Woda pita jako czysta woda po prostu przelatuje przez organizm i nie nawadnia.
Nie. Przeczytaj jeszcze raz ten artykuł, do którego się odnosisz. Woda nie "przelatuje przez organizm". Woda dobrze nawadnia, ale nie jest najskuteczniejsza w utrzymywaniu nawodnienia na dłużej (w sensie retencji płynów). Ale to, że nie jest "najskuteczniejsza", nie oznacza również, że nie utrzymuje nawodnienia *w ogóle*. Mleko czy rozcieńczone soki mogą być lepsze w określonych sytuacjach (np. po treningu, przy problemach z zatrzymaniem wody), ale jeśli weźmiemy pod uwagę bilans zysków i strat, w większości codziennych sytuacji woda wciąż pozostaje najlepszym wyborem.
Niemieckie! 🙃 Mogę bez problemu odbić piłeczkę - niektórzy tutaj mają chyba straszny problem z łakomstwem, skoro nie potrafią zjeść tyle, żeby im bebzon nie urósł i oczekują, że państwo będzie im wydzielać jedzenie. Może wrócimy do cukru na kartki?
w większości codziennych sytuacji woda wciąż pozostaje najlepszym wyborem.
Bo? Bo z rozcieńczonego soku (tak, to słuszne zalecenie, by rozcieńczać soki i napoje - to jest właśnie umiar i złoty środek) dziennie nabijesz... ile? 100-150 kcal? Już nie mówię o dzieciach, które raczej nie muszą pompować siebie "dwóch litrów płynów" - (nikt nie musi, kolejna brednia i uproszczenie - przecież wszystko zależy od wagi, aktywności, temperatury otoczenia itp. itd.)
No i te badania nie dowodzą, że woda nie nawadnia, bo takiej tezy w nich nie ma, tylko, że są płyny nawadniające skuteczniej przy tej samej objętości. Tylko, że z powodów choćby kalorycznych wody można wypić spokojnie więcej. Należy tylko pić ją często a nie dużo na raz i tyle.
Bo?
Oczywiście, że okazjonalnie (np. szklanka dziennie) można się wszystkiego napić, nawet wódki czy coli. ;) Ale jeśli mówimy o *regularnym*, codziennym nawadnianiu, to serio będziesz udowadniał, że woda nie jest najlepszym wyborem, tylko rozcieńczony sok owocowy?
Dlaczego woda? Bo brak skutków ubocznych. Zero kalorii, zero szkodliwości dla zębów, zero wahania cukru we krwi, zero szkodliwości po wypiciu większej ilości, brak ryzyka nadmiaru (np. dla wątroby), brak ryzyka "wypijania kalorii" (zamiast jedzenia posiłków). W przypadku dziecka woda jako podstawa jest lepsza od innych płynów, nawet jeśli w krótkim teście retencji sok wypada nieco lepiej. I żebyśmy się dobrze zrozumieli, powtórzę: mówię o codziennym, regularnym nawadnianiu, a nie o okazjonalnym piciu soku, które też nie jest jakoś szczególnie "ryzykowne". ;)
W skrócie: zgodnie z zaleceniami organizacji zdrowotnych (NHS, HNS, NCEZ, EFSA) najlepiej, żeby woda stanowiła podstawę (większość) wypijanych płynów, a resztę sobie można uzupełniać wedle upodobań (mleko, herbata ziołowa, rozcieńczone soki itp.). Jak chcesz polemizować z konsensusem ekspertów od żywienia, proszę bardzo. Nie czuję się kompetentny, żeby występować w ich imieniu. :) Możesz swojemu szkrabowi dawać codziennie rozcieńczony sok owocowy jako główny napój. Twój wybór. Ja bym jednak wolał, żeby w instytucjach publicznych dawano mojemu dziecku przede wszystkim "neutralną" wodę.
W ogóle mam wrażenie, że niesłusznie zarzucasz innym żywieniowy "talibanizm" (promowanie absolutnego wege, całkowitej rezygnacji z cukru albo picia wyłącznie wody), podczas gdy sam popadasz w skrajności, bo ani w diecie planetarnej, którą proponuje ministerstwo, ani w stwierdzeniu, że woda jest najlepsza jako podstawa nawadniania, nie ma żadnego ideologicznego fanatyzmu.
Przy okazji: śledzicie awanturę związaną z darmowymi lodami za czerwony pasek? Ciekaw jestem, jakie opinie na ten temat mają bywalcy forum. :)
Szczegółów oczywiście nie znam ale czytając uzasadnienie RPD, zastanawiam się czy nagradzanie kogoś za dobre wyniki w nauce to teraz dyskryminacja tych mających gorsze oceny? Może trzeba też usunąć paski ze świadectw, zlikwidować stypendia za wyniki itp?
Może medale w sporcie też trzeba zlikwidować, i nagrody w konkursach?
Albo i same konkursy oraz zawody sportowe dla dzieci...
Fakt, że czerwony pasek i "kujoństwo" są 💩 warte niczego tu nie zmienia. Nie taką retoryką należy z tym walczyć. Zniechęcanie do pracy i sukcesów to jest woda na młyn prawaków i doskonała wrzutka do wątku o pier... lewakach
Z jednej strony jestem przeciwnikiem ocen liczbowych a więc i samego czerwonego paska
Z drugiej uznawania nagradzania jakiegokolwiek osiągnięcia za dyskryminację uważam za skrajną głupotę i należy nagradzać młodzież za osiągnięcia. Fakt, że nie zgadzam się z ideą akurat tego osiągnięcia bo zgadzam się z tym, że jest ono szkodliwe nie zmienia tej reguły. Od ogarnięcia tego jest MEN a nie lodziarnia, skoro paski są to nagradzanie za nie powinnop być dozwolone, jak są głupotą (a są i pisze t z perspektywy osoby, która miała je przez większość edukacji) to nalezy je zlikwidować i już.
Tak więc moja ocena jest prosta, RPO zabiera się na naprawianie problemu stworzonego przez MEN od dupy strony.
A przeciwnikiem pasków nie jestem dlatego, że powodują niezdrową rywalizację, dyskryminują uczniów itd. a dlatego, że promują niezdrowy model uczenia się. Pewien poziom zdrowej rywalizacji jest wskazany (ot trzeba pilnować jej przebiegu i granic) ale powinna to być rywalizacja konstruktywna i owocna a nie bezsensowna jak tutaj.
Nie wiedziałem, o co chodzi, więc aż musiałem sprawdzić, czy Nowacka znów wpadła na jakiś idiotyczny pomysł. Ale na szczęście tym razem to nie Nowacka wyskoczyła z idiotyzmem, a wręcz skrytykowała kretyński pomysł Rzecznika Praw Dziecka. Słusznie skrytykowała.
Niektórzy naprawdę mają za dużo czasu, przez co zajmują się bzdurami i wymyślają nieistniejące problemy. Tym razem jest to nie Nowacka, lecz RPD.
Po drugie za komusze myślenie w stylu wszystkim po równo, czyli g...o, powinno się mieć dożywotni zakaz pełnienia stanowisk państwowych.
Najpierw dieta wegańska w przedszkolach
Nie ma żadnej diety wegańskiej w przedszkolach. Nie kłam, bo od tego mamy wielu innych bywalców wątku.
Co zaś do samej sprawy... IMHO:
A) Rzeczniczka zachowała się idiotycznie. A potem próbowała gasić pożar benzyną. Tu zgadzam się z ogólną wymową następującego wpisu:
Są momenty, kiedy człowiek czyta oficjalne stanowisko państwowej instytucji i zastanawia się, czy przypadkiem nie otworzył strony z satyrą. Niestety nie. To rzeczywistość.
Oto dochodzimy do punktu, w którym darmowa gałka lodów dla ucznia z czerwonym paskiem ma być przedmiotem poważnych rozważań o „równości”, „inkluzji” i potencjalnej „dyskryminacji”. Naprawdę. W sytuacji gdy mamy problemy z jakością edukacji
z uzależnieniem od mediów społecznościowych, państwowa instytucja postanawia pochylić się nad zagrożeniem, jakie niesie ze sobą... nagrodzenie dziecka za dobre wyniki w nauce.
To jest już nie tylko przesada. To jest intelektualna kapitulacja.
Nikt rozsądny nie twierdzi, że oceny są jedyną miarą wartości człowieka. Nikt nie uważa, że dziecko bez czerwonego paska jest mniej wartościowe, mniej zdolne czy mniej godne szacunku. To oczywistość. Ale z faktu, że każdy człowiek ma swoją wartość, nie wynika jeszcze, że każde osiągnięcie ma być traktowane identycznie.
Jeżeli uczeń przez cały rok ciężko pracował, odrabiał lekcje, przygotowywał się do sprawdzianów i osiągnął bardzo dobre wyniki, to dlaczego nie miałby dostać symbolicznej nagrody? Dlaczego gałka lodów ma być nagle zamachem na równość społeczną? Od kiedy docenianie wysiłku jest formą wykluczenia?
Według tej logiki należałoby zlikwidować medale sportowe, stypendia naukowe, konkursy przedmiotowe, nagrody artystyczne i wyróżnienia dla wolontariuszy. Przecież zawsze znajdzie się ktoś, kto ich nie otrzymał. Czy to oznacza, że są dyskryminowani?
Nie. Oznacza to, że ktoś został nagrodzony za konkretny wysiłek.
Najbardziej absurdalne jest jednak przekonanie, że czerwony pasek kogokolwiek krzywdzi. Pasek na świadectwie nie odbiera nikomu godności. Nie zamyka drzwi do edukacji. Nie pozbawia praw. Nie sprawia, że inni uczniowie stają się gorsi. Jest po prostu symbolem osiągnięcia. Tak samo jak medal na zawodach czy dyplom w konkursie.
Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy zaczynamy traktować każde wyróżnienie jako potencjalną obrazę dla tych, którzy go nie otrzymali.
To nie jest troska o równość. To jest kult przeciętności.
W tej narracji coraz częściej nie chodzi o to, by pomagać słabszym osiągać więcej. Chodzi o to, by przypadkiem nie wyróżnić tych, którzy osiągnęli więcej. Zamiast podnosić wszystkich wyżej, obniżamy poprzeczkę tak, żeby nikt nie poczuł dyskomfortu.
A przecież życie tak nie działa.
W dorosłym świecie ludzie dostają premie za wyniki. Awanse za osiągnięcia. Nagrody za sukcesy. Stypendia za naukę. Granty za badania. Jeśli uczymy dzieci, że nawet symboliczne docenienie wysiłku jest czymś podejrzanym, to przygotowujemy je nie do rzeczywistości, lecz do świata, który istnieje wyłącznie w urzędniczych dokumentach.
Najbardziej niepokojące jest jednak coś innego. Instytucja powołana do obrony praw dzieci zdaje się coraz częściej zajmować nie realnymi problemami najmłodszych, lecz ideologicznym poszukiwaniem nierówności tam, gdzie ich po prostu nie ma.
Dziecko z czerwonym paskiem nie jest uprzywilejowaną kastą. Dziecko bez czerwonego paska nie jest ofiarą systemu. A darmowa porcja lodów nie jest narzędziem opresji.
To tylko sympatyczny gest wobec tych, którzy osiągnęli określony cel.
Jeżeli doszliśmy do momentu, w którym nawet to budzi urzędowy niepokój, to znaczy, że naprawdę zgubiliśmy proporcje. I być może największym problemem nie jest już sam absurd takiego stanowiska, lecz fakt, że ktoś uznał je za warte napisania na oficjalnym papierze.
Bo kiedy nagradzanie pracy i ambicji staje się problemem, problemem przestaje być czerwony pasek. Problemem staje się sposób myślenia, który każe go zwalczać.
B) Ale osobną sprawą są czerwone paski w szkole. To złóg po systemie komunistycznym, który należy IMHO usunąć lub zastąpić jakąś formą nagród, które niekoniecznie opierają się na matematycznej średniej. Nie chodzi o dyskryminację dzieci, chodzi o absurdalne kryterium.
Psychologowie i inni badacze dowodzą*, że tego rodzaju nagroda za średnią arytmetyczną - jeśli jest tak fetyszyzowana, jak w Polsce - często podważa motywację wewnętrzną, promuje perfekcjonizm oparty na kłamstwie i oszustwie, upraszcza złożoność uczenia się, nie mierzy w żaden sposób kreatywności, umiejętności współpracy, pogłębia nierówności i tworzy podziały. Dzieje się tak m.in. z uwagi na patologiczność polskiego systemu edukacyjnego, który:
- promuje nie tyle wysiłek i wkład pracy, ile suchą średnią;
- ocenę wyrażoną cyfrą traktuje jak jedyną formę uznania;
- zachęca do toksycznej rywalizacji.
Już dawno powinniśmy odejść od średniej jako głównego wskaźnika "sukcesu" na rzecz jakiejś formy portfolio osiągnięć. Zwłaszcza że kryteria ocen (niekoniecznie wymagania edukacyjne), którymi posługują się polscy nauczyciele, to ocean absurdów i nadużyć.
Sam co roku doświadczam na własnej skórze absurdów "czerwonego paska". I mogę wam z ręką na sercu powiedzieć, że dzieci z "czerwonym paskiem" to często wcale nie są najlepsi, najzdolniejsi, najbardziej pracowici czy najbardziej kompetentni uczniowie. Dla mnie "czerwony pasek" powinien się znaleźć w szufladzie polskich idiotyzmów edukacyjnych razem z oceną zachowania.
I żeby była jasność: pracowitych, zdolnych, kreatywnych itd. uczniów powinniśmy cenić i nagradzać. Ale "czerwony pasek" to nie jest zbyt fortunny, adekwatny i miarodajny sposób na wyrażanie naszego uznania.
*Np.: https://hbsp.harvard.edu/inspiring-minds/why-focusing-on-grades-is-a-barrier-to-learning
Mnie tylko zastanawia, dlaczego właścicielka lodziarni w ogóle się przejęła tym pismem Rzeczniczki Praw Dziecka. To pismo nie ma żadnej mocy prawnej, jest jedynie prośbą, apelem. Ja na jej miejscu bym to wyśmiał i olał, bo z wypowiedzi właścicielki lodziarni wynika, że chciałaby kontynuować tę tradycję, a myśl kryjąca się za pismem RPD jest idiotyczna, a nawet szkodliwa.
Informację o zakończeniu akcji właściciele przekazali w mediach społecznościowych. Poinformowali, że otrzymali imienne pismo od Rzecznika Praw Dziecka i w związku z tym nie będą mogli kontynuować inicjatywy.
Oczywiście, że "będą mogli". Pismo RPD w tej sprawie nie jest żadnym poleceniem, rozkazem ani decyzją administracyjną.
- Akcję zapoczątkował mój mąż ok. 25 lat temu. Później kontynuowałam ją ja. Tego dnia dzieci przychodziły ze świadectwem, każdemu osobiście gratulowałam i częstowałam darmowym lodem. Jest mi niezmiernie przykro, zaprosiłam już dzieci... i co im mam teraz powiedzieć? - powiedziała Jolanta Hałas portalowi pszczynanaszemiasto.pl.
A to bardzo proste - nic im nie mówić i kontynuować tradycję, jeśli chce.
Jeśli już miałbym się czegoś czepiać w tej tradycji, to (braku) ochrony danych osobowych, bo zakładam, że każde dziecko - aby dostać loda - musi pokazać świadectwo ze swoim imieniem i nazwiskiem. I na tym polu może się pojawić problem lub zagrożenie.
Dla mnie wymarzony system oceniania wygląda następująco:
1) nie ma jednej oceny z przedmiotu zamiast tego mamy rozpisane elementy składowe edukacji na dany rok, przykładowo w wypadku matematyki:
a) umiejętność wyciągnięcia danych do zadania i celu na podstawie treści zadania
b) umiejętność w dobraniu właściwego wzoru do zadania na podstawie postawionego problemu
c) umiejętność wykonania właściwego dla zadania rysunku geometrycznego
itd.
I teraz każdy z punktów dostaje ocenę:
- opanowanie powyżej podstawy programowej
- opanowane na poziomie podstawy programowej
- braki (i tutaj wymienione jakie)
- pełne nieopanowanie lub poważne braki - wskazany program naprawczy
A za co nagradzać uczniów?
Za wykazywanie w jakiejś dziedzinie wiedzy i umiejętności wychodzących poza program nauczania
Za rzetelność i wywiązywanie sie z powierzonych zadań
Za umiejętność przejęcie i sprawnego sprawowania roli lidera w trakcie pracy zespołowej
Za nadgonienie zaległości
Za przeprowadzone w sposób wyjątkowy prezentacje
Za konkursy z wiedzy czy umiejetności
Na własnym przykładzie chciałbym przedstawić bezsens obecnego systemu, otóż jestem rocznik 86, pierwszy z gimnazjami, nową maturą itd. W podstawówce i gimnazjum zawsze miałem wysoką średnią, ale zawsze 3 w klasie, dwie wyższe miały moje koleżanki z silnym ciśnieniem na oceny (ja aż takiego nie miałem, mi zależało na konkretnych przedmiotach), więc kombinowały jak małgy by z jakiś platyk, techniki, muzyki itd mieć te szóstki (czego ja nie robiłem, wolałem w tym czasie uczyć się matematyki czy czytać dla funu o historii).
Efekt finalny edukacji jest taki, że nie tylko uzyskiwałem lepsze wyniki na egzaminach, ale uzyskałem tytuł mgr inż. na PG, mam dobrą, wymagającą pracę itd. One? Obie pracują w sklepach (to nie żadna ujma), jedna chyba nawet matury nie ma (a wcześniej średnie powyżej 5.0), druga niby skończyła jakąś socjologię, ale bez szansy na pracę w zawodzie. I teraz ja się tutaj nie chwalę tylko zwracam uwagę na to, że pogoń za ocenami je skrzywdziła, bo zamiast faktycznego poznania ze zrozumieniem jakiejś dziedziny dającej jakiś punkt zaczepienia w życiu to było ślizganie się po wszystkim dla oceny jedynie, zamiast zrozumieć prawa dynamiki to referat o życiu Newtona by wyciągnąć ocenę (bo tak łatwiej niż poprawić ocenę ze sprawdzianu), zamiast przysiąść do matmy kolejna praca na plastykę, zamiast napisać sensowny acz treściwy referat na podstawie analizy tekstu z książki to długie połacie przepisanej książki bez żadnej analizy ale liczenia na ocenę wysoką za ilość tekstu. Po prostu model edukacji zmarnował potencjalne talenty.
I to chciałbym wyplenić.
W punkt. Zgadzam się z tym, co napisałeś. Zresztą sam już nieraz w podobnym tonie wypowiadałem się na forum na temat ocen wyrażonych cyfrą.
W Polsce jest już wiele placówek, które z ocen zrezygnowały. (Bo zgodnie z polskimi przepisami oświatowymi nauczyciel nie musi ustalać ocen wyrażanych cyfrą w ciągu roku szkolnego). O części z nich traktuje książka Mikołaja Marceli "Zróbmy sobie szkołę". Tu mapa, gdzie można niektóre znaleźć:
http://www.budzacasieszkola.pl/dodajemy-odwagi/mapa-budzacych-sie-szkol-tu-moze-byc-wasza-szkola-new/
Zła wiadomość jest taka, że opór społeczny (rodziców) jest tak ogromny, że żaden rząd nie zdecyduje się na odgórne wycofanie ocen cyfrowych. Poza tym musiałoby się to również wiązać z drastycznymi zmianami wynagrodzeń nauczycieli i zmianą pensum. W innych krajach się udało, ale w Polsce dobra edukacja jest na szarym końcu listy politycznych priorytetów kolejnych rządów.
I chwila prywaty: w swojej szkole próbowałem razem z uczniami przeprowadzić "rewolucję" i nakłonić innych (w tym rodziców) do rezygnacji z ocen. Bezskutecznie. Tłumaczenia, argumenty, rozmowy, wielostronicowe elaboraty oparte na badaniach naukowych itp. Jak krew w piach. :) To musi wyjść od rządu w formie nakazu.
Nie raz o tym już tutaj pisaliśmy, ale w kontekście ostatnich dokumentów, do których dotarł TVN24, poniżej krótkie podsumowanie zakłamania, manipulacji, hipokryzji i obłudy tych antypolskich szkodników i pożytecznych idiotów Kremla z PiS.
https://www.youtube.com/shorts/LfoKeYi99jo
tego nic nie przebije, koszt 800 tyś złoty za dwie żeliwne wanny i buty - Irek popiera taka sztukę, no chyba, że to było by za PISowskiego Ministra, wtedy to nie :)
https://artmuseum.pl/prace/msn-k1-185
Już wyżej pisałem, że sponsorowanie przez ogół obywateli emerytury "artystom", którzy w ramach performance'u srają na scenie albo szkicują genitalia umieszczone w różnych otworach, tylko dlatego, że są "artystami", to skandal. Pani minister dała właśnie wszystkim przeciwnikom tych idiotycznych rozwiązań świetny argument w polemice z osobami, które ciągle dowodzą, że ci "ubodzy artyści" pełnią ważą społecznie rolę i służą narodowi. Otóż nie pełnią i nie służą. Quod erat demonstrandum. Dziękujemy.
Tak, nie da się wszystkich wrzucić do jednego worka. Mamy też świetnych artystów, którzy zasługują na uznanie. Ale większość z nich dobrze sobie radzi i nie musi żebrać o pieniądze u ludzi, którzy ciężko pracują na każdą złotówkę i swoją nędzną emeryturę. Zamiast robić ogólnonarodową zrzutkę na nieudaczników, wariatów, oszustów i kabotynów, trzeba było wprowadzić sensowne zmiany w prawie pracy. Ale na to rządu już nie stać.
a jednak można wanny żeliwne przebić, cienkowska wyłudzała kasę z magistratu na organizowanie spacerów po lesie, teraz ta sama piz.... wyłudza kasę z naszych podatków by sponsorować jasia kapelę i mu podobnych
https://www.youtube.com/shorts/_Ke6dCmczc8
Pierdolity się podpaliły (nic dziwnego, skoro od klęski popieranej przez siebie ruskiej dziwki na Węgrzech, co chwilę zaliczają różne wtopy i borykają się z problmami - muszą więc chwytać się wszystkiego, czego mogą), a tu się okazuje, że ta ustawa nawet nie została uchwalona przez Sejm (czego dotychczas nie wiedziałem, bo po tych entuzjastycznych wpisach Cienkowskiej na X myślałem, że oni już to klepnęli) i nawet nie jest pewne, czy trafi do Nowogrodzkiego, aby tam i tak dostać weto.
O ile część opozycji nie wesprze projektu, to może się finalnie okazać, że nie uzyska większości - wtedy albo padnie w głosowaniu, albo koalicja zamrozi go np. na etapie prac w komisji sejmowej. A wygląda na to, że poparcia dla ustawy nie wyrazi 15-osobowy klub Centrum.
- Mamy duże wątpliwości, większość klubu nie chce za tym głosować. Po pierwsze, nie jesteśmy zwolennikami wyłomów w systemie emerytalnym, po drugie jest cała masa innych potrzeb i ta nie wydaje nam się najważniejsza. Mamy poważne wątpliwości i nie ma entuzjazmu wobec tego projektu. Dlatego czekamy na spotkanie z minister Cienkowską - mówi Ryszard Petru z klubu Centrum.
A skoro już jesteśmy przy wyłomach w systemie emerytalnym, ubezpieczeniowym, zdrowotnym i innym składkowym oraz wydawaniu publicznej kasy na darmozjadów, żerujących na innych, to chciałbym Tuskowi przypomnieć o jednej z jego obietnic: "Po szesnaste - zlikwidujemy Fundusz Kościelny".
widzę iruś, że ty już kompletnie odkleiłeś się, twoje zacietrzewienie i wzmożenie ma już wymiar religijny, religijnego inkwizytora, gdzie ty jesteś ten dobry, a reszta to ci źli, heretycy - pisowcy - i tak chwytamy się wszystkiego co możemy, gigantycznego długu, nepotyzmu, symonii, rozwalania państwa, wykorzystywania służb, prokuratury, sądownictwa, wyłudzania kasy za spacery po lesie, kilometrówki, porodówek na sorach, kolejnych podatków, rozdawnictwa pożyczek na jachty, rozwalanie sądownictwa, pseudo rozliczeń (ilu siedzi oficerów którzy korzystali z pegazusa?) wspierania prezydentów w rodzaju sutryka i miszalskiego zamieszanych w biznesowe układy i fałszywe wykształcenie na kolegium tumanum, rozdawanie kasy dla swojaków, na swoich "artystów", za żony polityków, które zarabiają krocie w państwowych spółkach, za likwidowanie tefałpe od dwóch lat - Zdradzę ci tajemnicę, twoja władza, to PIS Bis! taki sam tylko, że bardziej. Niech twoi zaprzestaną tego blamażu, to przestanę się czepiać :)
https://wpolsce24.tv/polska/kod-wrocil-i-chce-ratowac-miszalskiego-,80937
"Po szesnaste - zlikwidujemy Fundusz Kościelny".
ale wiesz, że obecna go zwiększyła?
mam coś jeszcze, nikt tak nie chce mordować demokracji jak ci co sobie nią gęby wycierają
https://wpolsce24.tv/polska/kod-wrocil-i-chce-ratowac-miszalskiego-,80937
Różnica jednak miedzy nami a wyznawcami strony autorytarnej jest taka, że jak strona demokratyczna wpadła na ten kretyński pomysł to go niemal jednogłośnie krytykujemy a nie bronimy na siłę lub idziemy grać w grę a potem udajemy, że o niczym nie wiemy.
Sorry, ale ta sprawa z dopłatami do emerytur dla "artystów" wygląda, jakby PO/Lewica specjalnie chciała dać Konfie amunicję do walenia w nich. Coraz bardziej przekonuję się do teorii, że Tusk chce zrzucić z siebie władzę, ale nie może jej oddać PiSowi, więc musi wzmocnić Konfederację.
Ja jestem daleki od bycia zwolennikiem anarchokapitalizmu, uważam, że do pewnego stopnia jest istotne finansowanie kultury (np. utrzymanie niektórych muzeów) czy nawet wspieranie przez państwo pracowników istotnych z punktu widzenia społecznego czy dłuigoterminowego rozwoju gospodarczego (np. pielęgniarki, nauczyciele). Ale to ma swoje granice. Co innego jeśli dajemy kasę na utrzymanie inaczej nierentownego muzeum zajmującego się tematyką potencjalnie interesującą dla szerokiej publiki, a co innego jeśli chodzi o wsparcie indywidualnych niszowych, tzw. "artystów". Bo czym się różni ktoś z nieregularnymi dochodami ze "sztuki" od kogoś robiącego np. zlecenia w budowlance na JDG?
Jak dla mnie kwestia jakie zawody warto dotować powinna wynikać z uzasadnienia ich długoterminowego utrzymania w kontekście zagrożeń dla tych zawodów oraz przyszłych potrzeb na ich pracę. Tak jak minęła era w której powinniśmy dotować górników, bo choć kiedyś może byli istotni, dziś już nie są. Tak jak może warto dotować służby mundurowe, żeby były choć trochę atrakcyjnym miejscem pracy. Dla dotowania "artystów" nie ma uzasadnienia. Podobnie jak dla opłat reprograficznych od sprzętu elektronicznego na ich utrzymanie.
elathir
Różnica jednak miedzy nami a wyznawcami strony autorytarnej jest taka, że jak strona demokratyczna wpadła na ten kretyński pomysł to go niemal jednogłośnie krytykujemy a nie bronimy na siłę lub idziemy grać w grę a potem udajemy, że o niczym nie wiemy.
Bredniolito bredzi? Stare, znałem.
Różnica jednak miedzy nami a wyznawcami strony autorytarnej jest taka, że jak strona demokratyczna wpadła na ten kretyński pomysł to go niemal jednogłośnie krytykujemy a nie bronimy na siłę lub idziemy grać w grę a potem udajemy, że o niczym nie wiemy.
tak krytykujecie? i co znowu na nich zagłosujecie? na tych złamasów? i co wam po tej waszej krytyce?
Dzień dobry wieczór,
ja się chciałam wypowiedzieć, bo ktoś tu ostatnio pisał o lobotomii...
... więc chcąc nie chcąc się takowej poddałam, spędzając dwa ostatnie dni (z musu) z Tvrepublika i wPolsce. Jestem na skraju załamania nerwowego, ale totalnie czuję tę telewizję wolnego słowa (imho raczej spowolnionego...)
Krótko streszczę, bo wy znacie chyba tylko urywki, spoty, rzeczy na bank wyrzucone z kontekstu. Tam jest grzanie od rana do nocy. Mnie osobiście niesamowicie bulwersuje taka forma przekazu (podobno bardzo rzetelnego) - ci "dziennikarze" sypią "sarkazmem", "ironią" na każdym głupim kroku - nawet streszczenie najważniejszych newsów odbywa się już z kolorytem i wykrzyknikami. Przy czym to nie jest żaden sarkazm i ironia, tylko zwykłe chamstwo, a ci "rzetelni dziennikarze" wywalają się praktycznie w każdym temacie, który próbują poruszyć, bo kompetencje i wiedzę mają niemal zerowe. Mocno skacze ciśnienie, jak się posłucha tych występów, gdzie jeden półdebil bije się z drugim, kto będzie bardziej żałosny... oh wait, rzetelny! Bo im się totalnie wydaje, że są wykształceni, elokwentni, oczytani.. groza, jakie oni wszyscy mają mniemanie o sobie.
Wszystko oczywiście przeplatane "prawicowymi" reklamami - oszalałam na punkcie zegarka szyldu NowRocky!
No ale do rzeczy, co tam było grane (grzane) i czego się dowiedziałam o świecie, z telewizji wolnego słowa - DER SAFE będzie nas wszystkich bardzo kosztować, Wałęsa to najgorszy człowiek, na dodatek będziemy zapewniać emerytury influencerom a emeryci zginą bo się kończą refundacje na leki, a w ogóle kiedyś to psy chipować można było za darmo, ale NAJGORZEJ bo Rafałek Czaskoski przywozi do zoo SIANO Z NIEMIEC.
Poważnie, można dostać pierdolca.
Ale wiecie, co jest najgorsze? Że od tego języka podzielenia, języka nienawiści i dzielenia na "wasze i nasze" można PRZESIĄKNĄĆ. Ja np po niecałych dwóch dobach tego prania mózgu już też miałam odruchy wręcz rasistowskie (ale to temat na inną opowieść).
Nie wiem, z czego wynika ten dysonans - czy ja z wiekiem mądrzeję, czy moja rodzinna starszyzna demencjonuje - każde rodzinne spotkanie to są tarcia. Coraz to gorsze. Bardzo się hamowałam, ale w ciągu tego rodzinnego wypadu i tak dwa razy trzasnęłam widelcem o talerz - następnym razem będzie, nie wiem, chyba trzaśnięcie drzwiami, bo tej sekty nie da się ogarnąć zdrowym zmysłem.
I jeśli ktoś mi powie, że polska tzw. prawica to jest jedyna słuszna partia, bo stanowią ją światli, uczciwi, wykształceni i mądrzy ludzie - wyśmieję od razu. To jest banda wrogo nastawionych odklejeńców.
https://www.medico.tychy.pl/aktualnosci/zlosc-i-negatywne-emocje-bez-watpienia-odbijaja-sie-na-zdrowiu
Edit: wahalem sie czy napisac rzecz oczywista, ale takie telewizje i kanaly zabijaja przez to wlasnych widzow. Skracaja im zycie.
Zaraz za tym gniewem idzie bezsilność i bezradność, z czym bardzo ciężko mi się pogodzić, bo to rozsadza od środka choćby moją rodzinę, jak opisałam wyżej. Wiem, jak się powinnam zachować (tzn. z wyrozumiałością i tolerancją), ale kłamstwa przez gardło mi nie przechodzą. :/ Zdanie o społeczeństwie miałam nie najlepsze, jako takim, ale teraz zaczęło mnie dotykać, i to w ogóle nie jest fajne.
Że od tego języka podzielenia, języka nienawiści i dzielenia na "wasze i nasze" można PRZESIĄKNĄĆ.
Myślę że jak większość osób udzielających się w tym wątku nie masz już za bardzo czym przesiąkać. Nie irytuje Cię sam podział, "wasze i nasze", od dawna jesteś jego częścią. Po prostu kiedy błogo poddajesz się propagandzie jednej strony to jest miło, ciepło i przyjemnie, banieczka daje poczucie komfortu. Po zderzeniu z propagandą drugiej strony z kolei czujesz się rozdrażniona i poirytowana no bo przecież wszystko co burzy Twój latami budowany światopogląd to z definicji kłamstwo i/lub manipulacja.
I jeśli ktoś mi powie, że polska tzw. prawica to jest jedyna słuszna partia, bo stanowią ją światli, uczciwi, wykształceni i mądrzy ludzie - wyśmieję od razu.
No cóż, w pierwszej kolejności należy zaznaczyć że taka partia nie istnieje.
Już przyleciał Paladynek Zero i opowiada nam jacy jesteśmy oczadzeni a sam dymem śmierdzi.😂
John
(chłopie, co się z tobą stało, kiedyś byłeś fajnym partnerem do rozmowy, teraz szambo wybija?!)
Wiele dyskusji przemilczam (bo nie warto się kopać z koniem), wiele razy gryzłam się w język tzn. palce.. ale najbardziej na świecie na tym forum nienawidzę, jak KTOŚ mi mówi, co JA myślę. Brawo, panie doktorze, wydał pan doskonałą diagnozę. Serio, John? Z takim podejściem nie mamy o czym rozmawiać, a wydawało mi się, że się jako tako szanujemy. Aż mi się trochę zrobiło przykro.
... ale dobra, propaganda propagandą, możemy sobie dyskutować o poziomie tzw. dziennikarstwa w różnych stacjach - bo bywa różnie, fakt - niemniej w TvRepublika widziałam i słyszałam po prostu kłamstwa. Podane w formie faktu (i te mierne dziennikarzyny jeszcze się ośmielały prychać i szydzić). Nie wiem, może jak kupię sobie zegarek NowRocky to mi lepiej będzie na duchu.
Punkt dla ciebie, ubodło mnie, że tak jak teraz piszesz, tak wczoraj to miałam przy rodzinnym obiedzie - tę samą butność, zuchwalstwo, by nie rzec mentalne zaparcie . Poparte argumentami "mnie się wydaje", albo "jeszcze zobaczysz". Śmiało, ciągnijcie to dalej, polska chwalebna prawico. Obyście nie skończyli z ręką w nocniku jak, nie przymierzając, Izrael.
No cóż, nie próbowałem Cię tym postem w żaden sposób urazić, nie uważam też żebym w nim pisał Ci co ty myślisz. Zrecenzowałem tylko Twój pierwszy post w tej nitce w którym sama dość wyraźnie napisałaś co myślisz. Myślę że dobrym podsumowaniem jest tutaj ten fragment:
Nie wiem, z czego wynika ten dysonans - czy ja z wiekiem mądrzeję, czy moja rodzinna starszyzna demencjonuje
Dość wyraźnie dałaś tutaj wybrzmieć swojej optyce w tej kwestii. Ja tu naprawdę nie musiałem wiele dopowiadać.
Z tymi emeryturami do artystów to łapie mnie taki wkur* że głowa mała. Już starczy jak biedni Golcowie dostali dopłaty 1,5mln za czasów pisu i covidu, Bayer Full 500 tysięcy itd itd...
Trzeba se było składki opłacać a nie balować, chlać, ćpać i wydawać kasę na lewo i prawo.
Pis za to było jechane, a widzę ko chce ich przebić i chce przewalić te przyszłe wybory :/
Gdzieś przeczytałem, że do artystów chcą dołożyć architektów. Prawda to?
Też coś mi się obiło na ten temat o uszy. Tylko po co miałoby to być? Większość architektów jakich ja znam (a znam kilku) to nie "artyści" wyrażający się w sztuce architektonicznej, ale albo ludzie na JDG klepiący powtarzalne domki jednorodzinne, albo pracownicy biur projektowych których zadaniem jest wyciśnięcie jak największego PUMu dla dewelopera.
Pomijając sam absurd dofinansowywania pseudoartystów i wyróżniania ich na tle całego społeczeństwa, tu dochodzi też właśnie kwestia jak prawo stworzone w jednym celu i dla określonej grupy zawodowej z czasem ewoluuje obejmując kolejne grupy, ale jednocześnie odchodząc od pierwotnego zamierzenia.
Coś takiego się stało z tzw. 50% kosztami uzyskania przychodu od zysków z przekazania praw autorskich, czy jakoś tak. Chyba oryginalnie miało to dotyczyć "twórczych" grup zawodowych (dziennikarzy, autorów, chyba też pracowników naukowych), które nie rozliczają się na działalności i nie mogą bezpośrednio odliczyć sobie ponoszonych kosztów, gdzie jednocześnie pracodawca ich nie pokrywa.
Fajna sprawa, bo podobno można sobie dzięki temu podnieść efektywnie 2. próg podatkowy z 120 tyś na ponad 200 tyś zł. Kto dziś jest największym beneficjentem tego prawa? Etatowi pracownicy dużych korporacji, w wybranych zawodach, którzy mogą twierdzić, że tworzą "dzieła" do których przenoszą prawa autorskie na pracodawcę, choć realnie personalnie nie ponoszą przy tym kosztów innych niż pozostali etatowcy, np. programiści, inżynierowie różnych branż tworzący różne dokumentacje, a nawet korpo managerowie robiący prezentacje w PowerPoincie.
https://x.com/KrzysiekWSK/status/2063233309467984165?s=20
^^Słodkie to jest. Dla Marii Mazurek wszystkiego najlepszego, niech jej się wiedzie, niech się układa, dzieci nie są winne,głupoty rodziców,nie jest winą tej młodej dziewczyny, że jej ojciec to śmierdzące kacapisko, w brudnych walonkach.
Ach i jeszcze jedno - durnych prawaków ani trochę mi nie żal: paryska Sorbona, to jest dla zarządu (który pluje na Zachód, a potem wysyła tam kształcić swoje dzieci), dla was, Mariusze, jest zmywak w Brighton i spijanie hejtu, z dziubka Krzysia i Roberta,którzy mają z was bekę, kiedy tylko gasną światła i kamery w kanale dla mew.
Najśmieszniejsze jest to, że wiele dzieci polityków prawicy studiuje lub żyje za granicą. Podobnie działa to w afrykańskich dyktaturach, gdzie wierchuszka wysyła dzieci na studia "na zgniły zachód".
Propaganda sobie, ale oni doskonale wiedzą gdzie najlepiej się żyje.

Cytując Patricka Bateman'a - Impressive. Very nice.
A teraz sprawdźmy ile litrów paliwa może kupić Polak, Niemiec czy Duńczyk za ich minimalną pensję.
Myślałem że taka tępa propaganda to raczej domena PiS-u, jednak życie mnie wciąż zaskakuje :)
No choćby w takim sensie że przedstawianie ceny paliw w kraju, w porównaniu do innych krajów jest bez sensu, w momencie gdy nie mówi się o przeliczniku pensja/paliwo. Inaczej można mówić że na Białorusi jest zajebiście, bo tam benzyna jest po 4 zł. To jest zwykła manipulacja.
Niech zrobią grafikę ile paliwa kupisz za minimalną pensję, to coś czuje że z tej zielonej wyspy niewiele zostanie.
W trakcie kryzysu za Obajtka też mieliśmy niższe pensje a do tego jedne z najwyższych cen na stacjach, więc jakby nie patrzeć mamy tutaj postęp. I to pomimo miliardowych dopłat do Orlenu z podatków.
Jeśli mowa o minimalnej to też ważne jest to jaka część społeczeństwa na niej jest. W Polsce coraz więcej ludzi.
Do tego Orlen wtedy dostawał miliardy dotacji z budżetu.
Znow od rana w politycznych programach o SAFE. Batyr przeciw, prawica przeciw, bla bla bla.
No a dlaczego nikt glosno nie mowi, dlaczego ten kwik? Otoz powody sa tylko i wylacznie dwa:
1. To nie PiS tym razem nakradnie, tylko Platforma, wiec sie piekla na potege
2. Niezaleznie ile ci drudzy nakradna, to cos i tak uda sie dowiezc. Wiec doda sie z automatu kilka punktow procentowych w przyszlorocznych wyborach, tak wiec “oboz patriotyczny” sie gotuje.
Tyle i az tyle
To nie PiS tym razem nakradnie, tylko Platforma, wiec sie piekla na potege
No tak nie do końca - m.in. dlatego jest taki kwik PiSu, bo jednym z głównym punktów warunkowości jest przejrzystość wydatkowania, co im się mocno nie podobało, bo liczą na to, ze w następnych wyborach wrócą do władzy a wtedy dla nich to będzie bardzo duży problem
Apropo państwa z tektury.
"Doczekałem się ostatnio ogłoszenia wyroku w sprawie o przywrócenie do pracy w Warszawie, która zakończyła się prawomocnym wyrokiem w dziewiątym roku od jej wytoczenia. Tylko że klient zmarł w ósmym roku procesu. To o jakiej ochronie praw pracowniczych tutaj mówimy? - mówi mec. Grzegorz Ilnicki, ekspert prawa pracy."
Państwo powinno być od tego, aby chronić słabszych (zwykle są to pracownicy) przed silniejszymi (zwykle pracodawcami) wymuszającymi na nich nieuzasadnione warunki w umowach. Podobnie między dużymi firmami a ich mniejszymi podwykonawcami. Jeśli państwo tego nie robi to oznacza, że jest państwem teoretycznym, z tektury.
Co do wyroków we względnie prostych sprawach, które toczą się latami (coś o tym wiem, bo sam mam za jakiś czas zeznawać w sądzie jako świadek w sprawie sprzed dekady, gdy od tego czasu sam już kilkukrotnie zmieniłem pracodawcę), ja nie widzę innego wyjścia jak potraktować wymiar sprawiedliwości jak firmę/korporację w której po prostu trzeba docisnąć pracowników odpowiedzialnych za pchanie roboty (sędziów) i wdrożyć optymalizację procesów. Pierwsze pytanie powinno być, dlaczego sprawy trwają tak długo?
Jeśli problem tkwi w niewystarczającej liczbie sędziów (choć na pewno nie jest to jedyny powód) to może trzeba zatrudnić ich więcej. Nawet jeśli będzie to więcej kosztować to koszty z tym związane na pewno się zwrócą w skali gospodarki przez poprawę efektywności systemu.
Nieraz słyszy się o sprawach ze świecznika, które się opóźniają, bo np. jeden z sędziów składu orzekającego wziął sobie kilka tygodni zaległego urlopu. Który pracowdawca w firmie komercyjnej udzieliłby zgody pracownikowi na taki urlop w momencie jak ma termin na zrobieenie jakiejś roboty?
Powinny istnieć jakieś statystyki w zależności od typu sprawy ile mogą się one toczyć, a jeśli toczą się dłużej, ktoś powinien weryfikować jakie są tego powody.
frer
Pierwsze pytanie powinno być, dlaczego sprawy trwają tak długo?
Przyczyn tego jest oczywiście co najmniej kilka i są one złożone - nie do naprawienia jedną ustawą. Na ten temat można by pisać książki, ale żeby się nie rozpisywać i nie sięgać do dalekiej przeszłości, to całkiem niedawno z Sejmu wyszedł bardzo dobry pomysł, który choćby w pewnej mierze pozwoliłby odciążyć sądy i sprawić, że ich uwolnione dzięki temu moce przerobowe poszłyby na inne sprawy. Niestety wyłącznie z powodu czysto ideologicznego Nowogrodzki go zawetował. Mowa oczywiście o rozwodach.
Pomysł z rozwodami jest na tyle durny, że nawet ciężko go obronić. Jedna z niewielu slusznych decyzji batyra.
Plus to jest jakies 0,5% spraw w sądach, wiec w zaden sposob nie wplyneloby to na szybkość postepowan. Braki kadrowe sa najwieksza bolaczka sadow.
Pchanie przez prokuratorów to też nie argument, bo w sądach cywilnych (np. roszczenia dotyczące źle wykonanych umów między przedsiębiorcami) wcale nie jest lepiej. Standardem jest też odwoływanie rozpraw w ostatniej chwili i bywa, że przez rok czasu w danej sprawie kompletnie nic się nie dzieje. Najgorzej jak trzeba opinię biegłego, bo to często +2 lata do czasu trwania sprawy.
Ano właśnie - złe prawo tak formalne, jak i materialne, zbyt wiele formalnych sposobów na uwalenie postępowania przez strony, braki kadrowe nie tylko po stronie sądów, ale też braki biegłych, sędziowie, którzy boją się orzekać... No i nie wiem co złego jest w rozwodach przed notariuszem, może to jest 0,5%, ale po co takimi pierdołami zawracać głowę sądom, jeśli obydwoje małżonków zgadza się na rozwiązanie małżeństwa? Rozwodów mamy ponoć coraz więcej, nie wiem, czy wszystkie z walką o orzeczenie winy i podział majątku. Ze spadkami jakoś się udało...
Na opinie biegłych czeka się tyle, bo bieglych jest po prostu mało. I znów, są to braki kadrowe wynikające z braku kasy.
Generalnie imho jedynym problemem jest niedofinansowanie wymiaru sprawiedliwości. Będzie wieksza kasa, będzie więcej chętnych, będzie szybsze postępowanie.
Bukary i spółka
Bo jakby nie patrzeć małżeństwo jest chronione konstytucyjnie i gdy umożliwimy rozwód przed notariuszem to
-Sprowadzamy je do zwyklej umowy. Nie mozemy jednoczesnie wskazywac w konstytucji, ze jest to naczelne dobro chronione przez panstwo i umozliwiac manipulowanie nim jak sie tylko da.
-Zapominacie, ze sad moze nie wyrazic zgody na rozwod. Nigdy sie z tym nie spotkalem ale takie rozwiązanie jest przewidziane w krio
-Ulatwiamy różne machloje - za rozwodem idzie rozdzielnosc majatkowa i o ile sama rozdzielnosc mozna podwazyc w sadzie tak nie wyobrażam sobie mozliwosci podważania rozwodu notarialnego
-Skoro rozwod to i slub trzeba zrobic przed notariuszem
Generalnie uważam, ze sama swiadomosc możliwości uzyskania rozwodu w popoludnie spowoduje, ze bedzie wiecej lekkomyslnych slubow zakonczonych samotnym rodzicem. Ale to tylko moje gdybanie i bedziemy mogli to sprawdzic za dekade.
Jednym z głównych problemów przeciągania się spraw w wymiarze sprawiedliwości jest to, że przeciąganie spraw jest chyba podstawową taktyką obrońców w przegranych sprawach czy też rzadziej ale wciąż przez stronę oskarżającą w podobnej sytuacji.
Mam kolegę prokuratora i opowiadał mi o tym jak irytująca jest sytuacja gdy czarno na białym widać, że oskarżonego skażą, bo materiał dowodowy jest solidny więc obrona nie mogąca wpłynąć na wynik rozprawy przeciąga ją ile tylko się da, szuka pretekstów do przełożenie rozprawy itd. I niby obrońca powinien działać w interesie oskarżonego, ale w interesie udowodnienia jego niewinności a tymczasem ludzie czekają po 10 lat na odszkodowania bo przez ostatnie 5 obrona robiła co mogła by oddalić ogłoszenie wyroku, a do tego czasu pozwana firma zdążyła się zwinąć.
Kolejna kwestia, braki kadrowe w sądach nie wynikają z braku kasy, a z zamknięcia zawodu i sztucznego ograniczenia liczby sędziów i adwokatów. Uwolnienie zawodu lub chociaż poluzowanie limitów poprawiłoby tempo rozpraw.
Kolejną kwestią są ograniczenia w sposobie finansowania prawników, otóż u nas prawnik nie może działać w oparciu o pieniądze otrzymywane za wygranie sprawy, to może być jedynie premia, podstawą musi być stawka godzinowa (zgodnie z zasadami izby). W wypadku spraw o odszkodowania mogłoby to korzystnie wpłynąć na czas rozprawy.
No i w końcu kwestia niekompetencji, otóż wydaje się, ze rygorystyczne kryteria doboru do izby powinny odsiewać osoby nie nadające się do zawodu, a tak nie jest, ba bywa wprost przeciwnie, serio spotykałem dużo bardziej ogarniętych radców prawnych od adwokatów czy sędziów, którzy bywali naprawdę tępi. Oczywiście nie chcę generalizować, ale Izby nie zapewniają jakości jaką obiecują a jedynie pilnują by interes pozostał w rodzinie co odbija się źle na jakości.
Opory przed cyfryzacją i reformami.
Reformy Ziobry, czyli choy promowanie miernot na jak najwyższe stanowiska oraz obstrukcje prac sądów w celach politycznych.
I tak wymieniać można długo.
Nie wzięliście pod uwagę najprostszej rzeczy - brakuje zwykłych pracowników administracyjnych. Moja pracowała kiedyś w sądzie jako takowa. Ich jest za mało, nie mają czasu mielić tych wszystkich papierów i dlatego czekają sobie na półeczce aż ktoś po nie przyjdzie i zacznie wyznaczać terminy. Ot tak po prostu
Pisze z telefonu wiec nie bede cytowac z lenistwa tylko odniose sie do akapitow.
Ach ci mityczni obrońcy, ktorzy na skinienie palca powoduja odroczenie rozprawy sobie tylko znanymi metodami. Nastepnym razem badz laskaw spytac czym konkretnie te rozprawy odraczamy bo strzelam, ze wnioskami dowodowymi.
A to ze dla proroka material dowodowy jest solidny to standard, spytaj sie kolegi jaki ma odsetek spraw zakonczonych zgodnie z jego wnioskiem. Bo przypominam, ze sukcesem nie jest zawsze uniewinnienie ale tez umorzenie, zmiana kwalifikacji albo obnizenie wymiaru kary i w tym celu tez sie te wnioski sklada. Tak więc pisanie, ze ja mam dzialac w interesie udowodnienia niewinnosci jest pdwojna bzdura, bo ja swoj rozum mam i wiem, ze nie zawsze sie da. Po drugie udowadnia sie wine a nie niewinnosc.
To ze wiekszosc prorokow uwaza ze pozjadalo rozumy i wszyscy ich sie powinni sluchac to ich sprawa i rzuce na to zaslone milczenia.
Druga rzecz - sad te wnioski przyjmuje, wiec skoro uwzglednia a nie pomija, tzn ze i maja podstawe prawna i moga byc pozniej akuteczna podstawa apelacyjna czyli sa istotne dla sprawy.
Zapytaj sie tez kolegi co robi w sprawie, w ktorej pozwana firma znika z rynku, bo dla mnoe jest to tajemnica.
Tekstu o poluzowaniu rynku adwokatow nie rozumiem w ogole.
Braki kadrowe nie sa od 5 lat a od lat 20 i wpompowanie w to kasy zalatwi sprawe.
Brakuje tez ludzi w ogolnych sekretariatach a wyobraz sobie, ze oni tez sa odpowiedzialni za spadajace rozprawy.
Ponownie spytaj sie kolegi dlaczego maja braki kadrowe w prokuraturze. Czy z tego powodu, ze maja ograniczony dostep, czy z tego ze nie robia konkursow, a jak juz zrobia to ludzie, w tym adwokaci, masowo sie zglaszaja.
Kolejną kwestią są ograniczenia w sposobie finansowania prawników, otóż u nas prawnik nie może działać w oparciu o pieniądze otrzymywane za wygranie sprawy, to może być jedynie premia, podstawą musi być stawka godzinowa (zgodnie z zasadami izby). W wypadku spraw o odszkodowania mogłoby to korzystnie wpłynąć na czas rozprawy.
Absolutnie tego nie rozumiem. Jaka stawka godzinowa z izby?
No i w końcu kwestia niekompetencji, otóż wydaje się, ze rygorystyczne kryteria doboru do izby powinny odsiewać osoby nie nadające się do zawodu, a tak nie jest, ba bywa wprost przeciwnie, serio spotykałem dużo bardziej ogarniętych radców prawnych od adwokatów czy sędziów, którzy bywali naprawdę tępi. Oczywiście nie chcę generalizować, ale Izby nie zapewniają jakości jaką obiecują a jedynie pilnują by interes pozostał w rodzinie co odbija się źle na jakości.
To ma byc poluzowanie, czy zasady maja byc ciezsze? Xd
Bzdury piszesz o izbach, to nie rok 2000. Sa zupelnie inne problemy i nepotyzm nie jest jedym z nich.
Z litosci pomine juz ten fragment o ogarnietych radcach bo jest po prostu glupi
Ciekawe rzeczy czytam... Bo jak piszę, że i edukacji, i służbie zdrowia przydałyby się pieniądze z budżetu, to ciągle słyszę, że gadam banialuki, bo dosypywanie kasy nic nie da, bez reform systemowych zostanie ona "przejedzona" itp. A tu nagle się okazuje, że główny problem systemu sądownictwa to brak funduszy i jak się dosypie, to będzie git.
OK. Odnotowano.
;)
Bukary ale ja np. cały czas mówię że potrzeba więcej kasy i na edukację i na naukę i na zdrowie i na sądy i na policję. Czemu oszczędzamy na takich rzeczach a ładujemy miliony czy miliardy na durne "inwestycje" w stylu przekop czy izera?
Co do biegłych, nie tyle jest ich mało, co stawki są żałosne. Biegły sądowy z wykształceniem technicznym (inżynier) w sprawach np. o roszczenia idące w miliony może liczyć (nie pamiętam dokładnie, rzucam rząd wielkości) na 30-40 zł/godzinę swojej pracy. Gdy często na etacie będzie zarabiał przynajmniej 90-120 zł/h, a firma w której pracuje za godzinę jego pracy skasuje 200-400 zł. Stawki dla biegłych są po prostu żałośnie niskie. Co w sumie jest spójne z tym co napisałeś.
Problem z biegłymi jest więc ten sam co problem z administracją w sądach czy prokuraturze. Gdyby płacić dobrze to ludzie by się znaleźli. Mam daleką kuzynkę pracującą w administracji sądu, z ponad 20 letnim doświadczeniem podobno (przynajmniej jak sama raz twierdziła) zarabia niewiele ponad minimalną krajową.
Dosypanie kasy do wymiaru sprawiedliwości da więcej sędziów, którzy nie pomieszcza się w salach sądowych. I tak dalej
Bukary ale ja np. cały czas mówię że potrzeba więcej kasy i na edukację i na naukę i na zdrowie i na sądy i na policję.
No i wszystko jasne!
Nie przesadzajmy na same sądy na pracowników administracji to byłby koszt kilku miliardów rocznie a różnica byłaby znaczna dla każdego z nas. Sprawy nie trwałyby latami.
Tak Hopkins masz rację lepiej nie dawać kasy na lepsze funkcjonowanie państwa. Lepiej przepieprzać na nikomu niepotrzebne przekopy, izery, promy albo drogi donikąd. Dlaczego państwo nie może działać racjonalnie i dla obywateli? Lepiej rozrzucać pieniążki na lewo i na prawo. Zacznijmy od racjonalizacji wydatków np. kryterium dochodowe dla 800+ czy babciowego. Naprawdę gospodarstwa domowe które mają dochód na poziomie 15 tysięcy muszą dostawać pomoc? I to już będzie kilka miliardów. Zaprzestać niepotrzebnych inwestycji których nadal jest dużo np. nowa odsłona izery. Z Tajwanczykami którzy nie mają doświadczenia z samochodami elektrycznymi. A my mamy go w Europie sprzedawać. Noname samochód no na pewno w całej Europie rzucą się go kupować. Skończy się jak z Tureckim elektrykiem w którego wrzucono miliardy a sami Turcy nie chcieli go kupować.
Jest wiele takich rzeczy a niektóre racjonalne wydatki nie wymagają aż tak wielkich nakładów: np dofinansowanie do przewozów w małych miejscowościach czy większej liczby przedszkoli na wsiach albo lepszego działania PIP. Łączne koszty tych trzech rzeczy nie wyniosłyby więcej niż kilka miliardów rocznie a już dałoby więcej wsparcia.
Pytanie dlaczego politycy od lewa do prawa tego nie zrobią? Bo po pierwsze trzebaby mieć jaja żeby wytrzymać krytykę części elektoratu. Na dodatek musieliby się wziąć do roboty. No i najważniejsze nie byłoby od razu zysków wyborczych. Lepiej pieprzyć o OZE Sroze albo o tym że jakaś jednostka na Ukrainie ma imię bohaterów UPA. To nic nie kosztuje a zapala twarde elektoraty.
O taśmach też wiemy dziś nieco więcej. Ale o tym później.
No czekamy, czekamy, bo na razie same ogólniki.

Ależ Morawiecki zrobił Dymkowi reklamę... ;)
https://x.com/MorawieckiM/status/2063643812002406798
Niemniej jednak: szacun. Nie za udawanie Tuska, ale za lekturę. ;) Jak niedawno pisałem w tym wątku, warto się zapoznawać z analizami i diagnozami przeciwników politycznych, żeby być na bieżąco. Dla zainteresowanych: Morawiecki rozmawiał kiedyś z DLR.
https://www.youtube.com/watch?v=2XcGDeuseL4
Widzę, że z programu Mazurka i Stanowskiego, który był dnem mediaworkerskim, zrobił się już konkretny patościek:
https://x.com/pjotrowicz/status/2063894285737418963
Kasy im chyba nie zabraknie. Patotreści się sprzedają najlepiej. Tyle że jak się Stanowski choć trochę nie ogarnie i znowu nie zacznie udawać "obiektywnego", to cześć współpracowników może mu jednak podziękować i zostaną same prawicowe trolliki lub prawicowi "eksperci". (Już tam chyba zresztą jest spory ruch kadrowy). Na razie np. pracownik TVP Kurskiego robi tam za recenzenta rzetelności i obiektywności innych mediów. Takie kwiatki. Czy to będzie dobre "dla biznesu"? Nie wiem. Ale Stanowski ma na uwadze przede wszystkim kasę, więc widocznie bardziej się opłaca robić z siebie na ekranie idiotę, niż inwestować w jakąś porządną zawartość.
PS
A może kiedyś pojawi się inicjatywa oddolna i zwyczajnie zrobi coś co dziś nie wydaje się możliwe i zaorze ten szambo-biznes...
Bo większe tego typu "akcje podobno niemożliwe" interenty już widziały...
Jeżeli ta wypowiedź nie jest wyjęta z kontekstu, to gdyby prokurator chciał, mógłby doszukać się w niej czynu karalnego.
Adrian Klarenbach i jego żona znaleźli się wśród 29 osób oskarżonych w aferze związanej z Collegium Humanum. Dowody przeciwko Klarenbachom zostały zabezpieczone przez CBA jeszcze w czasach rządów PiS, choć TV Republika sugeruje, że sprawa to efekt działań obecnej prokuratury — ustaliła "Gazeta Wyborcza".
Za Onetem: "Lucyna Klein-Klarenbach podczas przesłuchania zapewniała, że nie popełniła żadnego przestępstwa i wybrała Collegium Humanum ze względu na dobrą opinię uczelni. Twierdziła, że była zainteresowana Indywidualną Organizacją Studiów, a jej opiekunem był katolicki ksiądz, który dostarczał jej materiały na pendrive'ach i przeprowadzał egzaminy w różnych miejscach poza uczelnią. Prokuratura jednak podważa tę wersję." Ożeż kurwa!!!!😂
Klarenbach? To jeden z kapłanów pierdolitów, pouczający i moralizujący wszystkich naokoło oraz wytykający mniej albo bardziej wyimaginowane przewiny innym?
Tym razem może nie "stare, znałem", lecz "typowe dla pisiorstwa, nic zaskakującego".
ale wiesz ciamajdo, że twój Tusk wsparł sutryka w wyborach prezydenckich mając pełną świadomość, że ten "uczył się" w kolegium tumanum ?
Tym razem może nie "stare, znałem", lecz "typowe dla kałowca, nic zaskakującego".🤣
Ryokosha
W sensie, że Klarenbach czy Müller, Schreiber, Szefernaker, Fogiel, Kanthak, Wassermann, Arent, Rau lub Mentzen?
Czytam to tłumaczenie Mazurka, czytam i czytam, ale wciąż zapach hipokryzji nie znika...
Paryż jest zgniły i niebezpieczny, ale córka wybrała to miasto... Kierunki humanistyczne to beka, ale córka wybrała literaturę... A na koniec klasyka prawicowego mediaworkera: virtue washing.
https://x.com/wina_Mazurka/status/2064021409102225702
Mógłby sobie chłop darować...
Jak zwykle typowe dla Mabzdurka rozmymłanie tematu przez masę zbędnych informacji. Totalne wymijanie tematu tego, że z "dziennikarskiej" pensji był w stanie utrzymać kilkoro swoich dzieci studiujących za granicą (mówi kilkukrotnie, że same musiały się tam dostać, jakby próbując odwrócić uwagę od utrzymania się tam).
Pier...i chlop jak na zawolanie. Coreczka to typowe resortowe dziecko.
Potem "wyedukowana" wroci i jak Pis bedzie u wladzy to pewnie dzieki zdobytym "kompetencjom" wygra konkurs na jakies fajne stanowisko dyrektorskie.
Kochaja niemieckie auta, brytyjska edukacje i francuska kuchnie. Ale ktos musi za to placic wiec pierd.la o upadku zachodu zeby karmic kompleksy lokalsow i cynicznie na tym zarabiac by na te wszystkie zachodnie udogodnienia miec kase.
https://x.com/KotulaKat/status/2064076296800416102?s=20
^^Nic dodać. Może jedynie tyle, że chłop, już gęsto powinien się tłumaczyć, na policji, ZANIM dojdzie do nieszczęścia.
Dla mnie to jest kolejne przesuwanie pewnej granicy dziennikarskiej odpowiedzialności za słowo. Zwłaszcza że Kanał Zero już nie jest tylko medium internetowym. Stanowski pokazał, że jest zwykłym patusem. Tym bardziej, że dalej brnie w to gówno i obstaje przy swoim. Nie sądzę jednak, żeby z powodu tego rodzaju chamstwa miał się spodziewać wizyty policji. To jest raczej sprawa dla niefunkcjonującej już od jakiegoś czasu Rady Radiofonii i Telewizji.
Typ jest patusem atwncjuszem ale odmówić mu racji nie można. Tego rodzaju prowokacje powinny być pietnowane a przepisy zmienione
a przepisy zmienione
Nie wiem czy tych przepisów to jego ulubieńcy nie ustanowili
Taaa wszyscy tak gadali a potem psychol nagle rzucił się z nożem na Adamowicza
Wasz Tusk groził wieszaniem wrogom politycznym, to była tylko taka figura retoryczna? A teraz za podobne figury, jak ta babcia, która życzyła owsiakowi "śmierci", mówiąc "giń człowieku", a teraz Stanowski to już jest wszystko śmiertelnie poważnie? I to wszystko za rządów KOalicji, która przyzwala na te absurdalne mandaty?
Z relacji urzędniczki wynika ponadto, że „narzucane przez kierownictwo kwoty mandatów (jak najwyższe), są absolutnie sprzeczne z kodeksem karnym skarbowym”. Jako osoby odpowiedzialne za taką sytuację wymieniła szefa KAS Marcina Łobodę, ministra finansów Andrzeja Domańskiego i premiera Donalda Tuska.
Orka Mentzena... ;)
https://x.com/SlawomirMentzen/status/2064276120971641138
https://x.com/SlawomirMentzen/status/2064294395059298356
To jest na podobnej zasadzie, jak sprawa Ziobry i Romanowskiego - politycznie Tuskowi bardziej opłaca się gonić króliczka niż go złapać, z kolei PiS-owi politycznie bardziej opłacają się odpały Cienkowskiej jako minister w rządzie Tuska niż ich brak. I tak to się kręci od ponad 20 lat...
Nie bez powodu PSL się dwoi i troi promując teraz SAFE na prowincji, bo wiedza, ze to dla nich duża szansa na podebranie elektoratu PiSowi, nie bez powodu taka ciągłe ciśnienie u mediów pro-autorytarnych, nie bez powodu tacy aktywni na X.
Z punktu widzenie szarego wyborcy w mniejszych miejscowościach to SAFE będzie największym osiągnięciem tego rządu a w zestawieniu z kredytami Błaszczaka, w które będzie walić też konfederacja, to już w ogóle PiS ooberwie.
Inna sprawa, że nie wiem jak się narodowcom zepnie niechęć konfederacji do inwestowania w siły zbrojne gdzie narodowcy są ogólnie za takimi inwestycjami.
SAFE boli antypolskich szkodników, bo w zasadzie de facto nie ma on żadnych minusów/wad, za to ma same plusy/zalety. Tzn. ma same plusy/zalety dla Polski, Polaków i - siłą rzeczy - (rządu) Tuska, a więc ma same minusy/wady dla PiS-u, bo PiS to partia antypolska.
Piękną dziś szopkę PO odstawiło, ogłaszając kandydatkę na prezydentkę Krakowa... w Warszawie. Nawet się jej nie chciało konferencji urządzić w mieście, w którym kandyduje. Gratulacje.
PO nadal żyje w oderwaniu od rzeczywistości. Przegrana Rafałka nadal nic ich nie nauczyła. Co ciekawe, tak zadbali o PR, że ja nic o tym nie słyszałem i musiałem zgooglować, żeby się dowiedzieć kogo ogłosili. To już Banaś ma większe szanse na zwycięstwo.
Ale jedną sobie rzecz uświadomiłem patrząc na zdjęcie Kosiniaka, Tuska i tej kandydatki. Tusk to już staruszek, może na poziomie Kaczyńskiego sprzed kilku lat, będzie tylko gorzej. On już powinien mieć namaszczonego następce z młodszego pokolenia (nie Sikorskiego, raczej kogoś urodzonego w latach 75-85). Paradoksalnie najlepszym jego następcą jako liderem opozycji byłby zapewne... Kosiniak-Kamysz.
frer
Paradoksalnie najlepszym jego następcą jako liderem opozycji byłby zapewne... Kosiniak-Kamysz.
Całkiem poważnie uważam, że - na 10.06.2026 r. - kolejnym kandydatem szeroko rozumianej koalicji demokratycznej na Prezydenta RP, powinien być właśnie Kosiniak-Kamysz. Oczywiście zakładając, że do 2030 r. nic "konkretnego" się nie wydarzy w polskiej polityce, ale na ten moment tak uważam. Bo szczerze wątpię, aby w ciągu najbliższych 4 lat w KO wyłonił się ktoś, kogo byłoby w stanie poprzeć szeroko rozumiane centrum oraz nieradykalna prawica i nieradykalna lewica, a kto jednocześnie nie miałby dużego elektoratu negatywnego. Doprecyzowując, uważam, że KO powinno się dogadać z PSL, że ich wspólnym kandydatem już w I turze będzie Kosiniak-Kamysz, a na etapie II tury powinni rozmawiać o poparciu go z Lewicą i innymi partiami typu Polska 2050 (jeśli jeszcze będą istnieć). KO nie powinna wystawiać swojego, w sensie będącego jej członkiem, kandydata, bo każdy kandydat "rdzennie KO" przegra z każdym kandydatem PiS.
Za 4 lata Sikorski też już nie będzie młodzieniaszkiem, Tusk wyciął przez te wszystkie lata całą ewentualną konkurencję, a jeżeli po raz trzeci wystawiliby Trzaskowskiego, to znaczy, że są debilami do potęgi, niezasługującymi na wygraną.
Tusk/KO nie umie w wybory prezydenckie. Komorowski wygrał tylko dlatego, że ówczesne okoliczności były takie, a nie inne, a nie że był taki zajebisty. Gdy okoliczności się zmieniły, to przerżnął wybory do wygrania, mimo że "nie przejechał na pasach ciężarnej zakonnicy".
No, ale to pieśń jeszcze dalszej przyszłości niż przyszłoroczne wybory...
elathir
może oni po prostu wiedzą, ze przerżną, więc się nawet nie starają, liczą na wygraną Gibały, który koalicji będzie raczej przychylny, a jednak bezpartyjny. Więc lecą z planem minimum bez wysiłku.
W tym przypadku faktycznie może tak być - KO zdaje się mieć wywalone na prezydenturę Krakowa. Pamiętajmy, że - w odróżnieniu od paru innych dużych miast w Polsce - Kraków nigdy nie był żadnym "bastionem PO", jeżeli chodzi o prezydentów tego miasta. Rządzący Krakowem przez 22 lata (2002-2024) Majchrowski nigdy nie był członkiem PO, lecz był związany z SLD/lewicą. Jeśli więc wygra Gibała, to PO raczej nie będzie płakać z tego powodu.
drama o stanowdkiego a jakoś cicho w państwie prawa o areszcie dla Kraskowskiego
Cicho? Nawet "Wyborcza" sprawę nagłaśnia, stając po stronie aresztowanego. Tak, "Wyborcza".
https://x.com/i/status/2064560816498635120
Ja mam tutaj problem. Z jednej strony sam już kilka razy pisałem o tym, że sprawa Polnordu śmierdzi i że Giertych ma pewnie coś poważnego na sumieniu. Dobrze więc, że dziennikarze "węszyli". Z drugiej strony - wysłanie do komendanta policji maila z pogróżkami (zabicia), bo był "opieszały"? Posiadanie nielegalnej broni (gazowej) i amunicji? Odmowa składnia wyjaśnień w sprawie broni i w sprawie groźby? To też "śmierdzi".
Nie wiem nic na temat tego czlowieka. Nie wiem, czy przeżywa jakieś załamanie psychiczne i czy byłby zdolny do realizacji gróźb. Nie wiem też, czy areszt był konieczny. Niech się nasz Grabarz wypowie co do zasadności aresztu w takiej sytuacji. Obstawiam, że chodzi o przeprowadzenia badania psychiatrycznego i sprawdzenie źródła maila z pogróżkami.
Z punktu widzenia laika: jeśli to rzeczywiście Kraskowski wysłał maila (a przy okazji posiadał nielegalną broń), nie dziwię się, że sąd wolał zasądzić areszt, niż ryzykować, że coś dziennikarzowi strzeli do głowy w czasie badania sprawy. Ale to mówię na podstawie doniesień medialnych, bo przecież szczegółów nie znamy.
No to choć raz, Lutz, zejdź z tronu i zaszczyć nas swoją opinią w tej sprawie.
Zemsta polityczna? Areszt wydobywczy? Sfingowane groźby? Podrzucona przez policję (albo przeciwników politycznych) broń? Ciekaw jestem, co o tym sądzisz i skąd czerpiesz swoje informacje.
Nie wiem nic na temat tego czlowieka.
To zdanie nie dotyczyło dziennikarskiej działalności Kraskowskiego (vide moja uwaga na temat Polnordu), tylko jego stanu psychicznego i okoliczności sprawy.
Słucham zatem: co wiesz na ten temat i jaka jest twoja opinia w tej sprawie? Nie wymiguj się.
Nie wiem nic na temat tego czlowieka.
^^To jest gość, który rozpowszechniał fejka, że jakiś rolnik wyrzucił na pole ziemniaki (bo cena w skupie była za niska), żeby ludzie je sobie wzięli za darmo. I ludzie tego rolnika zwyczajnie okradli, jumając ziemniaki, które były uszykowane, żeby je zawieźć do skupu. Kraskowski, po całej tej sprawie, w zasadzie "umył ręce", tłumacząc się, że tą wiadomość (jak się okazało nieprawdziwą), podał po kimś.
Też nie podejmuje się oceny - to zrobią biegli, na polecenie sądu. Z dyskusji z nim, z tego co wypisywał, na twitterze, wyłania się obraz człowieka zaburzonego, cierpiącego na paranoję ("ścigany" przez służby, "podsłuchiwany", "tropiony"). Co do wypowiedzi dziennikarzy - moim zdaniem, to jest źle pojęta solidarność zawodowa. Facet wysyłał groźby karalne (na ile były realne, na ile wynikały z zaburzeń - to ocenią biegli psychiatrzy, a nie "koledzy po fachu") i miał broń, nielegalną. Gdybym coś takiego zrobił ja, Ty albo Lutz, to już byśmy siedzieli "na dołku" i żaden dziennikarz by nawet palcem nie kiwnął.
ten gość ma dość porządną historię i jest dokładnie jak [email protected] (chociaż to.taka słabiutka próba sarkazmu)
wystarczy sprawdzić jaki jest odzew dziennikarzy na x'ie a to sa ludzie którzy wiedzą trochę więcej niż "toolsy" w stylu lordpilota
Ale nie wymiguj się, Lutz. Konkretnie. Skoro stać cię było na paternalistyczną emotkę, to napisz, co wiesz w tej sprawie albo co sądzisz na ten temat.
Zemsta polityczna? Areszt wydobywczy? Sfingowane groźby? Podrzucona przez policję (albo przeciwników politycznych) broń? Co się według ciebie dzieje?
Lutz który wszystko wie z twittera ma pretensje do bukarego, ktory nie chce sie wypowiadać na tematy, ktorych nie zna. Komedia.
Masz, Lutz:
https://www.gov.pl/web/po-warszawa/aktualny-stan-sledztwa-przeciwko-dziennikarzowi-leszkowi-k
Teraz się możesz pośmiać.
cytowanie czegokolwiek z Twittera i innych mediów nie ma sensu, bo świeże informacje zawsze są zbiasowane
rzecz w tym że idiotę da się w mediach zrobić z każdego, potwierdzilby to Gabriel Janowski protestujący przeciwko prywatyzacji polskich cukrowni czy Stanisław Lepper pytający o Klewki.
ta sprawa jest urobiona na samej górze i gdyby Giertych miał trochę oleju w głowie to by się zamknął, ale póki co mamy igrzyska i zdecydowanie mocny udział w tych igrzyskach.
No i Tusk kolejny rok dobija (i po cichu prywatyzuje) instytucje publiczne.
Szef rządu zaczął swoje wystąpienie na konferencji od poinformowania, że jego gabinet proponuje, by płace budżetówki, w tym nauczycieli, wzrosły w przyszłym roku o 3 proc.
A to mistrzostwo świata:
– Ale ja sam wiem i mówię to z głębi serca, i z wiedzy to wynika, że nauczyciele powinni zarabiać więcej. Podwyżka byłą największą w historii, ale powinni zarabiać więcej. To co dziś będziemy proponowali to nie wystarcza – przyznał Donald Tusk.
– Do tego dochodzi kwestia progu, w jaki wpadają lepiej zarabiający nauczyciele. Jestem tego świadomy, będziemy badali wszystkie możliwe okoliczności. Mówię takim trochę sztywnym językiem, ale jak tylko pojawi się możliwość, nauczyciele będą tą grupą, o które naprawdę będę pamiętał. Wiem, sporo zrobiliśmy, ale to jest niewystarczające – dodał szef rządu.
"Wiem, że jest chujnia, ale nie mam zamiaru nic z tym zrobić. Sorki. Pieniędzy nie ma i nie będzie".
Dobrze, że Tusk podrzucił pistolet Kraskowskiemu i kazał go aresztować, bo może mniej ludzi zauważy, jaką liberałowie z PO prowadzą politykę wewnętrzną i jak urządzają ten kraj w dupie w dobie "największego w historii sukcesu gospodarczego". LOL.
I prognoza ważna dla większości polskich rodziców: korepetycje podrożeją. ;) W moim regionie stawki teraz to 150-200 zł za godzinę. Będzie więcej. Rynek się ureguluje zgodnie z zasadami gospodarczego liberalizmu. Szkoda tylko tych dzieci, które sobie na korepetycje nie mogą pozwolić. Bo w szkole jeszcze się pogłębi zjawisko "jaka płaca, taka praca". Frajerów (czyli ludzi "z misją") będzie coraz mniej w murach placówek edukacyjnych. Bo już są tak zniedołężniali, że muszą odchodzić na emeryturę (choć szkoły dwoją się i troją, żeby ich zatrzymać).
I piszę to nie tylko z uwagi na tę konkretną konferencję Tuska. Piszę, bo to jest po prostu kierunek działań liberałów widoczny od wielu, wielu lat. I w tej materii Tusk się nie zmienił i nie zmieni. Nadal jest "vincentyzm" na pełnej, a systemowo dosypuje się głównie lobbystom i zapleczu partyjnemu (np. środowisku artystycznemu, którego "przydatność", gdy idzie o przyszłość i funkcjonowanie państwa, jest raczej mniejsza niż urzędników czy nauczycieli).
Niestety ale mamy obecnie kryzys demokracji an świecie. Politycy by uzyskać reelekcję muszą podejmować decyzje popularne a nie dobre, choc dosypywanie artystom niby popularne nie jest, tak ich wsparcie w kampanii już okazuje się przydatne. Stąd oszczędzanie na decyzjach słusznych ale nie sprzedających się w krótkiej perspektywie czasu, ale nie szczędzenie kasy na rzeczy kupujące głosy.
Zgadza się. Dlatego np. Manolito ma rację, jak się wyśmiewa z jakości kolejnej "dobrej zmiany" albo z "obiecanek-cacanek". Dla mnie ten rząd jest jakościowo lepszy (choć nie "idealny") od poprzedniego np. w zakresie polityki zagranicznej oraz inwestycji zbrojeniowych. (Nie chcę sobie nawet wyobrażać, co by się działo w tych obszarach w czasach Trumpa, gdyby rządził PiS). Polityka wewnętrzna, prospołeczna, dotycząca instytucji państwa, jakości usług publicznych itp. to chuj, dupa i kamieni kupa. Kolejna banda karierowiczów, ignorantów i kłamców.
Tusk zaś to wyjątkowa menda, co widać w tym, jak prowadzi partię (wycinanie ludzi wartościowych, promowanie wiernych miernot) i jaki ma stosunek do innych polityków, którzy proponują jakieś sensowne rozwiązania, zyskując poparcie społeczne czy popularność (swego czasu Dziemianowicz czy Pełczyńska). Liczy się interes partyjny. Ponad interes społeczeństwa.
Ja się Tuskowi nie dziwię, że narzeka na brak pieniędzy w budżecie - zachciało się Tuskowi utrzymywać "pińcetplusa" (a nawet zwiększyć go do "osimsytplusa") bez sensownej reformy tego programu, przy jednoczesnym i dalszym łożeniu kilkunastu miliardów złotych rocznie na górników (którzy i tak mają go w dupie) oraz tzw. polski kościół (który i tak ma go w dupie), to teraz Tusk nie ma kasy na edukację czy służbę zdrowia. I w tym sensie się zgadzam - winny temu, że nie ma "tyle kasy, ile by chciał", jest sam Tusk. Bo budżet nie jest z gumy.
a jak tam panowie wyglada sytuacja z europejskim samolotem 6 generacji?
100 miliardów poszło się walić bo jest okazja wyłapać kolejnych frajerów?
Z tematu wyżej uciekłeś i zakładasz kolejny gownoburzowy temat o którym nic nie napiszesz?
ktory program? Fcas czy gcap?
Jak 100 mld poszło się walić skoro 100 mld to górna gracnica kosztów rozwoju a wydano nie więcej niż kilka miliardów? Ile miliardów Polska przepaliła?
ostatnio twoje bajty są niższych lotów niż te od gajmingmana.
Z drugiej strony pewnie potrafisz wskazać jak rozłożyło się to 100 mld, bo przecież jesteś pewien, że cała kasa została juz wydana, prawda? Śmiało dawaj źródła z rozliczeniami.
Z trzeciej strony kasa poszła z budżetu Niemiec, Francji i Hiszpanii, więc porażka powinna cię cieszyć.
Co nie zmienia faktu, że jest to porażka.
Oby ten brytyjsko-włosko-japoński wypalił.
Do programu GCAP, którego całkowity koszt oszacowano na 60 mld , też Polska chce dołączyć.
mam te porazke serdecznie w dupie, podejrzewam, ze wiekszosc inwestycji skonczy sie zakupami u chinczyka, bo przeciez nie w US.
to było klasyczne dotowanie własnego przemysłu oraz podtrzymanie gotowości do produkcji (biura konstrukcyjne, linie technologiczne, inżynierowie etc. ) samolot i tak by nie powstał tak samo jak ten europejski czołg, w ten zakamuflowany sposób omija się prawo europejskie subsydiując własne wielkie koncerny, dokładnie tak samo niemcy dofinansowali swoje stocznie zamawiając ultra drogie okręty podwodne.
np. za PRLu, powstawały projekty i prototypy nowych typów uzbrojenia (samoloty, karabinki, ) i ciągle do dziśnarzeka się, że mieliśmy takie cudeńka, a nie wprowadzaliśmy ich w życie, a prawda była taka, że to była sztuki dla sztuki i nigdy nie zamierzano ich adaptować i masowo produkować, ale za to podtrzymywano zdolność do produkcji i konstrukcji uzbrojenia.
Myślałem, że dam do kącika humorystycznego, ale to chyba przedsmak tego, jak będzie wyglądała kampania wyborcza (tym razem pod znakiem AI):
https://x.com/KONFEDERACJA_/status/2064641404370890936
https://x.com/Wojtek_Koral/status/2064686048190275710
Przeciez to jest dokladnie social mediowy styl w jakim dostajemy smieciowe inforamacje od KO.
Dokladnie tak to bedzie wygladalo, KO bedzie sie chwalilo tym co zrobil PiS, PiS z konfa bedzie produkowalo AI slop (o ile dobrze pamietam pis ciagle nie dostaje pieniedzy) a lewica bedzie cicho bo to daje im szanse na jakies glosy.
I bardzo dobrze. To nie ma byc smieszne, to ma byc skuteczne, nie maja szans w rezimowych telewizjach wiec beda prowadzic wiekszosc kampanii w SM

LOL
https://x.com/MorawieckiM/status/2064958307195109644
Polska polityka wreszcie odkryła, do czego najbardziej przydaje się AI. ;)
No i piękna odpowiedź:
https://x.com/Kpelczynska/status/2065026212506792380
Jest komunikat prokuratury, w sprawie Leszka K.:
https://x.com/Prok_Okreg_Wawa/status/2064705837172392427?s=20
^^Niezły ananas. Tak czułem, że dziennikarze i mediaworkerzy, idąc ślepo, w źle pojętą, zawodową solidarność, po raz kolejny się skompromitują, broniąc przemocowca. Plwam, na to zapatrzone w siebie środowisko, nieomylnych, świętych krów, już od dawna.
ps.Wersja dla Lutza i prawaków - na pewno Tusk kazał mu znęcać się nad rodziną, nie stawiać się na wezwania prokuratury i nie poddawać badaniom psychiatrycznym.
No ale sąd przyklepie. Jak w 90% spraw.
Sprawa ze Stanowskim i KAS jest absurdalna. Zwykły obywatel uważa to za absurd. Nie może być tak że kłade na pizzy pieczarki i jest 8% a kładę krewetki i jest 23%. Pizza powinna mieć jedną stawkę, bez względu na to czy położę na niej psie gówno czy kawior. Stanowski ma rację że to absurd, ale nie ma racji obrażając urzędniczkę. Kobieta egzekwuje prawo stworzone przez upośledzonych debili jak ten kretyn Domański co to jest teraz ministrem finansów. Nie ma znaczenia czy jest z PiSu czy KO, bo i tak 90% polityków to idioci więc to jeden wuj. To prawo jest do zmiany, nie urzędnik.
patsuowa jest też akcja z mandatem
To nie takie proste. PiS zmienił prawo, żeby ujednolicić pewne kwestie w systemie podatkowym (w ramach walki z różnego rodzaju oszustami i w celu uproszczenia całego systemu). Na owoce morze (czyli "towary luksusowe") stawka VAT wynosi 23%. Niezależnie od tego, z czym się podaje krewetki, homary czy małże. Rozumiem, że według ciebie za źle naliczony podatek za krewetki na pustym talerzu należy się kara, ale za krewetki na placku - już nie? A krewetki w ryżu to się kwalifikują do wyższej czy niższej stawki? I tak dalej. Ad absurdum. No więc sprawę uproszczono: są w daniu krewetki - mamy 23%.
Można się rzeczywiście zastanawiać, czy potrzebna jest zmiana, która polega na likwidacji rozróżnienia na "towary luksusowe" i "nieluksusowe". Ale w tym momencie stan prawny jest właśnie taki. Twoje widzimisię w kwestiach prawnych ("pizza to pizza") nie ma tutaj nic do rzeczy. Urzędnik ma sprawdzać przestrzeganie prawa. Do tego został powołany i za to otrzymuje pensję. Nazywanie wykonywania obowiązków "patusowymi akcjami" uważam za przejaw kompletnego niezrozumienia tematu i pogardy dla instytucji naszego państwa. Zwłaszcza że w tym wypadku urzędniczka działała i w moim, i w twoim interesie, Iselorze, dbając o właściwe ściąganie podatków. To nie jest zresztą jedyna czy pierwsza sprawa dotycząca niepoprawnego naliczania VAT-u w gastronomii. A metoda "zakupu kontrolowanego" jest standardowo stosowana w tego rodzaju przypadkach. Po prostu w świetle prawa właściciel pizzerii próbował "okantować" budżet państwa, czyli tak naprawdę podatników. Czy robił to świadomie? Nie mam pojęcia. Ale nieznajomość prawa (i niska kwota związana z "kantowaniem") nie zwalnia z odpowiedzialności.
Czy kara nałożona na pizzerię była zbyt wysoka? Urzędniczka mogła dać pouczenie, gdy okoliczności złamania prawa są niejasne, budzą jakieś wątpliwości co do intencjonalności czynu, szkodliwość jest niska itp., albo nałożyć mandat do kwoty ponad 24 tysięcy zł (sic!). Zdecydowała się na grzywnę w (podobno) typowej w takich sprawach wysokości ("tylko" 2500 zł, a nie 24 tysiące), bo w praktyce przy kontrolach z „zakupem kontrolowanym” w gastronomii KAS zazwyczaj traktuje niepoprawne naliczanie VAT-u jako *celowe* zaniżenie. I znowuż: może trzeba jednak zmienić wewnętrzne zasady i wytyczne obowiązujące w KAS, żeby częściej dawano pouczenia właścicielom pizzerii, którzy nie płacą VAT-u? Żeby urzędnicy nie byli "bezduszni". Albo żeby mandaty były mniejsze. (Pewnie sam bym się za takim rozwiązaniem opowiedział). Kolejny temat do dyskusji. (Bo łatwo znaleźć argumenty za i przeciw). Dla polityków i prawodawców. Ale nawet jeśli uznamy tego rodzaju wytyczne za absurdalne czy bezduszne, to nie uprawnia nikogo do chamskiego wyzywania urzędniczki albo kwestionowania metody kontroli zakładów gastronomicznych i nazywania ich "patologicznymi". Bo jak inaczej i skutecznie sprawdzić, czy właściciel pizzerii sprzedaje konkretne dania zgodnie z obowiązującymi przepisami?
To jest afera z cyklu takich, które były, są i będą przy obecnym skomplikowaniu prawa podatkowego, administracyjnego itp. itd. Można się i oburzać, ale za PiS-u byłoby to samo, jak nie z pizzą, to z czymś innym.
He he he...
https://x.com/ekonomat_pl/status/2064235491679957505?s=20
Jest i cały wywiad. W skrócie: ekshumacje to nasza sprawa, ulice - nie. :)
Może jest coś w tym, że nas "rozgrywajo" - tylko kto? A może jednak jak zwykle rozgrywamy się sami.
https://dzieje.pl/wiadomosci/prezes-ipn-upa-byla-organizacja-zbrodnicza
Zwykli faceci to tylko trybik w maszynie, który zawsze można wyrzucić na śmietnik ...
A miało być tak pięknie... ;)
https://tvn24.pl/polska/praca-w-biurze-rzecznika-praw-dziecka-odslaniamy-kulisy-st9088656
Hitem jest to, że jedną z osób mobbingowanych w burze Rzecznika Praw Dziecka jest współtwórca Stowarzyszenia Umarłych Statutów, które walczy o prawa uczniów. I Korzeniowski... pozywa skarb państwa.
https://tvn24.pl/polska/mobbing-w-biurze-rzecznika-praw-dziecka-jest-pozew-st9088513
RPD powinna zostać w trybie natychmiastowym zdymisjonowana. Wstyd.
Żeby w tak drobnej sprawie uciekać się do kłamstwa... Kompletne dno.
https://x.com/motykamilosz/status/2065005451226317310
Kosiniak-Kamysz, pomimo że, nie ma dnia, żeby Błaszczak nie wylewał na niego hektolitrów gnoju, potrafił się wznieść, ponad partyjne wojenki i zaprosił tego buraka... A ten jełop, nawet w tak oczywistej i łatwej do sprawdzenia sprawie, kłamie?
Niczego innego się nie spodziewałem, po Błaszczaku - w końcu to zdrajca, który odtajnił plany obrony Polski.
Via Tenor
Ja cię nie mogę:
https://x.com/donaldtusk/status/2065076309886140534
Ależ Zondacrypto posmarowała. Tak mocno, że trzyma do dziś. ;)