Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Cyberpunk 2077

23 sierpnia 2018, 14:40

autor: Jakub Mirowski

Miłośnik gier dla jednego gracza – niby przez lepszy klimat, ale tak naprawdę jest słaby w multi.

Brud, neony, augmentacje – Cyberpunk 2077 wygląda oszałamiająco

Nadchodzące dzieło CD Projektu RED najpierw wstrząsnęło E3, a teraz podbiło gamescom. Pokaz Cyberpunka 2077 w Kolonii tylko utwierdza w przekonaniu, że to projekt o gigantycznej skali, niesamowitym potencjale i fenomenalnej stylistyce.

Przeczytaj recenzję Recenzja gry Cyberpunk 2077 - samuraju, masz świetne RPG do ogrania

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Szczerze współczuję innym dziennikarzom, którzy Cyberpunka 2077 zobaczyli w pierwszym dniu gamescomu, bo prezentacja nadchodzącego dzieła CD Projektu RED może zrujnować całe targi. Ja zdążyłem przed nią zobaczyć, wypróbować i nacieszyć się paroma innymi produkcjami, ale teraz ciężko będzie wzbudzić moje zainteresowanie. Polscy deweloperzy po prostu zawiesili poprzeczkę na poziomie nieosiągalnym dla innych twórców. Z dema przywiezionego do Kolonii wyłania się obraz gry o ogromnej skali, wystylizowanej do przesady i przede wszystkim niesamowicie miodnej.

Powtórka z rozgrywki

CYBERPUNK 2077 ZACHWYCA:

  1. jaskrawą, wyrazistą stylistyką, która za nic ma sobie realizm i stonowanie;
  2. tętniącym życiem światem, oblepionym krzykliwymi neonami i z przytłaczającym kolosalnymi budynkami;
  3. brakiem jakiejkolwiek autocenzury – to zdecydowanie gra dla dorosłego odbiorcy;
  4. brudnym i brutalnym klimatem, który wspaniale kontrastuje z rozwojem technologii;
  5. efektowną walką, w trakcie której skorzystamy nie tylko z broni palnej;
  6. wieloma sposobami na wykonanie tego samego zadania.

Na początek zaznaczmy – etap pokazany przez „Redów” na gamescomie to dokładnie to samo zadanie, jakie mieliśmy okazję obejrzeć na zamkniętych pokazach podczas czerwcowych targów E3. Tym razem w niektórych miejscach prowadzący rozgrywkę pracownik studia pokusił się jednak o nieco inne decyzje, inaczej wyglądały też starcia z przeciwnikami. W związku z tym postaram się ograniczyć do własnych odczuć oraz elementów, które nie były wspomniane w naszej zapowiedzi z Los Angeles.

Tym, czym Cyberpunk 2077 robi największe wrażenie jeszcze w swojej bardzo wczesnej wersji, jest jego fantastyczna stylistyka. O ile takie Deus Ex stara się przedstawiać bliską przyszłość i w związku z tym sili na chociażby częściowy realizm, tak CD Projekt RED w niczym się nie ogranicza. Budynki są przeogromne, miasta wielopoziomowe, na ulicach zewsząd biją po oczach pstrokate neony, a z kolei po wejściu do budynków przytłacza niemalże namacalny syf i beznadzieja. Wszystko jest podporządkowane tej futurystycznej, dystopicznej wizji, w której warszawscy deweloperzy czują się jak ryby w wodzie. I nie mają najmniejszego problemu z tym, by wciągnąć w nią także oglądającego.

Brud, neony, augmentacje – Cyberpunk 2077 wygląda oszałamiająco - ilustracja #3

Podobnie jak w przypadku Wiedźmina przy okazji Cyberpunka CD Projekt wykorzystuje już istniejące uniwersum. Tym razem jest to tradycyjny system RPG, debiutujący w 1988 roku (najbardziej znana jest jego druga edycja, zatytułowana Cyberpunk 2020, która ukazała się w roku 1990). Twórca oryginału, Mike Pondsmith, współpracuje z Polakami jako konsultant. Warto dodać, że ma on spore doświadczenie także z grami wideo. Pracował w Microsofcie, gdy firma wypuszczała na rynek swoją pierwszą konsolę.

Więcej o uniwersum Cyberpunka dowiecie się z naszego artykułu z czerwca tego roku.

W trakcie niecałej godziny prezentacji zdążyłem zobaczyć oszpeconych świetlistymi wszczepami gangsterów, chcących przeistoczyć się w maszyny, sanitariuszy latających w opancerzonych statkach powietrznych i szefów podziemia z protezami ze szczerego złota. Taka wizja świata jest oczywiście przerażająca, ale z drugiej strony kusi, by zbadać wszystkie jego szalone zakamarki. A że gra wygląda naprawdę świetnie – szczególnie lokacje powalają szczegółowością, a brzmi jeszcze lepiej – elektroniczne, niemalże rave’owe kawałki jak ulał pasują do intensywnych wymian ognia, to obcuje się z nią niesamowicie przyjemnie.

To nie jest gra dla dzieci

Dobrze też widzieć, że CD Projekt RED nie stroni od mocnego języka oraz nagości i nie udaje, że w przyszłości nie istnieją używki. Cyberpunk 2077 jest brutalny i wulgarny, a brud na ścianach budynków nie może się równać z zepsuciem futurystycznego społeczeństwa. Bardzo podobały mi się też próby stworzenia własnego podziemnego slangu na potrzeby metropolii przyszłości – to uniwersum bez jednolitej kulturowej tożsamości, więc wymyślone słowa oraz wstawki z innych języków pasują tu idealnie i dokładają swoją cegiełkę do fenomenalnej atmosfery.

Eksploracja świata Cyberpunka 2077 zapowiada się wyśmienicie. Na szczęście inne elementy nie ustępują jej głębią. Kreator postaci ma parę niecodziennych opcji – możemy na przykład wybrać naszemu awatarowi bohatera z dzieciństwa. Jak wiadomo już od jakiegoś czasu, protagonista może być kobietą lub mężczyzną, ale w obu przypadkach nazywać się będzie po prostu V. W trakcie gamescomu mogliśmy zobaczyć przez chwilę męską wersję głównej postaci, jednak publiczność zadecydowała, że podobnie jak na E3 będzie oglądać akcję z żeńskiej perspektywy. Szkoda, bo fajnie byłoby sprawdzić aktorstwo głosowe w obu przypadkach.

Brud, neony, augmentacje – Cyberpunk 2077 wygląda oszałamiająco - ilustracja #6

O ile większość wystawców na gamescomie nie wysila się specjalnie w kwestii wyglądu swojego stoiska, placówka CD Projektu RED zachwyca klimatem. Na samym wstępie odwiedzających wita ogromny monitor, wyświetlający panoramę Night City, a z tyłu można zamówić coś do picia w nastrojowo oświetlonym pubie. Co ciekawe, polskie studio poza wodą nie oferuje napojów bezalkoholowych. Zamiast tego można się napić piwa marki „FCK DRM” (nazwa pochodzi od niedawno uruchomionej inicjatywy GOG.com) lub cydru „Ciderpunk”.

Sama misja – tak jak w Los Angeles – sprowadzała się do zdobycia zaawansowanego bota poprzez odwiedziny u przyprawiającego o ciarki na plecach gangu Maelstorm, złożonego z bandziorów, którzy już dawno stracili umiar w okaleczaniu swoich ciał kolejnymi elektronicznymi wszczepami. W porównaniu z E3 istotna zmiana była tak naprawdę jedna: zamiast dać rzezimieszkom chip z wirusem, grający postanowił powiadomić ich o ewentualnym zagrożeniu. Dzięki temu misja mogła zakończyć się bez niepotrzebnego rozlewu krwi: złośliwe oprogramowanie zostało zneutralizowane, a V ze swoim towarzyszem dobiła targu z kryminalistami.

Spędziłem 18 godzin w grze Elden Ring - i odpowiadam na różne pytania
Spędziłem 18 godzin w grze Elden Ring - i odpowiadam na różne pytania

Przed premierą

Kiedy zaoferowano mi dostęp do wersji testowej Elden Ringa, oczywiście zgodziłem się od razu, spodziewając się przyjemnego dema na kilka godzin. Tymczasem spędziłem w tej grze 18 godzin rozłożonych na jakieś 3 dni życia.

Widzieliśmy Elexa 2 - u twórców Gothica bez (większych) zmian
Widzieliśmy Elexa 2 - u twórców Gothica bez (większych) zmian

Przed premierą

Nadciąga drugi Elex, czyli kolejne dzieło kultowych twórców kultowego Gothica. Jak bardzo Elex 2 różni się od pierwszej części? Mieliśmy okazję się przekonać.

Lost Ark może dokopać Diablo 4, ale nie wiem, czy nie zjawiło się za późno
Lost Ark może dokopać Diablo 4, ale nie wiem, czy nie zjawiło się za późno

Przed premierą

Różne gry wskazywano jako pogromców Diablo. Obecnie mamy remis z Path of Exile. Tyle, że na ring wszedł nowy (a zarazem nienowy) zawodnik, Lost Ark. Gra, która nie jest do końca hack'n'slashem, może zdewastować obu konkurentów.