Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość gry 14 lutego 2021, 07:46

King Arthur: Knight's Tale, strategie 4X, retro i przygodówki, czyli co w Duchu gra

Przegląd niszowych gier: King Arthur: Knight's Tale, Encodya, Distant Worlds 2, Turrican Flashback, Moonstone, przygotowany przez g40sta.

Cześć, jestem Duch lub g40st – zależy, w którą metryczkę spojrzycie. Chciałem przywitać się z Wami po raz pierwszy na łamach autorskiego przeglądu gier, do których najbliżej mojemu sercu wieloletniego gracza, czyli strategii taktycznych, gier 4X, przygodówek i produkcji retro, których jestem ogromnym fanem. W niektóre z nich, nawet ja przyznam, ciężko bawi się po latach, głównie ze względu na sterowanie, ale zawsze lubiłem poznawać historię naszej ulubionej branży – tym bardziej, że swoją przygodę z komputerem zacząłem już w erze 16-bit. Kolekcjonuję też stare komputery i konsole, których mam całkiem pokaźną ilość. Co więcej, często zdarza mi się na nich grać! Taki ze mnie hipster ;)

CO W DUCHU GRAŁO?:
  1. Kultowe Moonstone trafiło na gog.com
  2. Premiera Turrican Flashback
  3. Zapowiedź Distant Worlds 2
  4. Już ograłem: King Arthur: Knights Tale
  5. Już ograłem: Encodya

Zapraszam do mojego świata niszowych gier, w które ponoć nikt nie gra. Czy tak jest w rzeczywistości? To się okaże, kiedy pojawi się jakiś odzew ze strony czytelników. O ile się pojawi :) Zapraszam do dyskusji o tych niszowych perełkach. Jeżeli będzie zainteresowanie, to obiecuję pojawiać się ze swoim cyklem co kilka tygodni, naprzemiennie wraz z podobnymi inicjatywami, zapoczątkowanymi przez naszą kadrę.

  1. Premiery i renesans Steel Division 2 - Tbone'owy przegląd strategii i symulatorów
  2. Mortal Kombat 11, którego nie było, ofensywa Arc System Works i nowy KOF - wilczy przegląd bijatyk
  3. Czołgi, War on the Sea i Combat Mission - Tbone'owy przegląd strategii i symulatorów

(neo)Retro zagrywki

Turrican Flashback (PS4, NS) – Metroid spotyka Contrę

Factor 5 jest niemieckim zespołem deweloperskim istniejącym od drugiej połowy lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, i bardziej współczesnym graczom znanym bardziej ze świetnej serii Star Wars: Rogue Leader czy też kiepsko przyjętego na PlayStation 3 Lair, w którym forma testowała wytrzymałość graczy na korzystanie z nowych wówczas funkcji kontrolera Sixaxis. Jednak jej miejsce w sercu prawdziwych weteranów elektronicznych bojów znalazł przede wszystkim dzięki wyrywającej z kapci serii shooterów Turrican.

Biorę na tapet tę serię nie bez powodu. Właśnie ukazał się na konsolach PlayStation 4 i Nintendo Switch zestaw zawierający cztery części tej absolutnie genialnego cyklu run n’ gun-ów, w który zdecydowanie warto się zaopatrzyć, jeśli tylko „czujecie miętę” to gatunku. Mam świadomość, że nie jest to tani zestaw czterech gierek mieszczących się w oryginale na zaledwie kilku dyskietkach 3,5 cala, ale jak to mawiają, „historia nie ma ceny”.

Wszystkie gry zyskały dzięki przeprojektowanemu sterowaniu – zabawa na padzie to sama przyjemność. Granie dzisiaj na Amidze w pierwsze dwie części to tortura z racji posiadania jedynie jednego przycisku w joysticku. Poza tym nie wolno mi nie wspomnieć o fantastycznej i zapadającej na długo w pamięć muzyce autorstwa Chrisa Hulsbecka. Właściwie jednym z najlepszych soundtracków do gier wideo ever. I biorę za te słowa całkowitą odpowiedzialność.

Aby nie było tak różowo, muszę napisać również, że te cztery gry, czyli Turrican, Turrican II, Mega Turrican i Super Turrican to zdecydowanie za mało. W zestawie powinno znaleźć się więcej odsłon, na czele z oryginalną jedynką, przeznaczoną na ośmiobitowego C-64. Ale jak się nie ma co się lubi…

Julian Eggerbrecht, szef studia Factor 5, na łamach czasopisma Retro Gamer nie ukrywa, że Turrican Flashback jest balonem próbnym wypuszczonym w celu wysondowania rynku przed ewentualnym zaangażowaniem się w kolejną odsłonę serii. Już całkowicie współczesną, choć nadal bazującą na grafice pixel-art. Trzymam kciuki, aby się udało.

Moonstone: A Hard Days Knight (PC) – retro Dark Souls

Czterej rycerze zostają wysłani w świat przez krąg druidów ze Stonehange w celu poszukiwania tytułowego Księżycowego Kamienia. Droga będzie żmudna i wiodła przez siedliska wielu potworów, ale bohatera czeka wieczna sława i chwała. Tak mniej więcej wygląda większość scenariuszy początkujących mistrzów gry Dungeons & Dragons w papierowym erpegu, do którego to systemu niezwykłą słabość miał pewien projektant i programista. Opierając się na tak banalnej historii stworzył dzieło wybitne, które zaledwie kilka tygodni temu trafiło do GOG-a. Dlatego też to znakomita okazja, aby o nim przypomnieć.

Wszyscy znacie Dark Souls, prawda? Ale czy wiecie, że podobna w założeniach gra (to oczywiście pewne uproszczenie) ukazała się na rynku już trzydzieści lat temu, a jej głównym twórcą był Rob Anderson – Kanadyjczyk, który premiery swego opus magnum nigdy nie doczekał się ani w swoim rodzinnym kraju, ani w sąsiednim USA.

Jak do tego doszło, że tak legendarny tytuł został tak źle potraktowany? Przygotowane pod kierownictwem Andersona na komputery Amiga Moonstone było brutalnym, ociekającym krwią zabijanych rycerzy i potworów, rozczłonkowywaniem ciał i przeróżnych animacji śmierci dziełem „erpegowo-zręcznościowo-planszowym”, które zanim zyskało status kultowego, sprzedawało się „tak sobie”. Oczywiście w Niemczech gra została zbanowana, a to przecież swego czasu był jeden z największych amigowych rynków. Poza tym w 1991 roku, kiedy odbyła się premiera, Amiga w zachodnim świecie już dostała wyraźnej zadyszki. W Stanach Zjednoczonych coraz wyraźniej zaznaczała się dominacja konsol Nintendo i Segi. Firm, dla których wówczas Moonstone był zwyczajnie zbyt krwawy. Notabene warto zauważyć, że działo się to w przeddzień odpalenia przez Eda Boona pierwszego Mortal Kombat, tytułu który zdecydowanie zmienił optykę wydawców w kwestii brutalności. Rob Anderson miał zwyczajnie pecha.

Pecetowa wersja, którą możecie za niewielkie pieniądze kupić na gog.com jest portem oryginalnego wydania, przygotowanym przez wydawcę, firmę Mindscape, której Anderson dostarczył jedynie odpowiednich wskazówek i assetów. Warto się z nim zapoznać, choć według największych fanów nie dorównuje on wersji z Amigi.

Na koniec mała anegdotka dla tych, którzy twierdzą, że „kiedyś to było, a dzisiaj już nie jest” i gry w okresie przed upowszechnieniem się internetu musiały być dopieszczone i zapięte na ostatni guzik. Otóż amigowa wersja Moonstone powędrowała do sklepów z błędem uniemożliwiającym zabawę z nią na niektórych egzemplarzach Amigi 500. Co więcej, wiedział o tym zarówno producent, jak i wydawca. Mimo to świadomie zdecydowano się na wypuszczenie takiego produktu. Winne tego jak zawsze były terminy i pieniądze – od tamtego czasu nic się nie zmieniło. I zapewne nie zmieni. Taka jest specyfika tej branży. Jak i wielu innych. Andersonowi w końcu udało się znaleźć przyczynę błędu, ale niestety za późno. Historia ta na szczęście nie przeszkodziła grze zostać dziełem kultowym.

Taktyka i strategia

King Arthur: Knight’s Tale – XCOM w Albionie

Studio NeocoreGames znane jest głównie z serii hack’and’slash The Incredible Adventures of Van Helsing, choć ostatnio zdarzyło im się również romansować z marką Warhammer 40.000. Jednak są oni również autorami dwóch części strategii zatytułowanych King Arthur, bedącymi średnio udanymi podróbkami cyklu Total War. Knight’s Tale ponownie sięga do arturiańskich mitów, ale tym razem gra stara się być średniowiecznym odpowiednikiem XCOM – turową strategią taktyczną zmiksowaną z gatunkiem RPG i 4X.

Kilkanaście dni temu gra pojawiła się na Steamie i obecnie znajduje się w fazie Wczesnego dostępu. Oferuje dwie pierwsze misje kampanii dla jednego gracza i kilka zadań drugorzędnych, dzięki którym lepiej będziemy mogli zapoznać się ze specyfiką i mechaniką zabawy.

King Arthur: Knights Tale, strategie 4X, retro i przygodówki, czyli co w Duchu gra - ilustracja #1
Zakuci w stal rycerze to nie komandosi z XCOM, ale i tak gra prezetują się interesująco.

Po rozegraniu kilku misji jestem całkiem zadowolony z obranego przez twórców gatunku. Mechanika starć taktycznych nie jest przekombinowana, ale czuć jednocześnie, że wraz ze wzrostem poziomów doświadczenia postaci i zyskiwaniem nowych umiejętności zakres taktyk dostępnych na polu bitwy rozszerza się bardziej – może to być nieco kłopotliwe na późniejszym etapie, kiedy pojawią się naprawdę epickie bitwy – ale przecież właśnie chodzi o jak największą elastyczność zagrań dostępnych graczowi.

Nie jest to jednak tylko kolejna turówka, jedna z wielu podobnych. Twórcy wprowadzili mechanikę wyboru podczas konwersacji (jak to w erpegach), permanentną śmierć naszych championów i bohaterów, oraz układ współrzędnych śledzących podjęte w czasie zabawy decyzje, na którym możemy śledzić jakim władcą się stajemy. Prawym królem, czy może tyranem? Szerzymy i wspomagamy religię chrześcijańską, czy może raczej starą wiarę? Jest to ważne, ponieważ od tego, kim jesteśmy zależy, kto zechce z nami współpracować. Może się zdarzyć, że nasze szeregi opuszczą niektóre z postaci ponieważ stwierdzą, że rządzimy zbyt twardą ręką.

Wypełniając misje rozbudowujemy swój zamek Camelot. Właściwie to odbudowujemy go z ruin, którymi się stał po ostatniej wojnie. Jednak wbrew tytułowi gry nie czynimy tego jako Artur, ale przywrócony z martwych jego syn, Mordred. Jak w pełnej wersji rozwinie się ta historia? Jestem tego bardzo ciekawy.

King Arthur: Knights Tale, strategie 4X, retro i przygodówki, czyli co w Duchu gra - ilustracja #2
Cameot w ruinie. Jego odbudowa pomoże choćby w rekonwalescencji naszych rycerzy.

Podoba mi się to, co zobaczyłem i doświadczyłem. Trochę razi mnie ta brązowo-bura estetyka gry, zdarza się bowiem, że czasami na polu walki wszystko zmienia się w słabo czytelną breję, ale mam nadzieję, że zostanie to dopracowane. Nie będę się wypowiadał na temat optymalizacji. Raz, że Wczesny dostęp, a dwa, dysponuję komputerem z kartą graficzną GeForce 970 GTX, wobec czego i tak dobrze, że to wszystko jako tako na moim komputerze działa.

Nie namawiam nikogo do inwestowania w tę grę w tej chwili. Co prawda nie jest ona specjalnie droga, ale zawartości w niej jest niewiele i nie ma co liczyć choćby na kilkanaście godzin zabawy. Raczej cztery, może pięć jeśli nie będziemy się specjalnie śpieszyć. Tak czy inaczej, warto mieć ten tytuł na oku.

Distant Worlds 2 – Stellaris zyska silnego konkurenta

W ciągu kilku ostatnich lat standardy w przypadku kosmicznych gier 4X rozgrywanych w czasie rzeczywistym ustaliło kapitalne Stellaris, ale w tym roku gra ta może zyskać istotnego konkurenta. Firma Code Force zapowiedziała bowiem kontynuację Distant Worlds – tytułu, który pierwotnie ukazał się na rynku dziesięć lat temu. Distant Worlds 2 ma być oczywiście większe i lepsze, oferować dwa tysiące gwiezdnych systemów i dziesiątki tysięcy planet do eksploracji.

Na dobry początek otrzymamy siedem grywalnych ras, co zapewne na jakiś czas wystarczy do dobrej zabawy. Oczywiście o ile twórcy sprostają zadaniu i dostarczą produkcję o wysokiej zawartości „cukru w cukrze”, jak mawiał pewien filmowy profesor. Na razie zapowiada się, że fani tego rodzaju rozgrywki otrzymają tytuł co najmniej solidny, co wywnioskować można z prezentacji rozgrywki przeprowadzonej na youtube’owym kanale wydawcy, czyli Slitherine Games.

Wyróżniającą cechą obecnie już serii jest działający całkowicie niezależnie od gracza sektor prywatny. Sprawia to, że co i rusz możemy być zaskoczeni pewnymi posunięciami sztucznej inteligencji. I to niekoniecznie tylko tej kierującej obcymi nacjami. Tych, poza wspomnianą siódemką, ma być dodatkowo kilkanaście, co tylko podkręca atmosferę oczekiwania. Pamiętajcie, że przecież w kosmosie nikt nie usłyszy Waszego krzyku.

Gra według zapowiedzi ma się ukazać jeszcze w tym roku i rzeczywiście czekam na nią z wyciągniętym językiem. Przyznam się przy tym, że do tej pory nie grałem w część pierwszą, która w pakiecie nazywającym się Distant Worlds: Universe została ponownie wydana w 2014 roku, ale proponowana za nią na Steamie cena nie wydaje mi się dostatecznie atrakcyjna. Tym bardziej w obliczu premiery sequela.

Jeśli jesteście zainteresowani, koniecznie obejrzyjcie prezentację gry, powinna ona jeszcze bardziej Was nakręcić. Nie licząc zbliżającej się premiery Humankind i aktualizacji 2.0 do Imperator: Rome to chyba najbardziej oczekiwany przeze mnie tytuł 4X w tym roku. Chociaż warto mieć na uwadze, że takich produkcji będzie w tym roku jeszcze kilka i mam nadzieję, że zdołam o nich wspomnieć na tych łamach kiedyś jeszcze.

Przygoda, przygoda…

Encodya – retro cyberpunk w niezłym wydaniu

Cyberpunk stał się znowu modny, również w gatunku przygodówek. Encodya jest jednym z takich właśnie tytułów, a jej premiera miała miejsce zaledwie przed kilkunastu dniami. Moją uwagę przyciągnęła dzięki świetnie prezentującym się screenshotom, które spodobały mi się na tyle, że postanowiłem zaryzykować zakup, a przyznam, że do chwili premiery wiedziałem, że taka gra powstaje. Ale nie potrafiłem oprzeć się estetyce przedstawiającej skąpane w strugach deszczu miasto przyszłości, odbijające się w kałużach neony i możliwości pokierowania losami dwójki tak różnych postaci.

King Arthur: Knights Tale, strategie 4X, retro i przygodówki, czyli co w Duchu gra - ilustracja #3
Oprawa graficzna gry nie może się nie podobać. Jest znakomita.

Bohaterami opowieści jest żyjąca na ulicy Berlina dziewczynka i jej robot-opiekun, którzy próbują rozwikłać tajemnicę zaginięcia ojca dziecka. W aferę wplątany jest starający się o reelekcję burmistrz, zachowaniem nawiązujący do Donalda Trumpa, a gra wręcz naszpikowana jest politycznymi aluzjami, easter eggami związanymi z retro sprzętem i klasycznymi przedstawicielami gatunku point and click. Dla fanów zabawna, ale też nostalgiczna podróż w przeszłość.

Interesujące jest podejście twórców do interakcji z innymi postaciami. Gracz ma możliwość przełączenia się w dowolnej chwili pomiędzy bohaterami po to, aby jak najwięcej wycisnąć z danej konwersacji lub nawet w ogóle porozumieć się. Robot z robotem dogada się łatwiej, niż z dziesięciolatkiem.

Zagadki w większości są logiczne, choć są momenty, że ma się ochotę popróbować wszystkiego na wszystkim. Lepiej jednak jeszcze raz obejść wszystkie dostępne lokacje, bo może okazać się, że przeoczyliśmy coś, co natychmiast naprowadza nas na właściwy tok myślenia.

King Arthur: Knights Tale, strategie 4X, retro i przygodówki, czyli co w Duchu gra - ilustracja #4
Przebijanie czwartej ściany jest na porządku dziennym.

Szkoda tylko, że konwersacje nie są zabawniejsze. Encodya nie traktuje tematu na serio, co zresztą powinno rzucać się w oczy już po zobaczeniu dowolnego screena, niemniej czasem odnosiłem wrażenie, że dialogi zostały w dużej części napisane wyjątkowo drętwo. Nie śmieszą, a uważam, że w tej konwencji powinny.

Druga sprawa to oprawa muzyczna. W dużej części próbuje ona nawiązywać do muzyki z Blade Runnera – i wtedy słucha się jej wyjątkowo przyjemnie – ale często są to też tylko jakieś ambientowe plamy dźwiękowe, od których szybko zaczynają boleć uszy.

Mimo wszystko grę polecam, głównie ze względu na przyzwoite zagadki i kapitalną grafikę. Mnie ona trochę przypominała serię Deponia, choć w o wiele mniej zwariowanej wersji.

Zagrał w to wszystko i spisał dla Was Przemysław „g40st” Zamęcki