Albo za bardzo oddali pisanie kodu w „ręce” AI, albo po prostu nie wyrabiają...
Bez wątpienia ludzie chcą funkcji AI, dopóki mówi się o nich w samych superlatywach, ale gdy zaczyna się palić, wszyscy są nagle przeciwnikami.
Ja osobiście doceniam komunikaty o konieczności wymiany filtra czy końcu daty przydatności serka w lodówce, ale nie oszukujmy się, to jeszcze nie jest samo myślące AI, tylko kilka linijek oprogramowania. A to, że było ono wadliwe lub że aktualizacja była wadliwa, nie jest winą samej technologii, tylko jej producenta albo kogoś, kto wpuścił wadliwy update na serwery OTA.
Prawdziwym problemem nie jest technologia, tylko to, że jako jej konsumenci, podobnie jak przy samoobsługowej kasie w Lidlu, jesteśmy jednocześnie klientem i kasjerem. Tak samo tutaj jesteśmy jednocześnie konsumentem i testerem.
A AI jest zwykłym narzędziem, jak każde inne. Tylko czasem bywa źle zaprojektowane albo po prostu jest słabej jakości.
I właśnie dlatego najbardziej wkurza mnie nie samo AI, tylko brak prostych zabezpieczeń, które powinny być standardem. Dlaczego nie można dać użytkownikowi prostego przełącznika „funkcje inteligentne: włącz/wyłącz”? Ja osobiście nazwałbym je raczej „funkcjami adaptacyjnymi”, ale wiadomo, że „AI” lepiej wygląda w reklamie.
Dlaczego aktualizacja oprogramowania nie ma mechanizmu automatycznej oceny, czy wszystko po aktualizacji działa prawidłowo? Dlaczego nie ma automatycznego rollbacku do poprzedniej, sprawdzonej wersji, jeżeli aktualizacja zakończy się błędem? W urządzeniach, których podstawowe działanie ma realne konsekwencje, powinien istnieć plan B.
Przecież rozwiązania tego typu nie są żadną technologią z przyszłości. Mechanizmy A/B, watchdogi czy automatyczny rollback są znane od lat. Można zainstalować nową wersję na drugiej partycji, uruchomić ją, przeprowadzić testy podstawowych funkcji i dopiero wtedy uznać aktualizację za poprawną. Jeżeli coś pójdzie nie tak, system wraca do poprzedniej wersji. Proste.
I przede wszystkim: funkcje dodatkowe nie powinny mieć możliwości unieruchomienia funkcji podstawowych. Jeżeli przestanie działać rozpoznawanie produktów, SmartThings czy jakaś funkcja „AI”, lodówka nadal powinna być w stanie... chłodzić. To naprawdę nie jest wygórowane wymaganie.
Nie rozumiem więc, dlaczego producenci z góry zakładają, że aktualizacja przejdzie bez problemu, zamiast projektować cały system również pod kątem scenariusza awaryjnego. Bo pytanie nie powinno brzmieć tylko „co zrobimy, jeśli aktualizacja się powiedzie?”, ale przede wszystkim „co zrobimy, jeśli się nie powiedzie?”.
Bo właśnie wtedy poznajemy jakość całego rozwiązania. Nie po tym, jak wszystko działa zgodnie z planem, tylko po tym, jak system zachowuje się wtedy, gdy coś pójdzie nie tak.
Dochodzi do tego jeszcze jeden aspekt: bezpieczeństwo. AGD jest dziś stale połączone z naszym Wi-Fi, komunikuje się ze smartfonem przez Bluetooth i często również z chmurą producenta. To oznacza, że wraz z dodatkowymi funkcjami dokładamy kolejne elementy, które mogą stać się potencjalnym celem ataku.
Wystarczy jedna poważna luka i odpowiednio przygotowany exploit, żeby urządzenie, które kosztowało kilka czy kilkanaście tysięcy złotych, w skrajnym przypadku przestało być czymś więcej niż bezużytecznym kawałkiem elektroniki stojącym w domu. Zamiast inteligentnego urządzenia mamy wtedy po prostu eksponat.
I właśnie dlatego im bardziej uzależniamy podstawowe funkcje sprzętu od oprogramowania, sieci i usług producenta, tym większe znaczenie mają odpowiednia izolacja funkcji krytycznych, zabezpieczenia, możliwość awaryjnego powrotu do sprawdzonego oprogramowania oraz zwykły zdrowy rozsądek przy projektowaniu całego systemu.
Bo sprzęt za kilka tysięcy złotych powinien być przede wszystkim urządzeniem, które działa. „Inteligentne” funkcje mają być dodatkiem, a nie warunkiem jego istnienia.
Gadanie o odsprzedaży cyfr to gruba przesada, bo bez płyty nic nie opchniesz. Płyta daje ci tylko licencję do biblioteki, żebyś nie musiał wachlować krążkami – i tyle. Wątpię, żeby Microsoft kiedykolwiek pozwolił na odsprzedaż cyfr, bo to się nikomu nie opłaca: ani twórcom, ani wydawcom, ani samemu Microsoftowi – po co mieliby tracić kasę? Tylko problemy i mniejszy zysk. Więc te bajki o handlowaniu cyfrowymi grami włóżmy między bajki.
Szkoda ze autor nie ma bladego pojecia co poleca. A za 18 zł poleca ludziom ryzyko pozaru lub uszkodzenia sprzetu bo kabel juz przy poborze 80w grzeje sie dosyc solidnie na wtyczce... ale chu# tam wazne ze jest tekst na stronę i byle o czyms napisać... dno
Z ładowarkami wyposażonymi w kilka portów wiąże się jeden zasadniczy problem, o którym mało który producent raczy wspomnieć na opakowaniu. Każdy chwali się maksymalną mocą na pojedynczym porcie. Przecież ładowarka ma po to kilka gniazd, aby ładować parę urządzeń jednocześnie.
Problem polega na tym, że gdy podłączymy kilka urządzeń na raz, ładowarka potrafi drastycznie obniżyć napięcie na wszystkich portach do najniższego wspólnego poziomu lub dostosować moc ładowania do najwolniejszego z podłączonych urządzeń. Wynika to z oszczędności konstrukcyjnych – wiele ładowarek posiada tylko jeden wspólny kontroler napięcia na kilka portów. Gdy podłączysz jednocześnie wymagającego laptopa i zwykłe słuchawki, kontroler (aby nie spalić delikatniejszego sprzętu) zresetuje połączenie i zetnie napięcie..
Seria AC skonczyła się na Black flag i nic tego nie zmieni. Poza AC i starym POP gry Ubisoft i zawsze były drętwe...
Zapewne CEO zapomniał też wspomnieć o tym że pracownicy dostali odpowiednio mniejsze wynagrodzenie za zwoją pracę. Ja tam nie wiem ale jakoś nie widzę żeby np w fabrykach skrócić tydzień pracy z pięciu do czterech przy identycznych dochodach pracowników i rosnącym zadowoleniu klientów oraz rosnących przychodach fabryki a o innych rodzajach pracy nie wspomnę: służby mundurowe, pracownicy stacji paliw, lekarze, kierowcy w transporcie publicznym i logistyce... No jakoś tego nie widzę
Tutaj nie chodzi o ceny konsumenckiego ramu na rynku, a o wyścig na dostarczenie najlepszego produktu tam gdzie jest na niego ogromne zapotrzebowanie a z czasem będzie coraz większe i większe. Jeśli to wypali to intel może pozamiatać konkurencję, chyba że ktos go uprzedzi.
A mnie się coś wydaje że w ten sposób twórcy chcą pożegnać i zakopać serie need for speed. Być może będzie jakiś rebranding, zmiana nazwy serii...
W każdym razie od 2005 roku (Most Wanted) brakuje mi nadal nfs'a z lekko mrocznym klimatem a nie tak jak obecnie jest to robione w formie imprezy i wiecznej zabawy nastolatków z "fabuła i dialogami" dla dzieci 5+. Słowem brakuje tego czegoś dla nieco starszych graczy aniżeli tylko dla dzieci
Ja nadal bawię się w NFS z 2015 roku i w heat ale tylko ze względu na ładna grafikę i już chyba brak jakichkolwiek oczekiwań do serii po wydaniu payback'a
Jak już ktoś wspomniał ... Udajesz się do chińczyka, wybierasz urządzenie i dajesz swoje logo. Jak się rozejrzyjcie w portfolio właśnie takich producentów jak manta, Kruger matz i porównacie ich produkty z tymi "no name" na Ali express to dostajecie olśnienia że skądś to znacie. Niemniej jeśli ten zegarek działa poprawnie to czemu nie?
Nie lubię tylko tego naśladowania drogich, znanych produktów i tego stylu "nie stać mnie na Apple watch ultra, ale nikt o tym nie wie"