Po drugie za komusze myślenie w stylu wszystkim po równo, czyli g...o, powinno się mieć dożywotni zakaz pełnienia stanowisk państwowych.
Najpierw dieta wegańska w przedszkolach
Nie ma żadnej diety wegańskiej w przedszkolach. Nie kłam, bo od tego mamy wielu innych bywalców wątku.
Co zaś do samej sprawy... IMHO:
A) Rzeczniczka zachowała się idiotycznie. A potem próbowała gasić pożar benzyną. Tu zgadzam się z ogólną wymową następującego wpisu:
Są momenty, kiedy człowiek czyta oficjalne stanowisko państwowej instytucji i zastanawia się, czy przypadkiem nie otworzył strony z satyrą. Niestety nie. To rzeczywistość.
Oto dochodzimy do punktu, w którym darmowa gałka lodów dla ucznia z czerwonym paskiem ma być przedmiotem poważnych rozważań o „równości”, „inkluzji” i potencjalnej „dyskryminacji”. Naprawdę. W sytuacji gdy mamy problemy z jakością edukacji
z uzależnieniem od mediów społecznościowych, państwowa instytucja postanawia pochylić się nad zagrożeniem, jakie niesie ze sobą... nagrodzenie dziecka za dobre wyniki w nauce.
To jest już nie tylko przesada. To jest intelektualna kapitulacja.
Nikt rozsądny nie twierdzi, że oceny są jedyną miarą wartości człowieka. Nikt nie uważa, że dziecko bez czerwonego paska jest mniej wartościowe, mniej zdolne czy mniej godne szacunku. To oczywistość. Ale z faktu, że każdy człowiek ma swoją wartość, nie wynika jeszcze, że każde osiągnięcie ma być traktowane identycznie.
Jeżeli uczeń przez cały rok ciężko pracował, odrabiał lekcje, przygotowywał się do sprawdzianów i osiągnął bardzo dobre wyniki, to dlaczego nie miałby dostać symbolicznej nagrody? Dlaczego gałka lodów ma być nagle zamachem na równość społeczną? Od kiedy docenianie wysiłku jest formą wykluczenia?
Według tej logiki należałoby zlikwidować medale sportowe, stypendia naukowe, konkursy przedmiotowe, nagrody artystyczne i wyróżnienia dla wolontariuszy. Przecież zawsze znajdzie się ktoś, kto ich nie otrzymał. Czy to oznacza, że są dyskryminowani?
Nie. Oznacza to, że ktoś został nagrodzony za konkretny wysiłek.
Najbardziej absurdalne jest jednak przekonanie, że czerwony pasek kogokolwiek krzywdzi. Pasek na świadectwie nie odbiera nikomu godności. Nie zamyka drzwi do edukacji. Nie pozbawia praw. Nie sprawia, że inni uczniowie stają się gorsi. Jest po prostu symbolem osiągnięcia. Tak samo jak medal na zawodach czy dyplom w konkursie.
Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy zaczynamy traktować każde wyróżnienie jako potencjalną obrazę dla tych, którzy go nie otrzymali.
To nie jest troska o równość. To jest kult przeciętności.
W tej narracji coraz częściej nie chodzi o to, by pomagać słabszym osiągać więcej. Chodzi o to, by przypadkiem nie wyróżnić tych, którzy osiągnęli więcej. Zamiast podnosić wszystkich wyżej, obniżamy poprzeczkę tak, żeby nikt nie poczuł dyskomfortu.
A przecież życie tak nie działa.
W dorosłym świecie ludzie dostają premie za wyniki. Awanse za osiągnięcia. Nagrody za sukcesy. Stypendia za naukę. Granty za badania. Jeśli uczymy dzieci, że nawet symboliczne docenienie wysiłku jest czymś podejrzanym, to przygotowujemy je nie do rzeczywistości, lecz do świata, który istnieje wyłącznie w urzędniczych dokumentach.
Najbardziej niepokojące jest jednak coś innego. Instytucja powołana do obrony praw dzieci zdaje się coraz częściej zajmować nie realnymi problemami najmłodszych, lecz ideologicznym poszukiwaniem nierówności tam, gdzie ich po prostu nie ma.
Dziecko z czerwonym paskiem nie jest uprzywilejowaną kastą. Dziecko bez czerwonego paska nie jest ofiarą systemu. A darmowa porcja lodów nie jest narzędziem opresji.
To tylko sympatyczny gest wobec tych, którzy osiągnęli określony cel.
Jeżeli doszliśmy do momentu, w którym nawet to budzi urzędowy niepokój, to znaczy, że naprawdę zgubiliśmy proporcje. I być może największym problemem nie jest już sam absurd takiego stanowiska, lecz fakt, że ktoś uznał je za warte napisania na oficjalnym papierze.
Bo kiedy nagradzanie pracy i ambicji staje się problemem, problemem przestaje być czerwony pasek. Problemem staje się sposób myślenia, który każe go zwalczać.
B) Ale osobną sprawą są czerwone paski w szkole. To złóg po systemie komunistycznym, który należy IMHO usunąć lub zastąpić jakąś formą nagród, które niekoniecznie opierają się na matematycznej średniej. Nie chodzi o dyskryminację dzieci, chodzi o absurdalne kryterium.
Psychologowie i inni badacze dowodzą*, że tego rodzaju nagroda za średnią arytmetyczną - jeśli jest tak fetyszyzowana, jak w Polsce - często podważa motywację wewnętrzną, promuje perfekcjonizm oparty na kłamstwie i oszustwie, upraszcza złożoność uczenia się, nie mierzy w żaden sposób kreatywności, umiejętności współpracy, pogłębia nierówności i tworzy podziały. Dzieje się tak m.in. z uwagi na patologiczność polskiego systemu edukacyjnego, który:
- promuje nie tyle wysiłek i wkład pracy, ile suchą średnią;
- ocenę wyrażoną cyfrą traktuje jak jedyną formę uznania;
- zachęca do toksycznej rywalizacji.
Już dawno powinniśmy odejść od średniej jako głównego wskaźnika "sukcesu" na rzecz jakiejś formy portfolio osiągnięć. Zwłaszcza że kryteria ocen (niekoniecznie wymagania edukacyjne), którymi posługują się polscy nauczyciele, to ocean absurdów i nadużyć.
Sam co roku doświadczam na własnej skórze absurdów "czerwonego paska". I mogę wam z ręką na sercu powiedzieć, że dzieci z "czerwonym paskiem" to często wcale nie są najlepsi, najzdolniejsi, najbardziej pracowici czy najbardziej kompetentni uczniowie. Dla mnie "czerwony pasek" powinien się znaleźć w szufladzie polskich idiotyzmów edukacyjnych razem z oceną zachowania.
I żeby była jasność: pracowitych, zdolnych, kreatywnych itd. uczniów powinniśmy cenić i nagradzać. Ale "czerwony pasek" to nie jest zbyt fortunny, adekwatny i miarodajny sposób na wyrażanie naszego uznania.
*Np.: https://hbsp.harvard.edu/inspiring-minds/why-focusing-on-grades-is-a-barrier-to-learning
Mnie tylko zastanawia, dlaczego właścicielka lodziarni w ogóle się przejęła tym pismem Rzeczniczki Praw Dziecka. To pismo nie ma żadnej mocy prawnej, jest jedynie prośbą, apelem. Ja na jej miejscu bym to wyśmiał i olał, bo z wypowiedzi właścicielki lodziarni wynika, że chciałaby kontynuować tę tradycję, a myśl kryjąca się za pismem RPD jest idiotyczna, a nawet szkodliwa.
Informację o zakończeniu akcji właściciele przekazali w mediach społecznościowych. Poinformowali, że otrzymali imienne pismo od Rzecznika Praw Dziecka i w związku z tym nie będą mogli kontynuować inicjatywy.
Oczywiście, że "będą mogli". Pismo RPD w tej sprawie nie jest żadnym poleceniem, rozkazem ani decyzją administracyjną.
- Akcję zapoczątkował mój mąż ok. 25 lat temu. Później kontynuowałam ją ja. Tego dnia dzieci przychodziły ze świadectwem, każdemu osobiście gratulowałam i częstowałam darmowym lodem. Jest mi niezmiernie przykro, zaprosiłam już dzieci... i co im mam teraz powiedzieć? - powiedziała Jolanta Hałas portalowi pszczynanaszemiasto.pl.
A to bardzo proste - nic im nie mówić i kontynuować tradycję, jeśli chce.
Jeśli już miałbym się czegoś czepiać w tej tradycji, to (braku) ochrony danych osobowych, bo zakładam, że każde dziecko - aby dostać loda - musi pokazać świadectwo ze swoim imieniem i nazwiskiem. I na tym polu może się pojawić problem lub zagrożenie.
Dla mnie wymarzony system oceniania wygląda następująco:
1) nie ma jednej oceny z przedmiotu zamiast tego mamy rozpisane elementy składowe edukacji na dany rok, przykładowo w wypadku matematyki:
a) umiejętność wyciągnięcia danych do zadania i celu na podstawie treści zadania
b) umiejętność w dobraniu właściwego wzoru do zadania na podstawie postawionego problemu
c) umiejętność wykonania właściwego dla zadania rysunku geometrycznego
itd.
I teraz każdy z punktów dostaje ocenę:
- opanowanie powyżej podstawy programowej
- opanowane na poziomie podstawy programowej
- braki (i tutaj wymienione jakie)
- pełne nieopanowanie lub poważne braki - wskazany program naprawczy
A za co nagradzać uczniów?
Za wykazywanie w jakiejś dziedzinie wiedzy i umiejętności wychodzących poza program nauczania
Za rzetelność i wywiązywanie sie z powierzonych zadań
Za umiejętność przejęcie i sprawnego sprawowania roli lidera w trakcie pracy zespołowej
Za nadgonienie zaległości
Za przeprowadzone w sposób wyjątkowy prezentacje
Za konkursy z wiedzy czy umiejetności
Na własnym przykładzie chciałbym przedstawić bezsens obecnego systemu, otóż jestem rocznik 86, pierwszy z gimnazjami, nową maturą itd. W podstawówce i gimnazjum zawsze miałem wysoką średnią, ale zawsze 3 w klasie, dwie wyższe miały moje koleżanki z silnym ciśnieniem na oceny (ja aż takiego nie miałem, mi zależało na konkretnych przedmiotach), więc kombinowały jak małgy by z jakiś platyk, techniki, muzyki itd mieć te szóstki (czego ja nie robiłem, wolałem w tym czasie uczyć się matematyki czy czytać dla funu o historii).
Efekt finalny edukacji jest taki, że nie tylko uzyskiwałem lepsze wyniki na egzaminach, ale uzyskałem tytuł mgr inż. na PG, mam dobrą, wymagającą pracę itd. One? Obie pracują w sklepach (to nie żadna ujma), jedna chyba nawet matury nie ma (a wcześniej średnie powyżej 5.0), druga niby skończyła jakąś socjologię, ale bez szansy na pracę w zawodzie. I teraz ja się tutaj nie chwalę tylko zwracam uwagę na to, że pogoń za ocenami je skrzywdziła, bo zamiast faktycznego poznania ze zrozumieniem jakiejś dziedziny dającej jakiś punkt zaczepienia w życiu to było ślizganie się po wszystkim dla oceny jedynie, zamiast zrozumieć prawa dynamiki to referat o życiu Newtona by wyciągnąć ocenę (bo tak łatwiej niż poprawić ocenę ze sprawdzianu), zamiast przysiąść do matmy kolejna praca na plastykę, zamiast napisać sensowny acz treściwy referat na podstawie analizy tekstu z książki to długie połacie przepisanej książki bez żadnej analizy ale liczenia na ocenę wysoką za ilość tekstu. Po prostu model edukacji zmarnował potencjalne talenty.
I to chciałbym wyplenić.
W punkt. Zgadzam się z tym, co napisałeś. Zresztą sam już nieraz w podobnym tonie wypowiadałem się na forum na temat ocen wyrażonych cyfrą.
W Polsce jest już wiele placówek, które z ocen zrezygnowały. (Bo zgodnie z polskimi przepisami oświatowymi nauczyciel nie musi ustalać ocen wyrażanych cyfrą w ciągu roku szkolnego). O części z nich traktuje książka Mikołaja Marceli "Zróbmy sobie szkołę". Tu mapa, gdzie można niektóre znaleźć:
http://www.budzacasieszkola.pl/dodajemy-odwagi/mapa-budzacych-sie-szkol-tu-moze-byc-wasza-szkola-new/
Zła wiadomość jest taka, że opór społeczny (rodziców) jest tak ogromny, że żaden rząd nie zdecyduje się na odgórne wycofanie ocen cyfrowych. Poza tym musiałoby się to również wiązać z drastycznymi zmianami wynagrodzeń nauczycieli i zmianą pensum. W innych krajach się udało, ale w Polsce dobra edukacja jest na szarym końcu listy politycznych priorytetów kolejnych rządów.
I chwila prywaty: w swojej szkole próbowałem razem z uczniami przeprowadzić "rewolucję" i nakłonić innych (w tym rodziców) do rezygnacji z ocen. Bezskutecznie. Tłumaczenia, argumenty, rozmowy, wielostronicowe elaboraty oparte na badaniach naukowych itp. Jak krew w piach. :) To musi wyjść od rządu w formie nakazu.