Zakłócanie porządku, wandalizm, podpalenia i kradzież. Pół godziny z Bad Magpie wystarczyło, by solidnie poprawić mi humor
Bad Magpie jest nie tylko urocze. Nadchodząca gra o przygodach sroki z uszkodzonym skrzydełkiem gwarantuje także świetną zabawę w stylu Untitled Goose Game - choć ma na siebie inny pomysł.
Cały świat gamingowy żyje nowym dodatkiem do Wiedźmina, GTA 6 oraz innymi dużymi tytułami. Pośród stoisk najważniejszych studiów i wydawców na gamescomie znajduje się jednak również strefa tytułów indie. Jest ich oczywiście multum i pewnie każdy znajdzie wśród nich coś dla siebie. Ja znalazłem zaś Bad Magpie, które już wcześniej przykuło moją uwagę uroczym zwiastunem i najfajniejszym ptakiem w roli głównej.
Typowy wtorek z życia sroki
Jak sama nazwa wskazuje, w Bad Magpie wcielamy się w wyjątkowo psotną srokę. Nie jest ona typowym przedstawicielem swojego gatunku – uszkodziła sobie bowiem skrzydło, więc nie jest w stanie latać, a jej stadko ją opuściło. Te smutne wydarzenia to jednak dopiero początek całej historii. Sroka znalazła bowiem na swojej drodze gwiazdę, która spadła na ziemię, czyli najfajniejszą, najbardziej błyszczącą rzecz, jaką mogła sobie wyobrazić.
W tym miejscu natrafiła na problem – gwiazda w ogóle nie zwraca uwagi na małą, ranną srokę. Co więc postanowiła zrobić nasza pierzasta bohaterka? Oczywiście, że sprezentować jej dużo błyszczących znalezisk, by w końcu przykuć jej wzrok. Takie jest więc nasze ogólnie zadanie – szukać licznych „artefaktów”, które następnie podarujemy gwieździe.
A jak to wygląda gameplayowo? To właśnie tutaj gra nabiera rumieńców. W roli hopsającej sroki przemierzamy niewielkie, ale wypełnione zagadkami logicznymi lokacje, w których znajdujemy liczne narzędzia, inne zwierzątka i ukryte skarby. Jednocześnie brak zdolności lotu i niewielki rozmiar naszej bohaterki sprawiają, że niełatwo jest dostać się w interesujące miejsca.
Tutaj w ruch idzie więc nasz spryt i ciekawe mechaniki zaprojektowane przez twórców. Czasami wystarczy rozbić coś dziobem, kiedy indziej doprowadzić do pożaru (!). Częściej konieczne jest jednak stosowanie wielu różnych trików razem. Znaleźliście fajerwerki? Rozpalcie ogień, weźcie „rakietę” w dziób i skierujcie ją w coś, co chcecie rozbić.
A może na drodze stoi szyba i brakuje wam ładunków wybuchowych? Czas chwycić megafon i „zakrakać” tak głośno, że szkło roztrzaska się na setki kawałków. Potrzebujecie pomocy bezwładnego tłumu? Znajdźcie ser, a okoliczne myszy pójdą za wami w ogień. Nie możecie znaleźć drogi do celu? No cóż, w tym przypadku po prostu zacznijcie robić co tylko przyjdzie wam na myśl i śmiejcie się, obserwując reakcje otoczenia.
To właśnie w momentach desperackiego szukania rozwiązania kolejnej zagadki Bad Magpie jest najzabawniejsze. W pełni wchodziłem wtedy w rolę siejącej chaos sroki, która megafonem zakłóca spokój myszy wychodzących na randkę lub strzela fajerwerkami do wszystkiego dookoła. Rozbijanie szkła i ścian, podpalanie trawników, niszczenie aut, zakłócanie spokoju, psucie innym zabawy, kradzieże i rozboje – dla tej sroki nie ma rzeczy niemożliwych. Przynajmniej jeśli chodzi o psoty.
Najbardziej urocze ptaszysko na osiedlu
Jednocześnie wszystko to przedstawione jest w bardzo uroczy sposób. Zarówno oprawa graficzna, jak i animacje idealnie pasują do całej konwencji. Grafika jest pełna pastelowych kolorów i nie sili się na realizm. To właściwie bajkowy świat, w którym znajdziemy uśmiechające się kwiaty, myszy rysujące kredą po chodniku i inne absurdalne, zabawne bądź po prostu słodkie elementy otoczenia.
Najbardziej rozczulające są jednak w połączeniu z animacjami. Kicająca sroka, która trzyma w dziobie różne niepasujące do niej narzędzia lub płonącą gałąź to po prostu przeuroczy widok. Świetnie zaprojektowano także ruchy innych zwierzaków reagujących na ekscesy naszej bohaterki. Świat dookoła żywiołowo odpowiada na rozmaite akcje, często w absurdalny i chaotyczny sposób. Grałem w Bad Magpie zaledwie pół godziny, a tyle wystarczyło, by gra naprawdę solidnie poprawiła mi humor.
Jednocześnie nie będzie to jedynie prosta komedia skupiona na zabawie ogniem. Deweloper, który towarzyszył mi podczas rozgrywki zdradził, że Bad Magpie to coś więcej niż sroczy odpowiedni Untitled Goose Game. Mimo braku jakichkolwiek dialogów gra ma opowiadać ciekawą historię o samotności i godzeniu się ze swoim losem. Miejmy nadzieję, że nie oznacza to perspektywy płakówy w zakończeniu, lecz na pewno jest to kolejny element, który sprawi, że gra będzie jeszcze bardziej angażująca.
Ja już teraz wiem, że wszystko, co zobaczyłem wystarcza, by zainteresować mnie tym projektem na dłużej. Co prawda data premiery nie jest jeszcze znana, ale będę jej wypatrywać z niecierpliwością. Gdy zaś dorwę się do pełnej wersji Bad Magpie, to zamierzam skrzeczeć na wszystko co się rusza i terroryzować tak wiele myszy, jak to tylko możliwe.





