Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 3 grudnia 2001, 12:05

autor: Shuck

Empire Earth - recenzja gry

Empire Earth jest erteesem cudownie grywalnym i bezkonkurencyjnie różnorodnym, a dodatkowo potencjał, jaki oddaje do rąk każdemu chętnemu własnoręcznie skonstruować kawałek historii, każe rokować tej wyjątkowej grze długi żywot.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Na jesieni 1452r. Turcy rozpoczęli bezpośrednie przygotowania do zdobycia Konstantynopola i zajęli ostatnie miasta pozostające pod władzą cesarza Konstantyna XI. Na początku kwietnia 1453 r. sułtan Mahomet II na czele wielkich sił lądowych i morskich obległ stolicę cesarstwa bizantyjskiego; pod mury miejskie zatoczono, jak pisał pewien ruski uczestnik wydarzeń, „i działa, i tarany, i wieże, i drabiny, i hulajgrody drewniane, i inne przemyślne machiny do rozbijania murów, w tym kilka dział artyleryjskich klasy Colossus przewidzianych do niszczenia broniących Konstantynopola wież laserowych”. Tak akurat prawdopodobnie nie było, a i nawet w „Empire Earth” tego typu scenariuszy nie uświadczymy, jakkolwiek nic nie stoi na przeszkodzie ich powstaniu i zapewne niebawem sporo mu podobnych pojawi się w Internecie. To dlatego, że w EE jest to możliwe i jeśli tylko komu przyjdzie ochota, by sprawdzić, czy setka łuczników wystarczy do zestrzelenia UFO, to wygodny edytor scenariuszy mu to umożliwi. (Niestety łucznicy w ogóle się nie nadają do walki z UFO – sprawdzałem.) Na jednej z grup dyskusyjnych trafiłem nawet na post, w którym ktoś oskarżał „Empire Earth” o to, iż nie jest niczym więcej niż koktailem sześciu odrębnych erteesów. Jest to jakaś tam prawda, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę smutny fakt, jak nieznacznie poszczególne gry z tego gatunku się od siebie różnią, ale jest to prawda optymistyczna – jedna gra, która łączy w sobie kilka tysięcy lat ludzkiej historii, najlepsze cechy gatunku i w dodatku jest niezwykle precyzyjnie wyważona pod każdym niemal względem, a przez to cudownie grywalna, taka gra stanowi marzenie RT-strategów i to marzenie stało się właśnie rzeczywistością.

Tym co najbardziej przyczynia się do mojego znudzenia kolejnymi erteesami jest ich wzajemna nieodróżnialność. W każdej grze, w każdej misji należy postawić jakiś główny budynek, w którym będziemy mieli możliwość najmować ludzi, roboty lub inne duchy do pracy. Następnie musimy naścinać drzew czy w inny sposób zarobić wystarczającą ilość kredytów na uruchomienie zwykle trzech instytucji, które zajmą się produkcją/treningiem przynajmniej trzech różniących się od siebie charakterem jednostek bojowych. Tych należy zapewnić sobie większą ilość od przeciwnika, zebrać je w kupę i zaatakować. W międzyczasie budujemy jakąś świątynię lub laboratorium, przystań lub port i lotnisko lub wylęgarnię smoków. Dlatego ostatnim erteesem, w który grałem z przyjemnością był „Warcraft” (pierwsza jego część, żeby nie było niedomówień), a następnym dopiero „Empire Earth”. Stało się tak dlatego z trzech podstawowych powodów, które wymienię w kolejności stykania się z nimi.

Po pierwsze grafika. To, że gra jest w pełni trójwymiarowa oczywiście już nie dziwi, niemniej jednak widok, który rozpostarł się przed moimi oczami po wejściu na pierwszą misję treningową był, nie owijając w bawełnę, zdumiewająco ładny. Oto wzrok mój spoczął na piaszczystej plaży i przylegającym doń wzgórzu porośniętym palmami, lekko się poruszającymi w podmuchach morskiej bryzy. W samym morzu zatopiłem spojrzenie na znacznie dłużej, bo jak bum cyk cyk takiej wody w żadnej grze strategicznej jeszcze nie widziałem – falująca, usiana odblaskami powierzchnia, a pod nią załamujące się (no, też falujące) dno; przy brzegu zacumowana łódka, od której rozchodzą się po wodzie kręgi w takt uderzeń fal o burtę.

Recenzja gry Endzone: A World Apart - radioaktywny city-builder
Recenzja gry Endzone: A World Apart - radioaktywny city-builder

Recenzja gry

Survivalowy city builder w wykonaniu studia Gentlymad to tytuł ze wszech miar godny uwagi, aczkolwiek pod pewnymi warunkami. Jakimi? Dowiecie się z naszej recenzji.

Recenzja gry Twierdza: Władcy wojny - solidnie, ale czy to wystarczy?
Recenzja gry Twierdza: Władcy wojny - solidnie, ale czy to wystarczy?

Recenzja gry

Twierdza: Władcy wojny otwiera nowy rozdział w historii Firefly Studios i przenosi nas w nowe dla serii klimaty. Czy to wystarczy, żeby Stronghold: Warlords zdobyło serca graczy?

Recenzja Jurassic World Evolution: Complete Edition - dinotopia na kanapie
Recenzja Jurassic World Evolution: Complete Edition - dinotopia na kanapie

Recenzja gry

Nie ma nic lepszego niż trochę nudnawa gra, która trafia na Switcha. O ile na pececie czy PS4 po Jurassic World Evolution bym nie sięgnął, tak na krótkie sesje ta gra nadaje się idealnie.