Total War: Warhammer 40,000 nie czekają „numerowane” kontynuacje, a kampanie gry mają być wielokrotnie większe niż to, co oferuje tryb Immortal Empires w fantastycznej odsłonie serii.
Total War: Warhammer 40,000 pozwoli samodzielnie oddelegować „niemal martwych” kosmicznych marines do roli jednej z najbardziej ikonicznych jednostek 41. milenium i nie doczeka się „numerowanych” kontynuacji.
Studio Creative Assembly dołączyło do święta gier wideo w Kolonii kolejną edycją transmisji Alpha Strike. Co prawda pokazy rozgrywki pojawiły się niezależnie za sprawą licznych artykułów i materiałów wideo, ale dyrektor ds. społeczności Joshua Williams oraz wybrani deweloperzy postanowili omówić obecną wersję gry na osobnym „streamie”.
Jak zdradzono, TW: Warhammer 40,000 zabierze nas na pola bitew wielu systemów gwiezdnych, z których każdy będzie niejako osobną kampanią fabularną w ramach jednego z teatrów wojennych. Na każdy z nich ma przypadać 10 takich systemów, z wielkim finałem na sławnym Armageddonie, przy czym niekoniecznie trzeba będzie ukończyć wszystkie kampanie. Co jest o tyle istotne, że całość ma być „największym doświadczeniem rozgrywki” w historii serii, będąc wręcz „jak kilka trybów Immortal Empires” z Total War: Warhammer razem wziętych.
Deweloperzy nie omieszkali też pochwalić się dbałością o szczegóły nawiązujące do tła fabularnego Warhammera 40,000, albo też kojarzące się z innymi grami z tego uniwersum. Tak na przykład bohaterowie będą prowadzić ze sobą zwolenników, przy czym będą to faktyczne modele / postacie obecne na polu bitwy w ramach tej jednostki. Gra pozwoli na „kolekcjonowanie” ich i dostosowywanie niejako przybocznych herosa. Podobny koncept znamy z serii Dawn of War, a dokładniej: generała Gwardii Imperialnej i jego drużyny dowodzenia (command squad).
Gracze będą też musieli mieć baczenie nie tylko na ruchy wroga. W trakcie transmisji wspomniano o zarządcach planetarnych, którzy mogą być nieco „kapryśni”, a każdy z nich będzie nieco inaczej spoglądać na pewne sprawy (na przykład bomby spadające na jego włości… najwyraźniej znajdą się „psychopaci”, u których zapunktujemy ofiarami nawet po ich stronie). Niemniej warto będzie zaskarbić sobie ich uznanie, bo odblokuje to dostęp do przydatnych opcji dyplomatycznych.
Jednakże chyba najciekawszy dla wielu fanów będzie szczegół związany z jedną z najbardziej rozpoznawalnych jednostek kosmicznych marines: Drednotów. Otóż, zgodnie z tłem fabularnym Warhammera 40,000, nic nie stanie na przeszkodzie, by samemu zapakować „niemal martwego” wojownika Adeptus Astartes do mecha, by walczył ze swoimi braćmi nawet wiele wieków później:
To nie byliby Kosmiczni Marines, gdyby nie można było wziąć zmiażdżonego, niemal martwego ciała Space Marine’a, zapakować go do wielkiej metalowej puszki i wysłać z powrotem do walki jako Drednota. Pojawi się mała mechanika, dzięki której nawet jeśli twoja postać zginęła, może nadal służyć Imperatorowi w nieco bardziej masywnym wydaniu.
Również Drednoty i Land Raidery traktujemy bardziej jak postacie. Jakby były to niezwykle rzadkie i niezmiernie potężne starożytne kreacje, które są naprawdę cenne.
Zapewne to tylko jedna z takich mechaniki prosto z tła fabularnego 42. tysiąclecia. Nie ma powodu, by Creative Assembly nie pozwoliło na podobnie permanentne zapakowanie „ochotniczego” pentaka (Gretchin) do orczej Rzeziblachy (Killa Kan), a może nawet na przemienienie zbyt słabych psychicznie wyznawców Chaosu w zmutowane, bezmyślne stwory (Chaos Spawn).
Na marginesie: na kilka dni przed rozpoczęciem targów gamescom 2026 Creative Assembly potwierdziło, że nie planuje powtórki z Total War: Warhammer i kosmiczny Total War będzie rozwijany jako jedna gra, bez „numerowanych” kontynuacji. W wywiadzie potwierdzono również personalizację dla wszystkich armii (nie tylko Kosmicznych marines) w celu stworzenia własnego stronnictwa.
Total War: Warhammer 40,000 na razie nie ma daty premiery i zmierza do zamkniętych beta-testów pod koniec tego roku.

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).