Majorbajor_123

Majorbajor_123 ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

08.04.2026 13:55
6
odpowiedz
Majorbajor_123
33

PCMREpic Nie wiem, skąd ty wziąłeś te historie i naprawdę nie chcę wiedzieć.

Dobrze działający związek zawodowy, to podstawa bezpieczeństwa pracy pracownika. Pracownika zapisanego w związkach jest dużo trudniej zwolnić, a na dodatek - przynajmniej w moim zakładzie pracy - pilnują też, by pracownik też wykorzystał maksymalnie czy to z socjalu czy z ubezpieczenia (pracownik jeden dostał zawału kiedyś - prywatnie w domu - i okazało się, że nikt nie wiedział poza związkowcami, że należy mu się z tego tytułu dodatek socjalny: efekt umowy firmy z ubezpieczeniami).

Na tyle na ile mogą, pomagają swoim członkom, a to załatwić coś w biurze, a to wyjaśnić jakąś sprawę z kadrami itp.

28.03.2026 10:30
odpowiedz
Majorbajor_123
33

DarthMadara Nie prawda. Pracodawcy nie szukają żadnego idealnego pracownika. Po prostu jak na biurku ma 250 CV a każde takie same, to osoby rekrutujące biorą po prostu kogoś na zwykły chybił-trafił. Prawie każdy jest po studiach i nie jesteś w dzisiejszych czasach odróżnić jednej kartki od drugiej. Stąd bardzo często ktoś dostaje angaż przez polecenie znajomego.

A jeśli chodzi o konkretne stanowiska np. zarządzanie, to z reguły stosują awans pionowy, czyli szaraczek po kolei awansuje w hierarchii aż dojdzie do jakiegoś tam kierownika.

Były już czasy u nas w Polsce masowego zatrudnienia, w latach 2013-2019 - firmy miały totalny przemiał pracowników i okazywało się, że większość się nie nadawała do roboty. Stąd przemodelowali modele zatrudnień i robią teraz inaczej.

22.01.2026 00:07
odpowiedz
1 odpowiedź
Majorbajor_123
33

Ale pamiętajmy też, że firmy też jakoś wielce nie zatrudniają młodych. Ta tę chwilę pracodawcy wolą stosować awanse pionowe, czyli szary pracownik pnie się w górę aż do stanowisk kierowniczych i dyrektorskich

I nie ma się co dziwić... Dziś praktycznie co drugi ma jakieś ukończone studia, więc to nie są te czasy, kiedy wystarczyło mieć "coś tam zrobione", żeby dostać lepszą pracę. Dziś na stanowisko, dajmy na to PR Managment jest 150 cv, które praktycznie są takie same. Rekrutującym ciężko jest wówczas wybrać tego jednego jedynego, który ma najlepsze cv. Często zatem decyduje się na zwykły chybił trafił. Z kolei na stanowisko Director of PR Managment zatrudniany jest ktoś, kto ileś tam lat robił na stanowisku szczebel niżej - ktoś kto zna firmę, firma zna jego, jego możliwości, itp.

Wobec takich a nie innych realiów nie dziwę się, że praca w korpo jakim jest Google czy Apple nie jest już tak priorytetowa jak kiedyś wśród młopch.

21.01.2026 13:05
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Ale od tego czasu ogromnie wzrosły koszta produkcji. Do obsługi takich zaawansowanych programów, jakie używano we Władcy pierścieni czy Piratach potrzeba bardzo dobrych programistów, a tacy też bardzo dobrze cenią swoje usługi. Z punktu widzenia księgowego nie ma najmniejszego sensu inwestować w złożone programy i wyspecjalizowanych informatyków, skoro można wziąć tańszy UE5 i mniej doświadczonego grafika. Dodatkowo dużo zawodów w Hollywood odeszło do lamusa (np. twórcy makiet filmowych).

Verbiński też nie mówi o tym, że preprodukcja Władcy pierścieni trwała wiele lat i kiedy ekipa stawała na planie, to już wszyscy wiedzieli, co chcą kręcić. Dzisiaj czas preprodukcji i przygotowań do filmów są dużo krótsze i nie ma czasu na takie dopieszczanie projektu jak w trylogii Petera Jacksona. Bardzo wzrosły też koszta produkcji. Związki zawodowe, liczne przepisy bhp i wymuszanie licencji czy pozwoleń, sprawiły, że filmy nie mogą już kombinować, jak kiedyś, gdzie płacili psie pieniądze np. asystentom kostiumolożki, albo kręcono gdzieś na dziko bez zezwoleń. Plus nie ma już tej patologii zniżek podatkowych dla kręcenia w Kanadzie, Niemczech, Japonii czy Wlk. Brytanii jak to było na przełomie wieków, gdzie przez kreatywną księgowość filmowcy korzystali ze zniżek podatkowych i zwrotów, gdy film słabo zarobił.

Tom Cruise coś tam próbował robić po staremu, gdzie większość filmu to praktyczne efekty i efekt jest taki, że ostatnie dwie części Mission: Impossible miały horrendalnie, absurdalnie wysokie budżety i oba filmy przyniosły niezadowalające wyniki finansowe.

Poza tym filmy lat dwutysięcznych pełne są patologii, która dotyka współczesnego kina. Mamy tu ten efekt psychologiczny, kiedy zapamiętujemy sobie pojedyncze najlepsze rzeczy, a zapominamy o całej reszcie. Pamiętamy o Piratach i Władcy. Ale w tamtym czasie było od zatrzęsienia wysokobudżetowych filmów z kiepskimi efektami. Dla przykładu Blade 2 i 3 bardzo źle dzisiaj wyglądają. Podobnie jak Daredevil oraz Kobieta-Kot. Także Spider-Man 1 ma słabiutkie CGI (dla porównania "dwójka" już nie ma takich i nie najgorzej się ogląda ją po latach). W Matrixie Reaktywacji pamiętamy obłędny pościg na autostradzie, ale już walka ze Smithami to pokaz słabości tamtych czasów w CGI.

02.09.2025 22:35
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Ja w sumie też takich rzeczy nie ogarniałem, gdy miałem 13-14 lat. A pierwszy system po raz pierwszy zainstalowałem, gdy miałem gdzies około 21-23 lata. Owszem, potrafiłem dobrze poruszać się w tematach internetu, torrentów, ściągania (jeszcze to były czasy odsiebie.pl xD), wiedziałem, jak odpiąć dysk, gdzie jest kartka graficzna itp., ale nic ponadto. Dopiero grubo 20-tce zacząłem bardziej ogarniać tematy i dziś potrafię zainstalować windowsa, złożyć komputer itp. Wszystko przyszło samo wraz z doświadczeniem życiowym, łączeniem niektórych profesji (np. mechanika samochodowa).

06.08.2025 00:20
odpowiedz
Majorbajor_123
33

@WerterPL

No ja podobnie uważam. Ten twist jest naprawdę kompletnie z tyłka, bo nic nigdy wcześniej nie było żadnej drogi, wzmianki, czegokolwiek, czego moglibyśmy z tym połączyć. Po prostu nagle się pojawił bez celu ładu i składu i nikt tego w ogóle nie planował. To nie Szósty zmysł, gdzie totalnie wywraca ci całą historię do góry i pierwsze, co chcesz zrobić, to obejrzeć film jeszcze raz, oglądając go właśnie pod kątem twistu.

10.07.2025 07:39
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Bez przesady z tym entuzjazmem. Serial raczej wygląda na bieda-zapychacz biblioteki Amazona, niż coś, co będzie jego flagówką jak Reacher albo Jack Ryan.

08.06.2025 22:19
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Kiedy zagrałem w tę grę lata temu (dali w CD-Action gdzieś w 2009 roku) byłem nią zachwycony. Pamiętam, że oczarowała mnie fabuła, obłędna muzyka i bardzo fajny gameplay.

No i jak mantrę powtarzałem historię tej gry, a więc miała być trylogia, wielkie uniwersum, komiksy, książki etc, udział Orsona Scott Carda. Słaba sprzedaż, bankructwo wydawcy Majesco i zakończenie na części pierwszej.

Niedawno postanowiłem sobie grę odświeżyć w ramach mojego "maratonu" gierek retro (grałem wówczas m. in. w pierwsze Tomb Raidery od Crystal Dynamics, Star Wars Republic Comando).

No i cóż... Czar prysł.

Widać, że gra jest masakrycznie niedopracowana. Widać, że Majesco naciskał na szybką premierę i gra strasznie się krzaczy i buguje (a wersja steamowa to ta sama, która była w sprzedaży w 2005 roku, nikt jej nawet nie zupgrade'ował). A to winda się zablokuje i trzeba restartować poziom, bo wszystkie save'y z levelu zapisały się już z błędem, a to wywala do pulpitu podczas ładowania się przerywników filmowych.

Dużym rozczarowaniem była dla mnie fabuła. Wtedy mnie oczarowała. Ale to pewnie dlatego, że nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z epicką space operą. Ok, gdzieś tam po drodze obejrzałem jakieś Star Treki, ale to wszystko.

Teraz, gdy jestem po przeczytaniu Diuny i Hyperiona, kilku powieści Sandersona, ograniu Mass Effecta i obejrzeniu Battlestara Galactici czy The Expanse, widzę, że fabuła jednak niedomaga. W dodatku ma strasznie chaotyczną narrację i tu też widać, że mnóstwo jest wyciętych poziomów i zawartości i nie zdołano przez to tej narracji upłynnić. W dodatku okazało się, że udział Orsona Carda jest w grze znikomy i raczej tylko jego rola to konsultant ewentualnie jakiś tam nadzorca czegoś tam (czytaj: pewnie wszystkie jego pomysły i uwagi wywalali, a scenarzyści sami klepali do gry to, co wymyślili).

Koniec końców jednak gameplay jest fajny. Moce które potem zdobywamy bardzo dobrze urozmaicają rozgrywkę i na przykład takie wywalenie obcego niemilucha w przestrzeć kosmiczną za pomocą telekinezy daje olbrzymią radochę.

Smutno tylko tej fabuły. Świetny pomysł, ciekawa otoczka i jej rozwój (ludzkość jako czczone bóstwo, które wg przepowiedni zadecyduje o losach wszechświata, rasa która ich nienawidzi i chce wytępienia, szlachetna rasa Aurelian którzy pomagają nam z całych sił) bledną przy naprawdę koszmarnej narracji, drętwych dialogach i zbyt szybkim prowadzeniu akcji.

06.04.2025 16:32
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Human Revolution się zgodzę, że było świetną grą, ale Mankind Devided to już takie meh. Przede wszystkim był tam duży zastój gameplayowy, a gry poszły mocno do przodu względem 2011 roku (Wiedźmin 3 przede wszystkim!).

Tym bardziej, że z marką wiązano wielkie nadzieje i miała być częścią dużej franczyzy, obejmującej komiksy, książki a nawet filmy aktorskie.

Także nie dziwię się, że z serii zrezygnowano i raczej jest ona w martwym punkcie deweloperskim.

06.04.2025 16:18
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Gry komputerowe jak i branża filmowa od zarania dziejów ma gdzieś fakty historyczne i innego typu realia.

Branża filmowa kiedyś zresztą nas*ała na kulturę japońską kręcąc Ostatniego samuraja. Sytuacja była identyczna. Tam biały człowiek został samurajem. Tutaj czarny jest samurajem. Pierwszy przypadek to kultowy hicior, drugi przypadek to wylanie hejtów.

Co się zmieniło przez 20 lat?

16.03.2025 13:14
odpowiedz
Majorbajor_123
33

marduk

Jakim znowu easy? Przecież poziom trudności w podstawce Commandos 2 ogranicza się tylko do czasu reakcji zobaczenia przez wroga i ilości otrzymywanych obrazeń przez bohaterów (no i na najłatwiejszym tracą przytomność a nie giną pernamentnie, więc można ich uleczyć). Na najwyższym poziomie ani nie ma więcej wrogów, ani nic innego.

16.03.2025 00:02
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
Majorbajor_123
33

Peon, głupoty gadasz. Już sama część druga Commandosów jest banalnie prosta. Ogrywam właśnie i aż sam złapałem się za głowę, jak te misje przechodzę jedna za drugą bez mrugnięcia oka. Wrogów na mapach jest mało, w dodatku prawie wszyscy dają się wywabić i misje spokojnie można przechodzić używając tylko paczki papierosów i noża Zielonego Bereta. Jedyne wczytania rozgrywki jakie miałem to tylko i wyłącznie albo przez moje błędy, albo przez sterowanie, bowiem komandosi w "dwójce" to straszne pacany i trzeba ich mocno pilnować przy poruszaniu się, bo lubią łazić nie tą ścieżką którą trzeba.

Dopiero trójka stawia wyzwania, bo mapy są mniejsze, gęsto zaludnione, wrogowie się nawzajem obserwują, a na dodatek dużo mniej z nich daje się wywabić.

09.03.2025 23:32
odpowiedz
Majorbajor_123
33

To bardzo dobra gra. Zwłaszcza jak na 2002 rok. Wykorzystywała dość dobry silnik z gry Earth 2150 - innej gry Reality Pump. Potrafił on generować bardzo fajne efekty graficzne no i pierońsko dobrze wyglądającą destrukcję.

Zapamiętałem tę grę jako taki właśnie lekki przerywnik, pełen widowiskowych wybuchów.

01.03.2025 16:34
odpowiedz
Majorbajor_123
33

...i jak zawsze będzie megahitem, bo takie głośne filmy Netflixa zawsze generują olbrzymie wyświetlenia na platformie - nawet jeśli jest to bardzo kiepski film.

01.03.2025 16:30
😂
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Przecież marketing dla produkcji streamingowej będzie reklamowany na platformie a nie w social mediach albo portalach xDDDD

Poza tym, by coś było hitem na platformie, nie musi być dobrym filmem - wystarczy, że będzie wyskakiwać z każdego monitora, gdy tylko wejdziesz sobie w Netflixa.

"Czerwona nota" to gniot jakich mało i w kinach przepadłby. A jednak na Netflixie jest największym hitem, bo ludzie w to klikają. I "The Electric State" czeka prawdopodobnie podobny scenariusz.

Dodam, że na Apple TV+ największym hitem tuz po premierze jest "Wąwóz" - a więc dość pzeciętny film. A jednak ludzie nie dość, że oglądali, to jeszcze wykupywali subskrypcje specjalnie dla tego filmu.

Branża streamingowa rządzi się innymi prawami.

post wyedytowany przez Majorbajor_123 2025-03-01 16:33:09
26.02.2025 18:11
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Wiem, że to już nie to Monolith, które było 20 lat temu, ale jednak mimo wszystko strasznie czuć żal i smutek.

To było moje jedno z ulubionych studiów growych wraz z id Software, Blizzard i Bioware. A ich gry łykałem jedne za drugą: nieważne czy był to No One Lives Forever, Aliens vs Predator, Blood czy Shogo.

18.02.2025 23:36
odpowiedz
Majorbajor_123
33
6.0

Bo to był film na Walentynki, który nie jest komedią romantyczną. Więc z zadowoleniem wybierali go wszyscy widzowie.

Film to taki solidny średniak, ale który potrafi przyciągnąć. Wątek miłosny w filmie daje radę, aktorzy też dają radę, a potem następuje cała sekwencja akcji - która też daje radę.

Ode mnie 6/10

15.02.2025 22:32
👍
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Sto procent racji!

Sam złapałem się na tym, że właśnie te znaczniki sprawiają, że czyszczę mapę i naprawdę czerpię z tego wielką frajdę. I naprawdę, mapę zeruję nawet w przeciętnych grach jak Watch_dogs, gdzie 20 lat temu jakieś misje poboczne, czy znajdźki w przeciętnej grze po prostu zlewałem.

Błądzenie po mapie i szukanie tego jednego klucza, który otwiera drzwi na drugim końcu mapy było irytujące i męczące. I bardziej zniechęcało do grania, niż motywowało - przecież twórcy nie zrezygnowali z tego, bo tak im się podobało, tylko gracze woleli jednak płynną rozgrywkę, a nie utknięcie.

Zresztą, i tak większość z nas podejrzewam, że grała z poradnikami, tylko się nie chcą przyznać :)

15.02.2025 22:24
10
odpowiedz
2 odpowiedzi
Majorbajor_123
33

Bo te eksploracje w starych grach były męczące i bezsensu. Dzisiaj nie wyobrażam sobie, żeby biegać po całej mapie i lizać ściany tylko po to, aby znaleźć ten jeden klucz otwierający drzwi na drugim końcu mapy.

To tak samo jak z grami bez szybkiej podróży. Naprawdę uważacie, że dojeżdżać do każdego wyjściu po nudnej mapie w Underground 2 jest takie pasnonujące?

Dawniej te ściany się lizało, bo gry były inne. Eksperymentowały. Gracze byli też inni i dopiero uczyli się "bycia graczem". Dla 12-latków frajdą było samo jeżdżenie po mieście w Undergoundzie 2. Dla 40-latka będzie to cholernie nudne i nużące zajęcie, więc lepiej mu będzie, gdy po drodze porozbija sobie parę kaktusów.

Żeby eksploracja dawała frajdę musi mieć sens. Świetnie zrobiono to w Gothicach, gdzie był naprawdę fenomenalnie zaprojektowany świat. Tam aż chciało się odwiedzić każdy zakątek mapy, by nawet popatrzeć sobie na bijące się ze sobą potworki. Tomb Raidery też były chyba raczej udane w tej kwestii (o ile mnie pamięć nie myli).

Niestety, generalnie to są wyjątki, bo nie wiele gier z tamtych okresów jest tak przemyślanie zaprojektowanych. Ostatnio przechodziłem sobie SiN - tak, tę stareńką grę z 1998 roku. I naprawdę niekiedy mocno tam błądziłem, bo ciężko było ogarnąć to, co akurat trzeba było w danej chwili zrobić. Gra mało nam tłumaczyła, a jak już robiła to bardzo zdawkowo. I nie ewidentnie widać, że nie był to celowy zabieg, tylko gra była po prostu bardzo niedotestowana (dla porównania pierwszy poziom, który jest w tej grze najbardziej dopracowany, jest bardzo czytelny i tam nie błądzimy). I ta gra naprawdę otworzyła mi oczy, bo serio przypomniałem sobie, jak niekiedy błądzenie w grach irytuje i zniechęca do grania.

Inna sprawa, że generalnie w wiele z tych gier sami graliśmy z poradnikami, bo nawet nas jako nastolatków wkurzało to, że nie można znaleźć tego klucza.

A kolejna kwestia, to jest fakt, że te znaczkini jednak w skali makro naprawdę robią robotę. Bo dzięki nim one naprawdę mnie zachęcają do tego, żeby jednak wyczyścić mapę do zera i np. wbić te kilka osiągnięć na Steamie ;] W starych grach tego raczej nie robiłem - może za jakimiś wyjątkami jak GTA III i w Gothicu i Falloucie 3 zerowałem zadania poboczne.

15.02.2025 22:04
😃
odpowiedz
1 odpowiedź
Majorbajor_123
33

Żarło, żarło i zdechło.

Ubi miał bardzo dobry, choć jednocześnie cyniczny pomysł na produkowanie gier. Do pewnego momentu się udawało. Sporo tych produkcji nawet było udanych, bo nie można powiedzieć, że formuła Far Cry 3 nie sprawdziła się w Watch_dogsach czy paru późniejszych Asasynach (III, Black Flag).

Potem zażarło z Origins, ale formuła już nie była tak uniwersalna, by ładować ją do innych gier, stąd duże porażki choćby Star Warsów.

No cóż, ja tam gry od Ubi raczej unikam, a jeśli już miałbym zagrać, to w Far Cry 4 albo Asassin's Creed: Unity bo to Black Flag jest ostatnim, w którego zagrałem :D

21.01.2025 19:16
4
odpowiedz
Majorbajor_123
33

...plus jeszcze:

5. Znudzenie i ogólny przesyt grami.

30-parolatkowie i 40-parolatkowie w grach siedzą już po kilkadziesiąt lat i pewna ich część może mieć już nimi przesyt i przyrzucamy się na inne hobby.

11.12.2024 15:41
3
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Tak jak ci napisał wyżej...

Dawniej gry miały mieściły się na jeden-dwóch płytach CD, później na DVD i były setki razy mniejsze skalowo. Świat takiego Gothica to przecież malutki kawałeczek mapy który przejdziesz w paręnaście minut, a Morrowind z kolei składa się z dziesiątek takich samych sektorów kopiuj-wklej.

Dzisiaj gry to molochy z dziesiątkami rozmaitych mechanik. Tego nie ogarniesz w dwa lata, jak kiedyś.

Plus, ludzie pozapominali, że w tamtych czasach gry także wychodziły zabugowane, pierwsze sztuki które szły z tłoczni zawierały sporo błędów i dopiero patche z cover-cedeków z czasopism je łatały. Że nie wspomnę już nawet o takich przypadkach jak gry na NES-a jak Ninja Gaiden które były niedotestowane. Albo Mortale (nie pamiętam już który dokładnie) na pecety, które wyszły z bugiem horrendalnie podnoszącym poziom trudności - komputer wiedział, jaki wykonujesz cios, zanim odpala się animacja.

16.09.2024 08:39
😉
1
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Hmm... Widać zalążki niezłej giery i pewnie gdyby rozwinięto to, co zobaczyliśmy, to mógł z tego być fajny produkt.

Mimo wszystko jednak dobrze, że nie poszli tą drogą, bo pamiętam dobrze jak już w 2013-2015 roku mieliśmy przesyt militarnych FPS-ów i pamiętam, że dość mocno wkurzałem się, że nawet F.E.A.R. 3 przeszedł taką metamorfozę.

Dooma z 2016 roku - właśnie dzięki oldschoolowości i obłednemu gameplayowi połknąłem od razu i do dziś uważam go za jednego z najlepszych FPS-ów w historii branży.

15.09.2024 11:18
odpowiedz
Majorbajor_123
33

W sumie logiczne.

Sony kończy ze swoim nieudanym Sonyverse, ale że w tym morzu paździerzowatych produkcji udało im się stworzyć jednego lubianego bohatera (Venom), no to pewnie dokoptują go do MCU.

26.06.2024 12:54
😂
2
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Tym bardziej przaśnie wygląda ta sytuacja, tzn. ktoś stwierdza, że scena może wywołać nieprawidłową reakcję u pewnej grupy osób, kiedy żyjemy w czasach rozkwitu Onlyfansa, wypinania tyłka na Instagramie, szukania coraz większych atencji i przekraczania kolejnych granic na platformie "famili-friendly" YouTube.

No po prostu beka.

post wyedytowany przez Majorbajor_123 2024-06-26 12:55:08
29.04.2024 18:51
odpowiedz
Majorbajor_123
33

To się nazywa wywieranie presji.

Pamiętam dobrze, jak gruchnęła wieść o tym, że David Bateson nie powróci do roli Hitmana w piątej części (Absolution). Fiksacja fanów i zasypywanie skrzynki mailowej i forów doprowadziło do tego, że Batesona zatrudnili, wywalając przy okazji Williama Mapothera z roli 47 (a że gra była mocno narracyjna, wszystkie role były odgrywane w technice motion capture, więc IO wolało, by to Mapother jednak zagrał w całości 47.

30.01.2024 18:08
1
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Sytuacja, o której mówisz, miała miejsce przed pandemią.

To w latach 2017-2019 Disney rozbijał bank i praktycznie co drugi ich film zarabiał ponad 1 mld dolarów.

Pandemia właśnie podwoiła budżety przez covidowe obostrzenia i opóźnienia w produkcji. A na dodatek bardzo mocno spopularyzowała streaming, przez co ludzie coraz mniej zaczęli chodzić do kin.

Inna sprawa, że poziom blockbusterów w ostatnich 3 latach strasznie zaczął szorować po dnie. Więc nie wiem, czy to pandemia była najwazniejszym powodem tego. Równie dużo zrobiło kręcenie taśmowo "bezpiecznych filmów" na jedno kopyto. Filmowcy przestali się starać, czy też ryzykować, bo widownia i tak zostawiała w kinach ponad 1 mld.

30.01.2024 17:55
2
odpowiedz
Majorbajor_123
33
Image

Przeciętna gra ze świetną fabułą (jedną z lepszych w grach w ogóle).

Warto zagrać dla fabuły, bo tak fantastycznego doświadczenia nie ma nawet w lepszych grach RPG. Trzeba jednak przeboleć bardzo, ale to bardzo słabiutki gameplay, bowiem to najbardziej z możliwych sztampowy cover shooter. Ten gatunek ogólnie jest straszliwie nudny sam w sobie, bowiem jest masakrycznie ograniczony przez mechaniki. A dodatkowo w Spec Ops jest on straszliwie mało pomysłowy.

Także podsumowując: w grę zagrałem lata temu, ale gdybym nie zagrał, to w sumie wiele bym aż tak nie stracił.

post wyedytowany przez Majorbajor_123 2024-01-30 17:57:07
16.09.2023 12:51
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Bo "Czerwona planeta" to masakrycznie słaby film. A Carrie-Ann Moss nigdy nie okazała się na tyle dobrą charyzmatyczną aktorką, by móc przyciągnąć widzów do kin (zresztą, poza "Matrixem" jej kariera to bieda).

Sam film to ani dobre sci-fi (bo nauki w nim nie ma w ogóle), ani horror (bo śmierci kolejych załogantów to beka), ani jakaś przygodówka survivalowa (a la "Marsjanin").

26.07.2023 16:26
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Nie histeryzuj.

Zwolnienia pewnie będą dotyczyć osób, które i tak zbyt wiele nie robiły. Jakbyś pracował w jakimkolwiek zakładzie, to zobaczyłbyś, ile osób jest pozatrudnianych na umysłowych stanowiskach, które nic nie robią, a pensję pobierają.

15.01.2023 19:10
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Z tą kamerą w Ksiąciach to nie było tak źle - dawniej tak właśnie pracowały kamery w grach, które w gatunku miały gatunek "platformowa". Rayman 3, Jax & Daxter, Legacy of Kain, czy Sly Cooper miał podobne "problemy" i elementów platformowych trzeba było uczyć się na pamięć, bo wtedy jeszcze mimo wszystko sekcje te miały stanowić niejako wyzwania.

To późniejsze Asasyny i Batmany nas rozleniwiły jako graczy :) A przynajmniej ukierunkowały mechanikę platformowania na dynamikę ruchu, kosztem właśnie tego, że od tamtej pory przeskoczenie z jednego budynku na drugi robi się praktycznie automatycznie.

15.01.2023 18:59
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Nie rób sobie żartów. Gra jest naprawdę kreatywna. Ten świat to jedno z najlepszych uniwersów growych tamtych lat (a już na pewno TOP 10).

A długość gry była taka, jak długość wszystkich quasi-sandboxów środka lat dwutysięcznych. Bo czy Fable 1 albo taki Rayman 3 były dłuższe?

02.12.2022 20:12
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Bo się to nie opłaca. Tak samo jak z fizyką w grach. Po premierze HL2 była to rewolucja i wydawało się, że gry pójdą w tym kierunku. Rozwinął to Crysis 1. Ale potem przestano w to inwestować, tak samo jak na AI, bo stwierdzono, że się nie opłaca robić rzeczy, które nie widać na pierwszy rzut oka, a tym samym gracze tego nie docenią.

15.09.2022 16:14
odpowiedz
Majorbajor_123
33

DB to kiedyś była moja religia. Choć do dziś mam duży sentyment do serii, to jednak jestem mocno świadomy ich wad. Już za dzieciaka niesamowicie wkurzały mnie te dłużyzny (gapienie się na siebie przez pół odcinka) albo odcinki zapychacze (dopiero po latach dowiedziałem się, że to przez to że Toriyama nie nadążał z mangą). I nieścisłości, które także już mnie drażniły za bajtla.

20.12.2021 11:09
odpowiedz
Majorbajor_123
33

To chyba chorobą 21 wieku są toksyczne fandomy, które jakby mogły, to paliły by na stosie, za tworzenie filmów/seriali/gier/komiksów/książek niezgodnych z ich myślą.

Toksyczny fandom przecież nie mógł przeboleć odważnej i genialnej drogi jaką obrał Ostatni Jedi, to toksyczny fandom doprowadził do tego, że koreańska aktorka Kelly Marie Tran musiała usuwać konta społecznościowe przez ataki agresji. To właśnie tokstyczny fandom bojkotuje Bonda i nie może pogodzić się z tym, że ten nowy ma rodzinę, zamiast być szowinistycznym mizoginistą z książek (a nawet gwałcicielem z Goldfingera).

I wreszcie to właśnie tokstyczny fandom nie może pogodzić się z tym, że Netflix idzie własną drogą ekranizując Wiedźmina.

20.12.2021 11:03
👎
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Zdajesz sobie sprawę, że wśród najlepszych ekranizacji książek są Lśnienie, Czas apokalipsy, a nawet Władca pierścieni ma masakryczną ilość przeróbek?

Zapamiętaj sobie, że książka to książka, komiks to komiks, gra to gra, a film to film. Zmiany Wiedźmina niektóre są na plus (Ciri, Jaskier, Fringilla! ), niektóre na minus (przede wszystkim cały wątek Kaer Morhen). Serial nie jest wybitnym dziełem, ale nie jest też pozycją do hejtowania. To solidna produkcja, która ma niezły potencjał rozwinąć skrzydła w późniejszych sezonach.

post wyedytowany przez Admina 2021-12-20 13:01:10
20.12.2021 10:39
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Wymieniłeś oceny największych i najbardziej legendarnych serii i przyrównujesz je z Wiedźminem, który nigdy generalnie nie aspirował do bycia w ścisłym TOP :) I jeszcze na dodatek piszesz, że ocena powyżej 8 to mało xD No czy można się bardziej ośmieszyć?

Dla Amerykanów serial jest bardzo dobry. Nie tylko imdb ale także krytycy z Rotten Tomatoes w miarę wysoko cenią serial.

To po prostu nie możecie zdzierżyć, że Netflix ma inną wizję i wprowadza duże zmiany w stosunku do czegoś, co kochacie. Przypomnę tylko, że w czołówce najlepszych ekranizacji książek są np. Lśnienie i Czas apokalipsy, które z materiałem wyjściowym wspólny ma tylko zarys fabuły.

post wyedytowany przez Admina 2021-12-20 12:56:44
01.12.2021 00:05
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Piractwo to akurat żaden problem, bo jakoś Steamy i inne Ubi Connecty prężnie działają pomimo wciąz panującego piractwa. Po prostu oferty konkurencji są za mocne, a co jest dobre i z fajną ideą, zwykle okazuje się niszowe, przeznaczone dla małej liczby ludzi i z niewielkim zarobkiem. Bo ludzie wolą sto razy kupić Call of Duty albo innego Asasyna na wszystkie możliwe konsole, niż np. zainteresować się klasykami.

01.12.2021 00:01
odpowiedz
Majorbajor_123
33

To były tylko czcze marketingowe zapowiedzi. Rzeczywistość okazała się dużo bardziej brutalniejsza, bo prawa do wielu wersji są cholernie ciężkie do zdobycia. Co się dało łatwo zdobyli. Co wymagało większych wysiłków, też w miarę się dało. Czasem zaskoczyli czymś ekstra, jak np Diablo 1 i 2 oraz Metal Gear Solidami 1 i 2. Na resztę nie ma co liczyć.

30.11.2021 23:59
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Bo już praktycznie wszystko mają, co mogli. Zresztą, stare gry się słabo sprzedają i mówili to w jakimś materiale. Poza tym, ich liczba jest ograniczona. Sam mam tam około 200 tytułów i generalnie biblioteki poszerzać nie chcę, bo to co chciałem mieć, już mam

22.10.2021 18:42
2
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Otóż to! Idealnie w punkt. Mass Effect 3 był bardzo nieprzemyślanym i za szybko wydanym tytułem. Ok, gameplayowo wciąż było świetnie, bowiem wymyślona na potrzeby dwójki formuła w trójce sprawdzała się idealnie. Ale pod kątem fabularnym to była naprawdę dużo porażka.

W trakcie prac na drugim Mass Effectem odszedł główny scenarzysta cyklu i widać masakryczny kontrast między fabułą 1-2, a 3. Wg jego koncepcji fabularnej - o ile dobrze pamiętam - główny wątek miał się kręcić wokół czarnej materii, której bali się sami Żniwiarze.

post wyedytowany przez Majorbajor_123 2021-10-22 18:43:23
21.10.2021 15:27
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Był przecież EP3 w produkcji. Marc Laidlaw nawet opublikował kiedyś scenariusz. Były też szkice koncepcyjne. Nawet EP4 był też w produkcji. Za czwórkę odpowiadało Arcane Studios (tak, to od Dishonored) i akcja miała się skupić wokół Ravenholm.

Tylko, że tak jak mówiłem wyżej... Valve podjęło decyzję o zawieszeniu prac na kolejnymi częściami i odłożeniu w niebyt. Prace ciągle się przeciągały i Valve za dużo skupiało się na dewelopingu (a przypominam: zakładali, że epizody będą w stanie stworzyć w kilka miesięcy). W końcu rzucili to w diałby i zajęli się rozwijaniem Steama.

Oni też na każdym kroku powtarzali: Half-Life nie jest dla nich priorytetem i nie czują potrzeby rozwijania marki. Wiem, że to boli fanów i to mocno, ale prawda jest taka, że już dawno dali sobie spokój. Fanie jest zagrać w Black Mesę, fajnie jest zagrać w HL2 z dodatkami i wbijać achivy w grze z 2004 roku, ale to nie znaczy, że studio chce zajmować się rozwijaniem marki.

20.10.2021 22:59
odpowiedz
Majorbajor_123
33

HL3 nie będzie. Valve już dawno mówiło, że nie ma takiej potrzeby robić trzeciego HL. Valve to nie Activision ani Ubi. Dawno temu już mówili, że tworzą gry, żeby albo zaprezentować nowe technologie, albo nowe formy rozgrywki itp. Druga sprawa, tworzenia HL2 ponoć bardzo dużo kosztowało Gabe'a Newella psychicznie i sam nie chciałby drugi raz przez to przechodzić.

Dodatkowo przejechali się na marce, gdy po premierze dwójki mieli co roku tworzyć kolejne Epizody. Ale zamiast tego, poświęcali na Epizody coraz więcej czasu i zamiast 8-9 miesięcznego okresu deweloperskiego, robił się nagle 15-18 miesięczny.

Także mnie w ogóle ci dziwi, że Valve nie chce Half-Life'a 3.

post wyedytowany przez Majorbajor_123 2021-10-20 23:00:11
27.09.2021 15:09
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Bo tworzenie filmu animowanego kosztuje fortunę i robi się go zupełnie inaczej niż gry. A że Redzi nie są wszechpotężni pokazał to Cyberpunk, gdzie okazało się, że nie mieli pojęcia nawet jak robi się grę z otwartym światem (sorry, ale Wiedźmin 3 to jednak nie jest gra jak GTA).

Druga sprawa, że filmy w realistycznej animacji nie odnoszą sukcesu. Resident Evil (film i serial) to produkcje niszowe, które są tylko przeznaczone na japoński rynek (oni lubią takie rzeczy). Reszta świata nawet nie słyszała o tej serii i z Wiedźminem będzie podobnie.

21.09.2021 13:00
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Tak, ta scena wraz z kilkoma innymi usuniętymi plus rozszerzonymi istniejącymi (m. in. w finalnym pojedynku po słynnym "hasta la vista" w dodatkowych ujęciach T-1000 wyraźnie się zepsuł - stąd m. in. dużo lepiej wygląda scena gdzie John poznał, że T-1000 podszywa się pod jego matkę) znajduje się w wersji reżyserskiej filmu, która wyszła też i w Polsce.

24.08.2019 13:17
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Nie była taka sama i bardzo daleko jej do poziomy pierwszych częsci .

Sekret zajebistości Pierwszego i Drugiego Starcia była prostota i genialnie zbalansowana rozgrywka. Chociaż falangi wrogów były ogromne, to nigdy nie było irytująco. Walka była trudna, ale dawała niesamowitą frajdę. Przede wszystkim wrogowie byli urozmaiceni, ale żaden nie był przekokszony. Na każdego znalazła się taktyka, a dodatkowo pod dostatkiem było amunicji wszelkiego typu, dlatego nawalać można było ze wszystkiego. Naparza kilkunastu bykołaków? Ustaw się tak, aby szarżowały w jednej linii, wyciągnij armatę i jednym strzałem powal kilku naraz.

W "trójce" za dużo wrogów było zbyt odpornych na obrażenia, a dodatkowo niektórych dało się zabić tylko określonymi broniami. W dodatku balans psuły nie do końca udane pomysły. Za dużo było wrogów z hit-skanem (zombie), których ciężko było dostrzec. W FE i SE tacy przeciwnicy byli od razu widoczni przez inną kolorystykę, a dodatkowo często znajdowali się na jakiś gzymsach, wieżach, czy podwyższeniach. Tutaj nie dość, że zombiaki zlewają się z otoczeniem, to jeszcze pojawiają się w zbyt dużej ilości.

Inną cholernie wkurzającą rzeczą jest małą ilość amunicji do najpotężniejszych broni. Przecież nic tak nie dawało satysfakcji, jak pierdyknięcie jedną rakietnicą w grupę oponentów z kamikaze na czele, których wybuch tworzył dodatkową falę eksplozji. Albo walnięcie jedną kulą armaty w linię wrogów, skaładającą się z dwóch-trzech bykołaków i jednego Bio-mechanoida na końcu łańcucha. W "trójce" amunicja do potężnych giwer była rarytasem i przez to się jej nie używało, tylko oszczędzało na najbardziej podbramkowe sytuacje.

Te i inne rzeczy - niby drobnostki - ale w połączeniu dały kiepsko zbalansowaną, a co za tym idzie irytującą rozgrywkę.

post wyedytowany przez Majorbajor_123 2019-08-24 13:17:32
06.12.2014 23:31
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Sukcesu NfSU już się nie da powtórzyć. Minęły czasy zainteresowania nielegalnymi nocnymi wyścigami (dlatego Szybcy i wściekli od części 5-tej opowiadają zupełnie inną historię), minęły też czasy zainteresowania ogólnie zręcznościowymi ścigałkami, o czym świadczą kiepskie wyniki sprzedaży ostatnich NfS-ów.

Wątpię, że seria powróci do lat świetności.

09.06.2011 11:07
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Czy ktoś zna dobre nawalanki na kompa? Nie chodzi mi o Mortale czy Street Fightery, tylko o takie chodzone bijatyki w stylu Fighting Force, Oni albo... Little Fighter :D? Kiedyś pełno było takich tytułów na legendarnego Pegazusa (m. in. Double Dragon, Final Fight, Bad Dudes, Wojownicze Żółwie Ninja)

Przy czym interesują mnie takie klasyczne chodzone nawalanki, a nie hybrydy, gdzie walki były tylko jednym z elementów gier (jak np w serii Prince of Persia albo Devil May Cry).

16.02.2011 19:53
odpowiedz
Majorbajor_123
33

RANY BOSKIE!!! Gram w tę grę już tyle czasu, a nawet nie jestem w połowie! I do tego te poziomy, pełne labiryntów i rozmaitych dróg, na których zgubić się można jak za pstryknięciem palca. Szczególnie polecam tę grę panom z Infinity Ward oraz Treyarch.

10.11.2010 13:45
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Duże rozczarowanie. Ale to głownie przez kampanie reklamową. Crysis to miałoby nie wiadomo co. Doom, Wolfenstein, Quake razem wzięte, a tak naprawdę okazało się, że to bardzo dobry, ale wciąż "tylko" FPS z genialną oprawą graficzną. Kiedy emocje już opadły, to bardziej doceniłem grę, więc ma ona u mnie 8+/10

10.11.2010 13:42
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Absolutne arcydzieło growego światka! Prawdziwa rewolucja w zakresie rozgrywki FPS-ów oraz (a raczej przede wszystkim) technologii. Szkoda, że to tak naprawdę ostatni wielka gra, która coś wniosła na rynek. Każdy kolejny tytuł był już tylko przysłowiową "grą jednego miesiąca". Ani FEAR, ani BioShock, ani Modern Warfare (czyli najbardziej popularne shootery po Far Cry'u) nie stali się wyznacznikami czegoś nowe w gatunku FPS.

10.11.2010 13:36
odpowiedz
Majorbajor_123
33

To dla mnie podróż w przeszłość! Najpierw grałem w demo z płyty CLICKA! (przeszedłem chyba z 40 razy!), a potem w pełniaka od CDA. Do dziś pamiętam, że Sheep mnie tak samo bawił, jak frustrował (piekielnie trudna rozgrywka), ale i tak mimo to wspominam ją z dużym sentymentem.

10.11.2010 13:33
1
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Tak gra to wspomniania z (późniejszego) dzieciństwa. Jedna z pierwszych jakie miałem. No może jedna z pierwszych to przesada, ale na pewno znajdowała się w pierwszej dwudziestce :)

W każdym razie kopiący po jądrach klimat, fantastycznie wykreowany świat, genialne dialogi a zwłaszcza te RIPOSTY <3, to właśnie największe cechy Kingpina. Szkoda, że dziś takich gier nie robią. Może Deus Ex 3 rozgrywą nieco przypomni ten niezapomniany tytuł.

U mnie Kingpin już na zawsze będzie miał mocne 8+/10

31.10.2010 22:38
odpowiedz
Majorbajor_123
33

To jedna z najbardziej, najbardziej, najbardziej klimatycznych gier w jakie kiedykolwiek grałem!!! Żaden tytuł nie może się jej równać!

25.10.2010 22:52
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Ach! To klasyk sam w sobie! Nawet dziś można w niego spokojnie zagrać bez żadnych problemów, bo i dziś jest tak samo miodny :) A na o niedzisiejszej już grafice zapomniałem przy drugm/trzecim pojedynku.

23.08.2010 12:17
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Sam widzę po sobie, że ten art mówi prawdę. Zanim miałem internet kupowałem i cda i pewną gazetę sportową. Potem jednak przestałem kupować i jedno i drugie bo informacje mam w zasięgu ręki niemal na każdej stronie internetowej poświęconej danej tematyce.

CDA zresztą już dawno straciło klimat. Byłem ich stałym czytelnikiem przez niemal 6 lat. Od mniej więcej 2006 roku zaczęli iść na maksymalną komerchę, zatracając wcześniejsze założenia. Wytrzmymałem tak jeszcze rok, potem zaś założyłem sobie internet i przestałem kupować pismo. Myślę jednak, że nawet gdybym nie miał sieci, to rezygnacja z CDA byłąby kwestią czasu. Tym bardziej, że rzeczywiście, to co pisze autor, nie potrafią informacji sprzedać inaczej, niż inne strony www/czasopisma. A czytanie tego samego po raz e-nty jest bezsensu.

23.06.2010 17:12
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Poprawka. Pisząc o których grach się młóciło na lekcjach informy, chodziło mi o NfS 2 i NfS 3. W "czwórke" to siepało się już na własnym kompie w domciu ;)

23.06.2010 14:58
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Kazioo ma stuprocentową rację! Książę Persji był naznaczony jako następna Piratów z Karaibów, więc spodziewano się conajmniej łącznego miliardowego zysku! A tym czasem na otwardzie zarobił lednie coś 30-50 mln (nie pamiętam dokładnie), więc to jest porażką dla producentów.

20.06.2010 23:12
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Stare Dobre Czasy. To były te czasy, w których jeszcze grę po jej ukończeniu zaczynało się od nowa. SoF-a przeszedłem chyba ze 40 razy i... przechodzę nadal. Gdy zniszczyła mi się płyta z oryginałem to z pomocą przyszedł CDA! KTóry dołączył tę grę do covera i znów mogę w nią młócić.

20.06.2010 23:05
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Hurra! Powrót do Starych Dobrych Czasów!!! Młodsi gracze jarają się kolejnymi Undergroundami, bo nie wiecie jak młóciło się na lekcjach informy w NfS 3 i NfS 4! To były dopiero wrażenia, emocje, piękne prenery, lasy, miasteczka, górki, doliny, odludzia, kaniony, maksymalnie zręcznościowy tryb jazdy, przekoloryzowane uszkodzenia (kupe iskier, śladów opon) i niezapomniane samochody: McLaren, Ferrari F50, BMW Z3 i Porshe 911 Turbo :D. To były fantastyczne czasy, kiedy to do znudzenia grało się ścigowcami albo łapało się piratów jako "pałarze".

O wiele lepsze niż to co serwowały nam Undergroundy: czarny hiphop, neony, świetliste miasta. Gry oczywiście fajne, ale bez tego klimatu. Mam nadzieję, że ten NfS powróci do najlepszych okresów mojego dzieciństwa :)

05.06.2010 22:45
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Absolutnie najlepszy NfS zaraz obok Hish States. Żaden Underground, żaden Shi(f)t. Tylko Most Wanted!!!

05.06.2010 22:40
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Kupa śmiechu!!! Ale niestety bez klimatów pierwszych dwóch części 7/10

05.06.2010 22:36
odpowiedz
Majorbajor_123
33

poziomy Billy'ego 5/10, poziomy Ray'a 8/10.

05.06.2010 22:34
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Uwielbiam takie RTS-y! Klimty WarCratfa i StarCrafta to dla mnie czysta poezja!!! 9/10

05.06.2010 22:33
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Świetna strategia taktyczna. Może małorealistyczna, ale sprawia mnóstwo frajdy. Jeśli ktoś lubi strategie, w których zamiast wydobywać surowce i kompletować armie, od razu naparzamy się z wrogie, to gra jest dla niego!

05.06.2010 22:31
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Solidna rozrywka, wciąga i świetnie bawi. Porwie nas w wir baśni i fantasy. Ale zdecydowanie gorsza od takiego Gohtica. 8/10

05.06.2010 22:29
odpowiedz
Majorbajor_123
33

Słabizna. Może się na początku podobać, ale po godzinie grania jest nuuuuuuuuuuuuuuuudna.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl