Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

King's Bounty: Wojownicy Północy Recenzja gry

Recenzja gry 25 listopada 2012, 09:00

autor: Krystian Smoszna

Fan black metalu i szeroko rozumianych gier akcji. Kocha Dooma miłością prawdziwą.

Recenzja gry King’s Bounty: Wojownicy Północy – powtórka z rozrywki

Wojownicy Północy to solidne rozszerzenie znanej i lubianej formuły, jednak deweloper wystawia cierpliwość fanów na wielką próbę. Zmian względem Wojowniczej Księżniczki jest tu zdecydowanie za mało.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  • bardzo długa kampania, zapewniająca minimum 60 godzin rozgrywki;
  • ogromna liczba typów jednostek, z których można formować armię;
  • wymagające, niekiedy wręcz bardzo trudne starcia z wrogami;
  • duża liczba lokacji do zwiedzenia;
  • wszelkiej maści nowości.
MINUSY:
  • widoczna na każdym kroku stagnacja;
  • przeciętna fabuła, której nie śledzi się z zainteresowaniem;
  • nużąca środkowa faza rozgrywki;
  • liczne błędy techniczne.

Dla rosyjskiej firmy Katauri Interactive czas zatrzymał się w miejscu – do takich wniosków można dojść po uruchomieniu najnowszej produkcji z serii King’s Bounty. Choć od wydania Legendy minęły już ponad cztery lata, Wojownicy Północy prezentują się na pierwszy rzut oka identycznie jak odświeżona w 2008 roku klasyczna odsłona cyklu. Czy brak jakichkolwiek zmian w oprawie wizualnej, ledwie kosmetyczne usprawnienia mechaniki rozgrywki, a także garść nowinek w postaci premierowych jednostek i zaklęć to wystarczający magnes, by znów przyciągnąć przed monitory fanów tego cyklu? Odpowiedź brzmi „tak”, choć niewątpliwie cierpliwość graczy została wystawiona na solidną próbę.

Nazwanie tej pozycji sequelem Legendy byłoby z pewnością dużym nadużyciem, z drugiej jednak strony trudno też określić ją mianem zwykłego dodatku. Wojownicy Północy są tak naprawdę tym dla nowożytnej „jedynki”, czym była Wojownicza księżniczka: odrębną, w pełni niezależną przygodą, zrealizowaną w sprawdzonej i nieznacznie ulepszonej formule. Wśród nowości znajdziemy frakcję wikingów i reprezentujące ją wojska, zestaw zaklęć runicznych, uaktywniane nordyckimi znakami bonusy, pomagające w walce walkirie, kilka świeżych lokacji oraz napisaną od zera opowiastkę nafaszerowaną zatrważającą liczbą questów. Tych ostatnich jest aż 131, przy czym tylko kilkanaście większych misji wchodzi w skład głównego wątku fabularnego. Resztę stanowią mniej lub bardziej skomplikowane zadania poboczne. Oficjalnie nieobowiązkowe, ale w praktyce wykonywać je po prostu trzeba – w serii King’s Bounty każdy punkt doświadczenia jest bowiem na wagę złota.

W grze odwiedzamy doskonale znane lokacje, nieznacznie zmienione w stosunku do miejsc z poprzedniej części . - 2012-11-23
W grze odwiedzamy doskonale znane lokacje, nieznacznie zmienione w stosunku do miejsc z poprzedniej części .

Gra od samego początku zmagań pozwala najmować do armii jednostki wikingów, co jest dobrym rozwiązaniem – dzięki niemu weterani poprzednich odsłon nie będą mieć już na wstępie wrażenia powtórki z rozrywki. Czar pryska dopiero po opuszczeniu czterech startowych wysepek i odwiedzeniu zlokalizowanego w centrum Endorii kontynentu. Nie dość, że trafiamy wówczas do znanych z „jedynki” krain, takich jak Greenwort, Arlania czy Verlon (wizualnie zmodyfikowanych, ale jednak), to na dodatek autorzy w brutalny sposób pozbawiają nas z trudem zgromadzonej ekipy i zmuszają do zakupu innych żołnierzy, reprezentowanych głównie przez ludzi. Na jakiś czas wikingowie stają się praktycznie niedostępni i dopiero po powrocie na daleką Północ jesteśmy w stanie sklecić z nich sensowną drużynę. Problem polega na tym, że zanim to nastąpi, zdążymy już zapewne sformować sobie armię z zupełnie innych jednostek, a o dzielnych wojach na dobre zapomnieć – w perfekcyjnie wyważonej ekipie mojego Skalda miejsce znalazł ostatecznie tylko jeden przedstawiciel wikingów, reszta okazała się za słaba, by dotrwać do końca przygody.

Jak na produkt z serii King’s Bounty przystało, gra od początku wyciska z nas siódme poty. O ile same starcia z wrogami nie sprawiają wielkiego kłopotu, tak już pokonanie oponentów bez strat własnych to prawdziwe wyzwanie. Oszczędzanie podopiecznych na polu bitwy jest wskazane z prostego powodu – czekające w zamkach oraz w innych budynkach rezerwy wyczerpują się w piorunującym tempie, a ewentualnych posiłków ze świecą szukać. Trzeba również pamiętać, że z każdym kolejnym poziomem doświadczenia nasz heros może dowodzić większą liczbą żołnierzy, jeśli więc nie chcemy zalepiać dziury w armii byle jakimi jednostkami, musimy ostro gimnastykować się z tym, co jest nam dane. Niedobór wojaków to jeden z największych problemów, z jakimi borykamy się podczas eksploatacji Wojowników Północy. W żadnym wypadku nie jest to jednak wada.

Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG
Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG

Recenzja gry

Dobrze znane graczom King’s Bounty stało się zupełnie inną, bardziej erpegową produkcją. Czy to wyszło jej na dobre? Nie jestem pewien.

Recenzja gry Humankind - ambitny rywal Cywilizacji
Recenzja gry Humankind - ambitny rywal Cywilizacji

Recenzja gry

Czy potrzebujemy jeszcze jednej gry, takiej jak Civilization? Twórcy Humankind odpowiedzieli twierdząco i na dodatek faktycznie mieli pomysły na to, co zrobić inaczej. Wyszło lepiej?

Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine
Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine

Recenzja gry

Na pierwszy, drugi, a nawet trzeci rzut oka, Siege Survival jest klonem This War of Mine. Grupa cywilów próbuje przetrwać w oblężonym mieście. Dalej zaczynają się różnice, które sprawiają, że nowa polska gra jest zarówno lepsza, jak i gorsza.