Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

World of Warcraft: Dragonflight Recenzja gry

Źródło fot. Activision Blizzard
i
Recenzja gry 14 grudnia 2022, 18:58

Recenzja WoW Dragonflight - nowe szaty króla MMORPG

Najzwyklejszy dodatek do króla MMORPG okazuje się najlepszym rozszerzeniem od kilku lat? Dragonflight nie jest żadną rewolucją, a jedynie powrotem do podstaw i zaktualizowaniem fundamentów, czyli dokładnie tym, czego World of Warcraft potrzebowało!

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Uwaga, poniżej znajdziecie kolejne zachwalanie nowego dodatku do World of Warcraft. Autor rozpływa się nad nim i w jego imieniu (znaczy swoim) uprzedzam, że to jego prywatna gra roku. Smoki go praktycznie pożarły i naprawdę dawno nie bawił się tak dobrze w tym MMORPG, a gra w nie w zasadzie od grubo ponad dekady. Gdzieś tam z tyłu głowy odzywa się czasem niepokój, że Blizzard zdoła tę sielankę popsuć i ostatecznie okażemy się niestrawni dla przerośniętych gadów. Póki co jednak dostarczono coś dobrego, tym bowiem jest Dragonflight – udanym rozszerzeniem.

MMO ocenia się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy

Za nami dwa tygodnie dodatku, niedawno udostępniono pierwszy rajd, wystartował też Mythic+ oraz inwazje na Dragon Isles. Co oznacza, że atrakcji wystarczy jeszcze na jakiś czas i stąd taka, a nie inna ocena, której nie traktujcie jednak ostatecznie. Dragonflight może wznieść się jeszcze wyżej lub zapikować – przyszłe aktualizacje pokażą prawdziwe oblicze tego rozszerzenia.

Czego dotyczy więc ta ocena? Etapu początkowego Dragonflighta, jego szykowania się do lotu, startu oraz pierwszej podniebnej podróży. Z czasem może się okazać, że nie leci z nami żaden pilot – historia dodatków do World of Warcraft udowodniła to już kilkakrotnie. Więc o ile najnowsze rozszerzenie oceniam wysoko, tak biorę pod uwagę, że za pół roku sytuacja może się diametralnie zmienić. To w końcu Blizzard, z nim wszystko jest możliwe.

Czy to World of Warcraft 2?

PLUSY:
  1. fenomenalne latanie na smokach;
  2. rozległe i świetnie zaprojektowane Dragon Isles;
  3. fantastycznie odnowione profesje, które mają znaczenie;
  4. zróżnicowane zadania;
  5. wydarzenia angażujące wszystkich graczy;
  6. ogromna ilość mniejszych atrakcji i aktywności dodatkowych;
  7. brak pożyczonych mocy i przerobiony system reputacji.
MINUSY:
  1. obawy co do przyszłości latania na smokach;
  2. nieintuicyjne i mogące przytłoczyć odnowione profesje;
  3. wyraźnie odstające na tle dracthyra evokera stare rasy i klasy;
  4. drobne błędy i problemy premierowe.

Przyznaję się, że podczas zapowiedzi Dragonflighta należałem do sceptyków, kręcących nosem na brak spektakularnych nowości. Z czasem, wraz z kolejnymi informacjami na temat tego dodatku, zmieniłem podejście, dostrzegając potrzebne modyfikacje, jakie miało przynieść nowe rozszerzenie. World of Warcraft nie potrzebowało rewolucji, tylko aktualizacji fundamentów oraz wrócenia do podstaw – i to właśnie dostarcza Dragonflight. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to prawie World of Warcraft 2!

Dzieło Blizzarda jest z nami nieprzerwanie od osiemnastu lat. W tym czasie doczekało się dziewięciu dodatków, które mniej lub bardziej wywracały Azeroth (i okolice) do góry nogami. Można powiedzieć, że cyklicznie, co kilka rozszerzeń, WoW otrzymuje aktualizację wytyczającą mu nową ścieżkę. I tym właśnie jest Dragonflight, który otwiera przed królem gatunku MMORPG nowy rozdział, ale nie poprzez rewolucję, tylko odświeżenie fundamentów zabawy. Ja jestem wniebowzięty zmianą podejścia oraz rezygnacją z „pożyczonych mocy” na rzecz pewnej wolności.

Takie Mists of Pandaria, ale ze smokami

Kilka pierwszych godzin na Dragon Isles wystarczyło, abym porównał najnowszy dodatek do Mists of Pandaria. Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że Dragonflight przypomina klimatem właśnie to rozszerzenie. Nie ma tu żadnego wielkiego zagrożenia czającego się za rogiem. Nie ma kosmicznego zła i inwazji demonów. Zamiast tego smoki wracają do domu, gdzie czekają na nie problemy, ale nie tylko one!

Podróż z 60 do 70 poziomu w ogóle mi się nie dłużyła, a to ze względu na fenomenalnie zaprojektowane zadania. Misje poboczne oraz kampania fabularna po prostu wciągają, chociaż mechanicznie wciąż opierają się na „przynieś, podaj, pozamiataj”. Mimo to na Dragon Isles czułem się jak młody poszukiwacz przygód i odkrywca nieznanych lądów.

Brawa należą się Blizzardowi również za pełne wykorzystanie starych postaci z World of Warcraft. Nie jesteśmy męczeni Jainą oraz Thrallem, nawet Khadgar nie gra tutaj pierwszych skrzypiec. Zamiast tego historia koncentruje się na byłych Smoczych Aspektach oraz frakcjach ze smoczych wysp. Z jednej strony mamy zatem coś nowego, z drugiej postawiono na dobrze znanych bohaterów. W ramach zadań dodatkowych z kolei powraca wiele kultowych postaci niezależnych, np. Hemet Nesingwary, który skończył w ciekawy sposób.

Latanie na smoku to najlepsze, co pojawiło się od lat!

Dragon Isles to w zasadzie jedynie cztery strefy, bowiem piąta dedykowana jest nowej klasie-rasie. Zapewniam jednak, że najnowszy dodatek wcale nie jest mały, bowiem ta czwórka powierzchniowo okazuje się większa niż dziesięć stref Northrendu z Wrath of the Lich King! Wszystko dzięki temu, że zmieniono również podejście do projektowania poziomów, które w Dragonflighcie są znacznie bardziej wertykalne niż to, do czego przywykliśmy.

Wynika to w głównej mierze z dragonridingu, czyli nowej formy latania, jaka obecnie dostępna jest jedynie na Dragon Isles. Pożegnajcie się z „pływaniem w powietrzu”, a powitajcie wzbijanie w przestworza, aby następnie pikować – wszystko w celu nabrania prędkości i zregenerowania wigoru naszego smoka! Nowa forma latania to w zasadzie minigra, która wymaga pewnej uwagi, w zamian dostarczając masę radości. Zdaję sobie przy tym sprawę, że nie każdemu ta forma latania przypadnie do gustu, ale moim zdaniem to kwestia przyzwyczajenia. W końcu to pierwsza taka zmiana od 2007 roku!

Na początku dragonriding otrzymujemy w okrojonej formie, ale gdy poświęcimy nieco czasu (maksimum dwie godzinki), aby odblokować wszystkie talenty (na całe konto, nie tylko jedną postać!), niebiosa staną przed nami otworem. W pełni rozwinięta umiejętność latania to najlepsze, co Blizzard wprowadził do World of Warcraft od lat. Podróżowanie nigdy nie było przyjemniejsze, a eksploracja stała się czystą zabawą. Niejednokrotnie łapałem się na tym, że zamiast dolecieć do wyznaczonego sobie miejsca, szybowałem po okolicy, aby nacieszyć się widoczkami.

Poza lataniem na jednym z czterech aktualnie dostępnych smoków możemy również wpływać na jego wygląd poprzez specjalny kreator. Jest on całkiem rozbudowany (bardziej niż w przypadku niektórych ras!), a kolejne opcje kosmetyczne odblokowujemy w ramach różnych aktywności w świecie gry – zadań, dungeonów, osiągnięć czy nagród z reputacji. Mam zasadniczo trzy pytania:

  1. Kiedy polatamy w ten sposób po reszcie Azeroth?
  2. Czy dragonriding będzie standardem w World of Warcraft, czy zniknie wraz z pojawieniem się kolejnego dodatku?
  3. Co z pozostałymi wierzchowcami? Jest ich 500+, ale wypadają ubogo na tle nowych smoków!

Uwielbiam nowe latanie i nie wyobrażam sobie powrotu do starego modelu, dlatego mam obawy, czy dragonriding zostanie z nami na dłużej. Chciałbym również, aby pozostałe mounty zostały wciągnięte do tego systemu, bo aktualnie wypadają dość blado i nie chodzi tutaj o możliwość zmiany wyglądu. Mam więc nadzieję, że Blizzard nie porzuci tej największej (moim zdaniem) atrakcji Dragonflighta. Zwłaszcza że chciałbym więcej dungeonów z dragonridingiem!

Profesje w końcu są czymś ciekawym!

Pochwalić twórców muszę również za odnowione profesje, w których zaszły gruntowne zmiany. Wprowadzono dla nich osobny ekwipunek z dedykowanymi statystykami, otrzymały też system talentów ze specjalizacjami i nawet skałki czy roślinki zbierane w świecie gry wpływają na naszą postać. Możemy np. zostać poparzeni przez rozgrzaną rudę lub zmrożeni przez schłodzony korzeń – niby głupotka, ale cieszy!

Specjalizacje w obrębie profesji faktycznie wpływają na to, jakie rzeczy da się wytworzyć w ramach danego fachu lub jakie bonusy otrzymamy. Co więcej, nasz wybór wcale nie determinuje przyszłości, bowiem z czasem odblokujemy wszystko, więc nie musimy się martwić, że źle wybraliśmy, ponieważ nie ma opcji zresetowania tych specjalizacji. Z jednej strony to wada, ale z drugiej taka możliwość byłaby zapewne nadużywana, więc rozumiem podejście Blizzarda.

Warto również zaznaczyć, że tworzony przez profesje ekwipunek jest przydatny i faktycznie możemy w ten sposób wyposażyć postać. Pojawiła się opcja ulepszania takiego sprzętu czy zmieniania jego statystyk, a uczestnicząc w dungeonach (i nie tylko w nich!), zdobędziemy rzadsze składniki potrzebne do tworzenia najlepszych przedmiotów.

Tym samym zredukowano element losowy i sprawiono, że profesje biorą faktyczny udział w życiu graczy. Zwłaszcza że można teraz zamawiać sprzęt dla fachu, którego nie mamy, poprzez tzw. work order. To osobny system przypominający aukcję, gdzie składamy zamówienie na konkretny przedmiot, który stworzy dla nas ktoś inny. I tutaj największa atrakcja: przy publicznym zamówieniu zamawiający musi dostarczyć materiały, a przy prywatnym mogą zrobić to obie strony transakcji. Ten pozornie prosty pomysł wystarczył, aby handel związany z profesjami rozkwitł.

Patryk Manelski

Patryk Manelski

Chciał być informatykiem, potem policjantem, a skończyło się na „dziennikarzeniu” na UŚ. Tam odkrył, że można połączyć pasję do grania z pisaniem. Następnie bytował w kilku redakcjach, próbując przekonać wszystkich, że gry MMO są najlepsze na świecie. Tak trafił do działu publicystyki na GOL-u, gdzie niestrudzenie kontynuuje swoją misję – bez większych sukcesów. W przerwach od walenia z axa hoduje cyfrowe pomidory, bawiąc się w wirtualnego farmera. Nie mając własnego ogródka, zadowala się opieką nad drzewkiem bonsai. Kręci go też jazda na rowerze, zaś czytać lubi mangę i fantastykę. A co najważniejsze, pochodzi z Sosnowca, gdzie zresztą mieszka i z czego jest dumny!

więcej

Wiedźmin 3 Next Gen - recenzja. Prawie remaster - i to za darmo!
Wiedźmin 3 Next Gen - recenzja. Prawie remaster - i to za darmo!

Recenzja gry

„3 Wiedźmin 3 najlepszy” – bardziej. Dzieło CD Projektu RED wypiękniało, nabrało immersji i zyskało mały, ale ciekawy quest. Next-genowa wersja gry to w zasadzie remaster – skromny, ale za to darmowy.

Recenzja Marvel’s Midnight Suns - RPG z duszą gry mobilnej
Recenzja Marvel’s Midnight Suns - RPG z duszą gry mobilnej

Recenzja gry

Mimo wycenienia tej gry na kilkaset złotych Marvel’s Midnight Suns przypomina budżetową produkcję małego studia. Granie weń okazuje się męczące i żadne aktualizacje tu nie pomogą. Tytuł ów nie jest przyjemny w samych swoich założeniach.

Recenzja gry Bannerlord - lepsza piaskownica niż RPG
Recenzja gry Bannerlord - lepsza piaskownica niż RPG

Recenzja gry

Gra Mount & Blade 2: Bannerlord opuściła Early Access, lecz Early Access nie całkiem opuścił dzieło studia TaleWorlds Entertainment. Naprawiono multum rzeczy, a w grze można spędzić setki godzin, ale pełen potencjał tej produkcji pokażą dopiero mody.