Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 30 lipca 2010, 14:26

autor: Krystian Smoszna

Fan black metalu i szeroko rozumianych gier akcji. Kocha Dooma miłością prawdziwą.

StarCraft II: Wings of Liberty - recenzja gry

Wielki powrót legendy czy wielki niewypał? Czy StarCraft II, najnowsze dzieło firmy Blizzard Entertainment, spełnia pokładane w nim nadzieje, czy też razi niewielką liczbą zmian? Sprawdź sam! Oto recenzja jednej z najgorętszych premier tego roku.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Od redakcji: Jak sami zauważycie, niniejsza recenzja jest nietypowa. W jej powstaniu brały udział dwie osoby, a nie – jak zazwyczaj – jedna. Głównym autorem tekstu jest U.V. Impaler, natomiast rozdział o trybie multiplayer i edytorze napisał nasz starcraftowy freak – Yuen. Na deser dorzuciliśmy opinie naszych redakcyjnych kolegów Łosia i Lordareona.

Blizzard Entertainment to producent pod każdym względem wyjątkowy. Nie dość, że wypuszcza na rynek wyłącznie same hity z najwyższej półki, to na dodatek służą one graczom bardzo długo, jakby czas w ogóle się ich nie imał. Przykładów nie trzeba daleko szukać, w końcu dwunastoletni StarCraft jest eksploatowany po dziś dzień i pewnie nawet po premierze sequela będzie cieszyć się sporą popularnością. W czym tkwi sukces tych tytułów? Odpowiedź na to pytanie jest prosta: w szczególnym podejściu firmy zarówno do swoich gier, jak i do wielbiących je fanów. Blizzard nie zapomina o swoich produktach kilka miesięcy po premierze, ale rozwija i dopieszcza je latami, by jak najdłużej cieszyły się uznaniem użytkowników. W trakcie prac utrzymuje intensywny kontakt z graczami, by wybadać ich nastroje w odniesieniu do zapowiadanych innowacji. Pielęgnuje swoje marki, nie leci na łatwe pieniądze i nie publikuje kolejnych wersji swoich hitów co roku, by wydoić jak najwięcej kasy. Nie podąża za trendami, w nosie ma obecne standardy, wręcz hołduje archaicznym, wypracowanym dawno temu rozwiązaniom, nie oglądając się specjalnie na to, co robi konkurencja. Wreszcie ma totalnie gdzieś całą branżę, na pierwszym miejscu zawsze stawiając gracza. Blizzard nie jeździ już na targi, ale zapowiada swoje hiciory na własnych, świetnie przygotowanych imprezach. W przeciwieństwie do pozostałych wydawców przestał też dostarczać mediom gry do recenzji przed premierą. Skoro muszą czekać zwykli śmiertelnicy, to czekają też dziennikarze. Jak tu ich nie lubić?

StarCraft II jest pierwszą produkcją legendarnej firmy od blisko sześciu lat, po znakomicie przyjętej i zarabiającej kupę kasy grze World of WarCraft. Tym razem Blizzard postanowił wrócić do korzeni i wysmażyć RTS-a na wzór i podobieństwo pierwszej gry z serii – nie na konsole, ale na pecety, jakby na przekór opinii, że platformę tę czeka nieuchronna zagłada. W ostatnich dniach intensywnie sprawdzaliśmy, jak prezentuje się to najnowsze dzieło „Zamieci” i wreszcie dziś, po kilku nieprzespanych nocach publikujemy nasze spostrzeżenia.

W każdej misji kampanii faworyzowana jest konkretna jednostka.W tym przykładzie Wiking.

Single player

O trybie dla jednego gracza w StarCrafcie II można powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że w produkcie Blizzarda pełni on marginalną rolę. Autorzy dwoili się i troili, by maksymalnie uatrakcyjnić ten wariant rozgrywki i trzeba przyznać, że z tego trudnego zadania wywiązali się znakomicie. Dla ludzi niezainteresowanych bezpośrednią rywalizacją z żywym przeciwnikiem przygotowano zaskakująco obszerną i wciągającą kampanię, rozmaite wyzwania pozwalające przetestować jednostki Terran w zmiennych warunkach bojowych, a także nieodzowny w tego typu produkcjach tryb skirmish, w którym można walczyć na multiplayerowych mapach, tyle że z armiami sterowanymi przez komputer.

Spośród wszystkich wymienionych wyżej modułów zdecydowanie najciekawsza jest kampania, co nie powinno być dla nikogo niespodzianką. Mocno zaskakuje natomiast liczba dostępnych w tym trybie scenariuszy – jest ich w sumie 26, czyli prawie tyle samo co w poprzednim StarCrafcie! Wynik to godny uwagi, zwłaszcza, że w przeciwieństwie do pierwowzoru można tutaj sterować wyłącznie wojskami Terran (zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami przez chwilę dostępni są także Protosi, ale ich występ jest na tyle krótki, że nie wpływa na zmianę obrazu całości). Pozostałe rasy zostaną szerzej zaprezentowane w kolejnych odcinkach serii, ale kiedy to nastąpi, na razie nie wiadomo.

Kampania przebiega w typowym dla większości RTS-ów stylu: z każdą kolejną misją wyzwanie rośnie, a na arenę wprowadzane są nowe, niedostępne wcześniej jednostki. Scenariusze są tak skonstruowane, by każdy rodzaj wojska miał swoje pięć minut. Gdy głównym celem staje się wielki statek kosmiczny Protosów, do dyspozycji otrzymujemy mechy, pozwalające wznosić się w powietrze. Gdy zaś gracz jest zmuszony likwidować poruszające się z dużą prędkością pociągi, do boju wkraczają szybkie czołgi Grzechotniki, potrafiące strzelać w ruchu. Oczywiście odblokowane wcześniej wojska nadal są do dyspozycji dowódcy, ale nie da się ukryć, że w poszczególnych misjach pierwsze skrzypce odgrywa zawsze nowo wprowadzona jednostka i dlatego warto z ich usług korzystać.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

kwiść Ekspert 5 sierpnia 2010

(PC) Długo trzeba było czekać na sequel króla RTSów, ale jak już się pojawił, błyskawicznie zmiażdżył konkurencję i zajął należne mu miejsce na tronie. My life for Aiur!

9.5

Soulcatcher Ekspert 3 sierpnia 2010

(PC) StarCraft II: Wings of Liberty jest jedną z najlepszych gier strategicznych w jakie grałem solo.

9.0
Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine
Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine

Recenzja gry

Na pierwszy, drugi, a nawet trzeci rzut oka, Siege Survival jest klonem This War of Mine. Grupa cywilów próbuje przetrwać w oblężonym mieście. Dalej zaczynają się różnice, które sprawiają, że nowa polska gra jest zarówno lepsza, jak i gorsza.

Recenzja gry Endzone: A World Apart - radioaktywny city-builder
Recenzja gry Endzone: A World Apart - radioaktywny city-builder

Recenzja gry

Survivalowy city builder w wykonaniu studia Gentlymad to tytuł ze wszech miar godny uwagi, aczkolwiek pod pewnymi warunkami. Jakimi? Dowiecie się z naszej recenzji.

Recenzja gry Twierdza: Władcy wojny - solidnie, ale czy to wystarczy?
Recenzja gry Twierdza: Władcy wojny - solidnie, ale czy to wystarczy?

Recenzja gry

Twierdza: Władcy wojny otwiera nowy rozdział w historii Firefly Studios i przenosi nas w nowe dla serii klimaty. Czy to wystarczy, żeby Stronghold: Warlords zdobyło serca graczy?