Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Assassin's Creed IV: Black Flag - Krzyk wolności Recenzja gry

Recenzja gry 17 grudnia 2013, 09:00

autor: Krystian Smoszna

Gra od 1985 roku i nadal mu się nie znudziło.

Recenzujemy Freedom Cry - pierwszy dodatek do gry Assassin's Creed IV: Black Flag

Po żenujących dodatkach fabularnych do „trójki” wreszcie doczekaliśmy się rozszerzenia z prawdziwego zdarzenia. Długa, rozbudowana przygoda stanowi dobre uzupełnienie Assassin’s Creed IV: Black Flag.

Recenzja powstała na bazie wersji X360. Dotyczy również wersji PS3

PLUSY:
  • dziewięć dużych misji;
  • nowe miasto;
  • mocno zróżnicowane i zapadające w pamięć zadania;
  • oswobadzanie niewolników;
  • nowe bronie i gadżety.
MINUSY:
  • stosunkowo niewiele do roboty na morzu;
  • muzyka.

Mamy rok 1735. Edward Kenway od ponad dziesięciu lat mieszka w Londynie i razem z żoną Tessą wychowuje Haythama, a wrak jego Kawki, nie niepokojony przez nikogo, gnije na dnie morza. Po przejściu na emeryturę słynnego korsarza sytuacja na Karaibach wyraźnie się uspokaja. Piraci nie stanowią już dużego zagrożenia i rzadko dopuszczają się zuchwałych grabieży. W najlepsze za to kwitnie niewolnictwo. Czarnoskórzy więźniowie wysyłani są do ciężkiej pracy na plantacjach cukru, a ich biali panowie brutalnymi metodami wymuszają na nich posłuszeństwo.

Na widok takiego argumentu też byłbym przerażony. - Recenzujemy Freedom Cry - pierwszy dodatek do gry Assassin's Creed IV: Black Flag - dokument - 2019-07-26
Na widok takiego argumentu też byłbym przerażony.

W takich oto realiach rozpoczyna się nowa przygoda. Rolę głównego bohatera przejmuje Adewale, niegdysiejszy kwatermistrz Kenwaya na Kawce, który w 1720 roku postanawia osiąść w Tulum i przyłączyć się do asasynów. Kilkanaście lat ciężkiego treningu pod okiem skrytobójców nie idzie na marne. W dziedzinie mordowania nasz śmiałek w niczym nie ustępuje swoim kolegom po fachu, na dodatek jest wprawnym żeglarzem, co na Karaibach nie pozostaje bez znaczenia. Na pokładzie statku wkraczamy zresztą do akcji. Adewale ściga w okolicach Tortugi wrogiego admirała i po dostaniu się na jego okręt odbiera mu zapieczętowaną przez templariuszy przesyłkę. Zuchwały czyn zmusza byłego niewolnika do ucieczki podczas sztormu, ale jego łajba nie wytrzymuje konfrontacji z żywiołem. Mężczyzna budzi się na plaży w Port-au-Prince i kieruje do adresata paczuszki.

Freedom Cry już na dzień dobry serwuje zupełnie nową miejscówkę. Dzisiejsza stolica Haiti nie przytłacza co prawda rozmiarami, ale za to pod względem wizualnym prezentuje się bardzo przyjemnie, przypominając znane z podstawki Nassau. Oczywiście możemy (a czasem nawet musimy) także wypłynąć w morze, ale tutaj akurat szału nie ma. Dodatek oferuje maleńki wycinek akwenu znanego z pierwowzoru i choć dotarcie z jednego jego końca na drugi trwa dobre kilka minut, w końcu natykamy się na nieprzekraczalną, animusową ścianę. Do tego dochodzi kilka plantacji, budzący bardzo miłe skojarzenia zatopiony wrak i parę wyodrębnionych na mapie lokacji, które ukrywają... jedną (tak, jedną!) skrzynię z realami. To ma być żart? Panowie z Ubisoftu, gdzie proste kontrakty asasyńskie, które do Adewale pasują bardziej niż do Kenwaya? Gdzie zakopane skarby? Naprawdę można było się trochę bardziej postarać.

Biorąc pod uwagę słabo zrealizowaną eksplorację morską, nie dziwię się specjalnie, że większość czasu spędzamy we Freedom Cry na lądzie. Przygotowane przez autorów misje prezentują wysoki poziom i bardzo mi się podobały. Kilka scen zapada w pamięć, zwłaszcza zwiedzanie siedziby gubernatora w łachmanach niewolnika i próba wydostania się z ładowni szybko nabierającego wody okrętu. Rozszerzenie mocno skupia się na akcentach skradankowych – są zadania, w których niewidzialność jest warunkiem niezbędnym do osiągnięcia sukcesu, co fani serii przywitają z otwartymi ramionami.

Niewolnicy na sprzedaż. Tutaj przydadzą się reale. - Recenzujemy Freedom Cry - pierwszy dodatek do gry Assassin's Creed IV: Black Flag - dokument - 2019-07-26
Niewolnicy na sprzedaż. Tutaj przydadzą się reale.

Dodatek obfituje w niespodzianki nie tylko w konstrukcji misji. Piekielnie istotną nowością jest wspomaganie niewolników, które objawia się wyrywaniem batożonych ofiar z rąk bezwzględnych oprawców. Gra wlicza każdego uwolnionego nieszczęśnika do ogólnej puli i po przekroczeniu kolejnych progów serwuje różne nagrody. Mogą nimi być nowe rodzaje broni, darmowe ulepszenia statku lub inne ciekawe bonusy, jak np. opcja skorzystania z pomocy sojuszników podczas ataku na plantację czy darmowa amunicja. Obecność systemu sprawia, że praktycznie przez całą przygodę nie możemy pozostawać obojętnymi na niedolę kolegów o tym samym kolorze skóry. Jeśli zignorujemy niewolników, nie otrzymamy od nich pomocy, a to z kolei zaowocuje brakiem intratnych nagród. Część rzeczy i tak trzeba zdobyć w tradycyjny sposób (mowa głównie o rozbudowie należącego do Adewale statku), jednak większość z nich uzależniona jest od tego, jak sprawnie idzie nam uwalnianie więźniów.

Recenzja gry Sniper Elite 5 - coraz mniej snajpera, coraz więcej Hitmana
Recenzja gry Sniper Elite 5 - coraz mniej snajpera, coraz więcej Hitmana

Recenzja gry

Karl Fairburne powraca jako snajper, spec od robienia zdjęć rentgenowskich oraz odpowiednik Agenta 47 lub Sama Fishera w czasach inwazji na Normandię. Sniper Elite 5 zmienia się bowiem coraz bardziej w pełnoprawną skradankę.

Recenzja gry Trek to Yomi - chcę więcej takich gier!
Recenzja gry Trek to Yomi - chcę więcej takich gier!

Recenzja gry

Flying Wild Hog stworzyło produkcję, nijak pasującą do wcześniejszych strzelankowych dokonań tego studia i... naprawdę dało radę. Trek to Yomi to mała, ale świetna gra, która garściami czerpie z dorobku kina samurajskiego.

Recenzja gry Hades - wielka gra dla tych, co mało czasu mają
Recenzja gry Hades - wielka gra dla tych, co mało czasu mają

Recenzja gry

Wiedziałem, że Hades będzie świetną hybrydą action RPG i „rogalika”, ale okazał się także znakomitą grą dla dojrzałych graczy. Zgrabnie porusza poważne tematy, ale robi też coś jeszcze. Szanuje nasz czas.