale z nieco innej beczki).
Gry od Segi jak After Burner czy G-loc to był arcade pełną gębą. Tam to trzeba było spamować guziki i były raczej zbyt szybkimi grami, no ale wywodzą się z automatów.
Tiny Combat Area mógłby mieć opcję gdzie randomowym paden zrobisz wszystko co jest bardziej wymagającym Ace Combat ale nie jest DCS. A by się przydało tak samo jak polskie napisy, bo tam i tak fabuły nie ma.
DCS jest totalnie nie dla mnie. Bo nie mam czasu na grę trudniejszą niż życie (a mam wrażenie, że w wojsku o wiele praktyczniej podchodzą do szkolenia, bo jednak taki samolot jest bronią, oczywiście bardziej skomplikowaną niż kałach ale jednak uczą tego co jest najważniejsze w przyswajalny sposób). No i komputer by mi wybuchł od wymagań technicznych
Sama lubię materiały na yt od prawdziwych pilotów myśliwców. Jak dla mnie królem yt pod tym względem jest Mover, uwielbiam jego zgryźliwy humor, lubię rzeczowość Hasarda, Eckholm też jest spoko ale najwięcej zarzutów mam do Moocha. Może dlatego że jest totalnym fanbojem F-14,.którego sama nie znoszę,.może dlatego że nadal twierdzi że Duch Kijowa istnieje jako pojedynczy żywy człowiek (Też jestem za Ukrainą ale wiem że oni też prowadzą wojnę informacyjną i na takie rzeczy trzeba patrzeć ze zdrowym dystansem. Jak ktoś czytał książkę Mity Wielkiej Wojny Ojczyźnianej tak widzi że obie strony odwołują się do propagandy radzieckiej i carskiej z naciskiem na totalną mitomanię Rosjan i zrozumiałą ze względu na sytuację lekkie naginanie faktów przez Ukrainców dla utrzymania morale).
Premiera Mavericka to impuls dla polskich wydawnictw by publikować literaturę faktu i powieści o tej tematyce. Już wyszła książka Top Gun napisana przez jednego z założycieli tej szkoły. Zwłaszcza że prawdopodobnie będzie tam dużo o wojnie powietrznej nad Wietnamem,.na co prywatnie liczę. Sama wolę czytać literaturę faktu, bo jak ktoś jak ja chce napisać powieść o tej tematyce, to lepiej inspirować się prawdziwą służbą. Oczywiście rozpisywanie procedur w rozrywce może znużyć ale nikt nie powiedział, że rozrywka nie może mieć w sobie kszty realizmu czy jego pozoru. Toż to nie instrukcja obsługi ani podręcznik akademicki.
Edit. Była sobie taka manga i anime (nawet dwa i jeden film na nośniki). Nazywa się to Area 88. Jak najbardziej może nas śmieszyć że główny bohater ma grzywkę,.która zasłania mu jedno oko jak Seto Kaibie w YuGi Oh (że ja też to pamiętam XD) czy wplątanie go przez rywala w jakąś pseudo wojnę irańsko-iracką, gdzie jako najemnik musi zarobić odpowiednią sumę by się wykupić lub dożyć do końca kontraktu by stamtąd uciec. Oczywiście za wszystkie naprawy czy uzbrojenie musi bulić z zarobionych zwycięskich potyczek, więc uzbieranie tego 1,5 miliona dolarów takie proste nie jest. Jednak ta historia czy raczej odwzorowanie ówczesnych samolotów i walk tak przypadło do gustu wielbicielom lotnictwa, że nie obrażają się na te fikcyjne przekokszenie. Z komiksowego podwórka europejskiego, są produkcje o podobnej tematyce, gdzie rysunki zapierają dech w piersiach ale z historiami jest różnie. Z japońskiego podwórka, polecam minicykl The Cockpit, zwłaszcza pierwszy odcinek. Może i jest to rysowany dramat, ale kurczę, to do mnie trafia,.tak jak większość twórczości pana Matsumoto.
Każdy Ace Combat miażdży fabularnie oba Top Guny na dzień dobry. Jest nieco anime ale w tym dobrym znaczeniu tego słowa, bo przynajmniej mamy intrygę polityczną, charakterne postaci, wrodzy asowie to postaci a nie szturmowcy w samolotach, wiemy z kim i po co walczymy. Porównanie do DCS jest z d.upy a raczej jest jak porówaniw jabłek do pomarańczy. A dialogi nawet w połowie nie są tak cringowe jak te w pierwszym Top Gun. Ja tam Ace Combat totalnie polecam.
Każdy Ace Combat miażdży fabularnie oba Top Guny na dzień dobry. Jest nieco anime ale w tym dobrym znaczeniu tego słowa, bo przynajmniej mamy intrygę polityczną, charakterne postaci, wrodzy asowie to postaci a nie szturmowcy w samolotach, wiemy z kim i po co walczymy. Porównanie do DCS jest z d.upy a raczej jest jak porówaniw jabłek do pomarańczy. A dialogi nawet w połowie nie są tak cringowe jak te w pierwszym Top Gun. Ja tam Ace Combat totalnie polecam.
Edit. Najbliższy Ace Combat film fabularny to Żelazny Orzeł 2. I żeby było zabawniej atak na reaktor jądrowy był już w tym filmie. Był w Hot Shots. No i był w realu (Iran i Izrael coś takiego przeprowadzili ale ten drugi zroboł to skutecznie). No i dziadkiem tej misji był nalot na tamę przeprowadzony przez RAF podczas II wojny, który też był pierwowzorem dla ataku na Gwiazdę Śmierci w Gwiezdnych Wojnach.
Nie ma szans by się to przyjeło w codziennym funkcjonowaniu. Może wsród posiadówek w Akademii Francuskiej ale nie wśród młodych i zaznajomionych z grami. Może z ordineteur to wyszło (francuska nazwa komputera ale używana tylko we Francji) bo prawdopodobnie szybko ta nazwa została tam wypromowana. Zapożyczenia z angielskiego są popularne na całym świecie, czy to w Korei Południowej (włączcie jakąkolwiek k-dramę) czy w Japonii (włączcie jakiekolwiek anime, zwłaszcza z ostatnich 20 lat) czy w Polsce, w dyskursie internetowym, specjalistycznym, hobbystycznym czy potocznym. Tak jak kiedyś było dużo zapożyczeń z łaciny, francuskiego czy z niemieckiego (w Polsce od czasów średniowiecznego osadnictwa na prawie magneburskim czy techniczno-żeglarskim w XIX wieku) tak teraz jest z angielskiego. Język jest żywym tworem, gdzie sami użytkownicy codzinnymi wyborami go tworzą, co bardzo dobrze cłychać z kwestią na/w Ukrainie. I żaden odgórny nakaz tego nie zmieni.
P.S. W Izraelu też mają swoją radę języka, która rekomenduje nazwy hebrajskie zamiast zapożyczeń. I nic to nie daje, bo może merkava (rydwan, obecnie znaczenie to czołg) się przyjęła ale z praktyczności sami użytkownicy i tak wolą zrozumiałe słowa i frazy z innych języków.
Mam wrażenie że artykuł był pisany pod "prawdziwych polskich patriotów". A tu bryndza i masa minusów. Ale do rzeczy.
To się nazywa banalność zła. Znane zjawisko od lat. Serio nie rozumiem pretensji autora. Jak dla mnie gra wręcz totalnie zyskuje na uczłowieczenielu postaci Niemców. Bo historia nigdy nie była i nie będzie czarno-biała. Wina Niemiec jako narodu i państwa jest niezaprzeczalna ale wina randomowego Johanna już niekoniecznie. Przecież to samo mamy teraz na Ukrainie, tylko że teraz bandyci sami publikują dowody dla chwały. A reszta ma tak sprane mózgi że zbrodnie postrzega jako bohaterstwo. Wybór zabić/nie zabić jest intencjonalny bo tak jak w Spec Ops The Line czy The Last of Us 2 ma pokazać dylemat moralny. Czy znając jakieś fakty z życia takiego żołnierza naprawdę chcemy pozbawić go życia? Były badania że żołnierze piechoty walcząc bezpośrednio z wrogiem najczęściej specjalnie chybiają celu. Bo widzą twarze wrogów. I to nie są twarze potworów ale takich samych ludzi co oni. Co innego załogi samolotów/czołgów/okrętów. Oni widzą tylko pojazdy albo ruszające się punkciki
Musk to oligarcha z manią wielkości. Dla wyznawców, proponuję takie ćwiczenie umysłowe. Co by było, gdyby ruski oligarcha chciał kupić Twittera? Czy też pialibyście o "dobrym bogaczu"?
Ja na ten film idę tylko dla samolotów. Fabuła jest niemal remiksem oryginału, zdjęcia już są świetne lecz też nie sią prawdziwością. Co do misji ataku na reaktor jądrowy czy inny taki ośrodek, oprócz tego że takie coś było w realu i przeprowadzone przez Izrael, tak identyczną misję miał i Żelazny Orzeł 2 i Hot Shots. Więc tutaj twórcy poszli mocno po łatwiźnie niestety.
Nie, aktorzy nie pilotowali samolotów wojskowych za 70 milionów dolców sztuka. Tylko Rosjanie byliby na tyle głupi (czy raczej przekupni) by dać jakimś aktorom polatać sobie myśliwcami. Owszem, aktorzy mieli kurs pilotażu by lepiej i prawidziwiej oddać gesty i zachowanie oraz latali jako pasażerowie w Super Hornetach by dosłownie pokazać co się dzieje z ciałem podczas przeciążeń. Tutaj autentycznie czapki z głów przed producentami, bo chociaż fabularnie Maverick będzie takim lepszym remake'm oryginału, tak technicznie film jest bliżej rzeczywistości niż fantazji. Bliżej, co nie znaczy że jest realnością
Jak ktoś chce jrpg ale z minimalną ilością dziwactw i jazdy po postaciach-archetypach to oprócz wspomnianego Tales of Arise sama polecam pierwszą Valkyria Chronicles. I chociaż to bardziej taktyczny rts z mechaniką bezpośredniego sterowania wybranym żołnierzem/żołnierką w anime kresce, tak postaci są bardzo ludzkie i nawet jedna babka z wielkim biustem mi tam nie przeszkadza. Pomimo że podczas rozgrywki da nam w kość tak znając fabułę jest mi jej zwyczajnie szkoda. To nie jest poziom Azuli z Avatara Legendy Aanga (bo nie jest psycholką) ale jednak tak strasznie jest mi jej szkoda
Dokładnie. To samo jest z nowymi produkcjami Netfliksa. Są totalnie robione pod grupy focusowe, dlatego czuć tam nie artyzm ale algorytm. Przez takie podejście my chyba nigdy nie dostaniemy filmowej historii z perspektywy złych, którzy nie są absolutnym złem totalnym. Zwyczajnie chciałabym żeby w SW było więcej ludzi niż archetypów
Ktoś tu sobie kpi z określenia Ostatniego Jedi mianem "katastrofy". Katastrofą to są fani, którzy non stop chcą powielania tego samego schematu jak w oryginalnej trylogii. Ostatni Jedi jest jedynym filmem SW, który ma w sobie artyzm. Abramsowe SW to odgżewany kotlet, prequele mocno ucierpiały przez upór Lucasa co do CGI a oryginalne SW, pomimo retro sznytu są bardzo dla dzieci. Ja się tylko dziwie że ludziom nie przejadła się ta nostalgia,.którą serwują nam w Mando, Boba Fett czy (prawdopodobnie) w Kenobim. Generalnie SW zasługuje na bardziej mroczne i artystyczne podejście ale widzę że Johnson i Tartakovsky to były wyjątki od reguły. Tylko Filoni jakimś cudem potrafi połączyć nowatorstwo z typową nostalgią fanów. Przez te uporczywe i bezrefleksyjne patrzenie w przeszłość odbiłam się od SW. Szkoda tym bardziej że to uniwesum ma potencjał
Marvel jako MCU się skończył dla typowego wizda i tyle. Oprócz fanów nikt nie będzie chodził na filmy, gdzie potrzeba znajomości miliarda seriali i miliarda poprzednich filmów-odnóg. To nie komiksy, które #nikogo. Bo dało się obejrzeć Avengers Endgame bez obejrzenia Kapitan Marvel, Strażników Galaktyki czy Doctora Strange'a ale znajomość ostatniego Thora czy Ant Mana i Osy była wręcz obowiązkowa. Jak Disney chce doić marvelowską krowę i mieć zyski od kogoś innego niż fani chodzący 10 razy na to samo to powinien iść w historie-antologie, czyli filmy, które spokojnie da się obejrzeć bez znajomości całego uniwersum ale mające jakieś tam smaczki czy nawiązania do MCU. Czyli generalnie iść drogą Final Fantasy, gdzie większość tych gier to własny mikrokosmos.
Dragon Ball nigdy jakiś mroczny czy dojrzały nie był i nie będzie (odlicz Trunksa z Przyszłości ale tu wyjątek potwierdza regułę). Toriyama od DBS już nie rysuje a pisze. I w pisanu nie boi się pytać o radę czy pomysły innych. Generlanie DBS a raczej nowe sagi po anime mocno idą w rejony superbohaterskie, co jak na tę serię jest interesujące. Nie rozumiem hejtu fanów na nowego DB. W tej serii zawsze chodziło o przygodę a od Z chodzi o bijatykę i nowe transformacje. Zgodzę się że mamy inflację saiyańskich mocy ale sami fani chcą więcej. No i mam wrażenie, że dorośli fani mają pretensje, że Dragon Ball kieruje się do pierwotnej grupy docelowej, czyli do dzieci i nastolatków w przedziale wiekowym 10-18 lat. Coś podobnego widzę w Gwiezdnych Wojnach. Może i dorośli fani wydają dużo na merch ale ilościowo dzieci przeważają. Lepiej sprzedać milion ołówków za 1 dolara niż jeden ołówek za 1 000 000 dolarów
Toriyama sam chciał zrobić z Gohana głównego bohatera ale ludzie byli tak zakochani w Goku że zwyczajnie mu na to nie pozwolili. O ile upór fanów co do Vegety był tym dobrym (w moich oczach) tak znerfienie Gohana jest winą fanów. Chociaż fabularnie Gohan będący inny niż jego ojciec ma jak najbardziej sens.
Ale bujdę sprzedają ci ludzie od tego filmu. Ksywki w amerykańskim lotnictwie wojskowym (czy to w USAF czy w US Navy) są nadawane przez otoczenie gdy ktoś ma jakiś nietypowy nawyk, hobby, jakąś mocno rzucającą się cechę charakterystyczną (nie zdziwiłabym się gdyby był pilot o ksywie Shaggy, czyli Kudłaty ze Scooby Doo, bo ma podobny zarost jak bohater tej animacji) czy gdy zrobi coś głupiego czy to na treningu czy w bazie (np. ksywa Blaze, bo totalnie spalił/a czajnik czy inny garnek). Ksywki upokarzające czy rasistowskie są prawnie zakazane w wojsku amerykańskim. Ale ksywki złośliwe, ironiczne czy jajcarskie już nie. Dlatego jedyne ksywki w Top Gunach mające cokolwiek wspólnego z rzeczywistością to Goose, Bob czy Fanboy
Widać, że ktoś tu jest leniwy w optymalizacji. Jakoś Spider-Man od Insomniac dobrze chodził na "gruchocie" podstawowym ps4
Sama jestem mało serialowa i generalnie pod względem różnorodności filmowej HBO Max miażdrzy Netfliksa. Ale sam Netfliks wygrywa różnorodnością filmów i serialów z całego świata. Chcesz obejrzeć parodię japońskiego kina gangsterskiego w formie anime, gdzie Yakuza z własnej woli zajmuje się domem a jego żona pracuje w korpo? Proszę, Netfliks ma Yakuzę w fartuszku. Chcecie coś po hiszpańsku? Spoko, mamy to. Jakaś k-drama? Są. A może masz kaprys by obejrzeć Top Guna z francuskim dubbingiem i z napisami po polsku do orygunału. Nie ma problemu, Netfliks da ci jeszcze do tego filmi audio japońskie,.niemieckie i Bóg wie jakie.
Wadą Netfliks jest jego czasowość, bo filmy studia Ghibli, trudne do kupienia na polskim rynku nie będą wiecznie na tej platformie. Tak samo jak wykasowany z oferty od pół roku Fullmetal Alchemist Brotherhood (ja nawet nie wiem czy Hyper to w ogóle puszczał). Albo moja prywatna epopeja by kupić na dvd, Violet Evergarden The Movie na rynek brytyjski, bo ten film po polsku jest tylko na Netfliksie, polskiego wydania nie było a na allegro latają blu-raye za 400 zł i to na rynek niemiecki, więc bez innych wersji językowych. Ja sama obraże się na Netfliksa jak przez cięcie w dywizji animacyjniej wykasują mi Aggretsuko, bo ja już sama nie wiem czy wielkie N z Ameryki będzie trzymać współtworzone przez siebie anime czy to taki sam pic na wodę jak twierdzenie że Dom z Papieru jest ich oryginalnym dziełem
Czepialstwo co do gry że "nie trzyma się realiów" mnie totalnie śmieszy. Bo niby taki BF1 z miliardem broni eksperymentalnej zamiast mosinów/mauserów/enfieldów trzymał się realiów? Ciekawe gdzie? Jak dla mnie cały gatunek fps-ów to totalny rak na branży, bo nie oferuje nic nowatorskiego w dziedzinie mechaniki czy fabuły. Jedyne co potrafią oferować to ładna grafika, która w tego typu tworach jest jak wydmuszka. Jak dla mnie fps-y jako gatunek już dawno powinien umrzeć i przenieść się do niszy jak rts-y. Tu żaden setting nie pomoże, bo gracze nie chcą porządnej fabuły jak w Brothers in Arms ani nowatorstwa ani jazdy bo bandzie a'la drugowojenne Borderlands ani czegokolwiek, co coć trochę odświeży ten zalatujący naftaliną gatunek
Z tego co kojarzę, panie Afrykanerze z wybujałym ego i oligarchicznymi zapędami, to jeszcze nikt ci Twittera nie sprzedał... I oby rząd USA się nie zgodził bo to dosłownie jesteś równie niebezpieczny jak ruski oligarcha. I jeszcze życzę nacjonalzacji SpaceX żeby ci gul skoczył, zaćpany durniu z Aspergerem
Bardzo dobra wiadomość. Aż serce ściskało że Deus Ex został schowany do sejfu bo dla Japończyków był gorącym kartoflem. Square Enix jest tak dziwną firmą że nie zdziwię się gdy swoją polityką wydawniczą zarżną Final Fantasy
Pqnie
Zaraz zlecą się "tru gracze", który będą kwękać o "casualizacji" czy traktowania "jak idiotów". Sorry ale większość dorosłych graczy to ludzie pracujący z życiem prywatnym,.który nie będą tracić czasu na frustrujący poziom trudności w grze. To że jakimś cudem Soulsy się przebiły to tylko wyjątek od reguły.
Nie poszli bo Pentagon zabronił by pokazać choć trochę realizmu dla tego samolotu. Zwłaszcza że współproducentem filmu jest chiński Tencent. Dlatego jak marynarski F-35 rozbił się na morzu to Amerykanie szybko go znaleźli, by nie wpadł w ręce wrogiego mocarstwa. Mogę zaryzykować że podobnie było w oryginale, bo w tamtym czasie wchodził F/A 18 i chociaż tamta wersja nie miała bardzo dużego zasięgu, tak Hornet był generalnie nowszy technologicznie i sprawniejszy niż F-14. Podobnie było w francuskim Sky Knights, gdzie data produkcji (2006) sugeruje pokazanie najnowszego myśliwca Rafale a jednak bohaterowie latają Mirage 2000, który do teraz jest najliczniejszym samolotem we francuskim lotnictwie.
Widzę przeogromny ból dupy że film amerykański pokazuje 1. Kobiety, które od 30 lat latają na absolutnie wyszystkim co ma USAF/US Navy/US Army/US Marines oraz 2. nie-białych pilotów, choć to wojsko amerykańskie było forpocztą równouprawnienia czarnych Amerykanów od czasu Czerwonych Ogonów, formacji lotniczej złożonej z samych czarnych pilotów, którzy sławili się bardzo dobrą obroną amerykańskich bombowców na froncie włoskim. Wojsko amerykańskie odzwierciedla społeczeństwo tego kraju i tam są żołnierze-kobiety, żołnierze geje i lesbijki oraz małżeństwa pomiędzy żołnierzami bez względu na ich orientację ale z zastrzeżeniem kolizji sprawy prywatne-służba (twoja żona nie może być twoim zwierzchnikiem).
Hornet nie jest znany laikom, bo pomimo występu w Dniu Niepodległości ten samolot miał pecha by się "przebić". Podobnie F-15, który w przeciwieństwie do F-14 zasługuje na totalny kult, jednak też nie jest znany poza osobami zainteresowanymi lotnictwem czy grami pokroju Ace Combat.
Top Guna obejrzałam miesiąc temu, gdzie co rusz mówiłam pod nosem "Boże jakie to głupkowate". Zdjęcia i muzykę ma fajną ale fabularnie jest filmem sportowym z samolotami.
Dlaczego istnienie wątku romansowego w filmie ma automatycznie skreślać taki film? I od razu atak ad personam że powinnam oglądać hiper guano pokroju "literatury" pani Blani Lipińskiej a "kino tylko dla mężczyzn" jest dla mnie zakazane bo jestem kobietą. Oj,.ktoś tu ma bardzo, bardzo duży problem z sobą samym
I tak będzie takim samym guano jak poprzednik. Kurczę, nie mogli zrobić tak, że stary Maverick temperuje młodych, ale że zachowuje się jeszcze bardziej głupio i niebezpiecznie jak te 30 lat temu? No i 60-letni kapitan lotnictwa morskiego? To już jest dopiero głupota. W takim wieku powinien dowodzić okrętem a nie latać bojowo. No i robienie z F-14 jakiegoś X-winga to już jest dopiero bzdura. Ten samolot nie zasługuje na kult, nawet w samym oryginalnym Top Gun nie wychwalają pod niebiosa tego samolotu.
Jedyne fajne aspekty tego filmu to konflikt syna Goose'a z Maverickiem, zdjęcia (chociaż tam też jest dużo CGI), może wątek romansowy Hangmana z Phoenix, choć to ostatnie będzie raczej sztampowe i oklepane.
Porządnej historii wojennej nie dostanę, ale chociaż zdjęcia będą fajne a F/A 18 w końcu będzie rozpoznawale wśród laików