Wystarcza te 2 proste zasady:
- Mozesz zmienic region kraju raz na rok.
- Mozesz przepisac dowolna cyfrowa gre do innego konta raz na 30 dni.
I tyle. Wiecej nic nie potrzeba i wtedy moge likwidowac te plytki.
Ale tak nigdy nie zrobia, bo w calej tej walce z plytami chodzi TYLKO o to zebys NIE MOGL nikomu jej odsprzedac/pozyczyc.
To byłby - zupełnie poważnie - najlepszy użytek jaki można by zrobić z popularnych jeszcze nie dawno NFT.
Zamiast robić szwindle na "niewymienialnych tokenach, które na pewno, na bank, będą w przyszłości kosztować miliony", należało użyć technologii niewymienialnych tokenów do stworzenia sklepu z cyfrowymi dobrami opartego na rzeczywistej własności.
I wtedy np. każda kopia gry ma dołączoną do siebie, niepodrabialną i niemodyfikowalną historię co pozwala traktować ją niemalże jak fizyczny produkt. Wiadomo kto, gdzie i kiedy grę kupił, wiadomo ile grał, kiedy sprzedał etc., co pozwoliłoby na wprowadzenie sensownych reguł odsprzedaży, pożyczania, wymieniania i zwrotów.
Do tego dobudowujemy cały sklepik z cyfrowymi dobrami, które odzwierciedlają fizyczne kolekcjonowanie oraz ustalamy zasady odsprzedaży tak, aby wydawca nie był stratny (wydawca gry powinien dostawać taki % ceny odsprzedawanej gry by wciąż zależało mu bardziej na aktywnym rynku wtórnym niż zupełnym wygaśnięciu zainteresowania grą. A odsprzedającemu powinno się bardziej opłacać odsprzedać grę i coś tam odzyskać niż kisić nieogrywany tytuł w bibliotece)
Dajemy też możliwość wydawcy odpowiedniego oznaczania i wynagradzania kupna na premierę, w preorderze etc. Oczywiście podstawowa gra musiałaby być odsprzedawalna jako całościowy produkt, ale już banery, miniaturki, cyfrowe dodatki itd. mogłyby się zmieniać w zależności czy gra jest kupiona na premierę, z rynku pierwotnego czy wtórnego. Większości graczy to nie interesuje i kupiliby grę po prostu jak najtaniej, ale jest niemała grupa graczy, którzy lubią się bawić w różne skórki i bajerki, co dałoby przestrzeń do odkucia się wydawców. Nie mówiąc o różnych limitowanych edycjach, albo pochodzących z jakichś konkretnych kont - jestem w stanie wyobrazić sobie kogoś kto wydaje setki albo i tysiące $ za możliwość kupienia "pierwszego" sprzedanego "egzemplarza" gry, albo jednej ze 100 kopii wydania jubileuszowego, albo odkupienia "kopii" na której jakiś sławny koleś ogrywał grę przed premierą do recenzji. I potem cyrkulowałyby sobie takie "kolekcjonerskie" edycje, które bogaci gracze dbający o takie rzeczy kupowaliby po 500$ jak noże w CSie. A gdyby wydawca zgarniał 40-50% z każdej transakcji, to pierwszy by był do wprowadzenia tego.
A cała reszta, zainteresowana po prostu grami, zyskałaby możliwość jakiegoś rozporządzania swoją własnością. Nawet gdyby trzeba było te 40-50% oddać korporacji, to i tak lepiej, mając np. kolekcję 500 gier, w które już raczej nigdy nie zagramy, powyprzedawać je po te kilkanaście złotych i być kilka stówek do przodu, niż patrzeć jak wiszą i do niczego nie służą. Tak samo jak chcemy zagrać w jakąś starą gierkę, o której wydawca już zapomniał i jej nie przecenia, albo nie chce nam się na przecenę czekać to lepiej kupić grę za te kilkanaście złotych. A wydawca zarabia po raz kolejny na grze, którą już raz sprzedał, więc jeśli dobrze ustawi się udziały w zysku z transakcji, to wszyscy są zadowoleni.
Oczywiście, największym ryzykiem jest sama premiera gry, gdzie istnieje zagrożenie, że klienci zamiast kupować grę po 299, po prostu poczekają aż ktoś przejdzie i wystawi za połowę tego.
ALE:
1. Tutaj wchodzą narzędzia wydawcy do tego by jak najbardziej zachęcić do kupowania gry na premierę poprzez cyfrowe akcesoria, limitowane wersje premierowe etc.
2. Ogrom graczy po prostu nie jest aż tak cierpliwa żeby czekać aż ktoś ogra grę i ją odsprzeda
3. Odsprzedawanie za pół ceny nie byłoby wcale tak opłacalne, biorąc pod uwagę że ostatecznie ktoś kto kupił na premierę zostawałby z 1/4 lub 1/3 pierwotnej kwoty, gdyby zdecydował się sprzedawać -50%
4. Świadomość, że w razie czego można jakąś część kwoty odzyskać, motywowałoby ludzi do kupowania na premierę
No i to wszystko można też zrobić z filmami, muzyką, grafiką, książkami, komiksami... generalnie z wszystkimi dobrami cyfrowymi.
Pomijając fakt, że to i tak jest sztucznie wykreowany rynek i czysty hazard, podobnie jak kryptowaluty.
Osobiście jestem pewien, że zarówno NFT, jak i krypto powstały po to, aby ludzie majętni dorobili się jeszcze większej kasy. Ta cała historyjka o unikalności to zwykłe bajki na dobranoc.
Co więcej czas już pokazał, jak bardzo to było ustawione - wystarczy spojrzeć, kto na tym tak naprawdę zyskał.
Inna sprawa, że bajeczki o wolności blockhainu nad fiatem zostały zanegowane wręcz błyskawicznie, a każdy kolejny rok tylko to utwierdza.
Większość zysków to pierwsze tygodnie/miesiące od premiery kiedy zapaleni fani są gotowi zapłacić pełną cenę by jak najszybciej zagrać. Ci i tak nie czekaliby na używki. Nie byłoby też mechanizmy "przejdę szybko i odsprzedam po niedużej stracie", bo obecność prowizji od wydawcy sprawia, że nawet jak wystawisz za 10 zł mniej to i tak trafi do ciebie mniej niż połowa tego co zapłaciłeś.
Mechanizm działałby przede wszystkim w oparciu o ludzi, którzy doszli do przekonania, że gra tylko kurzy im się w bibliotece i wolą parę groszy odzyskać. Ale też mało kto wystawiałby grę za ułamek ceny (te oferty też szybko by znikały) bo po co skoro gra trzyma cenę i wystarczy wystawić trochę taniej.
Więc na dobrą sprawę używki działałyby tak jak wyprzedaże, gdzie wydawca obniżając cenę dociera do kolejnych, coraz mniej przekonanych grup ("za pełną cenę to nie, ale za dychę wypróbuję").
Oczywiście, że system premiowałby dobre i uznane gry. Wątpię by wiele osób chciało pozbyć się z kolekcji Wiedźmina 3 lub Skyrima po to tylko żeby być 10 zł do przodu. Tak samo podejrzewam, że wyróżniające się gry indie mogłyby liczyć na większą sprzedaż pierwotną z powodu chęci wsparcia małego producenta.
Najbardziej zagrożone byłyby jadące na hypie AAA z wielkimi budżetami, marketingiem i niską jakością produktu. Wtedy faktycznie sprzedałoby się pewnie z milion egzemplarzy w pierwszym miesiącu a potem tylko by latały tanio odsprzedawane kopie zawiedzionych ludzi.
No ale też o to chodzi by gracz miał możliwość dysponowania swoją własnością i w momencie w którym gra go rozczarowuje, mógł ją sprzedać dalej i odzyskać część pieniędzy.
A duzi wydawcy niech sami już dbają o to żeby ludziom sie ich gry podobały i żeby chcieli je trzymać w swoich bibliotekach. Poza tym, powinni mieć wystarczająco dużo narzędzi na to by wyróżniać gry kupione z pierwszej ręki czy nawet za pełną cenę (np. poprzez warstwę wizualną na platformie).
Zresztą, w świecie keyshopów, kupowania dostępu do kont z grami, piratów, rozdawnictwa i przecen -90%, to akurat stworzenie dużego rynku wtórnego który byłby oficjalny i pozwalał zarabiać na nim wydawcy, powinno się tylko opłacać. W ostateczności można dodać jeszcze opcję regulacji % z odsprzedaży przez każdego wydawcę z osobno. I wtedy on ustala czy chce żeby to było 15% i będzie czerpał zysk z dużego ruchu, czy ustala jakieś zaporowe 90-100% i w praktyce blokuje tę możliwość.
To brzmi jak dowolny plan polityków w Polsce na zmiany. Zaproponować jedną rzekomo korzystną zmianę, a następnie obłożyć ją 15 niekorzystnymi zmianami. A później nie chcecie? To nie, my chcieliśmy wam to dać.
Bardzo ciekawy artykuł, robiłem o ostatnio materiał o prawie własności w grach, cofnąłem się trochę głębiej w historię, ale tej propozycji Microsoftu nie znałem, a to sporo zmienia w mojej optyce.
Wspomniałem za to o orzeczeniu Kabinet, które robi spory wyłom w zasadzie wyczerpania prawa (czyli europejskim odpowiedniku amerykańskiej zasady pierwszej sprzedaży).
Gadanie o odsprzedaży cyfr to gruba przesada, bo bez płyty nic nie opchniesz. Płyta daje ci tylko licencję do biblioteki, żebyś nie musiał wachlować krążkami – i tyle. Wątpię, żeby Microsoft kiedykolwiek pozwolił na odsprzedaż cyfr, bo to się nikomu nie opłaca: ani twórcom, ani wydawcom, ani samemu Microsoftowi – po co mieliby tracić kasę? Tylko problemy i mniejszy zysk. Więc te bajki o handlowaniu cyfrowymi grami włóżmy między bajki.
Grupa Rune Usuneła całkowicie z Assassin Creed Mirage VMProtect I Denuvo z plików gry-źródło reddit
Gry powinny być własnością kupującego,czy to cyfrowa wersja czy pudełkowa,a nie w sposób jakie proponują chciwe korporacje
Ciekawy artykuł i bardzo przyjemnie się czytało, nigdy nie patrzyłem w taki sposób na Xbox One jaki tutaj został opisany.
Natomiast może sprzedać gry nie będę mógł, ale pożyczyć konsolę już tak 😂
Korporacje najchętniej zrobiłyby ze wszystkim to co Sony z płytami. Wyeliminować rynek wtórny, tak żeby oni mogli zarabiać więcej - to takie proste. Nie mogą tak zrobić ze wszystkim, bo większość rzeczy ma fizyczną formę i gdyby np. każdy kupiony samochód był do wyjebania po jednym użytkowniku to utonęlibyśmy w złomie. Gry przy możliwości pełnego przejścia na cyfrę nie mają takiego "problemu".
Czyli, po ludzku: Microsoft właśnie po cichu uruchomił cyfrową odsprzedaż. Dokładnie tę, którą projektował w 2011 roku. Tyle że nie nazywa tego odsprzedażą, nie robi z tego konferencji i nie wypuszcza nikogo przed kamery, żeby o tym opowiadał.
Skoro to jest to na ten moment dla insiderów to może jest w fazie testów i MS czeka na odpowiedni moment, żeby to ogłosić i tym razem lepiej zakomunikować. To byłby całkiem spory prztyczek w nos dla Sony.