Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 24 września 2013, 15:38

autor: Hed

Recenzja gry Grand Theft Auto V – 10 gwiazdek dla GTA V!

Po kilkudziesięciu godzinach GTA V nie przestaje bawić i zadziwiać. Historia gangsterów Michaela, Franklina i Trevora to spore osiągnięcie studia Rockstar, które po raz kolejny pokazało, że gra w zupełnie innej lidze niż większość deweloperów.

Gruba sprawa

O GTA V można by jeszcze rozmawiać naprawdę długo. Wymieniać się doświadczeniami z misji czy ciekawymi odkryciami. Debatować na temat nowych postaci, z których przynajmniej część jest bardzo wyrazista. Przytaczać ich wypowiedzi, zabawne dialogi lub nawet programy ze stacji radiowych. Śmiać się z radosnych chwil w Los Santos, gdzie nawet wypadnięcie przez przednią szybę samochodu jest komiczne. Rozprawiać o kontrowersyjnych scenach – to temat na dłuższą dyskusję, bo Rockstar nie daje jasnych odpowiedzi na pytania nurtujące krytyków. Naprawdę jest sporo rzeczy, które w tej grze zapadają w pamięć – takie przynajmniej mam odczucia teraz, na świeżo.

UV O GRAND THEFT AUTO V

Ponad dziesięć lat czekałem na produkt, który zdetronizuje Vice City – najlepszą moim zdaniem grę z serii Grand Theft Auto. Sztuka ta Rockstarowi wreszcie się udała, choć przyznam szczerze, że łatwego zadania Szkoci ze mną nie mieli – nie tylko nieufnie przyjąłem pomysł z trzema bohaterami, ale nie podobało mi się też położenie większego nacisku na osławione skoki, które (tak mi się wówczas wydawało) mogły negatywnie odbić się na jakości fabuły. Obawy okazały się niepotrzebne. Franklin, Michael i Trevor to kapitalne postacie, na tyle różniące się między sobą, by stale zapewniać odpowiednią dawkę emocji, a wspomniane skoki wniosły sporo świeżości w mocno wyeksploatowany już schemat typowych dla tej serii misji.

Rozumiem i akceptuję potrzebę wprowadzenia innych zmian, np. uproszczonego modelu jazdy i bardziej odpornych na zniszczenia samochodów, bo zdaję sobie sprawę, że gdybyśmy mieli w tych kwestiach powtórkę z GTA IV, po licznych bezdrożach hrabstwa Blaine nie dałoby się pędzić na złamanie karku. Podoba mi się nowe, bardziej realistyczne zachowanie policji, mimo że teraz wymykanie się stróżom prawa jest łatwiejsze. Chylę też czoła przed ogromem zawartości tej gry. Ukończenie kampanii i części misji dodatkowych zajęło mi przeszło 40 godzin, a co najmniej drugie tyle będę musiał poświęcić, by uzyskać upragnione „100%”. GTA V rozkręca się powoli i nie zdradza wszystkich atrakcji od razu, ale gdy wreszcie widzimy komplet dostępnych aktywności, nie wiadomo, w co ręce włożyć. Szacunek.

Owszem, ma też GTA V swoje mankamenty, że wspomnę o wyraźnie odstającej od dzisiejszych standardów grafice, co nie zmienia jednak faktu, że ogląda się ten produkt i gra w niego znakomicie. Dawno nie widzieliśmy tak dużego, złożonego tytułu, nafaszerowanego licznymi smaczkami i po prostu dopracowanego. Nowe dzieło Rockstar North wciąga użytkownika mocno i nie puszcza przynajmniej do ukończenia kampanii. A przecież na tym zabawa się nie kończy. Zasłużona dycha.

No to w drogę. - 2013-09-24
No to w drogę.

Zamiast gadać, lepiej wziąć się za grę. Ja na przykład z Los Santos raczej nieprędko się wyprowadzę, bo mam jeszcze sporo rzeczy do zrobienia i mnóstwo miejsc do zwiedzenia. Przy GTA V spędzam czas lepiej niż przy GTA IV, które miało swoje plusy i potrafiło zauroczyć, ale jednak z perspektywy czasu okazało się nużące. W „piątce” Rockstar po raz kolejny pokazał klasę i inteligencję. Nie w często niewybrednych żartach, ale w sposobie zaprojektowania gry. Bywa ona niesmaczna czy wręcz głupawa. Bywa skrajnie brutalna. Jednak nigdy nie przestaje bawić i zadziwiać. Jest olbrzymia, a jednocześnie skondensowana. Rozległa, ale niezwykle esencjonalna. Taki mały wszechświat na wyciągnięcie ręki – powinniście po niego sięgnąć.

Szymon Hed Liebert | GRYOnline.pl