Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 22 marca 2007, 12:22

autor: Madraf

Supreme Commander - recenzja gry

Z taką nazwą nie można liczyć na taryfę ulgową. Chris Taylor mógł swoje najnowsze dzieło ochrzcić jeszcze mianem: The Ultimate General albo Total Annihilation 2: There Will Be Totally Nothing Left – ale niewiele by to zmieniło.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Z taką nazwą nie można liczyć na taryfę ulgową. Chris Taylor mógł swoje najnowsze dzieło ochrzcić jeszcze mianem: The Ultimate General albo Total Annihilation 2: There Will Be Totally Nothing Left – ale niewiele by to zmieniło. Supreme Commander w zależności od efektu końcowego mógł równie dobrze posłużyć do wpędzania w konkurencji kompleksy lub sprawienia, że w obawie przed blamażem zniknąłby tak charakterystyczny dla growego nazewnictwa patos.

Wariant jeden:

  • Nasza Kosmiczna Wojna 3 będzie rewolucją.
  • Z takim tytułem? Chcesz, żeby padano przed nią na kolana? Wymyśl coś w rodzaju Supreme Commandera.
  • Mam: The Ultimate General!

Wariant dwa:

  • Nasz Ultimate General będzie rewolucją.
  • Z takim tytułem? Chcesz, żeby szydzono z niego jak z Supreme Commandera?
  • Mam: Kosmiczna Wojna 3!

Spokojnie, patos nie umarł. Supreme Commander dorasta do swojej nazwy.

I całe szczęście – inaczej ten biedny Chris Taylor musiałby wysłuchać dotatkowej tony złośliwości za toczący kosmos konflikt o nazwie Infinite War – będący osią fabularną trzech kampanii SupComa (zabójcza dla wierszówki wersja nazwy). Mógłby się co prawda bronić, że wojna może i nazywa się nieskończoną, ale trwa tak naprawdę zaledwie 1000 lat i gracz przy odrobinie zaangażowania będzie miał okazję ją zakończyć – ale nie wiem, czy to by kogoś przekonało. Ale dość gdybania – Taylor nie musi się przed nikim tłumaczyć.

Realia SupComa przypominają nieco świat Eve Online (żeby dalej nie szukać) – oto ludzkość dopracowała się technologii podróży kosmicznych metodą skoków nadprzestrzennych przez zawieszone w przestrzeni bramy, oto ludzkość dopracowała się technologii, która nieco zróżnicowała gatunek ludzki.

Dzięki temu mamy trzy kampanie – każda „rasa” otrzymała własną. Trzy razy sześć misji na kampanię razy 2 godziny na misję daje mocne 30 godzin grania. Pytanie, czy gra posiada tyle czaru, żeby po zakończeniu Infinite War jedną z frakcji wziąć się za rozwiązanie tego samego problemu pod innymi sztandarami. To takie małe RTS-owe przekleństwo.

Tu można pogrymasić. Wszystkie frakcje: United Earth Federation (ludzie normalni), Cybran Nation (ludzie zmechanizowani) i Aeon Illuminate (ludzie nawiedzeni) mimo różnych dróg rozwoju technikę wojskową moją dziwnie podobną, tylko design (i kolor) zdradza, kto akurat za sprzęt płaci. Na szczęście kampanie przynajmniej pod względem fabularnym nie są bliźniakami jednojajowymi. To sprawia, że chce się jeszcze raz objąć Najwyższe Dowodzenie i trzy razy zakończyć ten sam konflikt. Dodam jeszcze, że to nie przerywniki filmowe ciągną fabułę, bo ich, poza początkiem i zakończeniem, w kampaniach w ogóle nie ma.

Są za to inne smaczki. Oto jako dowódca UEF walczę z nawiedzonym Aeonem, kiedy oto otrzymuję kilka przerywanych transmisji od ich przywódczyni The Princess, która przekonuje mnie, że wojna nie ma sensu. Każda z jej transmisji przerywana jest przez moich zwierzchników, którzy coraz słabiej kontrolując emocje przypominają mi, co mam zrobić z Aeonem. W końcu nawet posuwają się do gróźb – że zrobią ze mną to, czego ja jeszcze nie zrobiłem z Aeonem, jeśli nie zrobię Aeonowi tego, co mam niby zrobić.

Recenzja gry Endzone: A World Apart - radioaktywny city-builder
Recenzja gry Endzone: A World Apart - radioaktywny city-builder

Recenzja gry

Survivalowy city builder w wykonaniu studia Gentlymad to tytuł ze wszech miar godny uwagi, aczkolwiek pod pewnymi warunkami. Jakimi? Dowiecie się z naszej recenzji.

Recenzja gry Twierdza: Władcy wojny - solidnie, ale czy to wystarczy?
Recenzja gry Twierdza: Władcy wojny - solidnie, ale czy to wystarczy?

Recenzja gry

Twierdza: Władcy wojny otwiera nowy rozdział w historii Firefly Studios i przenosi nas w nowe dla serii klimaty. Czy to wystarczy, żeby Stronghold: Warlords zdobyło serca graczy?

Recenzja Jurassic World Evolution: Complete Edition - dinotopia na kanapie
Recenzja Jurassic World Evolution: Complete Edition - dinotopia na kanapie

Recenzja gry

Nie ma nic lepszego niż trochę nudnawa gra, która trafia na Switcha. O ile na pececie czy PS4 po Jurassic World Evolution bym nie sięgnął, tak na krótkie sesje ta gra nadaje się idealnie.