Recenzja Marvel’s Wolverine. To Rosomak bez kagańca w grze, która sama założyła sobie smycz
Marvel’ Wolverine stawia na swój system walki, poświęcając na rzecz starć w zasadzie wszystkie inne elementy rozgrywki. To wystarcza żeby zapewnić niezłą rozrywkę, ale czuć przy tym, że gra ma wiele niezrealizowanego potencjału.
Recenzja powstała na bazie wersji PS5.
Majowa premiera 007 First Light przypomniała mi i wielu innym graczom, jak dawno już nie dostaliśmy wysokobudżetowej przygodowej gry akcji w klasycznym stylu Unchartedów, rodem z PS3 i wczesnego PS4 – i jak bardzo za takimi grami zdążyliśmy się stęsknić. W przypadku Marvel’s Wolverine odnoszę wrażenie, że twórcy z Insomniac Games celowali w podobny flirt z przeszłością, ale cofnęli się jeszcze dalej – do gier akcji z czasów PlayStation 2. Nowe dzieło twórców Marvel’s Spider-Man 2 i Ratchet & Clank oferuje bardzo staroszkolną, korytarzową rozgrywkę stawiającą niemal wyłącznie na walkę. Łączy to ze współczesnymi wartościami produkcyjnymi i dobrze napisaną warstwą narracyjną.
Stary człowiek Logan
Postać Wolverine’a od dekad pozostaje najpopularniejszym członkiem X-Men i jednym z bardziej znanych superbohaterów z całego portfolio Marvela. Było to prawdą jeszcze zanim Hugh Jackman wcielił się w tę postać w filmach, a uczynienie jego wersji Wolviego epicentrum większości dotychczasowych X-filmów popularności Logana tylko się dodatkowo przysłużyło. To oznacza, że większość z Was najpewniej całkiem nieźle orientuje się nie tylko w tym, kim ta postać jest, ale zna też z grubsza kluczowe punkty jego życiorysu – eksperymenty w programie Weapon X, trafienie pod skrzydła Charlesa Xaviera i jego X-Men, tułaczkę w poszukiwaniu utraconej pamięci czy wieczne wzdychanie do Jean Grey, która na nieszczęście Logana związała się z Cyclopsem. Wiecie, czego po historii Wolverine’a się spodziewać…

X-Men, na których nie zasługujemy, ale których potrzebujemy w tej chwili. Czy jakoś tak to szło.Marvel's Wolverine, Insomniac Games
…i być może właśnie dlatego scenarzyści Insomniaca zdecydowali się nie opowiadać kolejny raz tej samej historii. Zamiast tego zaryzykowali i wykreowali na potrzeby swojej gry świat znacznie bardziej odbiegający od komiksowego kanonu niż w przypadku ich poprzednich Spider-Manów. W Marvel’s Wolverine trafiamy do rzeczywistości, w której nie ma ani snu Charlesa Xaviera, ani pragmatyzmu Magneto. Pod nieobecność tych dwóch liderów, których ideologie normalnie wytyczały kurs dla mutantów, pałeczkę przejął Nathaniel Essex – ponad dwustuletni ewolucjonista, którego marzeniem jest zapewnienie mutantom godnej przyszłości. Aby je zrealizować, Essex założył zespół X – grupę mutantów poszukującą podobnych sobie i zapewniających im schronienie. Trzydzieści lat przed wydarzeniami przedstawionymi w grze Nathaniel zwerbował Logana do zespołu, ale w pewnym momencie ich drogi się rozeszły. Gra rozpoczyna się, gdy splot wydarzeń sprawia, że Wolverine wraca do dawnej drużyny, której obecni członkowie to m.in. Mystique i Sabretooth.
Kreując alternatywną rzeczywistość, scenarzyści wrzucili znane postacie w zupełnie nowe role i relacje, nie zmieniając przy tym tego, co sprawia, że są tym, kim są. I dało to naprawdę ciekawe efekty. Wolverine nie musi już wzdychać z utęsknieniem do Jean – kiedy ta pojawia się na jego drodze, jest singielką i żaden Cyclops nie stoi na drodze do budowania między dwojgiem iskrzącej relacji. Essex to nie profesor X – jest porywczy, skłonny do przemocy i nawet sadyzmu, a w imię większego dobra mutantów nie waha się poświęcać jednostki. Jednocześnie faktycznie pomaga homo superior, a Logan ma u niego olbrzymi dług wdzięczności. Burzliwe relacje tej dwójki są osią emocjonalną całej opowieści. No i chyba mój ulubiony przykład – Sabretooth. Victor, zazwyczaj przedstawiany jako jednowymiarowa „zła wersja Wolverine’a” to tutaj wieloletni kamrat i przyjaciel głównego bohatera, który jednocześnie niezbyt sprawnie skrywa olbrzymie ilości żalu o to, że dawny towarzysz opuścił zespół. To beczka nieprzepracowanych emocji, której nastroje drastycznie skaczą między euforią spowodowaną tym, że ekipa znów jest w komplecie, a gniewem wywoływanym przez dawne rany.
Samego Logana napędza to, co zawsze – chęć poznania przeszłości (tak, w tej wersji również mierzy się z amnezją) oraz próby okiełznania własnej natury, pod której wpływem bohater w chwilach wściekłości potrafi zatracić się w morderczym szale i pozabijać wszystko w zasięgu pazurów, wliczając w to własnych przyjaciół. Gra duży nacisk kładzie na wiarygodne pokazanie wewnętrznego konfliktu bohatera i radzi sobie z tym bardzo dobrze – scenarzyści Insomniaca nie mają się czego wstydzić na tle najbardziej wybitnych komiksowych interpretacji Logana od Larry’ego Hamy czy Barry’ego Windsor-Smitha.
Fabuła Marvel’s Wolverine napędzana jest przez postacie i relacje między nimi. Historia sama w sobie niestety jest już bardziej bezpieczna. Punktem wyjścia jest konflikt między instytutem Essexa a nienawidzącym mutantów Bolivarem Traskiem i jego armią najemników, ale z czasem akcenty zostaną przesunięte w kierunku biegania po całym świecie – a to żeby coś zdobyć, a to żeby kogoś uratować – i całość rozwija się w dość przewidywalnym kierunku. Mam wrażenie, że Insomniac Games nie wykorzystał w pełni potencjału, jaki dało mu wykreowanie świata bez X-Men i o ile zbudował interesujący punkt wyjścia, tak dalej kierował już opowieść w znajome rejony, tak żeby tych X-Menów można było w przyszłości bez większych problemów do uniwersum wstrzyknąć. Z jednym dużym i bardzo ciekawym wątkiem-wyjątkiem – ale ten w pełni objawia się dopiero na samym końcu gry, więc nie chcę się o nim rozpisywać. Mimo tego niezrealizowanego potencjału, całościowo warstwę narracyjną oceniam bardzo pozytywnie – kiedy postacie są naprawdę dobrze napisane, a tutaj są, to mocno ciągną w górę scenariuszową sztampę i sprawiają że historię śledzi się z zainteresowaniem oraz emocjonalnym zaangażowaniem. Zaryzykuję stwierdzenie, że pod kątem fabularnym to najlepszy Wolverine, jakiego dostaliśmy od lat.
Wróg publiczny
Dużo się rozpisałem o fabule i zrobiłem tak nie tylko dlatego, że to najmocniejsza strona Marvel’s Wolverine. Powodem jest również to, że gra pod kątem mechaniki jest na tyle nieskomplikowana, iż ciężko tu o jakieś bardziej rozbudowane opisy. Jak już wspomniałem we wstępie, gra jako żywo przypomina mi prostolinijne akcyjniaki i slashery z szóstej generacji konsol – trochę pierwsze God of Wary, trochę Bloodrayne, a najbardziej The Punishera. Rzecz w tym, że nawet te tytuły (no, może wyłączając Punishera) miały w sobie warstwę eksploracyjną czy rozwiązywanie zagadek. A nowe dzieło twórców Ratchet & Clank wychodzi z założenia, że Logan to prosty chłop, który jedyne, co umie, to walczyć – więc cała poświęcona mu gra będzie o walce i tylko walce.
Cała pętla rozgrywki sprowadza się tutaj do przemierzania niewielkich lokacji od jednego punktu starcia z gromadą wrogów do kolejnego. Zapomnijcie o większych urozmaiceniach. Eksploracja? Duża część lokacji to korytarze bez jakichkolwiek odnóg, a jak już trafiamy do nieco bardziej otwartych przestrzeni, to kilka zaimplementowanych równocześnie systemów naprowadzania gracza, bo przecież jeden marker to za mało, zadbają o to żebyście absolutnie nie mieli żadnych wątpliwości gdzie iść. Znajdźki? Jakieś są, ale jak już kupicie odpowiednie ulepszenia pokazujące ich położenie z dystansu, w połączeniu z niewielką skalą map praktycznie same wpadają w ręce. Sekwencje pościgowe? Jedne z najprostszych w historii gier wideo – najczęściej jedyne czego od nas wymagają to parcia do przodu i raz na jakiś czas podskoczenia. No i najzabawniejsza rzecz – quick time eventy. Możecie je ignorować, możecie wciskać inne przyciski, niż te które ukazują się na ekranie – i tak zostaną Wam zaliczone i nie mają żadnego znaczenia. To może chociaż jakieś zagadki środowiskowe? Nie, ani jednej. Jest tylko walka.

Raz czy dwa pojeździmy na motorze, ale podobnie jak inne sekwencje, również i te praktycznie przechodzą się same.Marvel's Wolverine, Insomniac Games
Jedyne większe urozmaicenie, jakie czeka na Was w Marvel’s Wolverine, to zestaw opcjonalnych prób czasowych odblokowywanych stopniowo w trakcie zabawy. Są z nimi jednakże dwa problemy. Pierwsze jest takie, że są one oparte albo na walce – a więc nie różnią się od reszty gry – albo na szybkim biegu do celu, co natomiast jest równie skomplikowane co opisane akapit wcześniej sekwencje pościgowe. Czyli wcale. Drugi problem to fakt, że są to próby tylko z nazwy – większość da się bez większych problemów ukończyć na najwyższą możliwą rangę za pierwszym razem, a te nieliczne trudniejsze wymagają raptem kilku podejść do „wymaksowania”. To, co powinno być dodatkowym wyzwaniem dla ambitnych, wymagającym dogłębnego zrozumienia mechanik zabawy, tutaj jest po prostu błyskawicznym skokiem w bok, który robimy z marszu, na kilka chwil schodząc z głównego szlaku.

Próby czasowe mogły być fajnym rozbudowaniem łatwej gry o bardziej wymagający komponent, ale niestety one również okazują się banalne.Marvel's Wolverine, Insomniac Games
Domyślam się, że dużo tych kwestii wynika z takich a nie innych założeń projektowych – Marvel’s Wolverine miał być możliwie skondensowaną zabawą w starym stylu, pozbawioną zbędnych zapychaczy. Mam jednak wrażenie, że twórcy poszli z tym aż za daleko, i piszę to właśnie jako fan korytarzowych, klasycznych akcyjniaków, który do tego typu gier na PS2 regularnie wraca. Nawet one pamiętały, że warto czasem zadbać o jakieś urozmaicenie albo wyzwanie i dać graczowi do porobienia coś więcej niż tylko ciągłą sieczkę, choćby miałoby to być bieganie po lokacjach w celu samodzielnego znalezienia wyjścia czy poprzesuwanie jakichś skrzyń celem dotarcia do niedostępnego inaczej przejścia. Tutaj urozmaiceń tyle co James Howlett napłakał.
Największy niewykorzystany potencjał widzę w tych wszystkich markerach prowadzących nas za rączkę do celu. Logan ze swoimi wyostrzonymi zmysłami to doskonały tropiciel i aż prosił się o zaimplementowanie ciekawej mechaniki poszukiwania celów – na przykład w stylu pamiętnej sekcji z jednego z rozdziałów Metal Gear Solid 4. To, że zamiast tego zdecydowano się prowadzić gracza za rękę, a czasami wręcz traktować go jak absolutnego głupca i stosować naraz trzy (!) metody naprowadzania do celu, to jakaś farsa.

Na wypadek gdyby wielka wstęga prowadząca do celu oraz marker to było za mało – macie tutaj jeszcze podświetlone ślady stóp.Marvel's Wolverine, Insomniac Games
Broń X
Insomniac Games postawiło wszystko na jedną kartę – system walki. I na ich szczęście, ten się obronił, zapewniając mi dość godziwej rozgrywki, bym nie znudził się samym szatkowaniem oponentów przez dwadzieścia godzin kampanii. Jeśli graliście w ostatnie Spider-Many, to dość szybko odnajdziecie się również w skórze Rosomaka, gdyż fundamenty pojedynków są dokładnie te same – najczęściej walczymy z całymi grupami oponentów, oprócz silnych i słabych ataków łączonych w comba mamy też ataki specjalne studzące się po każdym użyciu, a najważniejsze w przetrwaniu jest żonglowanie między ofensywą, a unikami i parowaniem. Zmieniły się mocno akcenty – Logan to nie Peter Parker i jest znacznie mniej mobilny, co nadrabia o wiele większą wytrzymałością oraz siłą. Przeciwnicy padają tutaj znacznie szybciej niż w Spider-Manie 2 (przynajmniej do pewnego momentu, później bowiem pojawiają się i tacy, przy których trzeba się sporo namachać pazurami żeby ich powalić), a Wolverine nie musi się tak bardzo przejmować obrażeniami jak człowiek-pająk, gdyż czynnik regeneracyjny szybko postawi go na nogi.

Walki nie wymagają od was szczególnego uzdolnienia, ale skupienie się jest już wymagane.Marvel's Wolverine, Insomniac Games
No i przede wszystkim – Logan jest brutalny. Bardzo. Tak soczyście krwawych, bezkompromisowych i satysfakcjonująco ucinanych kończyn oraz szatkowanych ludzkich oponentów, bez żadnego udawania że to są roboty, kosmici czy inne zombie, nie widziałem już od dość dawna. Ruchy Logana są zwierzęce, czuć w nich wściekłość na miarę Kratosa z ery greckiej, a szczegółowe animacje pozwalają podziwiać taniec śmierci dopracowany do najmniejszych detali, które doceni każdy psychopata, sadysta, koneser gore czy pasjonat anatomii. Będziecie w tym temacie usatysfakcjonowani niezależnie od tego, z którą z tych grup się utożsamiacie.
Czasami możemy też eliminować przeciwników po cichu, ale działa to tak jak zazwyczaj w wysokobudżetowych grach akcji z doklejoną mechaniką skradania – średnio. W takich sekwencjach przeciwnicy okazują się bardziej głupi niż wyznawcy >tu wstaw nazwę partii politycznej która jest głównym rywalem partii politycznej którą kochasz<, a stawki zerowe, bo zostanie wykrytym kończy się tradycyjną sieczką i zakończeniem danej sekwencji po prostu szybciej.
Twórcy upchnęli w swojej produkcji aż trzy systemu progresji i jest to spory przerost formy nad treścią, biorąc pod uwagę prostotę rozgrywki, ale przynajmniej dzięki temu pojawia się dodatkowa motywacja do szukania znajdziek, gdyż to z nimi są związane dwa z nich. Pierwszy pozwala nam zwiększać ilość posiadanych punktów życia poprzez tworzenie nowych kostiumów dla Wolviego. Ubrań jest od pieruna, dostęp do kolejnych odblokowujemy stopniowo głównie poprzez zbieranie ukrytych skrzyń i, podobnie jak w Spider-Man 2, wykonano je naprawdę dobrze oraz nie brakuje przy tym smaczków dla fanów. Kolejny jest system perków – nowe dostajemy za wykonywanie wspomnianych opcjonalnych wyzwań oraz kolekcjonowanie butelek z whisky, a naraz możemy mieć aktywne tylko część dostępnych usprawnień. No i najważniejsze – tradycyjny system awansowania za punkty doświadczenia pozwala nam zdobywać nowe umiejętności. Myślę że można było zdecydować się na jedną z tych opcji, albo nawet, biorąc pod uwagę ściśle liniową strukturę rozgrywki, w ogóle zrezygnować z systemu awansów i po prostu udostępniać kolejne umiejętności w miarę postępów fabularnych. Ale kimże jestem, by krytykować Insomniac za próbę komplikowania w bardzo nieskomplikowanej grze akurat tej jednej rzeczy, której komplikować nie było potrzeby. Ach, tak, recenzentem. Zatem krytykuję.

Najpopularniejszy X-Men został odwzorowany w sposób szanujący jego komiksowe dziedzictwo.Marvel's Wolverine, Insomniac Games
Produkcja jest łatwa, ale przy tym dobrze zbalansowana. Grałem na trzecim z pięciu dostępnych poziomów trudności i walki nie sprawiały mi problemów, choć wymagały skupienia. W zasadzie wszystkie starcia przeszedłem bez większych problemów, ale do niektórych musiałem podchodzić po dwa, trzy razy i za każdym razem było to spowodowane tym, że zaczynałem czuć się zbyt pewnie. Przechodzenie tej gry na autopilocie kończyło się przełamaniem mojej obrony i zgonem. W efekcie Marvel’s Wolverine nie wystawił moich umiejętności na ciężką próbę i nie dał takiej satysfakcji ze zwycięstwa dawały Niohy czy Sifu, ale zapewniał przyzwoitą rozrywkę aż do samego końca przygody. Jeśli szukacie właśnie tego – zabawy – ale niekoniecznie wyzwania, to produkcja Wam podejdzie. Jeśli jest odwrotnie – to nie jest tytuł dla Was.
Snikt!
Od strony wizualnej gra prezentuje się bardzo dobrze. Otoczenie cieszy oczy dbałością o szczegóły, momentami mam wrażenie że aż przesadzoną niczym w grach Rockstara czy Naughty Dog. Zwłaszcza czułem to w Japonii, w dzielnicy przypominającej Kamurocho z serii Yakuza/Like a Dragon, ale odwzorowanej z kilka razy większą liczbą detali. Spore wrażenie robi też to, w jaki sposób wizualnie główny bohater reaguje na otrzymywane razy. Jego kostium i skóra rozpadają się, odsłaniając goły szkielet oraz mięśnie. Następnie tkanka stopniowo zarasta a krew zanika, pozostawiając jedynie rozszarpany kombinezon – świetny detal.
Jak wspomniałem wcześniej, świetnie wypadają też animacje w trakcie walk – brutalne ruchy Logana zostały odwzorowane naprawdę dobrze, efektownie wypadają też odpalające się czasami wspólne ataki, gdy akurat w pojedynku towarzyszy nam jakiś sojusznik. Jedynie czasami doskoki do oponentów wyglądają komicznie – widać że to ta sama mechanika co w Spider-Man 2, ale tam pająk robił to przyciągając się pajęczyną, a tu Wolverine po prostu magicznie leci idealnie we wroga jak pocisk. Złego słowa nie powiem o reżyserii scen przerywnikowych – to porządny, Hollywoodzki poziom.
To, co mi nie leżało, to natomiast wygląd niektórych postaci. Duży problem miałem z samym Wolverine’em – bardzo lubię Liama McIntyre’a za jego udział w serialu Spartakus i nie chcę mu niczego ujmować, bo aktorsko udźwignął swoją rolę znakomicie, ale czysto wizualnie kompletnie nie widziałem w nim Logana i większą część gry zajęło mi przyzwyczajenie się do takiej a nie innej prezencji protagonisty. W Jean Grey cały czas widziałem nie oryginalną X-Mankę, a starszą od niej Jesse Fayden z Control. Mystique – kompletnie rozminięta z moim wyobrażeniem tej postaci. Podobnie kilka postaci pobocznych, jak Omega Red czy Lady Deathstrike. To są oczywiście czysto subiektywne odczucia, ale mam wrażenie że casting w przypadku tej gry jest średnio trafiony. Z jednym wyjątkiem – Troy Baker wykreował absolutnie fenomenalnego Essexa i w tym wypadku jakiekolwiek różnice między jego aparycją a oryginałem stają się nieistotne, bo ta interpretacja postaci bije na głowę wszystkie inne o kilka długości.
Technicznie jest okej. Miałem podczas zabawy kilka błędów blokujących postęp, w zasadzie za każdym razem sprowadzały się do tego, że wróg zablokował się w jakimś niedostępnym miejscu i nie dało się go zabić, by pchnąć historię do przodu. Na szczęście za każdym razem wystarczyło załadowanie ostatniego stanu rozgrywki, by problem się rozwiązał. Bardzo ucieszyło mnie, że wśród miliarda bardziej i mniej użytecznych opcji dostępności w końcu pojawiła się możliwość zmiany języka dubbingu z poziomu gry – w końcu gra Insomniac Games, w której nie musze zmieniać interfejsu całej konsoli na angielski, żeby nie musieć słuchać polskiego dubbingu. Drobiazg, a robi mi dużą różnicę, bo pozwala grać w moim ulubionym ustawieniu: oryginalny dubbing plus polskie napisy.

System walki zbudowany jest na tym samym systemie co w Spider-Man 2 – jeśli graliście w poprzedni tytuł Insomniac Games, będziecie w stanie to wyczuć.Marvel's Wolverine, Insomniac Games
Zraniony wilk
Siadając do tego tekstu byłem nastawiony, że Marvel’s Wolverine dostanie ode mnie „ósemkę”. Ale pisanie recenzji ma to do siebie, że pozwala spojrzeć na daną grę szerzej i uporządkować myśli. Powyższe szesnaście tysięcy znaków uświadomiło mi, że choć nowa produkcja Insomniac Games to solidny tytuł, który nie nudził mnie i zapewnił rozrywkę, to nie była to rozrywka tak wysokich lotów, jakie można by oczekiwać od jednej z najważniejszych premier tej jesieni. Nawet biorąc poprawkę na to, że chce on być po prostu staroszkolnym akcyjniakiem, to i w tej kategorii przygodom Logana brakuje sporo do takich tuzów jak klasyczny God of War.
Przyjemny system walki i silna warstwa narracyjna ze świetnie napisanymi postaciami zapewnia dwadzieścia godzin przyjemnej zabawy. Ale ciągle prowadzenie za rączkę, brak jakichkolwiek sensownych urozmaiceń i poziom trudności skrojony tak, by przypadkiem nikogo nie sfrustrować… wszystko to sprawia, że ta przyjemna zabawa ni przez moment nie stała się czymkolwiek więcej. Koniec końców, Marvel’s Wolverine to dobra gra. Tylko i aż tyle.
- Świetnie napisane postacie, budujące mocny kręgosłup emocjonalny przedstawionej opowieści;
- Mimo bezpiecznego scenariusza, gra opowiada angażującą historię, którą chce się poznać.
- Oparty na mechanikach ze Spider-Mana 2 system walki jest przyjemny i nie nudzi, choć nie oferuje też jakiegoś wyzwania;
- Walki są brutalne, krwiste i bezkompromisowe, dokładnie takie jakie powinny być w porządnej grze o Wolverinie;
- Bardzo dobra oprawa wizualna i nienajgorszy poziom dopracowania technicznego.
- Brak ciekawych urozmaiceń rozrywki – cała gra to niemal wyłącznie walka;
- Poziom prowadzenia gracza za rękę markerami, wstęgami i innymi cudami bywa absurdalny;
- Kompletnie zmarnowany potencjał na sensowne mechaniki tropienia celów przez Logana;
- Przekombinowanie jedynej rzeczy, która akurat większego skomplikowania nie potrzebowała – systemu progresji;
- Quick time eventy są jedną wielką ściemą i przechodzą się same.
Egzemplarz gry do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy MSL. Nasze zasady recenzowania gier oraz opis skali ocen znajdziesz tutaj.
Marvel's Wolverine
Marvel’ Wolverine stawia na swój system walki, poświęcając na rzecz starć w zasadzie wszystkie inne elementy rozgrywki. To wystarcza żeby zapewnić niezłą rozrywkę, ale czuć przy tym, że gra ma wiele niezrealizowanego potencjału.


