filmomaniak.pl Newsroom Filmy Seriale Obsada Netflix HBO Amazon Disney+ TvFilmy

Filmy i seriale

Filmy i seriale 4 lutego 2021, 09:30

Jak powinno się skończyć Star Wars? Kylo, powinieneś być gorszy

Wydawało mi się, że wyparłem, zapomniałem i przekreśliłem w głowie nowe Gwiezdne wojny. To ułuda. Dalej o nich myślę, zastanawiam się i coraz bardziej jestem pewny, że to się dało uratować. Gdyby tylko Kylo Ren był zły.

Spis treści

Pamiętacie to? Po latach zastoju i spokoju pojawia się Disney, zapowiada nową trylogię, publikuje pierwszy trailer. Jesteśmy już dorośli. Ja poznałem Gwiezdne wojny, oglądając je w czasach podstawówki na VHS-ach. Jeszcze przed tym, jak w kinach pojawiła się odświeżona wersja starej trylogii. Są jednak wśród nas tacy, którzy Gwiezdne wojny oglądali dziesiątki razy w PRL-owskich kinach. Mimo to tamte chwile były ekscytujące. Była w nich magia, obietnica niezwykłej przygody.

PRL-owskie realia były zupełnie inne niż dzisiejsze również w kwestiach kinowych. Licencja na wyświetlanie Powrotu Jedi w polskich kinach została na przykład udzielona na lata 1985-1989, i przez praktycznie cały ten czas można było kupić bilet, siąść na sali i usłyszeć I'm a jedi like my father before me. Niektórzy korzystali wielokrotnie.

Nowa nadzieja do 1988 roku została w polskich kinach obejrzana 5,49 miliona razy. To nie rekord – lepszy był choćby Winnetou, na który sprzedano ponad 23 miliony biletów.

Siódemka to był list miłosny do starych filmów. Mnie nudził, ale rozumiem takie podejście - Jak powinny się skończyć Gwiezdne wojny? Kylo, powinieneś być gorszy - dokument - 2021-02-02
Siódemka to był list miłosny do starych filmów. Mnie nudził, ale rozumiem takie podejście

Potem nadeszła premiera Przebudzenia Mocy. Ludzie się podzielili. Dostaliśmy tę samą świetnie nakręconą, ale maksymalnie odtwórczą nową wersję Nowej nadziei. Niektórzy uznali, że takiej właśnie nostalgicznej przygody chcieli. Inni, w tym ja, nudzili się już w czasie filmu, bo był zbyt przewidywalny. To jednak rozumiałem, bo był on listem miłosnym do fanów.

Zły film, ale dobry kierunek

Potem przyszedł Ostatni Jedi. To tylko moja osobista opinia, ale uważam, że był to bardzo zły film. Jeśli fan Gwiezdnych wojen zarzuca jakiemuś dziełu z tego uniwersum brak sensu i logiki, to nie jest dobrze. Cały wątek pościgu w kosmosie nie wytrzymuje zderzenia z najprostszymi pytaniami w stylu: „Czemu Najwyższy Porządek nie rzucił kilku statków, żeby wyprzedziły flotę przeciwnika i wzięły ją w kleszcze?”.

Tamten film jednak dawał bardzo dobre sygnały. Po maksymalnie zachowawczym filmie Abramsa, w którym dałoby się każdą kropkę połączyć z kropką w pierwszej odsłonie sagi, przyszły zaskoczenia, które łamały nasze oczekiwania. Rey okazała się nikim. To takie odświeżające. Dokładna odwrotność sceny ze słowami „No, Luke, I am your father” z piątki. Tamta klasyczna scena była świetna, ale tu Johnson powiedział nam, że czas zejść ze ścieżki i pójść w las.

Podobnie było ze sceną w sali tronowej. To, że Snoke zginął, nie było wielkim zaskoczeniem. Imperator poległ w podobnej, choć mniej widowiskowej sekwencji. Wtedy też „ten zły” i „ten dobry” połączyli siły, żeby pozbyć się potwora. Tylko że w Powrocie Jedi to była kulminacja, powrót Vadera na stronę światła. Kylo pozbył się swojego szefa nie po to, żeby stać się dobrym, tylko po to, żeby zająć jego miejsce.

To była świetna scena w słabym filmie. Przede wszystkim mówiła nam: „Czekajcie, będzie się działo” - Jak powinny się skończyć Gwiezdne wojny? Kylo, powinieneś być gorszy - dokument - 2021-02-02
To była świetna scena w słabym filmie. Przede wszystkim mówiła nam: „Czekajcie, będzie się działo”

Ostatnim chyba zaskoczeniem był występ Luke’a Skywalkera. Bardzo estetycznie nakręcone starcie łączyło w sobie coś z Gwiezdnych wojen i coś z Dragon Balla. Prawdę mówiąc, jestem fanem tej sceny i samego faktu, że Luke w końcu pokazał, co potrafi. Przez całe dwie trylogie dostawaliśmy sygnały, że Vader jest nienaturalnie potężnym użytkownikiem mocy, a jego syn go przewyższa. W końcu zobaczyliśmy, że on naprawdę potrafi coś niezwykłego. To było coś nowego, ale – jak sądzę – nie łamało kanonu.

Zobaczyliśmy więc niesamowicie potężnego Snoke’a i supersilnego Luke’a. Jednego Kylo zabił, drugi nie odważył się stanąć z nim do otwartej walki. Co to znaczy? Dokładnie to, że Kylo musiał być niesamowicie silny.

Co będzie dalej?

Z kina wyszedłem ogólnie raczej zniesmaczony niż zadowolony. Już wtedy jednak musiałem przyznać, że nie wiem, co będzie dalej, i to mnie cieszyło. Po Przebudzeniu mocy wszystko było jasne. Rey się szkoli na Jedi, Najwyższe Imperium (tak to się nazywało?) poluje na rebeliantów, pewnie dowiemy się, kim jest Rey, zobaczymy dużą lądową bitwę. „Ósemka” wciąż jechała po znajomych szynach, ale jednocześnie dawała sygnał, że prowadzą one na zupełnie nieznaną stację. Można było zadawać pytania, jak to się skończy.

OSTATNI JEDI KONTRATAKUJE

Wcale nie twierdzę, że Ostatni Jedi nie był odtwórczy. Mieliśmy tu bitwę z maszynami kroczącymi, mieliśmy scenę w sali tronowej ze śmiercią Imperatora 2.0, mieliśmy walkę drugoplanowego bohatera ze złą postacią w bajeranckiej zbroi, ale bez znaczenia dla fabuły. Mieliśmy wizytę w lokacji pozornie niedotkniętej wojną, bohaterowie znaleźli tam sojusznika, który ostatecznie ich zdradził. Analogii do starej trylogii jest wiele.

Niestety, o czym wspominał już wcześniej w swoim tekście Karol, wizje u reżyserów były różne. Nie mieści mi się w głowie, jak to możliwe, że Disney nie stworzył spójnej wizji całej trylogii, jeszcze zanim zaczęła się produkcja. A z drugiej strony to banalne. Filmy kręci się dla widzów, którzy posiadają organ do wyrażania swojej opinii – portfel. Ostatni Jedi się widzom nie podobał. Padły więc decyzje, że trzeba zmienić plany. Ktoś musiał uznać, że to właśnie to całe łamanie schematów i pchanie serii na nowe tory było przyczyną problemów.

Dlatego w dziewiątym epizodzie zostaliśmy przeniesieni z prędkością warp trzy w znajome rejony. Te, w których główny bohater jest czyimś krewnym, a za całe zło jest odpowiedzialny Palpatine… jak zawsze.

W efekcie dostaliśmy film, który na chybcika przepisywał historię na nowo, ignorował wątki, wyciągał zaskoczenia z kapelusza i puszczał oko do widzów niczym pijany wujek do szwagra na weselu. Można się nad tym filmem znęcać, ale to już chyba robiliśmy, więc starczy.

Marcin Strzyżewski

Marcin Strzyżewski

W GRYOnline.pl zaczynał w dziale publicystyki, później był kierownikiem działu technologii, co obejmowało zarówno newsy oraz publicystykę, jak i kanał tvtech. Wcześniej pracował w wielu miejscach, m.in. w redakcji portalu Onet. Z wykształcenia rusycysta. Od lat planuje, żeby wrócić do nurkowania, ale na razie jest zajęty głównie psem, królikiem i kanałem youtube’owym, na którym opowiada o krajach byłego ZSRR.

więcej

TWOIM ZDANIEM

Czy Lucas nakręciłby lepszą trzecią Trylogię niż ludzie Disneya?

Całkiem możliwe, że tak, przynajmniej miał wizję.
81,2%
Nie wiem. To, że zapoznał się z krytyką prequeli nie oznacza, że umiałby ją zastosować.
10,7%
Ej, filmy Disneya nie były takie złe.
8,1%
Zobacz inne ankiety