Te zawody wydają się bardzo proste, do czasu jak nie zacznie się tego robić. Wtedy okazuje się, że to katorga.
W sumie zawód programisty też wydawał się dla nas świętym gralem, a w rzeczywistości to trudny kawałek chleba.
Mógłbym być i programistom i influencerem (trenerem personalnym nie), ale dużo przyjemniej mi się wykonuje pracę fizyczną.
I nie mówię to z perspektywy, że kiedyś tam coś liznąłem, tylko rzeczywiście gdybym chciał iść w programowanie czy influencerkę, to wiem jak to zrobić, hobbystycznie umiem programować na kilka różnych sposobów, z influencerką gorzej, bo tam trzeba bardzo dużo pracy włożyć, żeby cokolwiek osiagnąć, kobietom łatwiej osiągnąć jakiś podstawowy poziom (ale faceci dochodzą w tym wyżej, bo się zwykle bardziej starają już od samego początku).
Ja też nie mam czysto fizycznej roboty, ale bardzo cenię sobie ruch, bez niego jestem dużo mniej produktywny.
I nie jest to też praca fizyczna stricte za najniższą krajową, to też daje trochę sensu...
Jaki ot problem, skoro doskonały soft pisze AI, co udowadnia chociażby Microsoft ze swoim Windows 11?
AI pojawiło się w doskonałym momencie, chwała Panu Kurteczce, Altmanowi i spółce.
Żaden problem - miliony ludzi z Indii czeka żeby pracować dla Google. Mają nawet bossa z Indii
Nie bez znaczenia jest fakt, że dzisiaj wcale nie łatwo się zaczepić na start w jakiejś firmie soft generującej. Taki młodzik kończy studia, idzie na rozmowę kwalifikacyjną, a tam wymagania z kosmosu. Kiedyś się szło do pracy i w niej uczyło rzemiosła. Od kilku lat na rozmowach młodzi muszą znać freamworki, zasady dobrego programowania, etc. A i tak wiadomo, że nawet jak wykują, by zostać przyjętymi to pożytek z nich na początku niewielki. Tyle, że niektórzy się z czasem wyrobią. Tak czy inaczej, ciężej dużo teraz zacząć. Próg wejścia dużo większy. To i się ludziom nie chce. Nie dziwię się.
Młodzi wiedzą, że opowieści o karierze snute przez starsze pokolenia są stekiem bzdur i nie zamierzają nawet startować w wyścigu szczurów, w którym tak naprawdę przegrali już na starcie. Korporacje to tylko wyzysk, ciągłe podnoszenie celów do osiągnięcia i tak marnej premii, kłamstwa na temat ścieżki kariery, konieczność poświęcania pracy swojego czasu wolnego i wiele innych wad. Lepiej mieć spokojną głowę i stabilizację, a czas wolny spożytkować lepiej, niż na dokańczanie prezentacji albo innego bzdurnego zlecenia, bo deadline był na wczoraj. I to jeszcze ludzie robią dla korporacji, dla której są tylko słupkiem w excelu, który można wyrzucić z powodów "restrukturyzacji" w dowolnym momencie.
A z drugiej strony, to przecież wszystkie pazerne korpo w ostatnich latach zwalniają na potęgę, w zamiast pracowników stawiają na ejaj. Więc o co ten lament? Sami jasno komunikują, że chcą trwałej redukcji zatrudnienia, a teraz otwierają oczy, że młodzi mają ich gdzieś i nawet nie próbują się do nich dostać? Żałosne.