Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

The Legend of Zelda: Skyward Sword HD Recenzja gry

Recenzja gry 19 lipca 2021, 16:27

autor: Adam Zechenter

Redaktor. Historyk. Miłośnik strategii, gier sieciowych i dobrej literatury.

Recenzja gry Zelda: Skyward Sword HD - świetna gra, ale nie dla każdego

Możecie nie pamiętać, ale Zelda: Skyward Sword to równolatek Skyrima. Dzisiaj odświeżona wersja tego klasyka dostępna jest na Nintendo Switch. Czy warto po nią sięgnąć? Tak, ale...

Recenzja powstała na bazie wersji Switch.

PLUSY:
  1. odświeżona oprawa graficzna, która godnie się zestarzała;
  2. sporo uprzyjemniających rozgrywkę drobnych zmian (np. szybkie przewijanie dialogów);
  3. to nadal świetna gra, którą warto poznać.
MINUSY:
  1. nowe sterowanie jest trochę frustrujące, więc jeśli macie Switcha Lite albo po prostu wolicie grać „normalnie”, weźcie to pod uwagę;
  2. zablokowanie za opłatą (figurką amiibo) jednej nowej funkcjonalności to brzydka praktyka;
  3. szkoda, że w wersji HD nie dodano dubbingu, którego brak był w oryginale odczuwalny.

Ach, jaka szkoda, że Rockstar nie ma w sobie czegoś z Nintendo. Może wtedy remaster GTA San Andreas czy RDR1 na silniku „dwójki” to nie byłyby tylko marzenia? Japoński gigant bowiem od lat już wypuszcza swoje stare hity na kolejne konsole – czasem dostajemy je w wersji bliskiej oryginałowi (jak w kolekcji Super Mario 3D All-Stars), innym razem stworzonej od zera (dobrym przykładem jest tu The Legend of Zelda: Link’s Awakening). Nie ma się co łudzić, Nintendo nie robi tego z dobroci serca – nostalgia to dziś szalenie opłacalny biznes. Dla mnie jednak jako gracza ma to drugorzędne znaczenie. Ważniejsze jest, że mam dostęp do świetnych gier na swojej nowej konsoli.

The Legends of Zelda: Skyward Sword HD jest trzecią częścią kultowej serii, w którą mogą zagrać posiadacze Switcha. W przeciwieństwie do wspomnianego Link’s Awakening nie dostajemy teraz pełnoprawnego remake’u, a po prostu odświeżoną wersję. Czy warto sięgnąć po nowe stare przygody chłopca w zielonej czapeczce? Tak, pod warunkiem, że nie gracie na Switchu Lite. Niestety, ale to nie jest pozycja dla każdego...

FAQ

Czym jest ta gra? To typowa Zelda. Wcielamy się w wiecznie zaspanego Linka i musimy, no cóż, uratować świat. Wesprze nas w tym Zelda, a po drodze będziemy rozwiązywać zagadki, walczyć z różnymi potworami, pomagać sympatycznym stworkom i co jakiś czas także ścierać się z trudniejszymi bossami. W wolnych chwilach połapiemy motyle i polatamy na wspaniałych ptakach – loftwingach.

Jaki jest motyw przewodni? Przestworza. Akcja rozpoczyna się na zawieszonych wysoko nad chmurami wyspach, a ich mieszkańcy przemieszczają się pomiędzy nimi za pomocą wielkich ptaków.

Czym się wyróżnia? Oryginalna gra postawiła na kontrolery ruchowe – żeby machnąć mieczem, trzeba było wykonać analogiczny gest w realu przed telewizorem. W remasterze dodano co prawda opcję „normalnego” grania na padzie, ale jej nie polecam.

Dlaczego warto? Bo to Zelda i jak niemal każda Zelda jest świetną grą. Seria The Legends of Zelda ma to do siebie, że jej kolejne odsłony mocno się różnią, nie gubiąc zarazem tego, co czyni ten cykl wyjątkowym.

Dlaczego nie warto? Bo sterowanie ruchowe nie wszystkim przypasuje, a „normalne” granie na padzie jest nieintuicyjne i niewygodne.

Czy ta gra jest lepsza od Breath of the Wild? Nie, jest inna, choć fani szybko dostrzegą, że wiele kluczowych pomysłów z Breath of the Wild testowano już tutaj.

Czy dużo poprawiono? Wersja HD wygląda lepiej od oryginału. Poza tym dodano „normalne” sterowanie, obsługę amiibo (przy okazji z małym skokiem na kasę), swobodną obsługę kamery, a także wprowadzono parę zmian uprzyjemniających rozgrywkę.

CO TO ZA OCENA?

Żeby było jasne – to nie jest ocena gry Zelda: Skyward Sword. Nie zajmujemy się więc historią, questami czy mechanikami. W tej recenzji skupiamy się na tym, co wersja HD poprawiła lub zmieniła.

Klasyka, którą trzeba znać

Skyward Sword za trzy miesiące obchodzić będzie swoje pierwsze dziesięciolecie. Ten równolatek Skyrima był zarazem jednym z jego głównych konkurentów do tytułu gry roku 2011. Ostatecznie Zelda przegrała o włos – otrzymała ciut słabsze noty (94% na Metacriticu, czyli o 2% mniej niż RPG Bethesdy). Jeśli więc nie znacie Skyward Sworda, a biorąc pod uwagę, że mieszkacie zapewne w Polsce, prawie nie pewno nie znacie, to wiecie już, że warto się tą grą zainteresować. Ta klasyka jest teraz dostępna na wyciągnięcie ręki – i to dosłownie, bo grając w tę Zeldę dużo się namachacie kończynami (o czym za chwilkę).

Seria The Legends of Zelda, w przeciwieństwie do takich „Asasynów” czy GTA, nie ma jednego oblicza. Jej twórcy zawsze lubili eksperymentować – dostawaliśmy więc gry 2D oraz 3D. Latanie oraz co-opa. Wielkie oraz kieszonkowe światy. Skyward Sword nie jest tutaj wyjątkiem – przede wszystkim za sprawą sterowania. Dzięki mądremu wykorzystaniu kontrolerów ruchowych z Wii była to Zelda, która wymagała od nas trochę więcej ruchu niż typowe gry konsolowe. Do dzisiaj wiele zagadek czy walk z bossami stanowi unikalne doświadczenie.

Wygibasy przed TV

Sterowanie w Skyward Swordzie HD to zarazem najlepsza i najgorsza rzecz w tej grze. Żeby doświadczyć jej tak, jak wymyślili to sobie twórcy dekadę temu, musicie odłączyć kontrolery od Switcha – i voila! Joy-Cony wykrywają ruchy Waszych rąk. Żeby więc zaatakować mieczem od góry, trzeba podnieść rękę, a potem machnąć nią w dół. Do zadania ciosu z boku potrzebny jest oczywiście analogiczny ruch ręką. Genialne, nie? I to naprawdę działa!

Ten wymagający wygibasów system kontroli nad głównym bohaterem, mocno chwalony w czasach konsoli Wii, jeszcze lepiej sprawdza się dzisiaj na Switchu – a to dzięki stabilnym 60 klatkom na sekundę. To ważne, bo oparto na nim całą rozgrywkę. Chcesz, aby ptak, na którym lecisz, wzniósł się w górę? Machaj ręką, symulując ruch skrzydeł. Drogę blokują drzewa – zetnij je ukośnym cięciem. Szczególnie fajnie sprawdza się to w walce. W Skyward Swordzie nie wystarczy bezmyślnie atakować. Trzeba jeszcze – szczególnie w przypadku bossów – obserwować wrogów i mądrze wyprowadzać ciosy. Jeśli ustawili blok po lewej stronie, należy szybko dziabnąć mieczem z prawej. Pamiętajcie jednak, że niemilcy nie są kretynami (i to nawet bokobliny!) i śledzą to, co robimy. Uderzenia wolne czy przewidywalne po prostu zablokują. Walka jest więc znacznie ciekawsza od typowego ataku czy uniku z wielu innych Zeld.

Niestety, nie ma róży bez kolców. Przede wszystkim nie każdy odnajdzie się w akcji z kontrolerami ruchowymi. To tak jak z VR-em – albo się to lubi, albo nie. To jednak immanentna cecha gry i trudno ją za nią winić. Gorsze jest co innego.

Przygotowując swój remaster, Nintendo postanowiło dodać drugi (klasyczny) wariant sterownia. W teorii możemy więc wpiąć kontrolery w Switcha i korzystać z nich normalnie – jak w każdej innej grze. Doceniam tę próbę. Niestety, udała się ona tylko połowicznie – a przynajmniej mnie źle się tak grało. O ile przy bieganiu po mapie czy sterowaniu ptakiem bądź chrząszczem (to taki gadżet Linka) sprawdza się to całkiem nieźle i jeśli męczy, to tylko przez nieintuicyjny sposób obsługi kamery, tak walka to katorga. Do tego stopnia, że nie byłem w stanie pokonać w ten sposób nawet pierwszego bossa (po przejściu na system ruchowy padł od razu).

Dodatkowo posiadacze Switcha Lite są tutaj na przegranej pozycji. W teorii gra jest dostępna w wersji na ich konsolę, ale – jeśli nie dokupili Joy-Conów – mają do wyboru tylko to mniej wygodne sterowanie (zresztą nawet z nimi nie będzie to wygodne, bo konsolę trzeba gdzieś postawić, a jej niewielki ekran z odległości przestaje być czytelny). Ten sam problem dotyczy też tych osób, które sporadycznie podpinają Switcha do telewizora, bo wolą grać, np. leżąc na kanapie.

Styl retro

Sterowanie to największa mina w Skyward Swordzie HD. Reszta wyszła Nintendo całkiem nieźle. Przede wszystkim gra wygląda zaskakująco ładnie – zniknęła pikseloza i niska rozdzielność z Wii, a dzięki zastosowaniu malowanej, wręcz impresjonistycznej oprawy graficznej całość momentami prezentuje się naprawdę przyjemnie. Oczywiście nie w otwartym terenie, wtedy od razu widać, że gra ma dekadę na karku, ale jak odwiedzicie targ na Skylofcie, to sami zobaczycie, co mam na myśli (patrz screen wyżej).

Nintendo zadbało też o różne drobne ulepszenia, które poprawiają wygodę rozgrywki. Stworzono nowy interfejs, usprawniono system zapisów czy dodano wspomnianą swobodną kamerę, co w znaczący sposób uprzyjemniło zabawę i zarazem zlikwidowało niedobry posmaczek retro (uwierzcie, trudno się dziś gra w gry 3D, w których nie można swobodnie ruszać kamerą). Ale przede wszystkim zmniejszono liczbę przerywników – postaci niezależne uwielbiały rozmawiać z Linkiem, co mocno spowalniało tempo rozgrywki. Teraz to od nas zależy, czy z nimi pogawędzimy. Przyspieszono też wypowiedzi NPC oraz pozwolono nam pomijać cutscenki. Zmiany te mogą się wydawać drobne, ale w całokształcie czynią remaster po prostu lepszą grą niż oryginał.

AMIIBO-TO-PLAY

Recenzja gry Zelda: Skyward Sword HD - świetna gra, ale nie dla każdego - ilustracja #5

W oryginalnym Skyward Swordzie istniał system szybkiej podróży. Otóż w charakterystycznej kapliczce (będącej miejscem zapisu) gracze mogli przenieść się do innego takiego miejsca w grze, np. w przestworza, gdzie znajduje się dom Linka czy przydatne sklepy. W remasterze Nintendo dodało opcję szybkiej podróży z dowolnego miejsca – niestety, dostępną tylko dla właścicieli specjalnej figurki amiibo, która kosztuje ok. 150 zł.

W praktyce nie jest to jakieś istotne ułatwienie, bo punktów zapisu występuje tu i tak cała masa, co nie zmienia faktu, że to brzydka zagrywka. Nieładnie, Nintendo, nieładnie.

W przestworza

Jeśli chcecie poznać historię master sworda i nie martwi Was niezbyt pośpieszne tempo rozgrywki (oj, Skyward Sword jest przegadany), a przy okazji ciekawi jesteście jednego z zapomnianych w Polsce kamieni milowych gier wideo, to zagrajcie w tę nową starą Zeldę. To dobry remaster, może nie idealny, ale widać, że Nintendo włożyło w niego trochę pracy. Pamiętajcie jednak, że Skyward Sword to specyficzna gra, która może zniechęcić – przede wszystkim specyficznym podejściem do sterowania. To świetna pozycja, jednak nie dla każdego.

O AUTORZE

Co prawda nie przeszedłem jeszcze wszystkich odsłon serii The Legend of Zelda, ale poznałem ich już całkiem sporo. Moją ulubioną pozostaje A Link Between Worlds, choć chętnie wracam też od czasu do czasu do Breath of the Wild.

ZASTRZEŻENIE

Kopię gry otrzymaliśmy nieodpłatnie od firmy ConQuest Entertainment, dystrybutora Nintendo na rynek polski.

Adam Zechenter | GRYOnline.pl

TWOIM ZDANIEM

Wolisz grać w remake czy oryginalną wersję gry?

Remake.
81,2%
Oryginał (jeśli w ogóle ruszy na moim sprzęcie).
18,8%
Zobacz inne ankiety
Ninja Gaiden Master Collection - recenzja. Przy nich Dark Souls to bułka z masłem
Ninja Gaiden Master Collection - recenzja. Przy nich Dark Souls to bułka z masłem

Recenzja gry

Tomonobu Itagaki wielkim deweloperem był. Trzymał pieczę nad jednymi z najlepszych gier z gatunku slasherów w dziejach. Dziś mamy szansę ocenić, czy zawierający je pakiet Ninja Gaiden Master Collection jest nadal atrakcyjny dla współczesnego gracza.

Recenzja Ratchet & Clank: Rift Apart - dziewiąta generacja zaczyna się teraz
Recenzja Ratchet & Clank: Rift Apart - dziewiąta generacja zaczyna się teraz

Recenzja gry

„Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”, napisał kiedyś Stan Lee, wkładając te słowa w usta wujka Bena. Dziś to samo można powiedzieć o PS5 i pierwszym prawdziwie nextgenowym tytule, który wychodzi spod ręki prawie niezawodnego Insomniac Games.

Recenzja gry Sniper Ghost Warrior Contracts 2 - dobra „snajperka”, jeszcze lepsza skradanka
Recenzja gry Sniper Ghost Warrior Contracts 2 - dobra „snajperka”, jeszcze lepsza skradanka

Recenzja gry

Druga część snajperskich kontraktów to generalnie pakiet nowych misji i mała ewolucja serii Sniper Ghost Warrior Contracts. A oprócz nowości w postaci strzałów na kilometr, jeszcze lepiej udały się etapy skradankowe.