Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 3 kwietnia 2013, 12:19

autor: Czarny Wilk

Bez umiaru pożre gry oraz filmy, nie pogardzi też soczystym komiksem albo dobrze upieczonym serialem.

Recenzja gry Slender: The Arrival - przerażająco, ale krótko

Darmowe Slender: The Eight Pages, mimo prostoty rozgrywki i słabej oprawy graficznej, podbiło serca amatorów horrorów. The Arrival rozbudowuje prosty pomysł do formatu pełnoprawnej gry, nie zatracając przy tym klimatu oryginału.

Rzut oka na świat wykazuje, że okropności nie są niczym innym jak realizmem

Tym, co w grze bardzo mi się spodobało, jest sposób prowadzenia fabuły. Aby ją dogłębnie poznać, należy skupić się na odnajdywaniu porozrzucanych tu i ówdzie listów, notatek oraz broszur, wyjaśniających, co właściwie się tu dzieje. Dopiero zlokalizowanie wszystkich przedmiotów oraz uważne obserwowanie pozostawionych na ścianach napisów pozwala w pełni zrozumieć przedstawianą historię oraz poznać wcześniejsze wydarzenia. Oczywiście można też to wszystko zignorować, cieszyć się klimatem i ukończyć The Arrival, pomijając wątek fabularny – decyzja należy do gracza. Ale raz: umniejsza to satysfakcję, a dwa: samo poszukiwanie owych przedmiotów jest głównym elementem wydłużającym niezbyt czasochłonną, niestety, zabawę. Ignorując je, nowego Slendera da się przejść w trzy, może cztery, godziny. Wliczając w to po kilka podejść do pojedynczych etapów, bo gra, żeby nie psuć klimatu, na takie ekscesy jak zapis rozgrywki w środku zadania nie pozwala i porażka przy, przykładowo, rozglądaniu się za ostatnią ze stron sprawia, że musimy zaczynać od nowa.

Odnajdowane przedmioty nie tylko rozwijają fabułę, ale także podpowiadają, co mamy robić. - 2013-04-03
Odnajdowane przedmioty nie tylko rozwijają fabułę, ale także podpowiadają, co mamy robić.
Recenzja gry Slender: The Arrival - przerażająco, ale krótko - ilustracja #2

Autorzy mają bardzo ambitne plany związane z tą serią. Rozpoczęli już tworzenie trzeciej odsłony Slendera, wśród roboczych tytułów padają takie nazwy jak Slender: The Last Page, Slender: Don't Look oraz Slender: No Eyes. Niestety, na tę chwilę o „trójce” nie wiadomo nic ponad to, że trwają nad nią prace. Cała saga docelowo ma składać się z sześciu części.

Pochwalić też trzeba to, co autorom udało się wycisnąć z silnika Unity. Aż ciężko uwierzyć, że to ten sam engine, który napędzał poprzednika. Lokacje pełne są detali, widoki potrafią zachwycić, a zastosowane filtry oraz konwencja, w której całość oglądamy przez obiektyw noszonej przez bohaterkę cyfrowej kamery, dodatkowo uatrakcyjniają przekaz wizualny. Nie jest to oczywiście poziom Crysisa 3, to nie ten budżet, ale na tle innych produkcji mniejszych studiów The Arrival wyróżnia się bardzo pozytywnie.

Prawdziwą gwiazdą spektaklu jest jednak oprawa audio. Ciche, niepokojące dźwięki w tle, odgłosy kroków, świadczące, że przez cały czas nie jesteśmy sami, sapanie protagonistki, stałe dudnienie, którego częstotliwość zwiększa się w miarę wzrostu zagrożenia, zakłócenia, gdy Slenderman znajduje się blisko oraz dramatyczny skok głośności, gdy już się z nim spotkamy... podstawą dobrego horroru jest odpowiednie udźwiękowienie, a tutaj wykonano je znakomicie – nie tylko wpływa na klimat, ale stanowi też integralny element rozgrywki, informujący, w jak wielkim niebezpieczeństwie w danym momencie się znajdujemy.

Zabrałem publiczność na wycieczkę do domu w wesołym miasteczku – domu, w którym straszy

Niestety, gra nie ustrzegła się kilku błędów technicznych. To, że w pewnym momencie na początku zmagań pojawia się komunikat o odblokowaniu osiągnięcia, mimo że aplikacja aktualnie takowych nie posiada, to jeszcze mało istotne niedopatrzenie. Ale błąd, przez który dwukrotnie The Arrival zawiesiło się u mnie na końcu czwartego etapu, to już dość poważny problem. Żeby było zabawniej, wydana niedługo po premierze łatka, naprawiająca te oraz kilka innych niedociągnięć, przy okazji dorzucił parę nowych, na szczęście mniej utrudniających zabawę, a bardziej psujących klimat. Twórców czeka jeszcze nieco pracy nad poprawkami.

Nowe zagrożenie wymusza nową taktykę. - 2013-04-03
Nowe zagrożenie wymusza nową taktykę.

Slender: The Arrival to najintensywniejszy interaktywny horror, w jaki miałem okazję zagrać w ostatnim czasie. Potrafi przerazić, posiada klimat tak gęsty, że można by go krajać, a przy tym jest na tyle trudny, że przetrwanie starcia z Slendermanem oraz jego sojuszniczką sprawia naprawdę sporą satysfakcję. Z drugiej strony czas potrzebny na ukończenie gry okazuje się nieprzyzwoicie krótki, a częściowa losowość etapów oraz dodatkowe przedmioty do zebrania niespecjalnie to poprawiają. Przed zakupem warto zapoznać się z nadal dostępną za darmo częścią pierwszą i na jej podstawie zdecydować, czy lepsza od niej, ale niezbyt długa druga odsłona warta jest wydania równowartości 35 złotych.

Michał Czarny Wilk Grygorcewicz | GRYOnline.pl