Sekret tkwi w scenariuszu. 3 gry walczą o tron po Disco Elysium, ale demo tylko jednej z nich polecam całym sercem
Najnowsza edycja Festiwalu Steam Next przyniosła trzy wersje demo, które powinny zainteresować fanów Disco Elysium. Oprócz Zero Parades, pod którym też podpisuje się studio ZA/UM, mamy genialne Esoteric Ebb, a także Sister Ray z trochę innej bajki.
Co jest wspólne wszystkim grom, które odniosły sukces? Rodzą naśladowców. Dotyczy to również sukcesu Disco Elysium – choć przez sześć lat (właściwie to już prawie sześć i pół roku) od premiery tej gry nie znalazł się nikt, kto naprawdę dobrze naśladowałby jedyny w swoim rodzaju styl studia ZA/UM.
Zmieni się to w tym roku… w dużej mierze za sprawą samego studia ZA/UM, które wreszcie ma wypuścić swoje drugie dzieło, czyli Zero Parades: For Dead Spies. Możecie właśnie zapoznać się z jego wersją demo, dostępną podczas Festiwalu Steam Next, ale uprzedzam: to długa, parogodzinna rozgrywka. Jeśli szkoda Wam czasu, polecam lekturę cieplutkiego jeszcze tekstu Ani, w którym spisała swoje wrażenia:
Jeśli chodzi o moje wrażenia z Zero Parades… Nie bez powodu mówię o tym tytule w kontekście naśladowania Disco Elysium. Jest tak podobny w tak wielu punktach, że aż trudno uwierzyć, iż ma stanowić osobną produkcję, osadzoną w zupełnie innym świecie (choć w nim też przypadkiem wszystko zdaje się obracać wokół kapitalizmu i komunizmu).
Wciąga, bawi i intryguje tak, jak mogłaby to robić pozornie tylko gra, do której przyłożyli rękę współtwórcy Disco Elysium, ale jednak brakuje w niej świeżości. Poza tym trudno odeprzeć wrażenie, że w Zero Parades pewna iskra geniuszu i szaleństwa zatraciła się wraz z odejściem (lub wyrzuceniem) Roberta Kurvitza i innych ojców (lub matek) założycieli ZA/UM.
Siostrzany trip do innej bajki – Sister Ray
Na szczęście nie trzeba szukać daleko, by znaleźć trochę tejże świeżości w gatunku… hmm, jakby go… discoelysiumlike? Discolike? Świeżość jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy rozejrzeć się uważniej po straganach na Festiwalu Steam Next. Ot, choćby Sister Ray.
Na pierwszy rzut oka, odpaliwszy zwiastun, stwierdzicie zapewne, że wygląda bardziej jak przygodówka niż RPG. Faktycznie, „płaskie” rysunkowe plansze eksplorowane w widoku z boku sprawiają, że rozgrywka w powierzchownym ujęciu bardziej kojarzy się z tym pierwszym gatunkiem. Są tutaj jednak również liczne „rolplejowe” mechaniki zbliżające Sister Ray do Disco Elysium.
Przede wszystkim mamy znajomo wyglądający system dialogowy, zarządzanie ekwipunkiem (choć bez przebieranek), monitorowanie upływającego czasu, no i wreszcie pilnowanie współczynników postaci – zdrowia, wyglądu, opanowania i głodu – na które bez ustanku „dybią” przeróżne negatywne statusy, mogąc doprowadzić postać do śmierci lub obłędu.
Pozytywne efekty też są, ale nie liczcie na nie za bardzo, zważywszy że wcielacie się w młodą artystkę – tytułową Ray – uzależnioną od narkotyków. Tak, wspomniany „głód” bynajmniej nie odnosił się do burczącego brzucha… W przeciwieństwie do Disco Elysium, akcja Sister Ray toczy się w „normalnym” świecie, w niewymienionym z nazwy mieście w latach 90. XX wieku.
Normalność jest zaś tym, co bohaterka usiłuje udawać przed społeczeństwem, z jednej strony starając się o urzędową opiekę nad przyszywaną siostrzyczką, a z drugiej folgując swoim nałogom i innym demonom. W praktyce oznacza to faszerowanie się chemią czy używkami, by balansować współczynniki, których niski (lub zbyt wysoki) poziom płata graczowi figle, np. utrudniając wybór pożądanych opcji dialogowych. Wraz z postępami Ray robi się w tym coraz lepsza dzięki rozwojowi w ramach dwóch drzewek umiejętności: duszy i chemii.
Jak widzicie, Sister Ray ma punkty styczne z Disco Elysium – nie oczekujcie jednak duchowego spadkobiercy w pełnym znaczeniu tego terminu (ot, choćby przez mniejszy nacisk na światotwórstwo i wewnętrzne dialogi), liczcie się też z faktem, że jest to projekt o skromniejszej skali. Natomiast do zapoznania się z dziełem studia The Growing Stones silnie zachęca wspomniana świeżość, a także polska wersja językowa, notabene porządnie wykonana. Premiera gry ma nastąpić w drugim kwartale 2026.
Ezoteryczny mariaż Disco Elysium z D&D – Esoteric Ebb
Tak naprawdę Sister Ray była jednak przystawką przed głównym daniem, które pragnę zaserwować Wam w tym tekście. Nazywa się ono Esoteric Ebb.
Jeśli zdążyliście już dobrać się do zwiastuna, przeczuwam, że Wasze pierwsze wrażenie może nie być najlepsze. Mnie też z początku lekko odpychała ta najeżona kolorami rysunkowa kreska. Ale wszakże w gatunku „discolike” (może to się przyjmie?) swój pozna swego nie po grafice, a po tekście. Ten zaś w Esoteric Ebb jest absolutnie pierwszorzędny.
Gdybym miał do czegoś porównać styl dzieła Christoffera Bodegarda – oczywiście do gry przyłożyło rękę więcej osób, ale Bodegard sam projektował i programował rozgrywkę, a przede wszystkim napisał monstrualną ilość zawartego tu tekstu, więc myślę, że zasłużył na wyrażenie „dzieło Christoffera Bodegarda”… W każdym razie gdybym miał do czegoś porównać Esoteric Ebb, byłyby to książki Terry’ego Pratchetta ze Świata Dysku.
Tu również trafiamy do świata fantasy z nutką anachronizmów, który przepełnia wyborny humor – ale przy tym zachowuje odpowiednią dozę inteligencji, wrażliwości i powagi, a na to wszystko nakłada angażującą narrację i interesujące lore. Absolutnie nie chcę Wam psuć niespodzianek, więc streszczę wszystko do jednego zdania: wcielamy się w Kleryka, który w wielokulturowym – i wielopartyjnym – mieście Norvik prowadzi śledztwo w sprawie eksplozji w herbaciarni, a na przedstawienie wyników dochodzenia ma pięć dni, tj. musi to zrobić przed pierwszymi w historii wyborami. I przygoda zaczyna się od pobudki w kostnicy… Szlag, to dwa zdania. A wspomniałem, że bohater przybył do miasta na rowerze?
Poza realiami Esoteric Ebb odróżnia się od Disco Elysium mechaniką rozgrywki, zaprojektowaną wypisz wymaluj na podobieństwo Dungeons & Dragons. Jest nawet przygotowywanie różnopoziomowych zaklęć w limitowanych gniazdach, które regeneruje się poprzez krótkie i długie odpoczynki. A także rzuty k20 na inicjatywę – bo i nie zabrakło czegoś na kształt mechaniki walki, choć korzystającej z systemu dialogowego.
Centralnym elementem gameplayu są zaś typowo „DeDekowe” atrybuty postaci: siła, zręczność, kondycja, inteligencja, mądrość i charyzma. W Esoteric Ebb służą nie tylko temu, by je testować przy najróżniejszych okazjach – znajdowanych niemal dosłownie na każdym kroku i często tak abstrakcyjnych, że porażki bywają nawet bardziej pożądane niż sukcesy – ale również odpowiadają za typowo „discoelysiumowskie” głosy w głowie głównej postaci. I wypadają kapitalnie.
Szpieg czy Kleryk?
Reasumując, Esoteric Ebb przekonuje mnie bardziej niż Zero Parades jako duchowy kontynuator Disco Elysium. Nowe dzieło ZA/UM zapowiada się dobrze, ale brakuje mu tego, co cechowało pierwowzór i czym lśni konkurent – wrażenie obcowania z absolutnie wyjątkowym tekstem kultury (więcej niż „tylko” z grą) i poczucie odkrywania czegoś, czego jeszcze nikt nigdy nie zrobił w tym medium.
Nie wiem, czy przejdę Esoteric Ebb w całości – z powodu podobnego jak w przypadku Baldur’s Gate 3, tj. przez przytłaczającą liczbę frapujących interakcji z niezliczonymi rozgałęzieniami i moją niezdolność do radowania się nimi bez nękania siebie pokusą wczytania gry, by zobaczyć inny przebieg wydarzeń. Tak, to była pochwała obu gier. Demo Zero Parades jakoś nie wywołuje u mnie takich skłonności… i to nie była pochwała.
W każdym razie gorąco zachęcam do zapoznania się z wersją próbną Esoteric Ebb. „Pełniak” zadebiutuje już 3 marca i będziecie mogli przenieść do niego postępy z dema – świetna sprawa, bo da Wam ono zajęcie na ładnych parę godzin. W tej grze niestety nie uświadczycie polskich napisów (na razie?), ale też angielszczyzna jest chyba trochę łatwiejsza niż w dziełach ZA/UM. Tak czy owak spróbujcie, nic Was to nie kosztuje. A potencjalne korzyści są niezmierzone.



